Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Pan huann z miasteczka Uć w województwie uckim. Ma już przejechane na bs-ie 89634.45 kilometrów - w tym 3457.63 w sposób gruntowny! Przemieszcza się MERIDĄ Kalahari 500 (rocznik 2001) z prędkością zaskakująco średnią, bo wynoszącą 23.00 km/h - i się wcale tym nie chwali, jeno uprzejmie informuje.
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl Zaliczone rowerowo gminy:

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy huann.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 82.70km
  • Teren 1.90km
  • Czas 04:13
  • VAVG 19.61km/h
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Icóżżeposzwecji?: dz.12 - Mjovik-Karlshamn

Środa, 29 lipca 2015 · dodano: 03.08.2015 | Komentarze 2

Z Mjoviku wróciliśmy najpierw do Nattraby - tu zakupy i śniadanie na przystanku (wiata!) w tradycyjnym już, porannym deszczu. Przeleciało szybko, więc też się zwinęliśmy - znów na Mjovik i dalej na Almo - wyspę połączoną z lądem groblą i mostem. Sama wyspa to rezerwat przyrody - jeden z wielu w tych okolicach archipelagicznych - zaś na grobli, na łące stoją sobie jakieś megality z epoki dawnej. Teren ogrodzony - ale jest furtka - wchodzimy - i w tym momencie nastąpił zaskakujący nagły i niepodziewany zwrot akcji - pojawiła się chmara owiec biegnąca i becząca wprost na nas! Sądziłem z początku, że atakują, a one mnie chyba wzięły za pasterza który dostarcza żryć - stały niepocieszone, że nic nie mam dla nich, więc najodważniejszą na pocieszenie poczochraliśmy za uchem ;)
Dalej musieliśmy znów wrócić do trasy E22 - i tu zaczęły się kłopoty: ktokolwiek nas mijał - trąbił! Prawdopodobnie ten odcinek jest tu traktowany jak autostrada - ale nie było jak jechać inaczej! Na szczęście za trochę pojawiła się rowerówka, ale dalej już nie ryzykowaliśmy i przy pierwszym skrzyżowaniu odbiliśmy (przy ładnym kościółku w Forkarla, który sobie zwiedziliśmy) w bok na Johannishus, nadrabiając w ten sposób ładnych kilka kilometrów, ale lepsze to, niż trąby. Po drodze m.in. nieogrodzone (jak właściwie wszystkie) gospodarstwo z trzema luźno biegającymi ogromnymi wilczarzami. Szczeknęły pro forma parę razy i tyle. W ogól psi problem na wsiach tu nie istnieje - albo nie ma psów, albo są tak posłuszne, że w ogóle ich nie słychać. Przeważnie są to goldeny i labradory, a z mniejszych - jorki i małe buldogi. Sporo też pudli, zdarzają się jamniki.
Z Johannishus znów w stronę E22 - przy skrzyżowaniu miał być runiczny kamień z wyrytym przekleństwem, a był parking, bar z kebabami i kawiarnia. Miejscowi nic nie wiedzieli, albo nas kierowali z powrotem - więc daliśmy sobie spokój z przekleństwami - w końcu oprócz pogody naprawdę nie nie ma tu na co kląć!
A pogoda taka, że znów wiało w pysk i mordowało - do Ronneby było więc ciężko. Za to samo miasto - jedno z ciekawszych w tej części wybrzeża. Nad centrum góruje kościół, w którym szwedzcy najeźdźcy onegdaj wymordowali podobno 3000 broniących się tu Duńczyków - nie wiem, jak taka ilość ludu zmieściłaby się w środku, ale na starych drewnianych drzwiach wciąż można dostrzec ślady po toporach oraz ponoć krew...
Z kościółkowego wzgórka sprowadza do centrum urokliwa uliczka pełna kolorowych domków - a za rzeką rozciąga się wspaniały park zdrojowy. Zaczerpnęliśmy żelazistej wody z miejscowego źródła, zwiedziliśmy bezpłatną ekspozycję przyrodniczą w jednym z sanatoryjnych pawilonów, pooglądaliśmy piękną roślinność - w drogę!
Z miasta jechaliśmy sobie dalej wzdłuż wybrzeża znów mocno pagórkowatą boczną drogą - po drodze raz lutnęło chwilę z wielkiej czarnej chmury, którą goniliśmy - w końcu była szybsza i sobie poszła, a na koniec dnia wyszło słońce. Bocznymi drogami wzdłuż trasy E22 dociągnęliśmy na camping w Karlshamnie - położony na lesisto-skalistym półwyspie nad morzem. Po terenie chodzą sobie króliczki i sarenki, a namiot rozbiliśmy tuż przy ogromnym kłębowisku malin - krzaki były aż czerwone, więc dobre kilkanaście minut zajadaliśmy się ile wlezie! W ogóle o tej porze roku Szwecja to kraina malin, poziomek i jagód! Nieraz nas opóźniały w naszej drodze do Ystad ;)
Po malinach pospacerowaliśmy nad morzem skalistymi ścieżkami o zachodzie słońca. Bieda nastąpiła nieco później - okazało się, że prysznice działają na specjalne żetony, które można kupić w recepcji - a recepcja już poszła spać. Musieliśmy więc poczekać aż do następnego poranka :(




Komentarze
huann
| 18:27 środa, 5 sierpnia 2015 | linkuj Oni tak na zmianę - zaczęli bodajże Duńczycy w Sztokholmie, ale później to głównie Szwedzi wyrzynali Duńczyków. Unia Kalmarska była piękną idęa, głównie dlatego, że o kilkaset lat wyprzedziła swoje czasy. No i smutno strasznie, że nasz Eryk Pomorski nie stanął na wysokości zadania...
Gość wariag | 15:44 środa, 5 sierpnia 2015 | linkuj A to nie Duńczycy wyrżnęli Szwedów ?
Komentować mogą tylko znajomi. Zaloguj się · Zarejestruj się!