Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Pan huann z miasteczka Uć w województwie uckim. Ma już przejechane na bs-ie 92689.48 kilometrów - w tym 3570.02 w sposób gruntowny! Przemieszcza się MERIDĄ Kalahari 500 (rocznik 2001) z prędkością zaskakująco średnią, bo wynoszącą 23.01 km/h - i się wcale tym nie chwali, jeno uprzejmie informuje.
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2026 button stats bikestats.pl 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl Zaliczone rowerowo gminy:

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy huann.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 38.70km
  • Teren 0.50km
  • Czas 01:41
  • VAVG 22.99km/h
  • Temperatura 36.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Od Pieska

Niedziela, 9 sierpnia 2015 · dodano: 09.08.2015 | Komentarze 0

Powrót z Sokolnickiego Lasu nieco inna trasą dla odmiany. Nadal przeraźliwie gorąco, wiatr niemrawy, generalnie tylny lub boczny, ale jechało się ciężej niż dzień wcześniej - pewnie dlatego, że jednak jest przeważnie pod górkę - no i koszmarne dedeerówy też się zdarzyły na trasie.
Sakwy przytyte tym i owym w stosunku do dnia poprzedniego.


  • DST 43.50km
  • Teren 1.50km
  • Czas 01:45
  • VAVG 24.86km/h
  • Temperatura 41.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Pieska

Sobota, 8 sierpnia 2015 · dodano: 09.08.2015 | Komentarze 0

Najpierw, rano, starą, rzadko obecnie jeżdżoną trasą od M. do p. na P. (opcja bezdedeerowa).
A popołudniu, w wicerekordowym żarze tego roku, ale na szczęście z wiatrem, via d. - wraz z M. - do Sokolnickiego Lasu, gdzie na letnisku u Dziadków;) przebywa Aluś tydzień czwarty!
I jest kwadratowy - znaczy - powodzi się! ;)



  • DST 24.80km
  • Teren 0.10km
  • Czas 01:00
  • VAVG 24.80km/h
  • Temperatura 38.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć w żarówie

Piątek, 7 sierpnia 2015 · dodano: 07.08.2015 | Komentarze 0

Klasyka: M. - p. na P. - pętelka - M.
Bez żadnych przygód - tylko upał niemiłosierny.
Sakwy średnio nabite, słabe wiatry z kierunków S.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 22.60km
  • Teren 0.10km
  • Czas 00:58
  • VAVG 23.38km/h
  • Temperatura 33.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć z sześcioma kaflami

Czwartek, 6 sierpnia 2015 · dodano: 06.08.2015 | Komentarze 2

Rano środkiem masowego rażenia do Piasty-Kołodziei wymienić dętkę - nie chciało mi się szarpać osobiście w tym upale, więc wybrałem opcję leniwo-nieambitną.
Potem via wyjątkowo pechowa fala czerwonych latarń (stąd kiepska średnia) pod słaby wiatr do p. na P.
Powrót już bez zbytnich anomalii (poza termiczną) do M. via pętelka.
Sakwy lekkie, stuknęło 6 kafli w tym roku :)
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 12.10km
  • Teren 0.10km
  • Czas 00:31
  • VAVG 23.42km/h
  • Temperatura 35.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć nieudana w ogóle i szczególe

Środa, 5 sierpnia 2015 · dodano: 05.08.2015 | Komentarze 0

O poranku Merysia powitała mnie kapciem w tylnym kole :/ Aż się rzec chce - przejechała prawie pół Szwecji, ale polskich dróg nie zdzierżyła po dwóch dniach. No, ale pewnie to po prostu przypadek :P
Załatałem - i w drogę do p. na P. Niestety, po drodze tył zaczął nieco wymiękać :( Przypompowałem na max w przygodnym kompresoru i dojechałem na miejsce.
A miejsce nagle się okazało właśnie dziś mało sympatyczne, bo lobby antyrowerowe postanowiło mnie dziś powkurzać perspektywą zabrania miejsca parkingowego i wywalenia Mery na ulicę na stojak. Była dzika awantura, która skończyła się póki co niczym.
A rowerzyca już widać tego ostatecznie nie mogła zdzierżyć i całkiem wymiękła do wieczora, więc po 8h odrabiania pańszczyzny na państwowym, choć traktowanym jak prywatny folwarku - udałem się pieszkom prowadząc Meryhuannę do najbliższego kompresora - tym razem po podpompowaniu udało się ujechać niecały kilometr :(
Powrót do M. przebiegał więc już do końca opcją pieszo-autobusową.
Upał niemiłosierny ponadto.

Kategoria 1. Only Uć


  • DST 55.00km
  • Teren 0.10km
  • Czas 02:17
  • VAVG 24.09km/h
  • Temperatura 35.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Opłotki i Uć na ciężko

Wtorek, 4 sierpnia 2015 · dodano: 04.08.2015 | Komentarze 4

Wczesnym rankiem z wiatrem i większością gratów wyprawowych w sakwach najpierw (via Rude Opłotki) do R. (po rachunki), potem do d. (zostawić graty), następnie pod wiatr do p. na P., a późnym popołudniem w niezwykłym żarze i znów pod wiatr gorący - via pętelka do M.
I się natrzaskało kilometrów nieco, ale generalnie ciężki dzień - jak to zwykle po urlopie bywa ;)


  • DST 7.00km
  • Czas 00:17
  • VAVG 24.71km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć z powyprawowym myciem

Poniedziałek, 3 sierpnia 2015 · dodano: 03.08.2015 | Komentarze 0

Szybki bezsakwowy wyskok przed wieczorem do pobliskiej myjni - pucu-chlastu Merysię - i powrót via pętelka. Na pętelce naprawili wreszcie dedeerówę zrytą podczas budowy linii tramwajowej.
Gorąco strasznie, a ma być jeszcze gorzej :/
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 11.80km
  • Teren 0.20km
  • Czas 00:38
  • VAVG 18.63km/h
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Icóżżezeszwecji?: dz.16 - Świnoujście-pekap-Uć

Niedziela, 2 sierpnia 2015 · dodano: 03.08.2015 | Komentarze 0

Od rana pogoda idealna na plażowanie - więc myk rowerami 2 km dalej na plażę. Przeszedłem/przetruchtałem ze 2 kolejne kiloetry - jak miło! Morze (w porównaniu do Szwecji;) ciepłe - przemogłem się więc i dwa razy wskoczyłem pożabkować :)
A potem trzeba było już niestety jechać na dworzec kolejowy - mieliśmy zamiar zjeść na zakończenie wyprawy w kultowym-dworcowym barze "Łasuch" śniadanie - ale, że nie było naleśników, a w poczekalni był automat z pyszną kawą - więc poprzestaliśmy na zakupach w pobliskiej Żabce, zjedliśmy na szybko w poczekalni małe co nieco i już za chwilę podstawiono nasz pociąg. Mieliśmy miejscówkę w wagonie rowerowym - nr 16. Oczywiście się okazało, że jedyny przedział rowerowy znajduje się w wagonie nr 10. Po licznych deliberacjach obsługa składu zamieniła 10 na 16 - i wtarabaniliśmy się wraz z rowerową sympatyczną parą z Oświęcimia, który jeździli po zachodniopomorskim do wagonu.
Podróż w narastającym polskim upale przebiegała ślamazarnie - w Poznaniu, korzystając z dłuższego postoju M. wyskoczyła po kawę na dworzec, ale na długo to nie pomogło. Wreszcie, po prawie 9 h jazdy, z kilkunastominutowym opóźnieniem, TLK przetoczyła się przez całą Uć, wtoczyła na dworzec Uć-W. - i wreszcie wysiedliśmy o zmroku. Na dworcu skorzystaliśmy ze świeżo otwartych: windy i pochylni - i wydostawszy się tam, gdzie zamierzaliśmy - przejechaliśmy ostatnie kilka kilometrów wyprawy.

PODSUMOWANIE:
Szwecja - kraj wart rowerowania zawsze i wszędzie. Pod warunkiem posiadania GPS-u oraz trafienia we właściwą pogodę ;)
Było świetnie, choć momentami męcząco - szukanie właściwej trasy, nadspodziewana pagórkowatość terenu oraz krętość dróg rowerowych sprawiła, że przejechaliśmy ok. 250 km więcej niż było w planach. Najważniejsze jednak, że się wyrobiliśmy i właściwie wszystko to, co zaplanowaliśmy zwiedzić - zwiedziliśmy!
Szwedzi - mili ludzie, życzliwi i kulturalni. Pogoda - w kratkę. Jedzenie pyszne, dość drogie - choć nie aż tak, jak się obawialiśmy. Na dwie osoby wyżywienie wyszło przeliczając na złotówki ok. 1400 zł. Łącze koszty wyprawy na dwie osoby zamknęły się sporo poniżej 4000 zł, wliczając w to promy, pociągi w Polce oraz muzea i campingi w Szwecji.
Sprzęt i zdrowie (a to najważniejsze!) - nie zawiodły. Raz tylko spadł mi łańcuch wkręciwszy się między zębatkę, a ramę - i było trochę szarpaniny.

Statystyki wyprawy:
km - 1191,7
km w terenie - 91,1 (7,6% całości trasy)
średnia prędkość - 19,80 km/h
czas spędzony na jeździe - 60 h 11 min.
średni rowerowy dystans dobowy (wliczając w to dni spędzone częściowo na promach i w pociągach) - 74,48 km.


  • DST 34.60km
  • Teren 0.60km
  • Czas 01:43
  • VAVG 20.16km/h
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Icóżżeposzwecji?: dz.15 - Loderups strandbad-Ystad-prom-Świnoujscie

Sobota, 1 sierpnia 2015 · dodano: 03.08.2015 | Komentarze 2

Ponieważ do Ystad mieliśmy jeszcze kawalątek, a po drodze atrakcje, więc prześlicznym słonecznym porankiem zwinęliśmy się z wodnej żyły, na której zapewne spaliśmy - i pociągnęliśmy ku ostatecznemu przeznaczeniu wyprawki. Najpierw jednak była mała przystań o nazwie Kaseberga - i niezwykła miejscowa atrakcja - szwedzkie Stonehenge, czyli Alles Stenar. Na ogromnej łące tuż przy kilkudziesięciometrowym nadmorskim klifie stoją sobie prehistoryczne głazy ustawione w kształt łodzi - ponoć jest to jednocześnie i grobowiec i kalendarz solarny. Wokół pełno owiec oraz paralotniarze, a morze szumi w dole. Wszystko skąpane tego dnia w słońcu. Nie mogło być tak cały czas? ;)
W miejscowej przystani kupiliśmy różne rodzaje wędzonych rybek - śniadanie płetwy lizać!
Za Kasebergą widokowa szosa biegnąca wzdłuż porośniętego trawą pasma wzgórz, a potem przez sosnowe lasy wyprowadziła nas wprost do Ystad. Udało się - pokonaliśmy całą zaplanowaną trasę! :D
Ostatnie zakupy za ostatnie korony - i na terminal po odbiór zaklepanych wcześniej biletów na prom "Mazovia". Chwilę to trwało, bo przed nami powstało zamieszanie: pani chciała płynąć z pieskiem, jak wstępnie zadeklarowała, ale nie potwierdziła, więc jej kajutę zajął ktoś inny. W końcu odebraliśmy nasze bilety - terminal, jak na Szwecję dość obskurny; w kolejce po bilety prawie sami Polacy - i wziu - na prom.
Odpłynęliśmy równo o 14:00 - żegnaj, miła Szwecjo!
Po zagospodarowaniu się w kajucie i pospaniu dwie godziny (zmęczenie materiału) wylegliśmy na pokład i aż do 19:00 przesiadywaliśmy na zawietrznej. Po drodze minęliśmy trzy cyple Rugii, potem Uznam - a potem trzeba było już wysiadać w Świnoujściu. Od razu wertepy i dziurawe "drogi" "rowerowe" - witaj "miła" Polsko :/
Pojechaliśmy w stronę świnoujskiego portu w nieustającej budowie, skręciliśmy w las, ujechaliśmy kilometr  - i rozbiwaczyliśmy się w sosnowo-jagodowym lesie z takimi komarami, jakich w Szwecji nigdzie nie było. Były jednak kleszcze (w Szwecji) - ja złapałem 4, a M. - 3, więc równowaga w przyrodzie została zachowana. Ostatnie rozbijanie namiotu - i spać, by raniutko wstać i jeszcze zahaczyć przed pociągiem o plażę!


  • DST 93.10km
  • Teren 3.10km
  • Czas 04:37
  • VAVG 20.17km/h
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Icóżżeposzwecji?: dz.14 - Furuboda-Loderups strandbad

Piątek, 31 lipca 2015 · dodano: 03.08.2015 | Komentarze 0

Poranek był pochmurny, a gdy wyjechaliśmy z lasów, okazało się, że wieje znów w pysk jak diabli. Prawie na dzień dobry pokonaliśmy wysokie wzniesienie - i dociągnęliśmy najpierw bocznymi, potem większą drogą do miasteczka Brosarp. Zakupy - i w drogę! Odtąd, ponieważ nie skierowaliśmy się jeszcze na Ystad, a na Simrishamn, wiatr zaczął być naszym silnym sprzymierzeńcem. Spore pagórki przed Kivikiem pokonywaliśmy więc niemal z rozpędu. Kivik to, jak sam nazwa wskazuje szwedzkie centrum owocowe - a konkretnie jabłkowe;) Oprócz wytwórni cydru jest tu z ciekawych obiektów kamienny kopiec zwany Grobowcem Króla - w środku, do którego się wchodzi znajduje się komora grobowa, a w niej tajemnicze naskalne rysunki - petroglify. Obok kurhanu - sympatyczna, pachnąca jabłkami i cynamonem kawiarenka w dawnym młynie. Tu również kupuje się bilety do grobu ;)
Stąd już tylko rzut beretem do Parku Narodowego Kamienna Głowa - nazwa pochodzi od łysego, skalistego wzgórza, z którego roztaczają się wspaniałe widoki na morze i okolicę. Teren jest rowerowo niedostępny (musieliśmy zostawić pojazdy na parkingu), ale są wyznakowane szlaki piesze - obeszliśmy większą część parku, co zajęło nam ponad 2 godziny. Oprócz malowniczych widoków godne polecenia jest tu zwłaszcza miejscowe muzeum przyrodnicze - zarówno muzeum, jak i sam park zwiedza się bezpłatnie :)
Po wyjechaniu z parku, jadąc boczną drogą nastąpił najbardziej stromy podjazd wyprawy - udało mi się jakoś wjechać (z odpoczynkiem), ale aż mi przednie koło podrywał do góry ciężar sakw z tyłu. M. wolała rower podprowadzić - i wcale się nie dziwię ;)
Kilkanaście następnych kilometrów wzdłuż wybrzeża z wiatrem - i byliśmy w Simrishamn. Tu po kilku próbach (a to mięli drogo, a to kartą nie można było płacić) znaleźliśmy od dawna wyczekiwane rybki w portowym barze. Były niedrogie (jak na Szwecję;), dużo i pyszne!
Za Simrishamnem wykręciliśmy nieco w głąb lądu - a więc znów pod wiatr - by dotrzeć do najlepiej zachowanego średniowiecznego zamku w Szwecji - czyli do Glimmingehus. Z daleka, położony na płaskowyżu wśród pól nie robi specjalnego wrażenia, wyglądając nieco jak wbita na sztorc wielka cegła. Dopiero po dotarciu na miejsce można docenić grubość murów i ich potęgę. Zwiedzanie jest płatne, ale własnie zamykali, więc wnętrza nie obejrzeliśmy, ale za to przyoszczędziliśmy pewnie kilkadziesiąt koron.
Od zamku zjechaliśmy znów nad morze - i tak, jadąc wzdłuż nadmorskich lasów, które na szczęście nieco nas osłaniały przed wiatrem doczłapaliśmy do małego kąpieliska o wdzięcznej nazwie Loderups strandbad. W miejscowej knajpce za darmo nabraliśmy wody na herbatę do butelek, chwilę popodziwialiśmy kipiel rozszalałego od wiatru Bałtyku i po niezbyt długich poszukiwaniach rozbiliśmy się na niewielkiej polance tuż przy ujęciu wody, więc w nocy morze szumiało, a ujęcie - od czasu do czasu buczało ;)