Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Pan huann z miasteczka Uć w województwie uckim. Ma już przejechane na bs-ie 93547.24 kilometrów - w tym 3616.85 w sposób gruntowny! Przemieszcza się MERIDĄ Kalahari 500 (rocznik 2001) z prędkością zaskakująco średnią, bo wynoszącą 23.00 km/h - i się wcale tym nie chwali, jeno uprzejmie informuje.
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2026 button stats bikestats.pl 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl Zaliczone rowerowo gminy:

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy huann.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 139.80km
  • Teren 1.80km
  • Czas 04:57
  • VAVG 28.24km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

UltraFastWawa

Czwartek, 23 kwietnia 2015 · dodano: 23.04.2015 | Komentarze 13

Nowy rekord prędkości na klasycznej trasie (z kosmetycznymi modyfikacjami) z miasta Uć do miasta Wawa - wykręcony w sumie z niczego :)
Ale po kolei:
Prognozy mówiły od kilkudziesięciu godzin o silnym wietrze z W - w sumie niemal w ostatniej chwili, korzystając z jedynego w tym tygodniu wolnego dnia postanowiłem polecieć z tym wiatrem do niebywałej od ponad pół roku Wawy. Idealny byłby wiatr z WSW, ale od rana wiało - coraz mocniej z typowego W - bez odchyłów. Ponieważ aż do Łyszkowic trasa ma generalny przebieg na linii SW-NE, więc były momenty, gdy wiatr bardziej przeszkadzał, niż pomagał - zwłaszcza na górkach. Dlatego też jechałem sobie oszczędnie i ekonomicznie, nie szafując zbytnio ciężkimi przełożeniami. Mimo to średnia oscylowała wokół 27 km/h - po skręceniu niemal dokładnie na E - i jednoczesnym przybraniu wiatru na sile do rozmiarow mikrohuraganu - Merysia zaczęła sama śmigać ponad 30 km/h - no to i ja zacząłem mocniej dociskać :) I takeśmy dolecieli sobie do stolicy - po drodze kilka postojów - w tym pod kultowym (zwłaszcza, od kiedy zamknęli sklep Kaskach) sklepem w Czerw. Niwie. Pod sklepem gadki-szmatki z wiejskim rowerzystą, który dziś "już czwartą ćwiartuchnę musi pić, takie wiatry od zachodu panie!" etc. itd. Zainaugurowałem także nową obwodnicę Szymanowa z czerwoną klekoczącą z nowości kostkówką-rowerówką (kostka na szczęście niefazowana). Po drodze jeszcze poszukiwania zniczy - w Rokitnie pod cmentarzem nie było handlarzy, w Płochocinie w sklepie spożywczo-przemysłowym nie mieli - i dopiero na przedmieściach Pruszkowa pod cmentarzem udało się zakupić - a następnie tradycyjnie odwiedzić rodzinny cmentarz na zachodnich rubieżach Wawy. Tu porządki - i w drogę - na Wawę Zachodnią - na ciapąg! Spróbowałem nieco innej opcji, bo w Ursusu otworzyli nową trasę - ale nim do niej dojechałem, najpierw utknąłem w zaschniętym błocie pobudowlanym, potem trzeba było się przedrzeć przez zrobioną z gruzu dojazdówkę, a na koniec poprowadzoną esami-floresami dedeerówę. Beznadzieja! Na szczęście Połczyńską już sprawnie (mimo wyłączeń pasów z ruchu w związku z remontami) udało się dojechać na dworzec - i w ostatniej chwili złapać wcześniejszy od zamierzonego pekap do domu - dosłownie pół minuty przed odjazdem :D
A po dotarciu na Uć W. - jeszcze honorowa tradycyjna pętelka-czasówka do M. - celem było tym razem zmieszczenie się w niecałych 5h całości imprezy - i obrona średniej prędkości rzędu 28+. Oba cele - wykonane! Do równych 140 km zabrakło natomiast 200 m, ale nic to.
Napęd na trasie: 1,5 l pepsi i coca-coli, 0,5 l gazowanej wody mineralnej, 2 banany i 2 wafelki w białej czekoladzie "Princessa".
Cały dzień słońce i ciepło - praktycznie ani jednej chmury.
Pierwsza setka w tym roku - a jednocześnie stuknęło w 2015 r. 2000 km.
Sakwy lekkie, ze zniczami średnie, potem znów lekkie.

UPDATE: Acha, nie spotkałem po drodze ani jednego Belga.



  • DST 30.40km
  • Teren 0.10km
  • Czas 01:16
  • VAVG 24.00km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć z przesytem

Środa, 22 kwietnia 2015 · dodano: 22.04.2015 | Komentarze 0

Rano wiatr słabszy, więc via pętelka od M. do p. na P. Na koniec wielkie korki.
Po południu najpierw do d. zawieźć graty takie i śmakie - a potem już do M. znów via pętelka - tym razem przeważnie z wiatrem.
Na dedeerówie pełno kretynów - na rolkach, rowerach oraz piechotą.
Sakwy najpierw ciężkie, potem już lżejsze - wiatr słaby do umiarkowanego - z NW.
Kwietniowy upał.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 24.00km
  • Teren 0.10km
  • Czas 00:53
  • VAVG 27.17km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

FastUć

Wtorek, 21 kwietnia 2015 · dodano: 21.04.2015 | Komentarze 0

Trasa dokładnie ta sama, co dzień wcześniej - rano znów pod wiatr (na szczęście już słabszy) - późnym popołudniem - przeważnie z wiatrem.
Sakwy lekkie.
Średnia miejska doskonała - jednak ileż znaczy, nawet przy średnio sprzyjających warunkach wietrznych dobrze serwisowany napęd!
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 24.00km
  • Teren 0.10km
  • Czas 00:59
  • VAVG 24.41km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć z koszmarnym wiatrem

Poniedziałek, 20 kwietnia 2015 · dodano: 20.04.2015 | Komentarze 0

Po jednym dniu przerwy z okazji zakwasów pozawodowych - rano możliwie najkrótszą i najbardziej osłoniętą wersją trasy od M. do p. na P. pod huraganowy przednio-boczny wiatr - na krótkich odcinkach bardziej bocznych próbował mnie dwukrotnie wywrócić :/
Powrót przy chyba jeszcze silniejszym - bocznym do tylnego, więc chwilami nadal fatalnie, ale czym bliżej M. - tym korzystniej - więc na koniec jeszcze pętelka celem choć trochę poprawienia marnej średniej.
Sakwy rano ciężkie - po południu już lekkie.
Acha - inauguracja nowych, fajnych siateczkowych rękawiczek rowerowych marki Shimano (ale kupionych w Decathlonie).
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 75.10km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:59
  • VAVG 25.17km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Opłotki i Uć zawodowo i powrotnie

Sobota, 18 kwietnia 2015 · dodano: 18.04.2015 | Komentarze 4

Świtem omal bladym wystartowałem obładowany sakwowo-kijkowo z miasta Uć do miasta Ozorów (via miasto Zgiegrz) na coroczne Mistrzostwa Kijania Ziemi Ozorowskiej. Wyjechałem odpowiednio wcześnie, bo prognozy zapowiadały na dzień dobry solidny wiatr w pysk. I rzeczywiście - dystans 22,4 km dzielący mnie od startu kijania pokonać musiałem z dwoma odpoczynkami - najpierw pod łaźnią (skoro jechałem na łażenie) w Zgiegrzu, a potem pod przydrożną "...ŻALNIĄ RYB" (ktoś podwędził literek x3). Po dotarciu zmachanym na zawody (na kilkadziesiąt osób tylko ja dotarłem rowerem!) - udało się wygrać marsz na 10 km z czasem 1h 13min. 24s, co stanowiłoby lekką progresję w stosunku do poprzedniego roku, gdyby nie fakt lekkiej modyfikacji trasy - mam wrażenie, że ją nieco skrócili. Tak, czy siak, zawody fajne, po wpadnięciu na metę sypnął grad, potem było ognisko z kiełbaską, bułką o wysokim wskaźniku hipocośtam, bo białą i pokropiło na to wszystko minut z pięć. Nie było co marznąć dłużej, więc po pożegnaniu organizatorów i uczestników wskoczyłem na siodło i rozpocząłem powrót na z góry zaplanowane miejsce - czyli do M. :)
Jeszcze przez chwilę walczyłem z wietrzyskiem (straszne po wyczerpujących zawodach), potem zrobił się boczny, tylno-boczny, wreszcie tylny - znak, że zawinąłem na Uć. Leciałoby się na tym etapie wyśmienicie, gdyby nie fakt zmęczenia, ale i tak częściowo udało się nadrobić poranne straty średnioprędkościowe. Początkowo na Stryjków - odbiłem późnym niebawem (późne niebawo to chyba w tym przypadku ok. 10 km) na Białą (tę, gdzie wszystek jeden kościół jest czarny), a w Szczawinie ponownie na Stryjków, celem ominięcia prawie całego miasta. W Smolicach postój pod sklepem - w sklepie pani babcia lat ze sto strasznie mnie skrytykowała, że śmigam bez kurtki i czapki i że jak będę stary, to odpadną mi uszy;) No, a mi było na tyle gorąco od wysiłku, że kupiłem litr Mountain Dew pomarudziwszy pierwej pani sklepowej, że z lodówki nie mają ;p
Za Smolicami był już zaraz Stryjków, Cezarka - i cały czas z wiatrem! W Głąbie jednakże zaczęły się podjazdy Uckich Pagórków - cena, którą przyszło zapłacić za jazdę naokoło, by minąć miasto - na szczęście wiatr pomagał i jakoś dało radę pokonać pod górkę pewien podjazd, gdzie kiedyś, rzecz jasna jadąc w drugą stronę, Mery rozpędziła się do 60 km/h :)
Potem była jeszcze Nowosłona, dziurawy asfalt pod Wiączyniem - i tak dobiłem do M. zmordowany przeokrutnie - ale udało się dotrzeć z Ozorowa (52,7 km) w 2 h (i 2 min.;).


  • DST 37.00km
  • Teren 0.20km
  • Czas 01:30
  • VAVG 24.67km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Opłotki i Uć sprawunkowo i bezpowrotnie

Piątek, 17 kwietnia 2015 · dodano: 18.04.2015 | Komentarze 0

Rano, spakowawszy gratów nieco, z okazji pierwszego z dwóch wolnych dni (czyli tzw. wczesnego weekendu;), przytroczywszy również Meryhuannie kijki do nordycznego chodu (to na sobotę), pojechałem bezpowrotnie tego dnia via dawno niejeżdżone Rude Opłotki do R. - po drodze premiera pięknie wyasfaltowanej przeprawy na Jasieni (wreszcie!). Po pozałatwianiu sprawunków nr 1 (m.in. walka ze starym i młodym odkurzaczem) - od R. do d. - i dalej już pieszkom załatwić sprawunki nr 2. I już zostałem w d., by następnego dnia było bliżej na poranne Mistrzostwa Ziemi Ozorowskiej w kijkaniu.
Silny wiatr z NW sprawił, że właściwie cała jazda mniej, lub bardziej podeń. Na szczęście liczne odcinki miejskie i krzaczaste skutecznie wyhamowywały zapędy wiatru.
Sakwy obładowane dwudniowo, ale wycieczki nie liczę do kategorii "Dzień to za mało!", bo nocleg był wszakże na terenie miasta Uć.


  • DST 25.10km
  • Teren 0.30km
  • Czas 00:59
  • VAVG 25.53km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć z cielęciną na drodze

Czwartek, 16 kwietnia 2015 · dodano: 16.04.2015 | Komentarze 4

Z wiatrem trzeci dzień pod rząd to samo - silny (choć może nie aż tak, jak wczoraj i przedwczoraj) i z kierunków W - więc rano najkrótszą od M. do p. na P. - a z powrotem pętelka - i to pełna, by skontrolować plac budowy tramwaju od drugiej strony.
Po południu dedeerówa zapchana wszelką pozimową cielęciną, co to wyległa, bo ciepło - jacyś niedzielni rowerzyści z dziećmi jadący falangą na czołowe (3 razy!), plaga rolkarzy - i inne tego typu przyjemności.
Mam nadzieję, że wkrótce znów zrobi się +5 stopni i że można będzie normalnie jeździć :/
Sakwy nieco przytyte.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 25.10km
  • Teren 0.10km
  • Czas 00:59
  • VAVG 25.53km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć z zającem

Środa, 15 kwietnia 2015 · dodano: 15.04.2015 | Komentarze 0

Warunki wietrzne od rana niemal takie same, jak wczoraj (czyli silny wiatr z W), więc znów najkrótszą od M. do p. na P.
Powrót już z tylno-bocznym (bo z SW) wiatrem, więc pętelka, a nawet dwie, celem sprawdzenia wokół bloku M. co się nowego dzieje w temacie nieustającego budownictwa.
Wcześniej fajne ściganie super szybkiego rowerowego zająca - doganiałem go na światłach, a nawet chwilami trzymałem jego tempo, ale potem mi odskoczył - zabrakło mi przełożeń na mocniejsze machanie ;)
Dziś już ze świeżo wypranymi, niezbyt ciężkimi sakwami.
Upał!
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 24.00km
  • Teren 0.10km
  • Czas 00:55
  • VAVG 26.18km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć z wietrznymi ambiwalentnymi aberracjami

Wtorek, 14 kwietnia 2015 · dodano: 14.04.2015 | Komentarze 0

Rano od M. najkrótszą, bo pod silny wiatr z WNW do p. na P.
Z powrotem wiatr wspaniale pomagał (średnia miejska na 12,8 km - 28,44 km/h) - więc via pętelka.
Sakwy powyprawkowo poprane, więc tym razem z plecaczkiem - niezbyt ciężkim.
100 m terenu to rozbabrana w dwóch miejscach dedeerówa.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 33.50km
  • Teren 4.90km
  • Czas 01:42
  • VAVG 19.71km/h
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Podlasie Egzotyczne - dz. 7: Prawosławne ostatki

Niedziela, 12 kwietnia 2015 · dodano: 13.04.2015 | Komentarze 14

Trasa:
Żerczyce - Moszczona Pańska - Sycze - Grabarka - Szumiłówka - Oksiutycze - Pawłowicze - Homoty - Szerszenie - Kudelicze - Olchowicze - Maćkowicze - Siemiatycze Stacja - (dalej pociągowo) - Wawa PKP - Uć W. PKP - (dalej rowerowo) do M.

Już od rana wiało bardzo solidnie, aż ogrodowy wiatrak opodal krasnoludka, który leje wężem strażackim wodę do oczka wodnego w którym siedzi żaba rechocząca cały poprzedni wieczór - no więc ów wiatrak aż się kręcił, tak wiało.
Ruszyliśmy pod ten wiatr. O, w mordę. Co chwila postoje, prędkość piętnaście. Tyle, że gładki asfalt. Za wsią było wprost koszmarnie (to był początek orkanu Stefan;), potem na szczęście zaczęło się trochę lasów.
Z głównej szosy skręcilismy za Moszczoną Pańską na Grabarkę - górki, dołki, las sosnowy - i nareszcie trochę z wiatrem.
Cerkiew w Grabarce ze słynnym lasem krzyży - zwaną prawosławną Częstochową - znaleźliśmy bez problemu. Tymczasem wiatr nawiał chmurzyska i pokropiło nas - ze 3 kropki na krzyż. Na szczęście jeden, a nie cały las, bo by nas zlało. a tak po chwili wicher przegnał chmurności, więc, pozostawiwszy rowery przezornie pod jakąś wiatą zespawaną z czegoś, ruszyliśmy na obchód okolicy. Przy wejściu jest kapliczka-źródełko z cudowną wodą (i bardzo smaczną, choć nieco żelazistą) - a potem stromymi schodami wdrapaliśmy się na górę, do cerkwi. Pobuszowaliśmy w lesie (krzyży), zakupiliśmy w miejscowym sklepiku trochę różności pamiątkowych - non stop w naszych poczynaniach towarzyszył nam głośny dźwięk dzwonów grających w kółko tę samą melodię - zaczynała się jak "mam chusteczkę haftowaną", ale już bez "wszystkich czterech rogów" - co zrozumiałe, ze względu na wysoki stopień sakralności tego miejsca ;)
Po godzince spędzonej na zwiedzaniu i mimowolnym wbijaniu w czerep melodii "chusteczkowej" (ale bez rogów) oraz nabraniu wody, wyruszyliśmy w ostatni już etap wyprawki - ciągiem niewielkich wiosek położonych w dolince wśród zalesionych wzgórz (co miało niebagatelny, pozytywny wymiar w kontekście wichury) w kierunku doliny Bugu. Po drodze miały być dwa młyny, ale zamieniły się w wiatraki - co w tych stronach oznacza po prostu zniknięcie.
Do Bugu dotarliśmy we wsi Maćkowicze (na mapie sprzed stu lat są Mućkowicze:) - nim zjechaliśmy nad rzekę, pod miejscową drewnianą cerkiewką dowiedzieliśmy się od miejscowego pana dziadka-gaduły o tym, że za kwadrans będzie prawosławne nabożeństwo z procesją z okazji przypadającej właśnie tego dnia prawosławnej Wielkanocnej Niedzieli - więc nad Bug zjechaliśmy dosłownie na 5 minut. Ze względu na wiatr na Bugu były spore fale, a woda na powierzchni płynęła w górę rzeki! A przynajmniej takie to sprawiało wrażenie. A nad samą wodą stareńka wierzba - powykręcana i z dziuplą na przestrzał.
Po powrocie do cerkwi M. postanowiła zostać na całe nabożeństwo (do pociągu mieliśmy jeszcze ponad 2h), a ja po 10 minutach wymiksowałem się, by zwiedzić jeszcze trochę nadbużańskie okoliczne rewiry. Polnymi drogami dotarłem do kolejowego mostu - okazało się, że ma drewniane kładki dla pieszych wzdłuż torów - w to mi graj! Przeprawiłem się meridowo na drugą stronę - i w ten sposób zaliczyłem kolejną nową gminę - Sarnaki, położone już w województwie mazowieckim!
Po chwili wróciłem mostem na podlaską stronę, podjechałem pod cerkiew (właśnie skończyło się nabożeństwo) - i już z M., pożegnawszy pana dziadka - w długą - do stacji Siemiatycze. Po drodze ostatnie atrakcje - tabliczka "Koniec Strefy Przygranicznej" i jeden z "zębów Stalina" - czyli bunkier Linii Łomotowa, co to się ciągnęła od Bieszczadów po Podlasie właśnie.
Na stacji czekaliśmy jeszcze godzinkę - ciepło i ładnie, ale jak się chciałem bachnąć w trawie za murkiem na zawietrznej, to dobrze, że najpierw spojrzałem - miejsce było już zajęte przez Pannę Ż. Zygzakowatą ;)
Na peron wyszły dwa miłe psubraty - wyraźnie mają w zwyczaju witanie pociągów - całkiem, jak Lampo z mojej ulubionej książki z czasów młodości, czyli "O Psie, który jeździł koleją". Psy jednak pozostały - pojechaliśmy my, z dzikim tłumem - ledwo do szynkobusu dało radę wcisnąć nasze rowery... W środku było gorąco i sennie, choć toczyły się ciekawe rozmowy - np. panowie w wieku maturalnym omawiali walory (tu cytat) "(...)-bardzo mądrego filmu pt. "Drogówka", który jednak kończy się chujowo, bo bohater traci członek. -Który członek? -Najważniejszy! -Będę mieć na względzie!". Wszystko w pięknej, wschodniej Polszczyźnie typu Kargul i Pawlak :D
W Warszawie na Wschodnim dwie godziny czekania na przesiadkę, więc udaliśmy się do najdłuższego bloku współczesnej Pragi, gdzie po strasznie długim oczekiwaniu wjechała na stół miejscowej pizzerii zaskakująco super przepyszna pizza - polecam-polecam-polecam!!! Do tego dwie michy prawdziwego sosu czosnkowego, a nie jakieś erszace z proszku. Pan restaurator bardzo miły, a obrusy ma w hafty - na jednym jechały sobie na rowerach wśród drewnianych domków dwa zające - to my! :D
Mimo pożarcia dwóch mich czosnkowego sosu, w ciapągu do miasta Uć też było full, a w dodatku pan konduktor kazał nam wstawić rowery do kibla (oczywiście ostatnim wagonem była jedynka, ale nie udało się nam w niej jechać, więc musieliśmy, by nie tarasować przejścia zadowolić bicykle, a raczej pana konduktora klozetem), Spowodowało to na stacji Uć W. wielkie perturbacje w wysiadaniu, bo nie można było sensownie wykręcić na właściwą stronę pojazdów w ciasnym przejściu.
A potem już rowerowo po ciemku do M. (via żabkowe zakupy).
I koniec wyprawki.

Nowe gminy: Mielnik, Siemiatycze, Sarnaki.

Podsumowanie wyprawki:
Km - 373,1
Km w terenie - 211,1 (56,6% łącznej ich liczby - zaskakująco dużo!!)
Średnia prędkość (moja;) - 20,41 km/h (zaskakująco dobra, jak na rodzaje nawierzchni, po których przyszło się toczyć z obciążeniem)
Liczba dni - 7
Średni dystans dzienny - 53,3 km
Średni dzienny czas jazdy (mój, nie M.;) - 2h 36 min.
Liczba nowych gmin - 22 (21 - woj. podlaskie, 1 - woj. mazowieckie)
Wrażeń - moc! To najbardziej egzotyczne miejsca w Polsce widziane jak dotąd z siodełka.
Pogoda - gdyby nie wiatry - na piątkę.
Ogólna subiektywna ocena wyjazdu (w skali 1-6) - 5,5.

Warto, naprawdę warto tam jechać!