Info
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
Zaliczone rowerowo gminy:
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2025, Grudzień13 - 7
- 2025, Listopad7 - 2
- 2025, Październik7 - 2
- 2025, Wrzesień10 - 3
- 2025, Sierpień9 - 8
- 2025, Lipiec10 - 31
- 2025, Czerwiec4 - 8
- 2025, Maj15 - 31
- 2025, Kwiecień12 - 32
- 2025, Marzec11 - 28
- 2025, Luty1 - 5
- 2025, Styczeń1 - 4
- 2024, Grudzień5 - 29
- 2024, Listopad4 - 25
- 2024, Październik14 - 86
- 2024, Wrzesień10 - 38
- 2024, Sierpień7 - 19
- 2024, Lipiec17 - 31
- 2024, Czerwiec1 - 4
- 2024, Maj17 - 71
- 2024, Kwiecień13 - 36
- 2024, Marzec13 - 56
- 2024, Luty7 - 30
- 2024, Styczeń2 - 6
- 2023, Grudzień3 - 14
- 2023, Listopad7 - 21
- 2023, Październik10 - 39
- 2023, Wrzesień12 - 72
- 2023, Sierpień14 - 96
- 2023, Lipiec10 - 40
- 2023, Czerwiec7 - 25
- 2023, Maj13 - 54
- 2023, Kwiecień11 - 50
- 2023, Marzec10 - 61
- 2023, Luty5 - 28
- 2023, Styczeń15 - 76
- 2022, Grudzień3 - 21
- 2022, Listopad5 - 27
- 2022, Październik9 - 43
- 2022, Wrzesień4 - 18
- 2022, Sierpień13 - 93
- 2022, Lipiec11 - 48
- 2022, Czerwiec5 - 24
- 2022, Maj15 - 70
- 2022, Kwiecień11 - 54
- 2022, Marzec12 - 77
- 2022, Luty8 - 40
- 2022, Styczeń8 - 39
- 2021, Grudzień9 - 54
- 2021, Listopad12 - 68
- 2021, Październik11 - 41
- 2021, Wrzesień10 - 47
- 2021, Sierpień13 - 53
- 2021, Lipiec13 - 60
- 2021, Czerwiec19 - 74
- 2021, Maj16 - 73
- 2021, Kwiecień15 - 90
- 2021, Marzec14 - 60
- 2021, Luty6 - 35
- 2021, Styczeń7 - 52
- 2020, Grudzień12 - 44
- 2020, Listopad13 - 76
- 2020, Październik16 - 86
- 2020, Wrzesień10 - 48
- 2020, Sierpień18 - 102
- 2020, Lipiec12 - 78
- 2020, Czerwiec13 - 85
- 2020, Maj12 - 74
- 2020, Kwiecień15 - 151
- 2020, Marzec15 - 125
- 2020, Luty11 - 69
- 2020, Styczeń17 - 122
- 2019, Grudzień12 - 94
- 2019, Listopad25 - 119
- 2019, Październik24 - 135
- 2019, Wrzesień25 - 150
- 2019, Sierpień28 - 113
- 2019, Lipiec30 - 148
- 2019, Czerwiec28 - 129
- 2019, Maj21 - 143
- 2019, Kwiecień20 - 168
- 2019, Marzec22 - 117
- 2019, Luty15 - 143
- 2019, Styczeń10 - 79
- 2018, Grudzień13 - 116
- 2018, Listopad21 - 130
- 2018, Październik25 - 140
- 2018, Wrzesień23 - 215
- 2018, Sierpień26 - 164
- 2018, Lipiec25 - 136
- 2018, Czerwiec24 - 137
- 2018, Maj24 - 169
- 2018, Kwiecień27 - 222
- 2018, Marzec17 - 92
- 2018, Luty15 - 135
- 2018, Styczeń18 - 119
- 2017, Grudzień14 - 117
- 2017, Listopad21 - 156
- 2017, Październik14 - 91
- 2017, Wrzesień15 - 100
- 2017, Sierpień29 - 133
- 2017, Lipiec26 - 138
- 2017, Czerwiec16 - 42
- 2017, Maj25 - 60
- 2017, Kwiecień20 - 86
- 2017, Marzec18 - 44
- 2017, Luty17 - 33
- 2017, Styczeń15 - 52
- 2016, Grudzień14 - 42
- 2016, Listopad18 - 74
- 2016, Październik17 - 81
- 2016, Wrzesień26 - 110
- 2016, Sierpień27 - 197
- 2016, Lipiec28 - 129
- 2016, Czerwiec25 - 79
- 2016, Maj29 - 82
- 2016, Kwiecień25 - 40
- 2016, Marzec20 - 50
- 2016, Luty20 - 66
- 2016, Styczeń16 - 52
- 2015, Grudzień22 - 189
- 2015, Listopad18 - 60
- 2015, Październik21 - 52
- 2015, Wrzesień27 - 38
- 2015, Sierpień26 - 37
- 2015, Lipiec29 - 42
- 2015, Czerwiec27 - 77
- 2015, Maj27 - 78
- 2015, Kwiecień25 - 74
- 2015, Marzec21 - 80
- 2015, Luty20 - 81
- 2015, Styczeń5 - 28
- 2014, Grudzień16 - 60
- 2014, Listopad27 - 37
- 2014, Październik28 - 113
- 2014, Wrzesień28 - 84
- 2014, Sierpień28 - 58
- 2014, Lipiec28 - 83
- 2014, Czerwiec26 - 106
- 2014, Maj25 - 88
- 2014, Kwiecień24 - 75
- 2014, Marzec18 - 133
- 2014, Luty17 - 142
- 2014, Styczeń13 - 68
- 2013, Grudzień21 - 115
- 2013, Listopad23 - 102
- 2013, Październik22 - 64
- 2013, Wrzesień28 - 108
- 2013, Sierpień18 - 66
- 2013, Lipiec30 - 95
- 2013, Czerwiec30 - 79
- 2013, Maj30 - 55
- 2013, Kwiecień29 - 81
- 2013, Marzec16 - 39
- 2013, Luty19 - 62
- 2013, Styczeń9 - 18
- 2012, Grudzień22 - 62
- 2012, Listopad22 - 19
- 2012, Październik20 - 8
- 2012, Wrzesień25 - 6
- 2012, Sierpień2 - 3
- 2012, Lipiec14 - 4
- 2012, Czerwiec26 - 14
- 2012, Maj23 - 24
- 2012, Kwiecień26 - 23
- 2012, Marzec27 - 20
- 2012, Luty21 - 35
- 2012, Styczeń23 - 59
Wpisy archiwalne w kategorii
2. Opłotki, czyli mniej niż seta
| Dystans całkowity: | 45032.94 km (w terenie 1726.09 km; 3.83%) |
| Czas w ruchu: | 1900:14 |
| Średnia prędkość: | 23.70 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 62.80 km/h |
| Suma podjazdów: | 150222 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 184 (102 %) |
| Maks. tętno średnie: | 172 (93 %) |
| Suma kalorii: | 883977 kcal |
| Liczba aktywności: | 1011 |
| Średnio na aktywność: | 44.54 km i 1h 52m |
| Więcej statystyk | |
- DST 30.07km
- Teren 1.85km
- Czas 01:11
- VAVG 25.41km/h
- VMAX 49.30km/h
- Kalorie 488kcal
- Podjazdy 150m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Nietypowa Mikropętelka Antywietrzyskowa
Niedziela, 23 maja 2021 · dodano: 23.05.2021 | Komentarze 2
Dziś dla odmiany... wiało. Głównie z W i NW, a pobocznie - z przysłowiowych Zewsząt;) Co dobre w tym wszystkim - nie był to wiatr wyżowy, cisnący do asfaltu, który męczy bardziej niż cokolwiek innego, tylko silne podmuchy, które tylko trochę bardziej przeszkadzały, niż pomagały.Trasa zatem eksperymentalna, po terenach jak najbardziej osłoniętych - znów kosztem nawierzchni (dużo słabych asfaltów i trochę terenu - choć bez ekstremów). Na początek - dolina Sokołówki i dwa zbiorniki wodne - Pabianka i Żabieniec:


Potem halsowanie na pograniczu Zgierza - tam, gdzie kończy się ów gród, rozpoczyna się blisko dziesięciokilometrowa aleja zabytkowych klonów srebrzystych, ciągnąca się (z niewielkimi przerwami) aż po granice Stryjkowa.

Ja odbiłem jednak w leśne, a nawierzchniowo obleśne asfalty - za to na ich skraju malowniczo: to "mój" las od drugiej strony:



Potem jeszcze przepraktykowałem ślepo zakończony boczny asfalt, czyli odbiegającą od ul. Łodzianka ulicę Bzury (w sumie niedaleko są źródła :) - a następnie odbiłem na tereny dawnego Letniska Rogi, zniszczonego podczas I wojny światowej: dziś to typowe przedmieście z zachowanymi pojedynczymi domami z dawnych czasów i sporą ilością zabytkowej zieleni:


A stąd już (znów niekoniecznie asfaltem) do domu.
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta
- DST 71.02km
- Teren 8.00km
- Czas 03:22
- VAVG 21.10km/h
- VMAX 51.50km/h
- Kalorie 1229kcal
- Podjazdy 425m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
ZaDrzewicze na bis
Piątek, 21 maja 2021 · dodano: 21.05.2021 | Komentarze 2
Będąc kilka dni temu za Drzewicą miałem za mało czasu, by zwiedzić Przysuchę, więc postanowiłem tam wrócić - i wykręcić kolejną pętelkę - tym razem nie na NE, a na SE od Drzewicy. Wycieczka miała być wczoraj, ale tak niemiłosiernie duło, że ograniczyłem się do 25 km-ów - pieszkom wokół mojego przydomowego lasu :)Dziś co prawda wiało chyba równie paskudnie, ale z innego kierunku (SW), więc zaplanowałem trasę tak, aby najgorsze przejechać leśnymi drogami, co się okrutnie miało zemścić - nie uprzedzajmy jednak faktów.
Początek (ale też i finał) wycieczki identyczne z tymi sprzed tygodnia, czyli na dworzec, stąd ŁKĄ do Drzewicy - i po zatoczeniu sześćdziesięciokilometrowej pętelki na Przysuchę - taki sam powrót.
Początek przyjemny: z Drzewicy przy tylno-bocznym wietrze do Rusinowa, a stąd już gorzej, bo raczej pod wiatr - do Skrzyńska. Mimo to nie jechało się tragicznie - przysłużył się do tego zwłaszcza znakomity asfalt (przepraktykowany już poprzednim razem). W Skrzyńsku zamiast jak poprzednio w lewo - odbiłem w prawo i zaraz już była Przysucha: nim jednak zabrałem się za zwiedzanie centrum, najpierw wyjechałem z niej na chwilkę po nową gminę - Borkowice. Po drodze: ruina młyna i most na Radomce, a w nowej gminie - stara kapliczka.




Stąd cofnąłem się kawalątek i pod huraganowy wiatr w dolinie Radomki dopełzłem wkrótce do miejscowego Bora Bora i Las Palmas :)



Przysucha nie bez powodu jest Przysuchą: w tym momencie okazało się, że grozi mi przysuszenie, gdyż z nieznanych powodów pękła w sakwie butelka z wodą i blisko litr wyciekł - dobrze, że miałem wszystko dodatkowo w foliach i ostatecznie nic nie zamokło, ale zostałem niemal bez picia! Dlatego jadąc w stronę centrum odwiedziłem sklep, a roweru pod nim przypilnował sympatyczny doberman :)

Kolejny postój to rynek:


A tuż obok najciekawsze obiekty miasteczka, czyli świeżo po remoncie, ale zamknięta na głucho synagoga oraz pałacyk z muzeum Oskara Kolberga:


Zawitałem też pod miejscowy kirkut, ale z każdej strony był zamknięty, więc tylko przez płot obejrzałem grobowiec tutejszych cadyków, wśród których był ponoć jeden zwany "Świętym Żydem" - grobowiec, jak to u nas, ozdabia "merytoryczny w treści" i "ozdobny w formie" napis... :(


Po wyjeździe z miasta zaczęły się schody - i to dosłownie: najpierw (jeszcze na złudnie gładziutkim asfalcie) dwa dość strome podjazdy (łącznie 100 metrów do góry) do wsi Kozłowiec, a potem stało się coś, czego się nie spodziewałem w najgorszych nawet prognozach ze street view: średnio 3% pod górę po strasznym, chyba stuletnim bruku z kocich łbów, przemieszanych z luźnym żwirem i dziurdziołami wszelakimi. Od lat nie jechałem takim dramatem! Tak to jest, jak się chce przejechać lasami, by nie wiało w pysk. A lasów było 8 km-ów, zaś bruk przeszedł dość szybko w... kopny piach z pojedynczymi głazami (chyba resztki po próbach utwardzania?) - doszły też korzenie drzew, a wszystko pięknie rozryte ciągnikami, bo właśnie (a jakże!) trwają tu wycinki. Dość rzec, że nawet gdy już zdobyłem najwyższy punkt o nazwie Sobacza Góra, zjazd następować mógł z prędkością 12-15 km/h, choć były miejsca, że nawet z górki w ogóle nie dawało rady jechać, a Mery ryła nosem w koleinach jak dzik w żołędziach...
Po drodze zapewne było malowniczo (choć lasu tak z 1/3 wycięta), ale zapamiętałem z tej drogi tylko jęki: swoje i Mery.


W końcu las się skończył, znów pojawił się wiatr (prosto w trąbę) oraz dziurawy asfalt we wsi Kurzace - Jezu, jak się cieszyłem z tych mało radosnych faktów! Średnia prędkość całej wycieczki w tym momencie wynosiła 19 km/h... Wreszcie wyjechałem na główną szosę Gowarczów-Drzewica, zatem miałem znów wiatr z tyłu i lewego boku - teraz więc szło o jak najszybszy dojazd na pociąg, więc (prawie na koniec) już tylko krótka przerwa obok malowniczo położonego młyńskiego siedliska.

Podsumowując: wycieczka fizycznie wykańczająca, choć tereny malownicze i ciekawe historycznie - a najważniejsze, że udało się mimo wszystko wrócić "z tarczą" (czyli Mery się nie rozleciała;)
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta
- DST 21.43km
- Teren 1.30km
- Czas 00:55
- VAVG 23.38km/h
- VMAX 48.60km/h
- Kalorie 314kcal
- Podjazdy 130m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Mikropętelka Leśno-Zgierska
Środa, 19 maja 2021 · dodano: 19.05.2021 | Komentarze 2
Wreszcie przestało padać, lecz nie przestało wiać, więc zaczekałem do wieczora i godzinę przed zachodem słońca wykręciłem plan minimum na dziś, czyli dość niemrawą (bo po wielkim obiedzie - błąd!), tradycyjną mikropętelkę po lesie i zgierskich opłotkach. Wiało solidnie, choć nie aż tak, jak w ciągu większej części dnia - z północnego zachodu. W lesie trochę błotka, ale do przejechania.
Największy z Arturówkowych Stawów o przedwieczornej porze
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta
- DST 82.83km
- Teren 0.70km
- Czas 03:38
- VAVG 22.80km/h
- VMAX 41.80km/h
- Kalorie 1439kcal
- Podjazdy 290m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Jubileuszowe rozDrzewiczanie ZaDrzewicza
Sobota, 15 maja 2021 · dodano: 15.05.2021 | Komentarze 7
Dziś mija dokładnie 20 lat, od chwili, gdy poznałem moją Mery Kalahari 500 w nieistniejącym już od dawna sklepie rowerowym - dwa dni później byliśmy już razem :) Ten zacny jubileusz postanowiłem uczcić rzecz jasna rowerowo: od co najmniej zeszłego roku planowałem objechać dość zapadły kąt na styku łódzkiego i mazowieckiego (obok granicy świętokrzyskiego) - typowe pogranicze - geograficznie rzecz biorąc to niemal północny skraj Gór Świętokrzyskich (więc teren nieco pofalowany) historyczny skraj Małopolski, potem np. w kieleckiem, radomskiem, a teraz powiaty: opoczyński i przysuski. Celem były 4 nowe gminy, o jakże pięknie brzmiących nazwach: Rusinów, Przysucha, Potworów i Klwów! :DZanim znalazłem się w terenie (dokąd dojechałem ŁKĄ z Fabrycznej) - krótka wizyta pod dawnym sklepem, skąd się wzięła Merida:

Właściwą część wycieczki rozpocząłem od Drzewicy - zerknąłem na ruinę zamku - i w długą! Kolejny przystanek już w nowej gminie, w Rusinowie: tu pięknie zadbany pałac. Z Rusinowa na skraj Przysuchy - do samego miasteczka nie wjeżdżałem, bo miałem ograniczoną ilość czasu, więc zadowoliłem się malowniczym kościołem w Skrzyńsku. Do tego momentu pomagał mi przyjemny, całkiem solidny wiatr z NW: trasę zaplanowałem zgodnie z prognozą, która mówiła, że początkowo będzie wiało z W, potem z SW - a jak zawrócę - to albo w ogóle wiatr ucichnie, albo będzie słaby z SE. A tymczasem nic z tych rzeczy! Gdy we wspomnianym Skrzyńsku zawróciłem na N, nadal wiało dość solidnie z NW. W dodatku ta część wycieczki biegła po największych wygwizdowach - na 30 km-ach było łącznie z 5 kilometrów lasów :/ Gdybym wiedział, że tak będzie, zatoczyłbym pętlę w drugą stronę, ale na to było już za późno. Pocieszały mnie tylko tabliczki z nowymi gminami: Potworów, a następnie Klwów.
Przed Odrzywołem (kolejna malownicza nazwa, ale tę gminę miałem już zaliczoną, bagatela - latem 2003 r.) miałem już troszkę dość, więc zrobiłem pierwszy postój nad ładnym stawem rybnym na grobli oddzielającej go od rzeczki Drzewiczki. Minąwszy Odrzywół (senne miasteczko z domkami jakby żywcem wyjętymi z jakichś Sklepików Cynamonowych oraz wielkim, dwuwieżowym kościołem z czerwonej cegły) osiągnąłem po kilku kilometrach krętych, bocznych asfaltów wieś Stanisławów, gdzie bezskutecznie szukałem przez chwilę zabytkowej kaplicy zaznaczonej na skraju wsi na mapie. Tu również dobiłem do okolic, które poznawałem rowerowo 18 lat temu i w ten sposób połączyłem dzisiejszą trasę ze szlakami sprzed lat.
Zawróciwszy na południe (teraz wiaterek też zaczął się rzeczywiście robić z W, a nawet SW - rychło w czas!) przypadkiem w Ossie odkryłem mały leśny cmentarzyk ofiar zarazy z tablicą ufundowaną przez Orlen! Jakie to współczesne, gdyby nie fakt, że zaraza dziewiętnastowieczna ;)
Początkowo w planach powrotnych miałem zamiar ponownie przejechać przez Drzewicę i skończyć wycieczkę na stacji w Opocznie, ale walki z wiatrem i moc atrakcji fotograficznych sprawiły, że nie było już czasu na sto kilometrów i musiałem zakończyć jazdę tam, gdzie ją de facto zaczynałem - czyli w Drzewicy. Inaczej po prostu nie miałbym już dziś jak wrócić do domu :( Postanowiłem więc dokładniej obejrzeć Drzewicę - jest tu dość zwyczajny rynek, który jednak przechodzi w długaśny skwer, na którego końcu jest kościół z okrągłą wieżą. Jadąc nad ostatnią już atrakcję, czyli zalew, przypadkowo przepilotowałem przez trudne skrzyżowanie przy rynku małego, czarnego, przerażonego pieska - nie wiedział, jak je przeskoczyć, a choć auta nie zasuwały tu jakoś specjalnie, to pojawiały się co chwila z każdej strony. Zwolniłem więc maksymalnie, zacmokałem, piesek pobiegł za mną jezdnią przy krawężniku, a potem dał dyla gdzieś w bok - i tylem go widział :)
Do zalewu prowadzą niby-bulwary - z jednej strony jest jakaś stara fabryka, więc początkowo nie wygląda to wybitnie, ale już przy samym spiętrzeniu jest malowniczo - i słynny tor kajakowy (niestety, nie było w nim ani wody, ani - w związku z tym - kajaków). Posiedziałem jeszcze chwilkę nad zalewem (sympatyczny teren rekreacyjny z plażą i innymi typowymi dla mosirów wszelakich rozrywkami), a stąd już rzut beretem na stację na ŁKĘ - i do domu. Zatem: ZaDrzewicze rozDrzewiczone, Mery uśmiechnięta, bo należało jej się dziś, zwłaszcza, że to jednocześnie 50 wyjazd i 2000 km-ów w tym roku i 124 000 przebiegu. A ja mam 4 nowe gminy - i co równie istotne, jak wszystko inne dziś: nareszcie bez szmaty w okolicach, powiedzmy - pyska!!! :) Średnia zaś dzisiaj nie była nadzwyczaj istotna, bo wyjazd był typowo turystyczny, z dużą liczbą krótkich foto-postojów, więc wyszło jak wyszło.
Po wysięściu z pociągu powrót tą samą trasą, co jazda rano, a ponieważ bateria w komórce padła - ten odcinek wymierzony dawno nie używanym w tym celu TomTomem.
Zdjęć z wyjazdu blisko 30 - ale nie zamieszczam żadnego (prócz jubileuszowego powyżej), bo nie mam zdrowia ich teraz po kolei zmniejszać na bs-a i wklejać po jednym. Dla ciekawych - wszystkie powyżej opisane atrakcje Drzewicy i ZaDrzewicza wraz z trasą są tradycyjnie na Stravie :)
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta
- DST 51.45km
- Teren 1.37km
- Czas 02:12
- VAVG 23.39km/h
- VMAX 44.60km/h
- Kalorie 788kcal
- Podjazdy 186m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Z Jamboru
Wtorek, 11 maja 2021 · dodano: 11.05.2021 | Komentarze 4
Dziś nie była jazda, dziś była wietrzno-termiczna męka. Ale zanim męka, to przyjemny (choć niestety w już narastającym upale) spacer po lesie i łąkach - śmieci wysprzątane, więc można się było po prostu przejść...A potem, przy 28 stopniach w cieniu, trzeba było zamknąć chałupę i wracać do miasta. Od rana wiał bezlitosny, gorący ESE-sman: powrót trasą klasyczną z niewielką modyfikacją - wyszło trochę dłużej i z fragmentem szutrowym (niedorobiona serwisówka przy S8), ale teoretycznie bardziej osłoniętym terenem. Teoretycznie, bo w praktyce wyglądało to tak: na przemian niby z wiatrem (tylno-skośnym) oraz takim wmordewind. Gdyby nie upał, byłoby jeszcze jakciemogie, ale przy tej temperaturze całkiem mnie ugotowało. Końcówka to zawroty głowy, dreszcze(!) i totalny brak sił.
Nie lubię upału, nie lubię.
Ponieważ nie miałem zdrowia robić jakichkolwiek fot, więc zamieszczam tylko zdjęcie działkowe przedstawiające bieżącą lekturę - tematycznie na bs-a jak najbardziej pasuje, a książkę polecam, bo napisana lekkim piórem z typowo angielskim poczuciem humoru. Dość wspomnieć, że rower ma na imię George i nie lubi pływać tratwą po Dunajcu :D No i opisy Górali, którzy wzbraniają się przed pobieraniem dutków - bezcenne... ;)

A na koniec jeszcze zaległości zdjęciowe z wczoraj i dziś - wszystko na Stravie w odpowiednich linkach:
Spacer ze sprzątaniem lasu
Rowerowanie-sprzątanie
oraz dzisiejsze spacerowanie.
- DST 6.25km
- Teren 1.66km
- Czas 00:17
- VAVG 22.06km/h
- VMAX 32.40km/h
- Kalorie 94kcal
- Podjazdy 13m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Pracowitość w Jamboru
Poniedziałek, 10 maja 2021 · dodano: 10.05.2021 | Komentarze 5
Od rana godzina czyszczenia, a później dwie malowania tarasu. Znów będzie na kilka sezonów :)Potem zostawiłem malunki, by wyschły i wybrałem się na dwugodzinną przechadzkę po lesie, korzystając z pięknej, wręcz upalnej pogody. Przezornie zabrałem ze sobą całe opakowanie worów śmieciowych - i niestety dobrze zrobiłem, bo nazbierałem tyle śmieci, że i tak wszystkich zabrać nie dałem rady, by wyrzucić do wioskowych dzwonów.
No, ale przecież trzeba to jakoś skończyć zbierać!
Wpadłem więc na pomysł, by drugą rundkę śmieciową zrobić Meridówną - do sakw weszło 6 worów po 35 litrów każdy - czyli łącznie było tam m.in. 86 butelek! Wydając dźwięki jak mobilny monopolowy jakoś się doturlałem leśną i polną drogą do śmietnika i tam wywaliłem cały urobek.
Ten naród to Jedno Wielkie Świństwo.
A kto spróbuje zaprzeczyć - zapraszam do lasu...
Zdjęcia ze spaceru i roweru - póki co na Stravie (i fb).
- DST 46.96km
- Teren 0.03km
- Czas 02:06
- VAVG 22.36km/h
- VMAX 41.40km/h
- Kalorie 605kcal
- Podjazdy 136m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Jamboru
Niedziela, 9 maja 2021 · dodano: 09.05.2021 | Komentarze 6
Wczoraj Modernizowano;) mi ramię, a już dziś, mimo niekorzystnego, silnego wiatru niemal prosto w Meridowy Ryj, musiałem ruszyć na działkę (najkrótszą akceptowalną opcją) korzystając z ciepłej słonecznej aury (która ma się utrzymać tylko kilka dni), w celu ostatecznego zakończenia malowania tarasu, które to malowanie uskuteczniam od września zeszłego roku.Jechało się koszmarniutko - w dodatku najpierw już tradycyjnie musiałem podrzucić po drodze fest zakupy mamie - więc sakwy w szwach pękające. Za miastem ostatecznie poległem w starciu z wiatrem i sześcioma Górkami Pabianickimi, potem siadła mi na kole jakaś panna kolarka, więc robiłem tyłami (i coraz bardziej bokami;) za wietrzny pług, następnie sprytna bestia na leśnym odcinku mi śmignęła, czym wsiadła mi do reszty na ambicję - i po chwili to ja jej odskoczyłem: nie ma to jak dobry zając (albo zającówa;). I pewnie już bym jej nie spotkał, bo została z tyłu, ale 8 km-ów przed metą przypadkiem spotkałem petetekowskiego kolegę, z dawna niewidzianego, więc trzeba było się zatrzymać i pogadać parę minut. I tak oto panna kolarka ostatecznie, wraz z wiatrem, gratami i zdrętwiałą ręką po szczepieniu pokonały dzisiejszą średnią. Ale cóż - nie codzień jest Wawa ;)
- DST 33.50km
- Teren 1.60km
- Czas 01:24
- VAVG 23.93km/h
- VMAX 46.10km/h
- Kalorie 579kcal
- Podjazdy 195m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Wietrzna mikropętelka DoKlęSk
Wtorek, 4 maja 2021 · dodano: 04.05.2021 | Komentarze 4
Każda Pogodynka mówiła dziś jedno i to samo:"- Będzie wiać, nie jedź, a jeśli już - to w jedną stronę i wracaj pekapem, bo płuca wyplujesz i średnią sobie przy okazji zdewastujesz!"
"- Ojtam, ojtam" - obiecał dziarsko Huann i poooojechał! Na szczęście lata doświadczeń sprawiły, że już po kilkunastu kilometrach nadzwyczaj przyjemnej jazdy ze średnią 27+ zaświtała mu we łbie... myśl. Coś tak jakby "Aaaale trzeba będzie jeszcze wrócić? :-O".
No właśnie.
Reszta była miauczeniem - pod górkę i pod wichurkę, a potem kostropatymi asfaltami i terenowo lasem, bo inaczej już bym chyba się nie dowlókł. Wrażenia zmęczeniowe jak po dobrej setce plus - laboga, co z tą formą?... :/
Trasa - TU. Fotki szare (DobroStaw), bure i ponure (ArturówStaw) - poniżej.



- DST 36.16km
- Czas 01:27
- VAVG 24.94km/h
- VMAX 43.90km/h
- Kalorie 603kcal
- Podjazdy 215m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Mikropętelka rozszerzona
Sobota, 1 maja 2021 · dodano: 01.05.2021 | Komentarze 8
Od rana miała być dziś troszkę dłuższa wycieczka, ale paskudnie padało gdzieś do południa, więc nim jako tako przeschło, zrobiło się zbyt późno, by jechać na koniec świata i z powrotem ;) Roweru jednak darować sobie nie mogłem, zwłaszcza, że na jutro i pojutrze zapowiadają jakieś klęski pogodowe, więc dzisiejszy pogodowy listopadzik w maju był do przyjęcia: szaro, buro i ponuro, lecz za to na szczęście tylko słaby wiatr z NE: wybór trasy padł na mikropętelkowanie w stronę Stryjkowa i na abarot via Zgierz, ale tym razem główną szosą, na której w dni powszednie ruch jest ogromny (zwłaszcza ciężarówek, ze względu na pobliskie centra logistyczne), a poboczy brak. Dziś było więc zupełnie znośnie, choć w pół drogi przetrzymało mnie ładnych kilka minut wahadełko w miejscu, gdzie budują rondo. No trudno.Jedyna fotka po drodze, już prawie na koniec (by w ogóle cokolwiek było), to pomnik na Radogoszczu koło muzeum widziany z perspektywy podmiejskich domków z ogródkami.

- DST 53.14km
- Teren 0.07km
- Czas 02:06
- VAVG 25.30km/h
- VMAX 47.90km/h
- Kalorie 910kcal
- Podjazdy 201m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Z grabienia nad Grabią
Czwartek, 29 kwietnia 2021 · dodano: 29.04.2021 | Komentarze 10
Działka zagrabiona, a że pogoda ładna (choć mocno wietrzna), trzeba było się jeszcze przespacerować po lesie tradycyjną trasą - tradycyjnie też w godzinę nazbierałem 3 worki śmieci (oraz kanister). TU jest trasa z fotkami lasu i śmieci.Na szczęście nad rzeczką czysto, co sprawdziłem przed wieczorem przedwczoraj. TU jest więc trasa nadrzeczna, również z fotkami. Fotek z linków nie wrzucam bezpośrednio na bs-a, bo nie ma sensu (musiałbym je zmniejszać), poniżej więc tylko zdjęcia z wczorajszej akcji grabienia: 3 etapy odgruzowywania forsycji oraz efekt finalny - kopiec złożony z 60 takich kopczyków, jak na fotce nr 2 ;)



- W końcu wczesnym popołudniem pozamykałem pałace i zwykłą, powrotną trasą (a więc nieco dłuższą, bo przez Różę) wróciłem do domu - po drodze jeszcze pstryk kościółka i Nepomućka w Górce Pabianickiej...

...oraz ponownie szybka wizyta u mamy - tym razem to ja zabrałem smakołyki :)
Jak już wspominałem, wiało dziś niebagatelnie z SSW, więc teoretycznie idealnie, choć na krótkich (łącznie z 10 km-ów) odcinkach był to wiatr boczny, który szarpał niemiłosiernie Meridą. W ostatecznym rozrachunku jednak zdecydowanie pomógł, co widać po przyzwoitszej niż zazwyczaj średniej.



