Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Pan huann z miasteczka Uć w województwie uckim. Ma już przejechane na bs-ie 93419.42 kilometrów - w tym 3605.72 w sposób gruntowny! Przemieszcza się MERIDĄ Kalahari 500 (rocznik 2001) z prędkością zaskakująco średnią, bo wynoszącą 23.01 km/h - i się wcale tym nie chwali, jeno uprzejmie informuje.
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2026 button stats bikestats.pl 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl Zaliczone rowerowo gminy:

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy huann.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 9.73km
  • Czas 00:26
  • VAVG 22.45km/h
  • VMAX 36.68km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Kalorie 410kcal
  • Podjazdy 52m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć z trzmielem

Wtorek, 9 października 2018 · dodano: 09.10.2018 | Komentarze 4

Dom - p. - dom.
W drodze powrotnej chciał mnie zjeść ogromny trzmiel - dobrze, że akurat stałem na czerwonym, to odgoniłem.
Dla fanów Alusia: po 3 dniach większej sprawności z chodzeniem znów jest trochę gorzej :(
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 5.18km
  • Czas 00:16
  • VAVG 19.43km/h
  • VMAX 29.02km/h
  • Kalorie 217kcal
  • Podjazdy 27m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

MikroUć sprawunkowa

Poniedziałek, 8 października 2018 · dodano: 08.10.2018 | Komentarze 2

Wczoraj wieczorem, ze względu na nadal niestabilny stan pieska załatwiłem sobie na dziś dzień wolnego - w sumie bardziej profilaktycznie i "dla spokojności". Jednak dobrze zrobiłem, bo w środku nocy znów była akcja ze spacerkiem, więc byłbym dziś o świcie nie do życia. A rano się okazało, że wszystko jest w miarę OK, więc pospaliśmy grzecznie z Alusiem do...południa ;D
Wczoraj wieczorem także załatałem dętkę, ale nie chciało mi się pompować koła moją nędzną składaną pompeczką, więc dziś po ogarnięciu spraw domowych wybrałem się pieszo z Mery do najbliższego kompresora (który jak zwykle szwankował, więc dopompował koło do... połowy), więc następnie do dalszego, który jeszcze nigdy nie zawiódł - również i tym razem dobił do 4,2 atmosfery :)
Stąd już rowerowo (acz tempem przezornie asekuranckim) ruszyłem do pobliskiego serwisu, by zerknęli fachowym okiem, czy wszystko dobrze zmontowałem (chciałem się w sumie tylko upewnić), potem na chwilędo Odhuańńi odebrać listy - i na koniec do drugiego serwisu, by się upewnić, że w tym pierwszym mnie nie zrobili w bambuko ;) Więc nie dość, że nie zrobili, to jeszcze zakupiłem (nareszcie!) saszetkę na komórkę przyczepianą do ramy - teraz będę podczas jazdy od razu widział na google maps'ach, czy jadę tam, gdzie powinienem, a jak ktoś będzie dzwonił - to od razu będę wiedział :)
A jutro z psem siedzi w chacie M.!
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 80.80km
  • Teren 6.12km
  • Czas 03:33
  • VAVG 22.76km/h
  • VMAX 43.96km/h
  • Kalorie 3123kcal
  • Podjazdy 311m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Z Bitelsem do wód :)

Niedziela, 7 października 2018 · dodano: 07.10.2018 | Komentarze 12

Nareszcie udało się wybrać na wspólną wycieczkę rowerową z kol. Bitelsem. Co prawda mało brakowało, by nic z niej nie wyszło - piesek od rana miał ostre problemy wątrobiano-żołądkowe plus cukier skakał mu jak piłeczka, ale po ustabilizowaniu sytuacji "jak-cie-moge" i z półtoragodzinną obsuwą udało się wyskoczyć na parę godzin.

Celem były źródła w Żerominie - ponoć cudowne, a z pewnością mineralne. Mimo, że w Żerominie byłem nie raz, do niedawna nic nie wiedziałem o ich istnieniu. Więc wyszła wycieczka do wód - w sumie po drodze mieliśmy wód dużo więcej, bo niespiesznie jadąc przez Rude Opłotki zahaczyliśmy na początek o Stawy Stefańskiego, gdzie niedawno otworzono do użytku fajną asfaltową rowerówkę wokół akwenu. Następnie wbiliśmy się do Rudego Lasu, by zerknąć na istniejące, lub już nie (Willa Rodzinna...) stare domy, niegdyś letniskowe. Stąd moimi dawniej klasycznymi asfaltami via Kurzy Przystanek (gdzie obok od lat już kur nie trzymają), Grodzisko i "Bajkał" (nie-jezioro, a posiadłość o tej nazwie;) - dotarliśmy do ujęcia tematu przeWODNIEGO wycieczki, czyli stacji uzdatniania wód Kalinku.

Kolejny postój to dziś malowniczy, bo dość niezaludniony ośrodek rekreacyjny z zalewem w Tuszynie, czyli Młynek. Stąd już był rzut przerzutką do Żeromina nad wspomniane niezwykłe, położone w szczerym polu jadącym gnojowicą tzw. Królewskie Źródła. Legenda głosi, że już konie króla Jagiełły tak się tu opiły, że aż krzyżackie schkappy pod Grunwaldem pogoniły! ;)

Opiliśmy się więc także - i rozpoczęliśmy odwrót na Uć inną trasą: na początek odzyskaliśmy nawierzchnie asfaltowe w Rzepkach (do i ze źródeł wiodą ino kamyczkowo-gliniaste szutry) i zdumieliśmy się tym, co wybudowano za tymiż Rzepkami nad stawami rybnymi - otóż zbudowano (jeszcze nie do końca)... Bulwar Zachodzącego Słońca! Z palmami! Ciekawe, komu i czemu będzie to służyć oprócz rozdziawiania gąb kolejnych, niczego nie spodziewających się rowerzystów :D

Za Rzepkami zrobiło się ciężko, bo przeważnie pod wiatr, który dziś koniecznie chciał nam uniemilić życie - jak jechaliśmy do źródeł, to co najmniej pół drogi był w pysk lub boczny, bo z SW i W - jak zaczęliśmy odwrót na NW - to się wzmógł i zrobił z... NW. Dziad jeden. W końcu jakoś doczłapaliśmy na wschodnie obrzeża miasta i (odwiedzając, a jakże, niegdysiejsze tereny źródliskowe Neru, czyli ulicę Nery) z krótkim odpoczynkiem na widzewskiej stacji benzynowej wróciliśmy na Bałuty.

I wszystko byłoby naprawdę pięknie (dzięki Bitels za fajną jazdę i pogaduchy w trasie!:), gdybym 50 m przed domem nie złapał kapcia w tylnym kole... Widać, nie może być całkiem bezstresowo - jak nie psia sraka - to rowerowy kapeć :/

Relive z fotkami (w tym Las Palmas w Rzepkach;) - TUTAJ!

Odległość z Relive'a różni się in minus o 7 km-ów, bo na takim dystansie na początku spauzowałem zegarek - i zapomniałem go uruchomić do kolejnego postoju. Czas nieuwzględnionego odcinka doliczyłem "na oko", ale +/- wszystko powinno się zgadzać. Kalorii i podjazdów nie doliczam, bo nie wiem, ile by to było. No trudno.

EDIT: polecam także re(we)lację Bitelsa!



  • DST 32.03km
  • Teren 1.81km
  • Czas 01:14
  • VAVG 25.97km/h
  • VMAX 44.57km/h
  • Kalorie 1360kcal
  • Podjazdy 216m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pętelka DoKlęSk z poczwórnym naStawieniem

Sobota, 6 października 2018 · dodano: 06.10.2018 | Komentarze 3

Po wczorajszej domowej wizycie Nie-ludzkiego Pana Doktora, który zaaplikował Alusiowi mocne leki przeciwbólowe i różne inne - dziś pies może nie jak nowy, ale sam wstaje i drepcze ochoczo w kierunku lodówki, zatem - jest znaaacznie lepiej, choć jeszcze nie tak, jak być powinno, bo nadal trzeba go znosić i wnosić po schodach, a spacer trwa 5 minut (czyli kilkadziesiąt metrów).
Dziś rower mógł zatem nastąpić na krótko - a i późno, bo byliśmy jeszcze z M. na pikniku charytatywnym na rzecz dziesięcioletniego syna naszej koleżanki, u którego nagle wykryto guz pnia mózgu :(( Piknik udał się nadzwyczajnie, były tłumy, sprzedało się mnóstwo rzeczy (ja np. zjadłem 2 charytatywne kaszanki!;), a samej zbiórki kasztanów (prawie 2,5 tony=2500 zł!!) niejedna tego typu impreza mogłaby tylko pozazdrościć. Teraz pozostaje tylko mieć nadzieję, że chłopiec szybko wróci do zdrowia.
Tak więc na rower pozostały ledwie dwie przedwieczorne godzinki - no to pętelka w wersji szybkiej i okrojonej, bo przez Dobrą, Klęk i Skotniki. Po drodze kilka malowniczych w powoli zachodzącym słońcu fotek czterech przydrożnych stawów (w Dobieszkowie, Dobrej i dwa w Arturówku) i nie tylko (zapraszam na Relive;) i nawet mały fragment nietestowanego wcześniej zupełnie bocznego asfaltu w Dobieszkowie - byłby wspaniały, gdyby nie dwa chamskie, sterczące progi zwalniające bez możliwości ich ominięcia na pięknym zjeździe. Na szczęście akurat wjeżdżałem, ale już wiem, że tamtędy więcej nie pojadę, bo po co znów mi mają sakwy z haczyków zlecieć?
Wiatr dziś wiał początkowo dość znacząco, z S - o zmierzchu zelżał, więc jeździło się miło, tyle, że krótko.
Nic to - jutro też jest dzień! :)

EDIT: kasztanów jest ostatecznie 4217 kg!!!


  • DST 9.71km
  • Czas 00:24
  • VAVG 24.28km/h
  • VMAX 41.44km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Kalorie 415kcal
  • Podjazdy 51m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć na sygnale

Piątek, 5 października 2018 · dodano: 05.10.2018 | Komentarze 4

W nocy dwa psie alarmy - spałem łącznie ze 3.5h... A w dzień najpierw do p. - M. dziś wcześniej wróciła do domu i się okazało, że muszę natychmiast wracać pomóc w kwestiach spacerowych. Gnałem przez korki jak na sygnale (-> Vmax), ale gdy dojechałem na miejsce okazało się, że pies jednak na spacer póki co nie chce wyjść, tylko dyszy, bo go znowu łupanie w kościach dopadło. Wieczorem przyjdzie pan nie-ludzki doktor i mu da nowe środki, bo te, co Aluś bierze specjalnie nie pomagają.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 9.72km
  • Czas 00:26
  • VAVG 22.43km/h
  • VMAX 34.09km/h
  • Kalorie 417kcal
  • Podjazdy 49m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć, a tu Aluś chory :/

Czwartek, 4 października 2018 · dodano: 04.10.2018 | Komentarze 7

Dom - p. - dom, a w domu seanse naświetlania psa lampą Solux, bo go strasznie gnaty bolą :( Po mieszkaniu jakoś człapie, ale wychodzenie na dwór to katorga dla wszystkich, włącznie z wnoszeniem go po schodach. Nowe leki (w tym zastrzyki) mają zadziałać w granicach miesiąca... doraźnie bierze psie painkillery, ale nie może za dużo, żeby mu co innego nie wysiadło, więc po każdym spacerze bardzo się skarży ;(
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 9.77km
  • Czas 00:26
  • VAVG 22.55km/h
  • VMAX 37.33km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Kalorie 421kcal
  • Podjazdy 52m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Trochę Uć

Wtorek, 2 października 2018 · dodano: 02.10.2018 | Komentarze 2

Dom - p. - dom.
Trochę chłodniej niż wczoraj, trochę wiatru, trochę korków, trochę słonka - i trochę chmur. Oraz jeden trochę nieostrożny pieszy, który na pustej ulicy chciał się wkręcić w szprychy. Jednak na jego szczęście byłem trochę szybszy ;)
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 9.80km
  • Czas 00:25
  • VAVG 23.52km/h
  • VMAX 35.71km/h
  • Kalorie 420kcal
  • Podjazdy 49m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć ponura

Poniedziałek, 1 października 2018 · dodano: 01.10.2018 | Komentarze 8

Dom - p. - dom.
Zewsząd jakieś cienia smugi i boczny wiatr: Aluś chory (wieczorem było z nim bardzo źle), koleżanki z dawnej pracy synek dużo gorzej chory (właśnie dziś się dowiedziałem), w p. ciągłe zawirowania ze wszystkim, a łokieć znów uszkodziłem z pośpiechu i nieuwagi w p. z powodu urwania głowy.
Swoją drogą uszkodzić łokieć z powodu urwania głowy - to dopiero ekwilibrystyka...
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 50.18km
  • Teren 0.69km
  • Czas 01:56
  • VAVG 25.96km/h
  • VMAX 47.27km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Kalorie 2136kcal
  • Podjazdy 272m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wietrzna pętelka w wersji powiększonej

Niedziela, 30 września 2018 · dodano: 30.09.2018 | Komentarze 3

Niemal klasyczna pętelka plus obwodnica Stryjkowa - wszystko celem poprawienia na koniec wrześniowych statystyk: do Stryjkowa silny, tylno-boczny wiatr z SE, potem wokół rzeczonego grodu obwodnicą, stąd przy bocznym wietrze na Wołyń;) - i stąd już wyjątkowo dziś katorżniczo (aż mnie zaczęło na koniec odcinać) pod górki i pod wietrzycho via Łagiewnicki Las i Arturówkowe Stawy (gdzie dłuższy odpoczynek na słonku na zielonej trawce) do domu. Po drodze dwie zawijki celem zbadania nowych asfaltów - przy obwodnicy Stryjkowa kończy się kamienistą drogą (mimo drogowskazu, że tędy na centrum), w Smolicach ciekawy szeroki łącznik z centrum logistycznym i serwisówką A2 - może czasem skorzystam, choć trochę w poprzek moich stałych szlaków. A głupie rondko w budowie, o którym już kilkakrotnie wspominałem nadal w budowie, ale z okazji niedzieli jakoś przez szutry wysypane się przedarłem.
Na szczęście w kwestii łokciowej od wczoraj mogę już ostrożnie korzystać z lemondki, co zwłaszcza dziś sporo ułatwiło zadanie w drugiej części wypadu.
TRASA.



  • DST 48.71km
  • Teren 6.67km
  • Czas 02:08
  • VAVG 22.83km/h
  • VMAX 42.44km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Kalorie 2104kcal
  • Podjazdy 289m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Pieszorowerówka Spalsko-Inowłodzka

Sobota, 29 września 2018 · dodano: 29.09.2018 | Komentarze 38

Wycieczka skomplikowana logistycznie i ogólnie: mimo soboty świtem dość jeszcze bladym, ale pogodnym i prawie bezwietrznym wyruszyliśmy z M. rowerowo na Widzewski Dworzec, by złapać Regio do Tomaszowa. W pociągu (ach, te pekapowskie niespodzianki;) okazało się, że nas jeszcze czeka po drodze przesiadka stację przed celem, czyli w Skrzynkach na szynobus.

W Tomaszowie byliśmy więc z lekką obsuwą - a musieliśmy być za pół godziny w Spale na zaklepanym spacerze z przewodnikiem. No to szybciorem kostkówą (na szczęście dość równą, choć zasypaną leśnym śmieciem) do Spały - tuż przed okazało się, że w tym samym kierunku jedzie z 50 uczestników jakiejś zielonej szkoły. Próbowałem ich jakoś wyprzedzać na dwóch metrach szerokości (wokół drzewa jak to w lesie), ale marzenie ściętej jodły, jak jechali po 2-3 obok siebie, a opiekunowie gdzieś tam z przodu lub z tyłu. W końcu się wkurzyłem i wskoczyłem na jezdnię, ale właśnie dojechaliśmy w tym momencie do Spały - tu czekał na krzyżówce radiowóz, ale na szczęście nie zwrócił na mnie uwagi. Może nadal strajkują ;)

W Spale okazało się, że jesteśmy jedynymi uczestnikami spaceru - dobrze, żeśmy w takim razie w ogóle się zjawili, bo spaceru by nie było. A tak, niespiesznie, odwiedziliśmy zabytkowy drewniany kościółek, miejsce po carskim pałacu, posąg żubra, Izbę Pamięci Leśników, by następnie wygodną ścieżką przez las dotrzeć do altany w kształcie grzybka nad stromym brzegiem Pilicy i obejrzeć pobliską sztuczna grotę św. Huberta. I grób psa Lorda z 1935 roku - ulubionego psa prezydenta Mościckiego. Oraz "sosny na szczudłach".

 

Spacer zakończyliśmy w Karczmie Spalskiej na kawie, a gdy zaczęły się zjawiać grupki z innych zorganizowanych atrakcji (wycieczki autokarowe, kajaki) tośmy się pożegnali i zwinęli - zwłaszcza, że właśnie dostaliśmy sms-a, że zapowiedziani na dziś w Spale Lavinka z Meteorem właśnie dotarli.

Po przywitaniu poszliśmy zjeść gratisowe leczo z wielkiej patelni, które gotował sympatyczny kucharz z okazji Jarmarku. Potem ruszyliśmy szutrówą na Inowłódz (a MeteoLavinki wręcz przeciwnie, bo do bunkra w Konewce) i po półgodzinie byliśmy na inowłodzkim zamku.



Zostawiwszy rowery przespacerowaliśmy się po miasteczku - odwiedziliśmy dawną synagogę (obecnie...sklep spożywczy) z zachowanymi malowidłami ściennymi, galerię sztuki glinianej Simcinów (to były wg legendy jakieś bliżej niesprecyzowane postacie żyjące ongiś nad Pilicą) oraz romański kościółek św. Idziego - niestety zamknięty, ale i tak było warto, bo piękne widoki ze wzgórza na dolinę Pilicy.

Zrobiło się w międzyczasie późno, więc myk na zamek po rowery - i w drogę powrotną na pociąg do Tomaszowa - inną trasą, bo przez Królową Wolę. Najpierw musieliśmy pokonać na stromym podjeździe ruch wahadłowy, potem zaraz znów spotkaliśmy Meteora i Lavinkę jadących z naprzeciwka do Inowłodza, a potem już było strasznie późno, więc z jęzorami na brodzie najkrótszymi w miarę równymi opcjami wpadliśmy na dworzec dwie chwile przed planowym odjazdem pociągu - jeszcze w biegu M. kupiła bardzo pyszne lody w okienku na stacji (kultowy bar Artek - polecamy!).

Niestety, nasz pociąg Regio postanowił przepuścić jakieś wlokące się IC, więc staliśmy jeszcze pół godziny... w międzyczasie popsułem swoim życzeniem biletowym terminal Panu Konduktorowi - aplikacja nijak nie mogła zrozumieć, że skoro my jedziemy na Fabryczną, to rowery też, a nie na Kaliską :D
Pekap (na równi chyba tylko z Pocztą Polską) jest w takich sprawach niezastąpiony!

Fabryczna jako punkt docelowy była błędem taktycznym - trzeba było wysiadać wcześniej, by się nie wpierniczyć w środek objazdów, korków i ogólnego chaosu zwanego Light Move Festival - więc po ciężkim cudakowaniu z trasą dobiliśmy do domu dopiero po 20:00.

Podsumowując: przyjemny acz męczący dzień, mimo mizernego kilometrażu i jeszcze bardziej, hmmm....towarzyskiej średniej ;)
Relivu zaś nie będzie - zbyt poszatkowana trasa.

EDIT: Relacja Lavinki i relacja Meteora :)