Info
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
Zaliczone rowerowo gminy:
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec2 - 0
- 2026, Maj10 - 1
- 2026, Kwiecień11 - 0
- 2026, Marzec13 - 0
- 2026, Luty3 - 0
- 2025, Grudzień13 - 7
- 2025, Listopad7 - 2
- 2025, Październik7 - 2
- 2025, Wrzesień10 - 3
- 2025, Sierpień9 - 8
- 2025, Lipiec10 - 31
- 2025, Czerwiec4 - 8
- 2025, Maj15 - 31
- 2025, Kwiecień12 - 32
- 2025, Marzec11 - 28
- 2025, Luty1 - 5
- 2025, Styczeń1 - 4
- 2024, Grudzień5 - 29
- 2024, Listopad4 - 25
- 2024, Październik14 - 86
- 2024, Wrzesień10 - 38
- 2024, Sierpień7 - 19
- 2024, Lipiec17 - 31
- 2024, Czerwiec1 - 4
- 2024, Maj17 - 71
- 2024, Kwiecień13 - 36
- 2024, Marzec13 - 56
- 2024, Luty7 - 30
- 2024, Styczeń2 - 6
- 2023, Grudzień3 - 14
- 2023, Listopad7 - 21
- 2023, Październik10 - 39
- 2023, Wrzesień12 - 72
- 2023, Sierpień14 - 96
- 2023, Lipiec10 - 40
- 2023, Czerwiec7 - 25
- 2023, Maj13 - 54
- 2023, Kwiecień11 - 50
- 2023, Marzec10 - 61
- 2023, Luty5 - 28
- 2023, Styczeń15 - 76
- 2022, Grudzień3 - 21
- 2022, Listopad5 - 27
- 2022, Październik9 - 43
- 2022, Wrzesień4 - 18
- 2022, Sierpień13 - 93
- 2022, Lipiec11 - 48
- 2022, Czerwiec5 - 24
- 2022, Maj15 - 70
- 2022, Kwiecień11 - 54
- 2022, Marzec12 - 77
- 2022, Luty8 - 40
- 2022, Styczeń8 - 39
- 2021, Grudzień9 - 54
- 2021, Listopad12 - 68
- 2021, Październik11 - 41
- 2021, Wrzesień10 - 47
- 2021, Sierpień13 - 53
- 2021, Lipiec13 - 60
- 2021, Czerwiec19 - 74
- 2021, Maj16 - 73
- 2021, Kwiecień15 - 90
- 2021, Marzec14 - 60
- 2021, Luty6 - 35
- 2021, Styczeń7 - 52
- 2020, Grudzień12 - 44
- 2020, Listopad13 - 76
- 2020, Październik16 - 86
- 2020, Wrzesień10 - 48
- 2020, Sierpień18 - 102
- 2020, Lipiec12 - 78
- 2020, Czerwiec13 - 85
- 2020, Maj12 - 74
- 2020, Kwiecień15 - 151
- 2020, Marzec15 - 125
- 2020, Luty11 - 69
- 2020, Styczeń17 - 122
- 2019, Grudzień12 - 94
- 2019, Listopad25 - 119
- 2019, Październik24 - 135
- 2019, Wrzesień25 - 150
- 2019, Sierpień28 - 113
- 2019, Lipiec30 - 148
- 2019, Czerwiec28 - 129
- 2019, Maj21 - 143
- 2019, Kwiecień20 - 168
- 2019, Marzec22 - 117
- 2019, Luty15 - 143
- 2019, Styczeń10 - 79
- 2018, Grudzień13 - 116
- 2018, Listopad21 - 130
- 2018, Październik25 - 140
- 2018, Wrzesień23 - 215
- 2018, Sierpień26 - 164
- 2018, Lipiec25 - 136
- 2018, Czerwiec24 - 137
- 2018, Maj24 - 169
- 2018, Kwiecień27 - 222
- 2018, Marzec17 - 92
- 2018, Luty15 - 135
- 2018, Styczeń18 - 119
- 2017, Grudzień14 - 117
- 2017, Listopad21 - 156
- 2017, Październik14 - 91
- 2017, Wrzesień15 - 100
- 2017, Sierpień29 - 133
- 2017, Lipiec26 - 138
- 2017, Czerwiec16 - 42
- 2017, Maj25 - 60
- 2017, Kwiecień20 - 86
- 2017, Marzec18 - 44
- 2017, Luty17 - 33
- 2017, Styczeń15 - 52
- 2016, Grudzień14 - 42
- 2016, Listopad18 - 74
- 2016, Październik17 - 81
- 2016, Wrzesień26 - 110
- 2016, Sierpień27 - 197
- 2016, Lipiec28 - 129
- 2016, Czerwiec25 - 79
- 2016, Maj29 - 82
- 2016, Kwiecień25 - 40
- 2016, Marzec20 - 50
- 2016, Luty20 - 66
- 2016, Styczeń16 - 52
- 2015, Grudzień22 - 189
- 2015, Listopad18 - 60
- 2015, Październik21 - 52
- 2015, Wrzesień27 - 38
- 2015, Sierpień26 - 37
- 2015, Lipiec29 - 42
- 2015, Czerwiec27 - 77
- 2015, Maj27 - 78
- 2015, Kwiecień25 - 74
- 2015, Marzec21 - 80
- 2015, Luty20 - 81
- 2015, Styczeń5 - 28
- 2014, Grudzień16 - 60
- 2014, Listopad27 - 37
- 2014, Październik28 - 113
- 2014, Wrzesień28 - 84
- 2014, Sierpień28 - 58
- 2014, Lipiec28 - 83
- 2014, Czerwiec26 - 106
- 2014, Maj25 - 88
- 2014, Kwiecień24 - 75
- 2014, Marzec18 - 133
- 2014, Luty17 - 142
- 2014, Styczeń13 - 68
- 2013, Grudzień21 - 115
- 2013, Listopad23 - 102
- 2013, Październik22 - 64
- 2013, Wrzesień28 - 108
- 2013, Sierpień18 - 66
- 2013, Lipiec30 - 95
- 2013, Czerwiec30 - 79
- 2013, Maj30 - 55
- 2013, Kwiecień29 - 81
- 2013, Marzec16 - 39
- 2013, Luty19 - 62
- 2013, Styczeń9 - 18
- 2012, Grudzień22 - 62
- 2012, Listopad22 - 19
- 2012, Październik20 - 8
- 2012, Wrzesień25 - 6
- 2012, Sierpień2 - 3
- 2012, Lipiec14 - 4
- 2012, Czerwiec26 - 14
- 2012, Maj23 - 24
- 2012, Kwiecień26 - 23
- 2012, Marzec27 - 20
- 2012, Luty21 - 35
- 2012, Styczeń23 - 59
Wpisy archiwalne w kategorii
2. Opłotki, czyli mniej niż seta
| Dystans całkowity: | 45706.89 km (w terenie 1756.48 km; 3.84%) |
| Czas w ruchu: | 1929:39 |
| Średnia prędkość: | 23.69 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 62.80 km/h |
| Suma podjazdów: | 153725 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 184 (102 %) |
| Maks. tętno średnie: | 172 (93 %) |
| Suma kalorii: | 894576 kcal |
| Liczba aktywności: | 1034 |
| Średnio na aktywność: | 44.20 km i 1h 51m |
| Więcej statystyk | |
- DST 57.28km
- Teren 0.29km
- Czas 02:15
- VAVG 25.46km/h
- VMAX 45.22km/h
- Temperatura 19.0°C
- Kalorie 2453kcal
- Podjazdy 316m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
PółUć, a potem nietypowa pętelka na odwyrtkie
Środa, 22 maja 2019 · dodano: 22.05.2019 | Komentarze 2
Rano pieszkom do p., gdzie od wczoraj śniła (zapewne koszmary) Mery, a po południu biegnąca najpierw przez miasto, odreagowywująca nowy wnerw (zaczynają jak za dotknięciem różdżki wyłazić trupki z segregatorów w szafach) Pętelka - ponieważ wiało mocno z N, więc na odwrót niż zazwyczaj, by podczas powrotu pod górki mieć w miarę z wiatrem. Głód kilometrów i chęć zarżnięcia się fizycznego sprawiły, że czym byłem dalej od domu, tym chciałem jeszcze dalej jechać. I gdyby nie dwie ulewki (jedna krótkotrwała, przeszła bokiem - w Glinniku; druga, solidniejsza - przy wjeździe do miasta, trwająca dobry kwadrans) - pewnie bym jeździł do zmroku.W sumie wyszły: jakiś Dziobak Kiwi na nóżce, czy coś oraz uświnienie Mery.
Wnerw pozostał.
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta
- DST 55.88km
- Teren 0.11km
- Czas 02:16
- VAVG 24.65km/h
- VMAX 52.60km/h
- Temperatura 11.0°C
- Kalorie 2385kcal
- Podjazdy 383m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Uć, a potem nietypowa pętelka
Poniedziałek, 13 maja 2019 · dodano: 13.05.2019 | Komentarze 6
Po 4 dniach rowerowego niebytu kolejne nadrabianie zaległości, czyli rano do p., a po południu, mimo silnego, choć na szczęście stopniowo słabnącego do umiarkowanego wiatru z NW nietypowa, bo zdeterminowana miastem oraz wichurką, wydłużona, acz spłaszczona pętelka - od Zgierza aż po niemal najwyższe wzniesienia Uckich Pagórków. Przetestowałem też dość nowy, wcześniej nieznany boczny asfalcik na skraju Wódki ;) - wcześniej wykorzystując jeszcze tutejszy krótki, lecz stromy zjazd do osiągnięcia Fałmaksa na poziomie 50+. Niestety, rzeczonemu asfalciku brak ciągłości w związku z granicą administracyjną - na przestrzeni 110 m dziurdzioły potwornickie, ale to i tak krócej od ul. Aksamitnej, co to nią zazwyczaj musiałem się w opcji pagórkowej tłuc, która jako żywo, wbrew nazwie przypomina najgorsze postasfaltowe koszmary mazursko-podlaskie ;)A od jutra znów deszcze - i jak tu nadrabiać nadrabianie nadrabiania? :/
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta
- DST 30.14km
- Teren 2.34km
- Czas 01:18
- VAVG 23.18km/h
- VMAX 48.28km/h
- Temperatura 19.0°C
- Kalorie 1256kcal
- Podjazdy 211m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Uć, a potem mikropętelka pętelka ze Zgierzem
Środa, 8 maja 2019 · dodano: 08.05.2019 | Komentarze 10
Rano do p. pod lekki wiaterek, a po południu, z okazji silnego wiatru z SE najpierw, by go wykorzystać - do Zgierza: udało się to tylko częściowo, bo korki i świateł niezliczona ilość po drodze. A potem nawrotka - i pod wiatr, ale w dużej mierze tym razem przez Łagiewnicki Las tam i siam (by być w miarę osłoniętym) - za to częściowo gruntówkami: łączny efekt tego wszystkiego - zaskakująco słaba średnia.Trasa owej popołudniowej mikropętelki - TU.
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta
- DST 54.99km
- Czas 02:13
- VAVG 24.81km/h
- VMAX 47.23km/h
- Temperatura 17.0°C
- Kalorie 2359kcal
- Podjazdy 320m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Uć, a potem niemal klasyczna pętelka ze Zgierzem
Wtorek, 7 maja 2019 · dodano: 07.05.2019 | Komentarze 2
Rano zwyczajnie do p., a po południu, stęskniwszy się za kilometrami, chcąc nieco poprawić średnią podługoweekendową oraz korzystając z całkiem przyjemnej aury - słowem: bez konkretnego powodu pojechałem popętelkować zwykłą sobie trasą z rozwinięciem na koniec na Zgierz, by tym razem ominąć Las Ł. i A. Stawy, czyli odcinki terenowe, których po długim weekendzie mam serdelecznie dość.Wiatr wiał co prawda z początku mocno z lewego boku, ale na powrocie zdecydowanie zelżał, choć nadal wiał z boku - tym razem prawego. Więc w niczym pomóc dziś nie mógł. Z nowości - przejechałem malutkim fragmentem bocznego asfaltu we wsi Smolice, którym o dziwo nigdy nie jechałem - to chyba ostatni taki przypadek w promieniu kilkudziesięciu km-ów od domu (chyba, że coś nowego wyasfaltują).
A jutro znów gdzieś muszę popołudniowo pokręcić, bo od czwartku do niedzieli - rowerowa posucha! :(
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta
- DST 50.39km
- Teren 0.04km
- Czas 02:03
- VAVG 24.58km/h
- VMAX 43.63km/h
- Kalorie 2152kcal
- Podjazdy 404m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Alusiowy Las z próbą kolanową
Niedziela, 21 kwietnia 2019 · dodano: 21.04.2019 | Komentarze 7
Po dwóch dniach smarowania kolana niezliczoną ilością Voltarenu, naświetlania dwa razy dziennie lampką na podczerwień oraz picia kolagenowych napojów - próba generalna przed wyjazdem na zbliżającą się rowerową majówkę, czyli trasa do Sokolnik i na abarot - a pomiędzy obiema częściami trasy - jeszcze psowy spacer z M., jej bratem (którzy przyjechali z furą żarełka autem) i dwoma pieskami rodziców M. po polach i lasach oraz wyżeranie różnorodności ze świątecznego stołu.Na początku jazdy coś mi przeskoczyło w już właściwie nie bolącym kolanku - ale mimo chrupnięcia nie zabolało. Dobra nasza! Jechałem jednak bardzo ostrożniutko, na emeryckich przełożeniach (zwłaszcza pod górę), bo choć miałem generalnie z górki, to jednak też i pod (niezbyt co prawda silny) wiatr z NW.
Dojechałem więc o kilka minut później, niż to bywa zazwyczaj na tej trasie - opcją przez Zgierz, ale ambitnie też niekoniecznie najkrótszą drogą. Niezależnie jednak od opcji - puchy dziś na drogach bajeczne - żeby tak zawsze... :)
Po psacerze, o którym mowa wyżej trochę mi jednak zaczęło coś tam doskwierać - zjadłem więc na świąteczny deser Olfen, po którym zachciało mi się spać, więc się zwinąłem prędziutko z powrotem. Także nie najkrótszą opcją - pierwsze 5 km-ów poleciałem jeszcze pod wiatr, ale przez las, a dopiero nawróciłem w Ozorkowie - i odtąd co prawda głównie pod górkę, ale za to z wiatrem, dociągnąłem znów niekoniecznie najkrótszymi, za to najmniej kostropatymi opcjami ścieżko-rowerowymi do domu.
Cóż - na średnią i Vmaxy dziś prosimy nie patrzeć, choć i tak obawiałem się czegoś znacznie gorszego; co do kolanka to zrobię mu kolejne dwa dni wolnego od roweru (zwłaszcza, że ma wiać potężnie, a to mniemam - najgorsze w tym momencie) i się zobaczy. Najwyżej na długi weekend majowy będzie napęd voltarenowo-olfenowy ;)
A dzisiejszą próbę oceniam, biorąc pod uwagę okoliczności kilku ostatnich dni - powiedzmy - na czwórkę.
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta
- DST 51.42km
- Teren 2.89km
- Czas 02:16
- VAVG 22.69km/h
- VMAX 35.46km/h
- Kalorie 2143kcal
- Podjazdy 259m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Z grabienia
Piątek, 12 kwietnia 2019 · dodano: 12.04.2019 | Komentarze 10
Zgodnie z przewidywaniami - po dwóch dniach tyrania, z obolałymi gnatami, wymarznięty (rano w domku plus sześć) - rzeźnicki powrót pod zimny, silny wiatr z NE. Próbowałem lasem, a więc terenowo, chowałem się po wioskach, gdzie się dało - wśród zabudowań - wszystko na nic: efekt to dzisiejsza średnia, a i Vmax. Ciężko coś więcej napisać poza tym, że po czterdziestym trzecim kilometrze tak mnie odcięło, że dostałem dreszczy, w głowie mi się zakołowało, obojętnie zaliczyłem parę dziur w asfalcie, bo mi już było wszystko jedno - i gdyby akurat nie Dworzec Kaliski, gdzie można coś zjeść i napić się ciepłego, pewnie bym usiadł w przydrożnym rowie i zapadł w hipotermiczny letarg czekając, aż mnie coś dobije.A tak ostatnie osiem kilometrów zjadłwszy dużego kebaba i wypiwszy dużą gorącą kawę... ledwo dojechałem czując się na mecie dokładnie tak samo, jak przed postojem.
Tak zmęczony fizycznie nie byłem od lat, a rowerowo - chyba jeszcze nigdy, nawet robiąc kiedyś z Kol.aardem dwusetkę, też zresztą pod wiatr.
Jutro dzień bez żadnych aktywności, może co najwyżej jakiś spacer.
- DST 10.05km
- Teren 0.10km
- Czas 00:23
- VAVG 26.22km/h
- VMAX 29.56km/h
- Kalorie 436kcal
- Podjazdy 60m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Po chlebek i z chlebkiem
Czwartek, 11 kwietnia 2019 · dodano: 11.04.2019 | Komentarze 5
Do Gucincinatti i na abarot po najbliższy chlebek (i nie tylko;) oraz do kosza śmieciowego pomiędzy rżnięciem wiatrołomu, a wynoszeniem wczorajszo-liściowego urobku.Silny boczny wiatr (podobnie jak wczoraj z NE) w obie strony.
- DST 46.08km
- Teren 0.03km
- Czas 01:44
- VAVG 26.58km/h
- VMAX 46.15km/h
- Kalorie 2003kcal
- Podjazdy 219m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Na grabienie
Środa, 10 kwietnia 2019 · dodano: 10.04.2019 | Komentarze 5
Trzy dni wolne, więc klasyczną trasą dojamborową na tradycyjne, coroczne, wiosenne grabienie liści nad Grabią ;)Jechało się szybko, z wiatrem z NE, czasem podwiewał z boku, a na krótkich odcinkach w pysk. Więc mimo trzydniowego owielbłądzenia Meridy i ponad 1/3 trasy przez miasta - średnia wyszła pozytywna. Jeśli kierunek wiatru się do piątku nie zmieni, z powrotem czeka mnie rzeźnia ;)
- DST 63.40km
- Teren 1.91km
- Czas 02:32
- VAVG 25.03km/h
- VMAX 52.78km/h
- Kalorie 2678kcal
- Podjazdy 435m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Uć, nietypowa Pętelka i trochę pogdańskich zaległości, czyli wpis "na bogato" :)
Poniedziałek, 8 kwietnia 2019 · dodano: 08.04.2019 | Komentarze 7
Pogdańskie zaległości na sam koniec, więc zacznę od... początku ;)Po 3 dniach służbowego pobytu w Gdańsku na Free Time Festiwal ("Ktoś musi pracować, by free time mógł mieć ktoś";), dziś z rana przy pięknej pogodzie i niezbyt silnym wietrze zwyczajnie, choć tylko po 4h snu do p.
Po południu byłem tak zmęczony, że nic nie planowałem do momentu wskoczenia na Merysię - i nagle już wiedziałem, że nie skończy się na zwykłym powrocie do domu, więc go troszkę uniezwykliłem - z niecałych planowych sześciu kilometrów wyszło więc blisko 60 ;D
Dzisiejsza średnia także wyszła o dziwo znośna - i ładny Vmax na chyba zbyt rzadko odwiedzanej pagórce gdzieś między Wódką, a Kalonką ;)
A teraz gdańskie reminiscencje:
W 3 dni przeszedłem (przeważnie z M., która towarzyszyła mi w części zwiedzaniowej wyjazdu) około 40 km-ów (nie licząc pracy non-stop w biegu przez sobotę i niedzielę na obsłudze stoiska) - dodajmy do tego powrót z wczoraj na dziś o północy i już mamy powód mojego słaniania się dzisiejszego - również na dwóch kołach ;)
Spacerowe odcinki po plaży przeważnie przebiegły (brr!) na boso, woda miała ok. pięciu stopni, więc trochę łamała po kościach, ale widzieliśmy nawet jednego Pana Morsa (pływaka, bez roweru;) wczoraj o poranku...
Spacer 1
Spacer 2
Spacer 3
Spacer 4
Również wczoraj rano na plaży spotkaliśmy sympatycznego rowerzystę na wyjątkowo ciekawie wyglądającym rowerze, który właśnie zwijał namiot, w którym nocował. Rower poznałem dzień wcześniej na targach, potem mnie mijał po południu bucząc grubymi oponami. Pan przedstawił się jako Rafał - okazało się, że jest gościem Bike Festivalu odbywającego się w ramach targów.
Pogadaliśmy chwilkę o jego rowerowych zainteresowaniach (góry i zamki, kilkanaście krajów przejechanych), potem jeszcze na targach obdarowałem go kompletem map naszego regionu dotyczących jego pasji (a więc mapy: szlaków rowerowych i zamków oraz trzyczęściowe dokładne mapy turystyczne województwa). W zamian otrzymaliśmy dwie puszki piwa (bezalkoholowego) :) Miły gest!
A potem już co prawda się nie spotkaliśmy (miała być jego prelekcja - i była, ale o innej godzinie, więc przegapiłem będąc służbowo zabieganym na stoisku) - ale będąc ciekawym, kto zacz - poguglałem... okazało się, że to Rafał Gręźlikowski. Polecam historię człowieka, który mimo swej fizycznej ułomności (czego podczas spotkania nie zauważyłem, tak sprawnie się porusza!) potrafi wspaniale realizować marzenia! Więcej nie napiszę, bo najlepiej samemu odkryć tego niezwykłego, a przy tym cholernie skromnego i sympatycznego gościa.
Zamiast więc dalej stukać w klawisze, w dowód najwyższego uznania - wklejam dziś wyjątkowo dwie fotki - ze spotkania na plaży (zdjęcie jest też w czwartym ze spacerowych Relivów, ale to zdecydowanie za mało!) oraz fotkę już dzisiejszą mojej Meridy i eM.-owej Trinity W Trójcy Jedynej - każdy zaś z naszych bike'ów z pamiątkową puszką piwa od kol. Rafała :)


I tylko jednego żałuję - że nie udało się posłuchać jego opowieści na scenie. Może znów kiedyś będzie okazja - a może uda się także spotkać gdzieś na rowerowym szlaku?
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta
- DST 56.92km
- Teren 1.08km
- Czas 02:00
- VAVG 28.46km/h
- VMAX 52.34km/h
- Kalorie 2410kcal
- Podjazdy 220m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Łęczycy z Kol.aardem, wiatrem i nowym, (nieoficjalnym) rekordem prędkości
Wtorek, 2 kwietnia 2019 · dodano: 02.04.2019 | Komentarze 8
Zgodnie z zapowiedziami, dziś, w związku z wiejącym jak wściekły Boruta ESE-smanem, trasa na północny zachód - do Łęczycy - w towarzystwie Kol.aarda.Wyjechaliśmy dość wcześnie, by zdążyć na emerycki (kto by tam rypał pod taki wiatr? No, pewnie jest paru takich;) pociąg powrotny o 12.30. Początkowo trochę pohalsowaliśmy tam i siam, żeby było więcej kilometrów i by ominąć Zgierz i światła z nim związane - więc np. przez Arturówkowe Stawy, gdzie trafiło się nawet troszkę terenu. Potem było generalnie z górki przy wietrze przeważnie tylno-bocznym, czasem bocznym (i wtedy chciał wywracać;), a za Białą (gdzie nadal wszystek jeden kościół jest czarny!) wpadliśmy na trasę na Ozorków - idealną przy tym wietrze, prostą i gładką. Tu już zaczęło się prawdziwe rumakowanie - na płaskim rzędu 35-40 km/h bez większego wysiłku, z górki 50 i nawet troszkę więcej (patrz: Vmax).
W Modlnej odbiliśmy w boczne, niestety gorsze asfalty, ale kierunek wciąż był niemal idealny - i tak dociągnęliśmy do Łęczycy w 1 h 35 min. - średnia, mimo początkowego miasta, lasu, terenu i jazdy na N wyszła, bagatela, na odcinku prawie 50 km-ów - 29,5 km/h!
Z Łęczycy wróciliśmy zaś ŁKĄ (po pewnych perturbacjach związanych z kupowaniem biletu na rower w automacie) na Uć - aard wysiadł na Chojnach, a ja dojechałem aż na Widzew - wprawdzie stąd miałem 2x dalej niż z wcześniejszego Żabieńca, ale za to znów generalnie z wichurą, więc średnia mimo już stricte miejskiej jazdy i jednego korka po drodze pogorszyła się tylko w niewielkim stopniu.
Ostatecznie na koniec okazało się, że łącznie wyrównałem dziś swój rekord prędkości sprzed ładnych kilku lat na trasie 50+; biorąc zaś pod uwagę naliczanie sekundowe (czego bs nie robi, choć nie wiadomo po co uwzględnia możliwość wpisywania sekund) wszystko łącznie zajęło 1 h 59 min. i 39 sek., co daje już absolutnie rekordową średnią na takiej trasie wynoszącą 28,65. Wszystko to oczywiście zasługa wiatru, ale wszak np. rekordy na skoczniach też są bite dzięki korzystnym podmuchom, prawda? :)
Zdjęć nie ma, bo nie było czasu na robienie, trasa do Łęczycy - proszę uprzejmie.
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta



