Info
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
Zaliczone rowerowo gminy:
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec1 - 0
- 2026, Maj10 - 1
- 2026, Kwiecień11 - 0
- 2026, Marzec13 - 0
- 2026, Luty3 - 0
- 2025, Grudzień13 - 7
- 2025, Listopad7 - 2
- 2025, Październik7 - 2
- 2025, Wrzesień10 - 3
- 2025, Sierpień9 - 8
- 2025, Lipiec10 - 31
- 2025, Czerwiec4 - 8
- 2025, Maj15 - 31
- 2025, Kwiecień12 - 32
- 2025, Marzec11 - 28
- 2025, Luty1 - 5
- 2025, Styczeń1 - 4
- 2024, Grudzień5 - 29
- 2024, Listopad4 - 25
- 2024, Październik14 - 86
- 2024, Wrzesień10 - 38
- 2024, Sierpień7 - 19
- 2024, Lipiec17 - 31
- 2024, Czerwiec1 - 4
- 2024, Maj17 - 71
- 2024, Kwiecień13 - 36
- 2024, Marzec13 - 56
- 2024, Luty7 - 30
- 2024, Styczeń2 - 6
- 2023, Grudzień3 - 14
- 2023, Listopad7 - 21
- 2023, Październik10 - 39
- 2023, Wrzesień12 - 72
- 2023, Sierpień14 - 96
- 2023, Lipiec10 - 40
- 2023, Czerwiec7 - 25
- 2023, Maj13 - 54
- 2023, Kwiecień11 - 50
- 2023, Marzec10 - 61
- 2023, Luty5 - 28
- 2023, Styczeń15 - 76
- 2022, Grudzień3 - 21
- 2022, Listopad5 - 27
- 2022, Październik9 - 43
- 2022, Wrzesień4 - 18
- 2022, Sierpień13 - 93
- 2022, Lipiec11 - 48
- 2022, Czerwiec5 - 24
- 2022, Maj15 - 70
- 2022, Kwiecień11 - 54
- 2022, Marzec12 - 77
- 2022, Luty8 - 40
- 2022, Styczeń8 - 39
- 2021, Grudzień9 - 54
- 2021, Listopad12 - 68
- 2021, Październik11 - 41
- 2021, Wrzesień10 - 47
- 2021, Sierpień13 - 53
- 2021, Lipiec13 - 60
- 2021, Czerwiec19 - 74
- 2021, Maj16 - 73
- 2021, Kwiecień15 - 90
- 2021, Marzec14 - 60
- 2021, Luty6 - 35
- 2021, Styczeń7 - 52
- 2020, Grudzień12 - 44
- 2020, Listopad13 - 76
- 2020, Październik16 - 86
- 2020, Wrzesień10 - 48
- 2020, Sierpień18 - 102
- 2020, Lipiec12 - 78
- 2020, Czerwiec13 - 85
- 2020, Maj12 - 74
- 2020, Kwiecień15 - 151
- 2020, Marzec15 - 125
- 2020, Luty11 - 69
- 2020, Styczeń17 - 122
- 2019, Grudzień12 - 94
- 2019, Listopad25 - 119
- 2019, Październik24 - 135
- 2019, Wrzesień25 - 150
- 2019, Sierpień28 - 113
- 2019, Lipiec30 - 148
- 2019, Czerwiec28 - 129
- 2019, Maj21 - 143
- 2019, Kwiecień20 - 168
- 2019, Marzec22 - 117
- 2019, Luty15 - 143
- 2019, Styczeń10 - 79
- 2018, Grudzień13 - 116
- 2018, Listopad21 - 130
- 2018, Październik25 - 140
- 2018, Wrzesień23 - 215
- 2018, Sierpień26 - 164
- 2018, Lipiec25 - 136
- 2018, Czerwiec24 - 137
- 2018, Maj24 - 169
- 2018, Kwiecień27 - 222
- 2018, Marzec17 - 92
- 2018, Luty15 - 135
- 2018, Styczeń18 - 119
- 2017, Grudzień14 - 117
- 2017, Listopad21 - 156
- 2017, Październik14 - 91
- 2017, Wrzesień15 - 100
- 2017, Sierpień29 - 133
- 2017, Lipiec26 - 138
- 2017, Czerwiec16 - 42
- 2017, Maj25 - 60
- 2017, Kwiecień20 - 86
- 2017, Marzec18 - 44
- 2017, Luty17 - 33
- 2017, Styczeń15 - 52
- 2016, Grudzień14 - 42
- 2016, Listopad18 - 74
- 2016, Październik17 - 81
- 2016, Wrzesień26 - 110
- 2016, Sierpień27 - 197
- 2016, Lipiec28 - 129
- 2016, Czerwiec25 - 79
- 2016, Maj29 - 82
- 2016, Kwiecień25 - 40
- 2016, Marzec20 - 50
- 2016, Luty20 - 66
- 2016, Styczeń16 - 52
- 2015, Grudzień22 - 189
- 2015, Listopad18 - 60
- 2015, Październik21 - 52
- 2015, Wrzesień27 - 38
- 2015, Sierpień26 - 37
- 2015, Lipiec29 - 42
- 2015, Czerwiec27 - 77
- 2015, Maj27 - 78
- 2015, Kwiecień25 - 74
- 2015, Marzec21 - 80
- 2015, Luty20 - 81
- 2015, Styczeń5 - 28
- 2014, Grudzień16 - 60
- 2014, Listopad27 - 37
- 2014, Październik28 - 113
- 2014, Wrzesień28 - 84
- 2014, Sierpień28 - 58
- 2014, Lipiec28 - 83
- 2014, Czerwiec26 - 106
- 2014, Maj25 - 88
- 2014, Kwiecień24 - 75
- 2014, Marzec18 - 133
- 2014, Luty17 - 142
- 2014, Styczeń13 - 68
- 2013, Grudzień21 - 115
- 2013, Listopad23 - 102
- 2013, Październik22 - 64
- 2013, Wrzesień28 - 108
- 2013, Sierpień18 - 66
- 2013, Lipiec30 - 95
- 2013, Czerwiec30 - 79
- 2013, Maj30 - 55
- 2013, Kwiecień29 - 81
- 2013, Marzec16 - 39
- 2013, Luty19 - 62
- 2013, Styczeń9 - 18
- 2012, Grudzień22 - 62
- 2012, Listopad22 - 19
- 2012, Październik20 - 8
- 2012, Wrzesień25 - 6
- 2012, Sierpień2 - 3
- 2012, Lipiec14 - 4
- 2012, Czerwiec26 - 14
- 2012, Maj23 - 24
- 2012, Kwiecień26 - 23
- 2012, Marzec27 - 20
- 2012, Luty21 - 35
- 2012, Styczeń23 - 59
Wpisy archiwalne w kategorii
4. Dzień to za mało!
| Dystans całkowity: | 19009.37 km (w terenie 1076.85 km; 5.66%) |
| Czas w ruchu: | 822:47 |
| Średnia prędkość: | 23.10 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 59.62 km/h |
| Suma podjazdów: | 54168 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 181 (101 %) |
| Maks. tętno średnie: | 153 (84 %) |
| Suma kalorii: | 349182 kcal |
| Liczba aktywności: | 401 |
| Średnio na aktywność: | 47.40 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
- DST 38.20km
- Teren 2.10km
- Czas 01:45
- VAVG 21.83km/h
- Temperatura 28.0°C
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
(Głównie) na SuperMaraton
Piątek, 14 czerwca 2013 · dodano: 16.06.2013 | Komentarze 0
Od M. do p. na P., a stąd do Sokolnickiego Lasu (częściowo bardzo kurzastymi drogami), skąd następnego dnia był już tylko rzut dyskobolem na Ozorowski SuperMaraton pieszy. Maraton Super, bo dystans 50 km (w terenie).Wiatr w pysk, sakwy wypchane.
- DST 101.80km
- Teren 7.50km
- Czas 04:54
- VAVG 20.78km/h
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Nibydwódniówka po dwie nowe gminy - dz. 2: totalnie pod wiatr
Środa, 15 maja 2013 · dodano: 15.05.2013 | Komentarze 11
Od rana w Jamboru świeciło ładnie, ale wiatr po lesie hulał.Początkowo gruntami, potem dobrymi asfaltami do Zelowa - tu przy rynku jakieś objazdy, na szczęście nie dotyczyły mojej trajektorii lotu. Dalej już bardziej dziurawą trasą na Parzno i Ciszę - stąd drogą leśną w miejsce, gdzie przez (ponoć) 900 lat do zeszłego roku stał Dąb Cygański, pod którym (też ponoć) - królowa Jadwiga odpoczywała. Stał - bo go jakieś sukinsyny spaliły. Szkoda, że nie jesteśmy w czasach królowej, bo jeśli tylko miałbym wtyki w inkwizycji - postarałbym się o to samo dla sprawców, co zgotowali pomnikowi przyrody. Stosik znaczy.
Po obejrzeniu smętnych zgliszczy dalej znów do szosy i via Kluki na Kaszewice - tu, liczący dokładnie 401 wiosen drewniany kościółek (jeszcze nie spalony). Stąd już było bliziutko do Słupi nad Widawką - a tam pałac w remoncie i opuszczony PGR. Potem, by się nie cofać, via Zarzecze na Nowy Janów - niestety, niecofać okazało się betonówko-płytówką z czasów budowy elektrowni Bełchatów. Dziurdzioły i hopsasy :/! Na szczęście wkrótce powrócił asfalt, którym udało się dotrzeć do pierwszego tego dnia cmentarzyka ewangelickiego - na skraju Rogowca.
Z Rogowca chwilę przez las - i skrajem industriala elektrownianego do szerokiej trasy oddzielającej elektrownię od kopalni. Na tym odcinku minęło mnie 3 szosowców - ino myknęli pod ten cholerny wiatr!
Szeroką trasą na kolejny cmentarzyk, a potem "autostradą" żłobnicką objeżdżając Wielką Dziurę od zachodu asfaltową drogą rowerową, biegnącą wzdłuż szosy. Tu wiatr (znad Dziury) tak się rozhulał, że utrzymywanie prędkości 15 km/h graniczyło z bohaterstwem. Na szczęście wkrótce zaczęły się tereny bardziej zalesione. W pierwszej wsi po zjechaniu z "autostrady" miał być sklep - i był, ale było tylko piwo i wódka oraz jakieś chyba nawozy po kątach. Wyglądem żywo przypominał gieesy z początku lat 80. - zaopatrzeniem też. Dopiero w kolejnej miejscowości - czyli Sulmierzycach - udało się dokonać normalnych zakupów: Mountain Dew 1 l, woda mineralna - 0,5 l, duży jogurt truskawkowy, 2 rogaliki "Seven Days" o smaku kokosowo-czekoladowym oraz dwa batony "Bounty". Na ryneczko-skwerku pod fontanną pożarłem większość - a resztę przeważnie pożerałem dalej po drodze.
Za Sulmierzycami wreszcie zaczęła się nowa gmina do zaliczenia - czyli Strzelce Wielkie - cała porośnięta rzepakiem oraz pozostałym rolnictwem. Potem nadal po wiochach jadą na wschód (wiatr nieco w związku z tym odpuścił, a możliwe też, że trochę osłabł) zakrętasami do Dobryszyc, za którymi zaczął się długi, bardzo już na tym etapie dobijający podjazd na most nad gierkówką. Na zjeździe była osada "Malutkie" gdzie można kupić całkiem dużuchne rezydencje w budowie, o czym informował wołami napis.
Potem był kawałek lasu, stacja Dobryszyce - tu skręciłem w lewo i - bliżej, lub dalej torów - droga wyprowadziła na malowniczy staw - i drugą nową gminę, czyli Gomunice. A potem się skończyła na przejeździe kolejowym, którym przekroczyłem ponownie tory, by zagłębić się w miejscami koszmarnie piaszczystą drogę leśną prowadzącą do miejsca oznaczonego na mapie jako zabytkowy młyn o nazwie "Wójcik". Młyna nie ma - jest stara drewniana chata (pewnie młynarza), ale miejsce urokliwe - mostek nad Widawką, piaszczyste dno czystej i nieuregulowanej jeszcze w tym miejscu rzeczki oraz stare drzewa nad brzegiem.
Po kilkunastominutowym byczeniu i brodzeniu w wodzie - dalej w drogę! Wkrótce powrócił asfalt - i zaczęły się Gomunice - a w nich ładny pałac i rząd starych, drewnianych domów o różnym kształcie i wielkości - po obu stronach szosy. Ponieważ było jeszcze sporo czasu do pociągu - postanowiłem zakończyć wycieczkę na stacji Kamieńsk.
A z Kamieńska to już pekapami dwoma (z przesiadką w Koluszkach) na Uć Jędrusiów - i stąd w 9 minut (mini-czasówka na koniec:) do M.
Dzień wielce udany - tylko silny wiatr wyssał wszystkie siły - wiał centralnie z SE, więc 80% trasy zdecydowanie hamował i męczył (zwłaszcza na podjazdach z ciężkimi sakwami), a pomógł już właściwie tylko na samym końcu i parę kilometrów, gdy objeżdżałem od północy kopalnię Bełchatów. No i dość gorąco-piekąco w słońcu.
Kategoria 3. Setuchna to już cóś!, 4. Dzień to za mało!
- DST 51.10km
- Teren 3.40km
- Czas 02:21
- VAVG 21.74km/h
- Temperatura 23.0°C
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Nibydwódniówka po dwie nowe gminy - dz. 1: Uć-Jambór
Wtorek, 14 maja 2013 · dodano: 15.05.2013 | Komentarze 0
Nibydwódniówka - bo najpierw od M. do p. na P. via nowa dedeerówa. Potem do R. po kluczyk do prądu - i dopiero wieczorem - do Jamboru.Wiatr słaby, ale cały dzień w pysk.
Sakwy wypchane działkowo-wyprawkowo.
- DST 44.00km
- Teren 0.20km
- Czas 02:10
- VAVG 20.31km/h
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Od Czarownic - dz. 4: Na Pekapy
Sobota, 4 maja 2013 · dodano: 04.05.2013 | Komentarze 3
Od rana... mżyło. Z Bodzentyna już "na ciężko" ze wszystkimi gratami świetnie nam znaną trasą na Katarzynę. Po drodze (jeszcze w Bodzentynie) zwiedzanie "na szybko" zabytkowej zagrody muzealnej Czernikiewiczów i cmentarza żydowskiego. Za Katarzyną tradycyjnie się rozchmurzyło - i do końca trasy już nie padało. Na początek znów stromy zjazd - tym razem do Górna - cały czas rowerowymi pasami. Szkoda tylko, że jak nie zasypane piachem, to zaparkowane autami :/W Górnie zygzakiem przecięliśmy główną trasę do Kielc i dalej bocznymi asfaltami na Niestachów oraz trasą na Suków. Ponieważ była ruchliwa, w Sukowie (gdzie na głównym skrzyżowaniu kot bił się z psem - a może to była suka?) na Mójczę, gdzieśmy obejrzeli drewniany kościółek. Kolejny był już na wjeździe do Kielc - gminy nr 400 w historii ich rowerowego zdobywania (gminą nr 399 były Daleszyce)!
Przez Kielce niemal najkrótszą (bo przez rynek i bulwary nad rzeczką) na stację PKP. A stąd Pekapami z przesiadkami w Częstochowie i Koluszkach na Uć, gdzieśmy wysiedli w Jędrusiowie, bo stąd bliżej.
A wiatr był cały dzień z W, ale szczęście niebyt silny.
I to by było tyle, jeśli chodzi o Tegoroczne Czarownice.
Kategoria 4. Dzień to za mało!, 5. Nieśpiesznie z M.:)
- DST 57.00km
- Teren 0.50km
- Czas 03:01
- VAVG 18.90km/h
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Czarownic - dz. 3: Pod (Łysą) Górę
Piątek, 3 maja 2013 · dodano: 04.05.2013 | Komentarze 0
Po "użyciu" poprzedniego dnia - dzień niby restowy, choć nie końca: na półlekko (ja z sakwami, a M. bez) pojechaliśmy objechać Łysogóry dookoła. Rano oczywiście mżyło, ale szybko przestało i za Świętą Katarzyną zaczęło się pięknie przejaśniać. Po pokonaniu stromego podjazdu superświetny zjazd przez Krajno, dalej via Porąbki do Bielin. Stąd elegancko wymalowanym pasem rowerowym kawałek i skręt na Hutę-Podłysicę. Od razu 13% pod górkę! :D Po odpoczynku w słoneczku znów mozolnie - raz w górę, raz w dół, ale przeważnie w górę - i słusznie, bo na Święty Krzyż! Czyli Łysą Górę :) Z kilkoma przystankami udało się całość pokonać, a na koniec nawet wyprzedziłem wlokący się z turystami koniowóz tuż pod wieżą TV. Po obejrzeniu gołoborza i klasztoru - zjazd. Najpierw (do parkingów pod lasem) slalom między watahami trzeciomajowiczów i koniowozów, potem już szosą kolejny tego dnia wspaniały zjazd aż do trasy na Nową Słupię - tu znów piękne pasy po bokach dla rowerów - cóż z tego, skoro wciąż po zimie zasypane zwałami piachu i śmiecia? :/ W Nowej Słupi postój - kebab, a jakże! :) A z Nowej Słupi powrót do Bodzentyna już najkrótszą drogą z widokami na całe pasmo Łysogór.Wiatr przez cały dzień niezbyt silny, z NE - w sumie przeszkadzał tylko na samym podjeździe pod Święty Krzyż (między Bielinami, a Hutą Szklaną) oraz nieco na koniec.
Wpadły kolejne nowe gminy: Górno, Bieliny, Łagów (sam skraj, czyli przydrożna wiata w lesie po "właściwiej" stronie drogi;), Nowa Słupia i Pawłów (jedna wioska, ale też się liczy!)
Kategoria 4. Dzień to za mało!, 5. Nieśpiesznie z M.:)
- DST 76.40km
- Teren 11.70km
- Czas 04:42
- VAVG 16.26km/h
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Czarownic - dz. 2: Pod Deszcz
Czwartek, 2 maja 2013 · dodano: 04.05.2013 | Komentarze 2
Rano w Sielpi nie padało, choć się zanosiło. Niezrażeni tym faktem wystartowaliśmy w kierunku +/- Kielc, jednak bocznymi drogami. Najpierw przez Miedzierzę, następnie (powtórka z łaciatej drogi z wczoraj) na Przyłogi, Komorów - co chwila podjazdy i zjazdy - bardzo fajne te Wzgórza Koneckie :) Za Krasną, w Gustawowie zaczęło padać i (z przerwami) padało przez resztę dnia. Kompletnie bocznymi szosami, a momentami leśnymi drogami dotarliśmy w strugach dżdżu do Szałasu, gdzie znajduje się m.in. OSP Szałas. Tu wskoczyliśmy na nieco główniejszą trasę na Zagnańsk - najpierw bardzo długi i stromy podjazd przez las, potem fajny lot z górki na pazurki do ruin Wielkiego Pieca. Po zwiedzeniu skierowaliśmy się na Zagnańsk (po drodze postój pod Bartkiem). Za Zagnańskiem w stronę głównej trasy Kielce-Radom - wg mapy boczna, ale utwardzana droga miała przecinać trasę i doprowadzić nas do wsi Barcza. Tyle w teorii. Najpierw "utwardzana" okazała się polna i piaszczysta, potem łąkowa nie bardzo widoczna, potem leśna grząska. Do trasy dało jakoś radę się doczłapać - a tu bardzo skomplikowane skrzyżowanie rondowo-wiaduktowo-kolejowo-cholerawiejakie. Pokonaliśmy je jednak z sukcesem i - widząc ciąg dalszy naszej "utwardzanej" za leśnym szlabanem nawet ucieszyliśmy się w tym deszczu, że będzie mniej rozjeżdżone... Owszem, pierwsze 2 km było. Za to kolejne 2 to same koleiny po ciężkim sprzęcie leśnym zalane na pół metra wodą z czystą żywą gliną jako pasem rozdzielającym i totalnym chaszczorem jako poboczami... Oj, użyliśmy! ;) Miejscami nawet ledwo dawało radę prowadzić po grząskim błocku rumaki, które do połowy sakw zaczęły wyglądać jak nieboskie stworzenia. Wszystko w glinie i błocku! :/ W końcu jakoś przedarliśmy się, raz jadąc, a raz prowadząc rowery do Barczy. Na końcu wsi był na szczęście potok - tu postój dobry kwadrans na mycie - zwłaszcza obręczy, hamulców i przerzutek. Z Barczy znów trochę asfaltami, a trochę gruntówkami (na szczęście o niebo lepszymi) do Ciekotów, gdzie jest Szklany Dom Żeromskiego i Wariacja na temat dworu - a wszystko Żeromskiego, tośmy nie omieszkali pozwiedzać. W międzyczasie rozpadało się nie na żarty i w strugach ulewnych doczłapalim do Świętej Katarzyny. Po solidnym posileniu się "Pod Jodełką" ("Przysmak Czarownicy" i "Czarci Frykas" czy jakoś takoś) rozpoczęliśmy, z każdym momentem coraz bardziej rozpaczliwe poszukiwania noclegu. Otóż okazało się, że dosłownie nigdzie nie ma nawet kawałka podłogi! Co tu robić? Ano - jechać w deszczu dalej. W następnej wiosce, Podgórzu też nic nie mieli i dopiero w Bodzentynie, po dłuższych poszukiwaniach, dobrzy ludzie zlitowali się i przyjęli na nocleg w swej agroturystyce - a ponieważ także nie mieli już miejc - więc w jadalni :) Czyli: ciepło i sucho oraz cała sala do naszego użytku! :) Czas był najwyższy - wszystko ociekało i zaczęło się właśnie ściemniać.Z pożytków niewątpliwych dnia: kolejne nowe gminy zaliczone na rowerze - czyli Smyków, Stąporków, Bliżyn, Zagnańsk, Masłów, Łączna i Bodzentyn.
Kategoria 4. Dzień to za mało!, 5. Nieśpiesznie z M.:)
- DST 102.50km
- Teren 15.20km
- Czas 06:25
- VAVG 15.97km/h
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Czarownic - dz. 1: Pod Wiatr
Środa, 1 maja 2013 · dodano: 04.05.2013 | Komentarze 2
Pierwszy dzień wyprawki z sakwami w Góry Świętokrzyskie w towarzystwie M.:Rowerami na Chojny, stąd PKP do stacji Luciążanka koło Piotrkowa i dalej rowerami: Cieszanowice (dwór nr 1), Trzepnica (dwór nr 2), Łęki Szlacheckie (nowa gmina nr 1! - dwór nr 3). Stąd na Ręczno, nieco na Przedbórz i do Majkowic obejrzeć ruinę zameczku. Ponieważ mapa sugerowała, że w pobliżu jest mostek na Pilicy, no to gruntówkami - a tu tylko bród! Oznaczało to nadłożenie kilkunastu kilometrów na Przedbórz - ale na szczęście w lesie okazało się, że jest świeżo zrobiona doskonała żwirówka ładnych kilka kilometrów długości, więc generalnie prawie do Przedborza dało radę nią dojechać równolegle do szosy głównej. Z Przedborza na Fałków - zaczęły się bardziej strome podjazdy - i tu okazało się, że przednia przerzutka M. nie działa! Po zbadaniu sprawy na szczęście udało się założyć spadniętą sprężynę - i dalej w drogę! Po posileniu się kebabami w Fałkowie odbiliśmy na Lipę (tu pierwszy naprawdę stromy podjazd). W Lipie spotkaliśmy (osobno) i psa (pies w Lipie - less w pipie?) i kota (kot w Lipie - lot w kipie!), a dalej najpierw koszmarna "asfaltówka" z samych łat (sponsorem Polskich Dróg jest Mleko Łaciate), a potem szutrówka przez las wyprowadziły nas na Radoszyce. Po odwiedzeniu miejscowego cmentarza skręciliśmy na Sielpię - za trasą Piotrków-Kielce totalna przebudowa drogi, ale jakoś przedarliśmy się do zapory w Sielpi, gdzie padła stówka, po czym po poszukiwaniach noclegu (w OSiR-ze zdzierają po 100 zł za pokój) znaleźliśmy domek fiński - cały za 50 zł :) Niech żyje ośrodek "Atmosfera"!
Dzień dość męczący z racji przednio-bocznego wiatru z NE, który dawał się we znaki wszelkie. Na szczęście nie padało. A nowe gminy zaliczone na rowerze to (oprócz Łęk Szlacheckich) gminy świętokrzyskie: Ruda Maleniecka, Radoszyce i Końskie :)
- DST 52.60km
- Teren 3.10km
- Czas 02:24
- VAVG 21.92km/h
- Temperatura 13.0°C
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Miniwyprawka aż po Ozorków - dzień 2
Sobota, 20 kwietnia 2013 · dodano: 20.04.2013 | Komentarze 8
Z Lasu na S. wraz z M. (która pożyczyła od swoich R. jakiegoś starego rzęcha) na Ozorków na zawody. W zawodach kijowych (marsz na ok. 10 km) po raz drugi w historii zawodów (patrz: wpis sprzed dokładnie roku!) udało się wygrać, aczkolwiek z czasem gorszym o 49 sekund niż przed rokiem. Następnie ognicho, kiełbachy i ogólny piknik.Stąd z powrotem wraz z M. do jej R. i dalej już samotnie na Uć - trasą nieco inną niż poprzedniego dnia (via Kanią i d.).
Sakwy wybitnie obciążone różnymi pysznościami - dobrze, że z wiatrem tylnym, lub tylno-bocznym, bo wszak zazwyczaj jednak pod górkę.
No i bez deszczu.
A gnaty bolą!
- DST 60.90km
- Czas 02:51
- VAVG 21.37km/h
- Temperatura 16.0°C
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Miniwyprawka aż po Ozorków - dzień 1
Piątek, 19 kwietnia 2013 · dodano: 20.04.2013 | Komentarze 0
Miniwyprawka na kijowe zawody, czyli II Mistrzostwa Ziemi Ozorkowskiej w Nordic Walking.Ale nim Ozorków i zawody - najpierw od M. do p. na W. - po służbowy laptok. Następnie do p. na P. i stamtąd do p. na L. zawieźć laptoka. I znów do p. na P. - 8 km w deszczu.
Z p. na P. nadal w deszczu trochę głównymi, a trochę bocznymi via Smardzew, Samotnik i Szczawin (oraz Białą, gdzie kościół jest czarny) i Dzierżązną koło Zgierza do Lasu na S., gdzie nocleg u R. M. ;)
Na szczęście szybko się wypadało, wiatru prawie brak, a sakwy dość lekkie po pozbyciu się laptoka.
No i kije przytroczone do ramy - tradycyjnie, jak to na zawody.
- DST 136.00km
- Teren 2.20km
- Czas 06:21
- VAVG 21.42km/h
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Nibydwudniówka: dzień drugi - rekordy, rekordy...
Sobota, 21 kwietnia 2012 · dodano: 22.04.2012 | Komentarze 4
Od wczesnego rana z M. spotkaną w Sokolnikach kijkowo przez las do Ozorkowa na I Mistrzostwa Ziemi Ozorkowskiej w Nordic Walking.Trasa marszu na zawodach de iure 10 km, de facto - 11,4 km. Zrobiona (bez podbiegania rzecz jasna) w 1 h 12 min. i 9 sek., co dało średnią 9,72 km/h i tytuł mistrzowski ;)
Z zawodów znów o kijkach przez las do Sokolnik - łącznie więc na piechotę ok. 20 km tego dnia.
Krótki odpoczynek w postaci grabienia igliwia (bąble na dłoniach;) i późny, bo dopiero o 14.33 wyjazd z Sokolnik bez M. rowerem na gminobranie (znów z kijkami przytroczonymi i wszystkimi gratami w plecaczku) na Ozorków - Parzęczew - Wartkowice (tu nowa gmina nr 1). Dotąd pod porywisty wiatr z W/SW prosto w paszczę burzy, która nieco później raczyła podtopić Zgierz i trochę Łódź ;) Z Wartkowic odbitka na Świnice Warckie (nowa gmina nr 2) i uniknięcie skrajem chmury. Odtąd do Stolicy Polskiego Palanta, czyli Grabowa (gmina nr 3) przy bocznym wietrze i słońcu. Z Grabowa prosto na wschód do trasy nr 1 dość podłym asfaltem (za Siedlcem chwila z nowym asfaltem, a potem prawie 2 km znośnej gruntówy) do Krężelewic (gmina nr 4 - Daszyna). Po przecięciu małym zygzakiem jedynki dalej na wschód - niestety prosto w kolejną paszczę kolejnej grozy - w Prądzewie zrobiło się czarno - dogoniłem ją! Podziwiając przelotnie miejscowy dwór w kolorze czarnym i walcząc z coraz bardziej porywistym wichrem (tym razem dobrodziej raczył powiać z S, czyli boku), w spadających pierwszych ogromnych kropach nadciągającej nawałnicy, zdążyłem schronić się i pół roweru pod mikrodaszkiem nieczynnego spożywczaka w Rybitwach (gmina nr 5 - Witonia). Rybitwy lubią pływać - to i popłynęły...Obserwowanie walących wokół piorunów zajęło aż 3 kwadranse przymusowego postoju - zrobiła się blisko 19.00, a do M. jeszcze ponad 6 dych! W końcu postanowiłem jechać - i wtedy przestało padać, a na niebie pojawiły się całkiem niezależnie dwie różne tęcze, choć w tych samych kolorach ;) Zrobiło się również bezwietrznie. Przez Orszewice, Górę Świętej Małgorzaty, Ambrożew - tu nagle opadło mi... siodełko, mało co się nie zsunąłem z roweru w pełnym pędzie! Po dokręceniu via Skotniki do Modlnej. Od Modlnej (km 93,8) na światełkach w zapadającym zmroku i z coraz bardziej bolącym kolanem (to od tych walk z wiatrami) - kolejne postoje (Kębliny, Stryków, Byszewy) coraz częstsze, prędkość coraz gorsza... W kompletnych ciemnościach i dużym zamgleniu oraz bardzo już głodny (cały napęd rowerowy stanowiła litrowa butelka coli), do M., zaliczając po drodze jeszcze kilka paskudnych dziur po ćmaku.
Całość dnia, jeśli chodzi o wysiłek, a wliczając kijkowanie, oceniam na grubo ponad 2 stówy normalnej jazdy przy neutralnym wietrze. Straciłem ponad 2,5 kg.
A teraz...idę na rower ;P
Kategoria 4. Dzień to za mało!, 3. Setuchna to już cóś!



