Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Pan huann z miasteczka Uć w województwie uckim. Ma już przejechane na bs-ie 93219.80 kilometrów - w tym 3599.90 w sposób gruntowny! Przemieszcza się MERIDĄ Kalahari 500 (rocznik 2001) z prędkością zaskakująco średnią, bo wynoszącą 23.01 km/h - i się wcale tym nie chwali, jeno uprzejmie informuje.
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2026 button stats bikestats.pl 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl Zaliczone rowerowo gminy:

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy huann.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 56.30km
  • Teren 9.00km
  • Czas 02:37
  • VAVG 21.52km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z Jamboru (niekoniecznie) jak po maślaku

Czwartek, 26 września 2013 · dodano: 26.09.2013 | Komentarze 0

Po chłodnym noclegu na dziale - poranne zbieranie grzybów w siąpiącym deszczu. Zebrano co następuje: 3 podgrzybki działowe i około 20 maślaków nad rzeczką (opodal krzaczka). Po generalnym przemoczeniu wszystkiego nieco suszenia - i w drogę na abarot - do M.
Z sakwami ciężkimi od wszystkiego oraz dodatkowo grzybów najpierw do Jamborowego Sklepu, gdzie zakupiono (i systematycznie pożarto) 1 sztukę Góralek i 1 sztukę Princessy.
Następnie terenowo (w międzyczasie ostatecznie się wypadało) na Dukatowy Młyn, a dalej na Borgi, Mrogi i Ślądkowice Trzy Łasice. Stąd drogą leśną znaną z Setki po Ucku na Dłutówkowe Opłotki i Budy - i dalej w stronę Tuszynkowa - opcja przez Czyżeminów okazała się częściowo terenowa, błota miejscami okropne.
Z Tuszynkowa już całkiem klasycznie via Kalinko, Kalinko, Kalinko moje - a tuż przed metą jeszcze dwie zawijki - jedna na cmentarz po znicze, a druga wokół bloku M.
Wiatr dość silny, bardzo męczący - typ 'wciskający' w podłoże - i mimo, że generalnie skośny, bardzo złomotał formę i skutecznie opóźnił powrót powodując konieczność kilku postojów po drodze.
Na koniec jeszcze wyszło trochę słonka, ale ciepło to dziś nie było.
Oraz tym razem dwie próby rozjechania - przez ciężarówkę koło Budów i osobówkę w Wyskwitnie.

  • DST 53.60km
  • Teren 7.10km
  • Czas 02:21
  • VAVG 22.81km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przez Rudą do Jamboru

Środa, 25 września 2013 · dodano: 26.09.2013 | Komentarze 2

Najpierw od M. do p. na L. via Ruda - opcja nieco terenowa, błotka tam i siam.
Z p. na L. szybki myk do Jamboru na działę - najpierw koszmarnymi piasko-błotnymi drogami Lublinowego Lasu i jeszcze okropniejszą płytówą obok lotniska, potem tradycyjnie przez Górę Pawianicką i dalej technicznymi wzdłuż obwodnicy Pawianic, na koniec na Ldzań (tu strasznie poharatana przez pojazdy budowy S8 asfaltówka), kładkę obok młyna Denar, do szosy głównej w Gustawinie - i szosą kawałek, a mimo to i tak próbował mnie rozjechać tir. Ostatni kilometr Sosnową Avenue na działę.
Wiatr słaby z NW i N, więc tyleż przeszkadzał rano, co pomógł pod wieczór. Ogólnie rano słońce, a pod wieczór chmurnie.
Sakwy bardzo zapchane.

  • DST 48.70km
  • Teren 2.80km
  • Czas 02:08
  • VAVG 22.83km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Opłotki z psami

Wtorek, 24 września 2013 · dodano: 24.09.2013 | Komentarze 9

Od M. do p. na L. via Rude Opłotki trasą nieco terenową - nieco, bo po ostatnich ulewach wolałem nie ładować się w miejsca, gdzie błoto i tak zazwyczaj zalega po piasty. Stąd nieco na okrętkę.
Z p. na L. do M. - najpierw większą pętelką na Denny Lasek (błota niet!), potem jak zazwyczaj, a na koniec dodatkowo pętelka wokół Montowni Dellicji. Po drodze spotkałem wiele wyległych psów, przeważnie starych, lub takie sprawiające wrażenie - wilczur truchczący, brodacz człapiący, ten, co zwykle kundlik trikolor typu szpic spod wodociągów i jakieś jeszcze. I jeden czarno-biały jak telewizor rubin kot.
Sakwy takie tam.
Wiatr umiarkowany z NW - więc rano nieco przeszkadzał, a wieczorem zazwyczaj pomagał. I nareszcie bez dżdżu - a nawet chwilami świeciło takie żółte coś. Może stąd te psy. Chyba, że z syriusza?...

  • DST 24.30km
  • Czas 01:07
  • VAVG 21.76km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć podwodna #2

Poniedziałek, 23 września 2013 · dodano: 23.09.2013 | Komentarze 4

Od M. do p. na P. w zmagającym się ulewnym deszczu i pod silny wiatr. Masakra, panta rei włącznie z gaciami wewnętrznymi.
Z p. na P. już tylko w podsuszono-wilgotnej kreacji i w mżawce oraz na szczęście z wiatrem.
Ze względu na złą widoczność w deszczu i chlapanie pojazdów samochodowych - główne dedeerówą W-Z (a z powrotem Z-w).
Na koniec kółeczko dla wątpliwej zdrowotności wokół bloku M.
Sakwy z chlupotem, a z powrotem dodatkowo załadowane zdobyczną celulozą zawiniętą szczelnie, by się nie zmarnowała.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 23.50km
  • Czas 01:00
  • VAVG 23.50km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć opustoszała

Niedziela, 22 września 2013 · dodano: 22.09.2013 | Komentarze 4

Od M. do p. na P. pod umiarkowany wiatr - z p. na P. do M. z takimż wiatrem, tylko dedeerówą W-Z.
Wspaniale, opustoszałe z okazji niedzieli ulice, a zwłaszcza dedeerówa (opustoszała zapewne z powodu tego, że "zimno") sprawiły, że średnia wyszła jak na trasie! Ja chcę zawsze jeździć w niedzielę do p. na P. - a w tygodniu mieć wolne ;)
Sakwy lekkie.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 59.40km
  • Teren 13.50km
  • Czas 03:12
  • VAVG 18.56km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

(Not only) Tour de Kalonka

Sobota, 21 września 2013 · dodano: 21.09.2013 | Komentarze 8

Od rana z M. na Tour de Kalonka - rajd pieszo-rowerowy po Parku Krajobrazowym Uniesień Uckich. Najpierw pojechaliśmy na start nieco okrężnicą, bo przez Wiączyń i Grabinę. Na części rowerowej były do wyboru 3 trasy - wybraliśmy ambitnie najłatwiejszą i najkrótszą, a co - jak szaleć z brakiem szaleństw - to szaleć!
Jazda była generalnie w tempie iście spacerowym, ale była jednocześnie dobrą okazją do dorobienia nieco kilometrów w terenie. Po przejechaniu w grupce kilkudziesięciu rowerzystów 16,4 km - wróciliśmy na miejsce startu - na koniec nieco zniecierpliwiony dotychczasowym tempem dałem w długą pod wiatr, co zaowocowało przyjazdem jako pierwszy na metę ;)
Tu przydziałowa zalewajka (i druga na krzywy ryj - na Kalonce już tradycyjnie łapiemy się na zalewajkę na krzywym ryju;) - potem kiełbaski z rusztu, ciasto domowe, kawka... Żryć, nie umierać - zwłaszcza, że piękne słoneczko wyszło przy tym, a atmosferę Iwentu (określenie wg jednego ze sponsorów) umilał zespół (określenie wg zapowiadającego) Raczej Śpiewaczy "Seniorki z Kalonki". Potem były jakieś panny (ale nie z Wilka, mimo, że iwaszkiewiczowskie Byszewa też znalazły się dziś na naszej trasie), jeno śpiewające "Jadę na rowerze słuchaj Damian do Bylegdzie". Może to były Młódki z pobliskiej Wódki? W każdym razie ani nie beczały jak Owca z pobliskiego Bukowca, ani (chyba?) nie były to Kochanki z pobliskiej Kopanki...
Na koniec imprezy było jeszcze losowanie cennych nagród (w tym rowerów), ale, że mieliśmy własne, to nic nie wygraliśmy, tylko pojechaliśmy - znów przeważnie wertepiasto, bo na zachód strefą krawędziową Uniesień oraz przez Arturów do d. - a stamtąd jeszcze na zakupy do Manu (gdzie m.in. M. wzbogaciła się o nową nóżkę) - i już prosto z powrotem (nareszcie z wiatrem!) do M. - a że terenu nigdy (a przynajmniej dziś;p) za mało - to jeszcze pocięliśmy opłotkami lavinkowo-kosodrzewiniastymi i dawnym traktem, więc na miejscu byliśmy już o zmroku.
Sakwy ciężkawe cały dzień - jakieś książki, zakupy i 100 tysięcy innych drobiazgów - ale ponownie zorganizowanych, dzięki zakupowi nowej skrzyneczki na narzędzia rowerowe :)

  • DST 42.40km
  • Teren 0.10km
  • Czas 02:01
  • VAVG 21.02km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć służbowo stoczona

Piątek, 20 września 2013 · dodano: 20.09.2013 | Komentarze 2

Od M. zwykłą trasą do p. na P., gdzie okazało się, że muszę pojechać porobić fotografie do folderu o modernizmach. Dostałem bilety, więc i tak pojechałem rowerem ;)
Najpierw więc okolice Radiostacji, gdzie wille oficerskie i inne też, a potem wdrapałem się aż na sam czubeczek Stoków, skąd po przemieszczeniu się po brukowanych uliczkach osiedla TOR stoczyłem się do p. na P., a stąd już po ćmaku do M. - tym razem zupełnie inną opcją, bo dedeerówą, ale na koniec na pocieszenie zrobiłem tradycyjne już kółeczko wokół bloku M.
Wiatr cały dzień silny z W - przeszkadzał momentami potężnie.
Sakwy na powrocie ciężkie, bo dostałem w p. w spadku trochę książek z celulozy i innych pamiątek papierniczych - gdybym nie wziął, to by się zmarnowało.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 24.60km
  • Czas 01:08
  • VAVG 21.71km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć podwodna

Czwartek, 19 września 2013 · dodano: 19.09.2013 | Komentarze 2

Od M. do p. na P.
Jak wychodziłem, to nie padało, ale jak dotarłem na miejsce, to cały zlany.
Schłem do wyjścia.
Z p. na P. do M.
Jak wychodziłem, to też nie padało, a jak dotarłem na miejsce - też byłem zlany - i to solidnie.
Wiatr umiarkowany z WNW - podczas powrotu testowanie objazdu feralnego ronda S. - ciemno, mokro i wertepiasto :(
Sakwy do suszenia.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 47.70km
  • Teren 2.80km
  • Czas 02:05
  • VAVG 22.90km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ośmiotysięcznik ze spadkiem

Środa, 18 września 2013 · dodano: 18.09.2013 | Komentarze 2

Od M. do p. na L. dla odmiany - via Rude Opłotki i dalej opcja okrężna, bo na skrótach błota po wczorajszych deszczach. Po drodze wyprzedzenie przez tira, który się jednak nie raczył zmieścić razem ze mną na jezdni, więc uciekać musiałem spadając na pobocze szutrowe przed owegóż naczepą.
Z p. na L. do M. jeszcze większym zapętleniem, bo przez Denny Lasek, by dorobić nieco terenu - kałuże nieco obeschły. Na krzyżówce w Starawej Dziurze z kolei dostawczak z lewego pasa raczył mi przed nosem skręcić w prawo. Brawo.
Cały dzień z lekkimi sakwami i równie lekkimi wiatrami, jednak zazwyczaj w pysk. Mimo tychże i nadal silnie odczuwalnych skutków przejścia setki po ucku w ostatni weekend - w miarę przyzwoity czas. Dopomógł w tym m.in. pewien ciut wolniejszy ode mnie szosowiec na powrocie, którego ścigałem przez kilka km, a potem on mnie - ale nas nie dogoniat! ;)
A przy okazji stuknęło 8000 km w tym roku - i jeśli nic mnie nie rozjedzie, jak to ostatnio codziennie próbuje - to jest duża szansa na realizację noworocznych postanowień :)

  • DST 23.90km
  • Czas 01:09
  • VAVG 20.78km/h
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć z fangą strzelistą

Poniedziałek, 16 września 2013 · dodano: 16.09.2013 | Komentarze 2

Najpierw od M. do p. na P. klasycznie - po deszczu, każuże więc duże.
Z powrotem jak zwykle - do Ronda S., które ostatnio zasłynęło trzykrotnym wymuszeniem pierwszeństwa na mnie przez auta. Jadę więc grzecznie ciągiem pieszo-rowerowym, dojeżdżam do wylotu na rondo, auta jadące z lewej grzecznie mnie przepuszczają - wszak przejazd dla rowerów, pasy obok, zasada prawej ręki, auta ponadto dojeżdżają do ronda, więc muszą tych z ronda przepuścić. Ci z dwóch pasów ruchu mnie przepuszczają, owszem - gdy przejeżdżam (cały czas przez przejazd dla rowerów) trzecim pasem - nagle startuje na mnie auto z owego trzeciego pasa. Zdążam dobrze wycelować w trawnik, słyszę tuż przy nodze potężny huk i lecę, lecę, lecę... i już leżę gwiazdami w twarz, czyli na plecach. Na trawniczku. Obok Merida takoż. W tym momencie doskakuje jakiś nieznany rowerzysta i zaczyna się drzeć na kierowcę auta. Spoglądam i widzę, że to raczej jakiś dziadek w szoku i ani w głowie mu uciekać. A rowerzysta (jechał z naprzeciwka i widział wszystko) zaraz mu chyba za mnie wtłucze!! Jakoś się zwlekam, stwierdzam, że mi właściwie nic, uspokajam sytuację i zaczyna się trójstronne wyjaśnianie, co tak naprawdę się zdarzyło. Ano, dziadek mnie nie widział zza aut, które mnie przepuszczały i sobie ruszył w rondo radośnie a tu niespodzianka. Zaczyna się ocenianie szkód - i znów szczęście w nieszczęściu - dziadek walnął mnie dokładnie w sakwę, gdzie było duże, hermetycznie zamykane pudełko z rowerowymi narzędziami - w dodatku w połowie puste. Potłukło się w drobny mak, ale tak poza tym to generalnie nic więcej się nie stało :D
Spisałem na wszelki wypadek numery rejestracyjne auta, poprosiłem o telefon kontaktowy, kolega zapalczywy rowerzysta oświadczył, że służy jako świadek i cóż - pojechałem dalej - do M.
Ale w razie czego zamawiam nekrolog z podtytułem "Ofiara pomysłów Zarządu Dróg i Transportu w Łodzi, który poprzez postawienie kawałek wcześniej znaku zakazu wjazdu rowerów na jezdnię dochodzącą do ronda sprawiły, że Rondo S. stało się przy istniejącym układzie dróg rowerowych śmiertelną pułapką dla rowerzystów".
Cały dzień raczej bezwietrznie. Sakwy całe ;)
A gnaty po Setce Po Ucku nadal zdrowo bolą. Po upadku pewnie też, ale to dopiero się okaże, jak miną niezdrowe emocje.
Kategoria 1. Only Uć