Info
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
Zaliczone rowerowo gminy:
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Październik1 - 0
- 2026, Wrzesień8 - 4
- 2026, Sierpień5 - 4
- 2026, Lipiec6 - 4
- 2026, Czerwiec7 - 0
- 2026, Maj10 - 1
- 2026, Kwiecień11 - 0
- 2026, Marzec13 - 0
- 2026, Luty3 - 0
- 2025, Grudzień13 - 7
- 2025, Listopad7 - 2
- 2025, Październik7 - 2
- 2025, Wrzesień10 - 3
- 2025, Sierpień9 - 8
- 2025, Lipiec10 - 31
- 2025, Czerwiec4 - 8
- 2025, Maj15 - 31
- 2025, Kwiecień12 - 32
- 2025, Marzec11 - 28
- 2025, Luty1 - 5
- 2025, Styczeń1 - 4
- 2024, Grudzień5 - 29
- 2024, Listopad4 - 25
- 2024, Październik14 - 86
- 2024, Wrzesień10 - 38
- 2024, Sierpień7 - 19
- 2024, Lipiec17 - 31
- 2024, Czerwiec1 - 4
- 2024, Maj17 - 71
- 2024, Kwiecień13 - 36
- 2024, Marzec13 - 56
- 2024, Luty7 - 30
- 2024, Styczeń2 - 6
- 2023, Grudzień3 - 14
- 2023, Listopad7 - 21
- 2023, Październik10 - 39
- 2023, Wrzesień12 - 72
- 2023, Sierpień14 - 96
- 2023, Lipiec10 - 40
- 2023, Czerwiec7 - 25
- 2023, Maj13 - 54
- 2023, Kwiecień11 - 50
- 2023, Marzec10 - 61
- 2023, Luty5 - 28
- 2023, Styczeń15 - 76
- 2022, Grudzień3 - 21
- 2022, Listopad5 - 27
- 2022, Październik9 - 43
- 2022, Wrzesień4 - 18
- 2022, Sierpień13 - 93
- 2022, Lipiec11 - 48
- 2022, Czerwiec5 - 24
- 2022, Maj15 - 70
- 2022, Kwiecień11 - 54
- 2022, Marzec12 - 77
- 2022, Luty8 - 40
- 2022, Styczeń8 - 39
- 2021, Grudzień9 - 54
- 2021, Listopad12 - 68
- 2021, Październik11 - 41
- 2021, Wrzesień10 - 47
- 2021, Sierpień13 - 53
- 2021, Lipiec13 - 60
- 2021, Czerwiec19 - 74
- 2021, Maj16 - 73
- 2021, Kwiecień15 - 90
- 2021, Marzec14 - 60
- 2021, Luty6 - 35
- 2021, Styczeń7 - 52
- 2020, Grudzień12 - 44
- 2020, Listopad13 - 76
- 2020, Październik16 - 86
- 2020, Wrzesień10 - 48
- 2020, Sierpień18 - 102
- 2020, Lipiec12 - 78
- 2020, Czerwiec13 - 85
- 2020, Maj12 - 74
- 2020, Kwiecień15 - 151
- 2020, Marzec15 - 125
- 2020, Luty11 - 69
- 2020, Styczeń17 - 122
- 2019, Grudzień12 - 94
- 2019, Listopad25 - 119
- 2019, Październik24 - 135
- 2019, Wrzesień25 - 150
- 2019, Sierpień28 - 113
- 2019, Lipiec30 - 148
- 2019, Czerwiec28 - 129
- 2019, Maj21 - 143
- 2019, Kwiecień20 - 168
- 2019, Marzec22 - 117
- 2019, Luty15 - 143
- 2019, Styczeń10 - 79
- 2018, Grudzień13 - 116
- 2018, Listopad21 - 130
- 2018, Październik25 - 140
- 2018, Wrzesień23 - 215
- 2018, Sierpień26 - 164
- 2018, Lipiec25 - 136
- 2018, Czerwiec24 - 137
- 2018, Maj24 - 169
- 2018, Kwiecień27 - 222
- 2018, Marzec17 - 92
- 2018, Luty15 - 135
- 2018, Styczeń18 - 119
- 2017, Grudzień14 - 117
- 2017, Listopad21 - 156
- 2017, Październik14 - 91
- 2017, Wrzesień15 - 100
- 2017, Sierpień29 - 133
- 2017, Lipiec26 - 138
- 2017, Czerwiec16 - 42
- 2017, Maj25 - 60
- 2017, Kwiecień20 - 86
- 2017, Marzec18 - 44
- 2017, Luty17 - 33
- 2017, Styczeń15 - 52
- 2016, Grudzień14 - 42
- 2016, Listopad18 - 74
- 2016, Październik17 - 81
- 2016, Wrzesień26 - 110
- 2016, Sierpień27 - 197
- 2016, Lipiec28 - 129
- 2016, Czerwiec25 - 79
- 2016, Maj29 - 82
- 2016, Kwiecień25 - 40
- 2016, Marzec20 - 50
- 2016, Luty20 - 66
- 2016, Styczeń16 - 52
- 2015, Grudzień22 - 189
- 2015, Listopad18 - 60
- 2015, Październik21 - 52
- 2015, Wrzesień27 - 38
- 2015, Sierpień26 - 37
- 2015, Lipiec29 - 42
- 2015, Czerwiec27 - 77
- 2015, Maj27 - 78
- 2015, Kwiecień25 - 74
- 2015, Marzec21 - 80
- 2015, Luty20 - 81
- 2015, Styczeń5 - 28
- 2014, Grudzień16 - 60
- 2014, Listopad27 - 37
- 2014, Październik28 - 113
- 2014, Wrzesień28 - 84
- 2014, Sierpień28 - 58
- 2014, Lipiec28 - 83
- 2014, Czerwiec26 - 106
- 2014, Maj25 - 88
- 2014, Kwiecień24 - 75
- 2014, Marzec18 - 133
- 2014, Luty17 - 142
- 2014, Styczeń13 - 68
- 2013, Grudzień21 - 115
- 2013, Listopad23 - 102
- 2013, Październik22 - 64
- 2013, Wrzesień28 - 108
- 2013, Sierpień18 - 66
- 2013, Lipiec30 - 95
- 2013, Czerwiec30 - 79
- 2013, Maj30 - 55
- 2013, Kwiecień29 - 81
- 2013, Marzec16 - 39
- 2013, Luty19 - 62
- 2013, Styczeń9 - 18
- 2012, Grudzień22 - 62
- 2012, Listopad22 - 19
- 2012, Październik20 - 8
- 2012, Wrzesień25 - 6
- 2012, Sierpień2 - 3
- 2012, Lipiec14 - 4
- 2012, Czerwiec26 - 14
- 2012, Maj23 - 24
- 2012, Kwiecień26 - 23
- 2012, Marzec27 - 20
- 2012, Luty21 - 35
- 2012, Styczeń23 - 59
- DST 27.30km
- Teren 0.60km
- Czas 01:12
- VAVG 22.75km/h
- Temperatura 23.0°C
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Uć zmixowana
Sobota, 7 września 2013 · dodano: 07.09.2013 | Komentarze 6
Od M. do p, na Mixerze Regionalnym. Po zakończeniu Mixera - do M.Kolejne wymuszenie rozbójnicze na Rondzie S. - trzeci dzień z rzędu. To już zakrawa na ponure żarty :/
Kategoria 1. Only Uć
- DST 23.60km
- Czas 01:08
- VAVG 20.82km/h
- Temperatura 29.0°C
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Uć niefajna
Piątek, 6 września 2013 · dodano: 06.09.2013 | Komentarze 0
Od M. do p. na P. zwyczajnie i z wiatrem; z p. na P. do M. już bez kombinacji nowymi, niewydarzonymi dedeerówami, za to raz na przejeździe na starej oraz raz na jezdni zwykłem dwa, grożące bezpośrednią kolizją drogowe wymuszenia rozbójnicze.Oj, niefajnie w tym mieście Uć, niefajnie... a na powrocie pod wiatr i z ciężkimi sakwami od celulozy.
Kategoria 1. Only Uć
- DST 24.50km
- Czas 01:07
- VAVG 21.94km/h
- Temperatura 24.0°C
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Uć testowana
Czwartek, 5 września 2013 · dodano: 05.09.2013 | Komentarze 0
Od M. do p. na P. klasycznie, w rześkim słonku i przy sprzyjającym, niezbyt silnym wietrze.Za to z powrotem testowanie nowych rozwiązań zgotowanych rowerzystom przez, kwa jego bladź zdit. Jak zwykle proste dotąd sprawy postanowili skomplikować do gtanic absurdu: najpierw przejazd przez ruchliwe skrzyżowanie dziurawym niby-przejazdem dla rowerów (bez znaków, że to przejazd), potem 5 m dalej pojawia się kręta (wzdłuż prostej ulicy), co prawda asfaltowa, ale bardzo nierówna dedeerówa, by następnie zaniknąć gdzieś po drodze (brak znaków kończących toto). A potem to jeszcze, w związku z tym wszystkim, mając potrójne pierwszeństwo (ponowna droga rowerowa/przejazd przed rondem/zasada prawej ręki) zostałem strąbiony przez ciężarówkę, która w dodatku omal nie dała mi następnie możliwości skrętu w lewo stricte na rondzie, mimo, że sygnalizowałem manewr.
Mam nadzieję, że następny atak terrorystów będzie skierowany na nasz kochany łódzki zarząd dróg i transportu, czego im serdecznie życzę, ryzykując przez tych debili codzień życie. Chętnie przejdę przy tym na skrajny muzułmanizm, jeśli tylko okaże się to warunkiem wysadzenia tej zgrai kretynów w kosmos.
Kategoria 1. Only Uć
- DST 90.10km
- Teren 6.60km
- Czas 03:54
- VAVG 23.10km/h
- Temperatura 27.0°C
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Hop po Psa
Środa, 4 września 2013 · dodano: 04.09.2013 | Komentarze 6
Aluś to 40 kilo Golden Labradora w wersji miksowanej. Jest biszkoptowy (kto go zna, ten wie), bardzo żarłoczny i w ogóle na dłuższe opowieści oraz przede wszystkim jest psem M. - a w związku z naszymi wakacjami pojechałchał był na kolonie do Lasu Sokolnickiego, do swych, hmmm... dziadków? ;)A dziś nastał ten dzień, kiedy ja miałem wolne, a M. mogła po p. (na Z.) pojechać po byczące się 40 kilo psa (chyba przytył swoją drogą?)
Więc M. autobusem, a ja Meridowo ruszyliśmy do Lasu. Osobiście najpierw pojechałem opłotkami kosodrzewiniasto-lavinkowymi, co by dorobić nieco terenu - a potem przez miasto do Manu po zamówione kropelki podręczne. Następnie skierowałem Meridu ku d., a stąd już trochę przez Arturów Las i Łągwienniki - znów nieco terenu i dalej klasycznie nieco dalszymi niż najbliższe piachy asfaltami.
Po dotarciu do psa ukazali się R. M. i oobiad ogromniasty - ach mniamu mniam!
Po czym M. zabrała piesa środkami zmotoryzowanymi, a ja hop w drogę powrotną - tym razem dla urozmaicenia nieco dalszą pętelką na S: Szczawin, Swędów, Stryków, Sierżnia i Skoszewy. Potem jeszcze górka przed Solną Nowo i Wiączyńskimi Opłotkami do M. Na koniec, żeby było ładnie i równo 90 km w sumie z niczego - pętelka po Ofiarach i wokół bloku, ale przesadziłem i wyjszło 90,1 :(
Wiatr nareszcie ustał - wiał słabowicie z N, więc raczej nie przeszkadzał.
Sakwy powrotne ciężkie, bo pełne nadmiarów obiadowych oraz (sic!) pary szpilek.
I byłem szybciej niż eM. z psem! :D
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta
- DST 23.00km
- Czas 01:08
- VAVG 20.29km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Uć wietrzna powietrzna przestrzenna jesienna
Wtorek, 3 września 2013 · dodano: 04.09.2013 | Komentarze 2
Od M. do p. na P. pod bardzo silny wiatr. Sakwy lekkie.Z p. na P. z ciężkimi sakwami, ale za to już z wiatrem do M.
W miejscach, gdzie zakończyły się tradycyjne wykopki zrobiło się na jezdniach dużo nowej przestrzeni - niestety, tylko dla aut, bo postawili tam i siam nowe znaki zakazu wjazdu rowerów. Trzeba będzie powoli opuszczać ten padół.
I nawet bez deszczu tym razem.
Kategoria 1. Only Uć
- DST 29.40km
- Teren 0.10km
- Czas 01:30
- VAVG 19.60km/h
- Temperatura 15.0°C
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Uć pourlopowa
Poniedziałek, 2 września 2013 · dodano: 02.09.2013 | Komentarze 0
Od M. do p. na P. pod silny wiatr. Z p. na P. do d. w wielkich korkach. Z d. do M. w paskudnej mżawce. I cały dzień ciężkie sakwy z powyjazdowymi gratami i zakupami - wszystko przełożyło się na denną średnią zatem.Ale za to Rendez Vous i Exodus w odsłuchu!
Cytat z R.V.: "Wirowanie na jej ramie".
W to mi graj! :D
Kategoria 1. Only Uć
- DST 7.90km
- Czas 00:27
- VAVG 17.56km/h
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
MałoPolska - dz.8: na koniec
Niedziela, 1 września 2013 · dodano: 01.09.2013 | Komentarze 2
Na koniec zaś, o deszczowym poranku poszliśmy odwiedzić krakowską Mangę, gdzie ostatni dzień wystawiano japońskie drzeworyty sprzed dwóch wieków, a następnie przez Skałkokościół do Synagogi Starej na Kazimierzu. Takie spacerowe multikulti.A potem znów pędzikiem po rowery do Nawojki i tymiż (via sklep Kefirek) na Dworzec Główny.
W ciapągu jechała z nami jeszcze pięciorowerowa ekipa chyba z Trójmiasta, ale bawili się we własnym sosie raczej, więc raczej nie pogadalim.
A potem, gdy już wysiedliśmy na Widzewnicy w mieście Uć, opadły nas o zmroku hostessy z dżemami, którymi TVN wabi na nowy serial.
Serial nie wiem, bo nie oglądam, a dżemy bardzo dobre - sztuk 4 (2 już pożarte!)
Podsumowanie wyprawy:
Celem wyprawy było połączenie tras z kilku poprzednich lat: Jury, okolic Zakopanego i Beskidu Niskiego w jedną całość. I się udało (patrz: http://zaliczgmine.pl/users/view/290), a tym samym osiągnięta została ciągłość tras przebytych od Danii i Niemiec (wybrzeże Morza Północnego) poprzez Polskę, aż po Słowację.
Statystyki:
Kilometry - 528,0 (w tym 17,4 w terenie, co stanowi 3,3 % całości).
Czas jazdy - 27 h 11 min.
Średnia prędkość: 19,42 km/h.
Liczba nowych gmin: 26.
I dwa słowackie okresy! ;)
Kategoria 4. Dzień to za mało!, 5. Nieśpiesznie z M.:)
- DST 110.80km
- Teren 2.30km
- Czas 05:47
- VAVG 19.16km/h
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
MałoPolska - dz.7: na płask
Sobota, 31 sierpnia 2013 · dodano: 01.09.2013 | Komentarze 0
Od rana nam świeciło, więc zebraliśmy się czem-prędzej, by opuścić ten cały Tarnów - celem były na początek tarnowskie Mościce. Znów jakimiś wrednymi ciągami - potem było trochę rowerowej asfaltówki wzdłuż północnej obwodnicy. W Mościcach zerknęliśmy na przedwojenne budownictwo, zjedliśmy w Parku Kwiatkowskiego koło knajpy "Rotunda" śniadanie ze sklepu - i już byliśmy za Tarnowem. Po przejechaniu mostu na Dunajcu (żegnaj nam!) przez Wierzchosławice - tu muzeum takiego Pana Z Wąsami, za którym skierowano onegdaj list gończy - ale nie był to Wałęsa, tylko Witos. Znudzona pani muzealna opowiedziała nam co i jak - ale ekspozycja ciekawa, pełna archiwalnych zdjęć sprzed wojny.Stąd ruszyliśmy przez lasy na zachód - trochę asfaltowo, trochę bez - przez Borzęcin, gdzie jakiś villageciclechic próbował mi wjechać pod rozpędzone koło do Szczurowej. Wszędzie przydrożne kapliczki, co drugi dom momentami. Bardzo pobożna okolica. Szczurowa okazała się w remoncie po powodzi lokalnej - wszystko - chodniki, jezdnia, dworek etc. rozbabrane - może to była Szczurowa Wodna?... Ale za to był ślub z wystrzałami (niech żyje straszenie kundli wiejskich!). Zaczęło się granatowić chmurnie, więc przez kolejne wsie pędzikiem - do Uścia Solnego. Tu miało być trochę starej drewnianej zabudowy - i rzeczywiście było. Trochę.
Następnie most na Rabie - i na południe - na Bochnię - uciekając przed burzą. Dotąd było silnie pod wiatr i ciężko, choć plaskato - teraz stało się boczniej, choć równie plaskato.
Zaliczywszy obrzeża gminy Bochnia, o ciekawym, przypominającym bodaj Czechosłowację po Monachijskim Traktacje kształcje - skręciliśmy w Niepołomicką Puszczę. Drogę zagrodził leśniczego szlaban, ale była to piękna, równa asfaltówka prowadząca w głąb puszczy. Spodziewałem się raczej odludzia, a tu chmary rowerzystów, rolkarzy, pieszych - jakoś jednak bezkolizyjnie i reasumując bardzo przyjemnie się ową jechało. Drzewa wokół też na pierwszy już rzut oka puszczańskie - stare i pokrętne.
Po przejechaniu tak paru kilometrów nastał rozstaj - i po krótkich deliberacjach z miejscową rodzinką rowerową skręciliśmy na północ, a następnie znów na zachód - i wjechaliśmy na tzw. Drogę Królewską, którą dojechaliśmy do królewskich Niepołomic. Po drodze był jeszcze uschnięty dąb zasadzony na cześć innego suchego dębu, pod którym polował bodaj August Sas - ciekawe, czy także cierpiący na suchoty? Co prawda ksywę miał Mocny, ale może tylko w dębie? Tfy, gębie?...
Niepołomice okazały się bardzo ładnym i bardzo zatłoczonym przez turystów miasteczkiem - w centrum naszą uwagę zwróciły bardzo sensowne, wąziutkie (bo jednokierunkowe) pasy na jezdni tylko dla rowerów - asfalt jak marzenie! Po obejrzeniu kościoła Iluś Tam Męczenników (na ścianie była półeczka z pleksi, a za tym pleksi jakieś kości, czaszki i piszczele ku obejrzeniu - aż cud prawdziwy, że żaden miejski burek się dotąd nie pożywił) objechaliśmy słynny zamek, zwany drugim Wawlem. Gdy dojechaliśmy do bramy i nim zdążyliśmy zsiąść z rowerów, drogę zastąpił nam wybitnie chamski pan portier, który zagradzając nam wejście wyciągnął łapę ku tablicy, gdzie był przekreślony pies, lód i rower i zapytał: "co, nie widzą?". "Ależ widzą, tylko jeszcze nie zdążyli, więc stawiamy rowery tu i już". Na to pan "Gdzie tu?! Po drugiej stronie jest stojak na rowery! Tu to ja mam dziś trzy wesela!". Faktycznie - dziedziniec zatłoczony, no tośmy postawili tam, gdzie kazał i najpierw ja wlazłem pooglądać i pocykać komórką foty, a potem M. Jak robiłem ostatnią fotę (w bramie na wejściu) to się na mnie rozdarł, żebym "nie blokował wejścia gościom!". Na to mu powiedziałem, że ja też tu jestem gość ;) Po czym na odchodnym, z udanym zainteresowaniem spytałem niby: "to mówisz pan, że masz tu dziś trzy wesela?" Po odpowiedzi typu "E he" pan usłyszał następnie, że niech się w takim razie bardziej weseli, bo jakby miał cztery, to mógłby mieć przy okazji jeden pogrzeb. Nie wiemy czy zrozumiał, ale specjalnie nas to nie zainteresowało, a pan ów tuż po tym jak opuściliśmy obiekt zamknął go na cztery spusty! :D
Po owych deliberacjach ruszyliśmy ku Wisłu i (majaczącemu z oddali) przemysłu Nowej Huty - ale południowym brzegiem. I tak sobie jechaliśmy aż do granic Krakowa (zaliczając przy okazji kolejną gminę - Wieliczka) wzdłuż wiślanych wałów. Po drodze był pożar chynchów, potem zrobił się Kraków i coraz bardziej miastowo oraz kościół, który nie udawał kury, tylko wręcz dinozaura. Może zresztą podwawelskiego.
W końcu wjechaliśmy na trasę imienia Botewa (Bułgar taki, sprawdzałem w podstawówce, to wiem!) i bardzo przyzwoitą asfaltową dedeerówą dociągnęliśmy już w centrum do wiślanego mostu - i dalej rowerowymi bulwarami (mijając już w zmierzchu Wawla) do Alei Trzech Wieszczów. I tu na koniec jeszcze były kombinacje w stylu niewiadomym, bo chodnik krzywy, wąski i pełen ludzi i parkujących aut, następnie pas tylko dla busów i taksówek, a potem dwa, czy trzy pasy cholernego i bardzo szybkiego ruchu. W końcu zazwyczaj jechaliśmy zabronionymi buspasami, potem jakimiś bocznymi robiąc kółko niepotrzebne całkiem i dotarliśmy do noclegowni "Nawojka" już po ciemku w momencie, gdy zaczęło kropić. A tu pełna kultura - pozwolili naszym rowerom nocować u nas w pokoju, w dodatku ubolewając, że nie mają dla nich dodatkowych posłań :D Niech żyje Kraków!
No, a potem to i jeszcze włóczyliśmy się po pobliskim Starym Mieście chyba do północy, natrafiając na Festiwal Świateł - i to w mżawie. Ale to już całkiem inna, bo piesza historia z żarciem gruzińskim w tle ;)
- DST 44.00km
- Czas 02:08
- VAVG 20.62km/h
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
MałoPolska - dz.6: najbardziej lajtowo
Piątek, 30 sierpnia 2013 · dodano: 01.09.2013 | Komentarze 2
Od rana postanowiliśmy pozwiedzać pieszo Ciężkowice - miasteczko godne najwyższego polecenia! Położone na pagórze, z rozległym rynkiem wspartym na podcieniowych chatach - opodal kościół żywo przypominający gotyk ("zły dotyk boli całe życie - ale zły gotyk boli całą wieczność!"). Uwagę przykuwa również podkościelna tablica ogłoszeniowa ("kury, jarząbki sprzedam; szatany wypędzam - egzorcysta siódmej klasy" etc.). Po zjedzeniu rynkowego śniadania przy makiecie województwa małopolskiego (w 10 sekund można przemierzyć naszą rowerową trasę!) ruszyliśmy na obchód Skamieniałego Miasta - już pod jedną z pierwszych skałek - Czarownicą - rąbnąłem się w łeb o poręcz barierki, gdy wyginałem śmiało ciało celem kadru uchwycenia najkorzystniej. Potem udaliśmy się niebieskim szlakiem via pozostałe skałki - najciekawsza była taka z krzyżem - w formie nieregularnego sześcianu z wewnętrzną szczeliną o szerokości kilkudziesięciu cm, którą prowadzi najkrótszy, bo liczący z 5 m długości szlak na górę - coś w sam raz dla kol. Meteora;). Góra była niestety zajęta przez jakiegoś pątnika rozwalonego plackiem pod krzyżem.Stąd ruszyliśmy do Wąwozu Czarownic (był) i Wodospadu (wysechł). A potem już na kwaterę pakować graty i żegnać gospodarza, jednak nie na długo - wkrótce przywitaliśmy się z nim ponownie - tym razem w Muzeum Przyrodniczym, które jest interaktywne i zawiera głównie wypchaną kolekcję ptaków i ssaków jego twórcy - Pana Tomka (Włodzimierza bodaj). Pan Tomek (i Pani Tomek) mieli prawdziwe leśne zoo - zbierali zwierzaki, które były chore i ranne i je leczyli, a później wypuszczali na wolność, lub zatrzymywali w obszernym ogródku. Pan Tomek był ponadto zapalonym myśliwym, polującym na owe wypuszczone oraz dzikie - więc summa summarum było co wypychać! Ale twórcy muzeum jakoś nie wypchano ostatecznie. Ponadto ukochał przyrodę, co widać po zbiorach oraz infokiosku multiaktywniemedialnym, choć w ścianie.
Po odwiedzeniu Chaty W. Tomka, ponownie obdarowani folderami, ruszyliśmy na Tuchów - ruch przeogromny, tiry, brak pobocza - ale na szczęście gładki asfalt, a przed miastem odbiliśmy w boczną szosę wjeżdżając do miasteczka bezkolizyjnie wprost na rynek. Tam równie pyszne (i tańsze, choć mniejsze) lody jak w Krynicy oraz ratusz i św. Florian - patron sikawek. Ponieważ nadal nie padało (i tak już miało pozostać tego dnia) - w boczną na Pleśną. Po drodze kilka krótkich, omal już ostatnich podjazdów i cmentarz z I wojny (kilka mijaliśmy wcześniej przed Tuchowem) - pokłosie operacji gorlickiej.
Za Pleśną wypłaszczyło się beznadziejnie - a my cały czas wzdłuż Białej - na Rzuchową, stąd już ruchliwą szosą via Koszyce do granic Tarnowa. Przed granicą - piękna panorama na bloczyska w oddaleniu.
Zaczął się Tarnów - i zaczęło się chyba najgorsze pod względem rowerowym miasto, po jakim miałem okazję jeździć - wszędzie, nawet wzdłuż bocznych ulic kostkowe ciągi pieszych rowerzystów - bez wjazdów i zjazdów - pierdolca można dostać :/ W takich momentach staję się NAPRAWDĘ agresywnym rowerzystą, skłonnym do rozjeżdżania wszystkiego i wszystkich oraz bycia rozjeżdżanym (na skrzyżowaniach, które pokonywałem z racji braku zjazdów i wjazdów jezdnią via wysoki krawężnik, robiąc niebezpieczne zygzaki). Jakoś dotarliśmy na dworzec PKP (gdzie zawczasu kupiliśmy bilety z Krakowa do Łodzi, żeby mieć w pociągu miejsce dla rowerów), potem do baru mlecznego "Smakosz" (gdzie niedrogo i smacznie, aczkolwiek maaaało!) i na zaklepaną wcześniej kwaterę w bursie "Karabela". Tam, mimo, iż wcześniej telefonicznie informowałem, że będą 2 rowery i żeby mieli gdzie je przechować, okazało się, że rowery mają całą noc stać na ogólnie uczęszczanym korytarzu :<
Reasumując: zdecydowanie odradzam Tarnów wszelkim szanującym się rowerzystom.
A wieczorem, by jakoś odreagować stresy, ruszyliśmy piechotą via Park Strzelecki (Mauzoleum Bema na wyspie z kaczorami) na Stare Miasto i okoliczne drewniane kościółki (zamknięte i już po ciemku, a także cmentarz) ostatecznie lądując na Rynku na piwach i kebabu w barze Efes - bardzo duży i bardzo dobry, a piwo do niego za 4 zyle :) I to by było jeśli chodzi o ten dzień na tyle, bo powrót był jakiś pokrętny, więc nie wiem sam, co by można o drodze powrotnej przez ospałe północą miasto dodać.
Acha - wpadły nowe gminy: Gromnik, Tuchów, Pleśna i Tarnów.
Kategoria 4. Dzień to za mało!, 5. Nieśpiesznie z M.:)
- DST 70.40km
- Teren 0.20km
- Czas 03:18
- VAVG 21.33km/h
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
MałoPolska - dz.5: na dół
Czwartek, 29 sierpnia 2013 · dodano: 01.09.2013 | Komentarze 2
Ze względu na zmęczenia z poprzedniego dnia, zaplanowaliśmy na początek niespieszne piesze zwiedzanie Krynicy w doborowym towarzystwie koleżanki K. i jej m. ;) Krynica rozbebłana przed szczytem ekonomicznym - wszędzie rusztowania, montaż podestów etc. - wygrodzenia i ekipy w 'rowerowych' kamilelkach i kaskach ;) Zakosztowaliśmy Jana i Józefa, porobiliśmy fotek, a następnie poszliśmy na taaakie lody! Ponoć kolejki ustawiaja się na kilkadziesiąt metrów w pogodne weekendowe popołudnia - a ponieważ był pochmurny poranek w środku tygodnia, więc kolejki nie było. Po konsumpcji na skwerku poszliśmy oglądać kolejki (i nie tylko) w miejscowym Muzeum Zabawek - placówka niewielka, ale ze wszech miar godna polecenia - są zabawki sprzed stu i więcej lat - m.in. lis zarzynający gąskę, czy tam coś w podobie ;DZ muzeum już na kwaterę - i w rowerową drogę! Najpierw pod górkę i z górki do Tylicza (tu: kościół, rynek, cerkiew), a następnie na Mochnaczkę szlakiem drewnianych cerkiewek. Niestety, zaczęło paskudnie mżyć, a nawet momentami szkwałowato loć, więc zwiedzanie kolejnych (Czyrna, Piorunka, Berest) było symboliczne-fotograficzne jeno li tylko. W Bereście wyskoczyliśmy na główną na Grybów - po drodze ostatnia, murowana cerkiew we Florynce, ale za to drewniany kościół w Kąclowej. Po minięciu zadeszczonego Grybowa i Stróży - skok w bok do Muzeum Pszczelarstwa. Muzeum tradycyjnie już nieczynne, bo późno, ale w jeszcze czynnej restauracji pożarliśmy niedrogo i supersmacznie duży obiad na bazie pyłków i miodów częściowo oparty oraz błyskawicznie (bo już zmierzchało, a musieliśmy jeszcze dojechać tego dnia do Ciężkowic) obejrzeliśmy miejscowe minizoo (też pewnie do zjedzenia), gdzie były dwie owce z czarnymi twarzami, napis "koza na zagrodzie równa wojewodzie" oraz ogromna kurza farma z domkami o nazwach odpowiednio: "Kuratorium", "Prokuratura" i "Kurna Chata", więc do Ciężkowic wyjeżdżaliśmy z ciężkim sercem (i żołądkiem).
Po drodze skoczyłem w bok w Wilczyskach przez most do nowej gminy (Korzenna), a M. popedałowała dalej - była na tyle rozpędzona, że mimo właśnie zapadłych ciemności oraz kamizelki i światełek dopiero dobre 10 minut później udało mi się ją dościgać - tuż przed Bobową.
Bobowej (Bobowy?) nie zwiedzaliśmy, bo nie było czasu. Na wjeździe do Ciężkowic, tuż za Skamieniałym Miastem dostrzegliśmy napis 'noclegi' - niestety, nikogo nie było doma - a może, zgonie z napisem wszyscy spali?... Na szczęście był Pan Taksówkarz, który miał notes, a tam telefony do innych okolicznych noclegów - i po krótkich dzwonieniach znalazł nam całkiem przyjemną kwaterkę o nazwie "Końskie Zdrowie". Gospodarzem okazał się zaś pracownik miejscowego Muzeum Przyrodniczego, który jeszcze z wieczora zdążył obsypać nas folderami tematycznymi do wożenia w sakwach!
I padliśmy, przemoczeni i zmęczeni, mimo skromnego kilometrażu, obiecując sobie kolejny dzień jako pół-restowy.
Kategoria 5. Nieśpiesznie z M.:), 4. Dzień to za mało!



