Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Pan huann z miasteczka Uć w województwie uckim. Ma już przejechane na bs-ie 92663.70 kilometrów - w tym 3567.21 w sposób gruntowny! Przemieszcza się MERIDĄ Kalahari 500 (rocznik 2001) z prędkością zaskakująco średnią, bo wynoszącą 23.01 km/h - i się wcale tym nie chwali, jeno uprzejmie informuje.
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2026 button stats bikestats.pl 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl Zaliczone rowerowo gminy:

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy huann.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 29.90km
  • Teren 0.72km
  • Czas 01:14
  • VAVG 24.24km/h
  • VMAX 40.57km/h
  • Kalorie 1290kcal
  • Podjazdy 119m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć ze zdrowym licznikiem

Poniedziałek, 10 sierpnia 2020 · dodano: 10.08.2020 | Komentarze 2

Sprawunkowo od rana via Bielicowy Staw odebrać gazety i listy oraz podlać kwiatki mamie - i na abarot. Padło 3000 gruntownie przejechanych km-ów od początku bs-a, czyli 2012 roku; podczas powrotu, mimo dość wczesnej godziny na liczniku rowerowym przy dedeerówie +36,6*C - zatem, stojąc w słońcu można dziś być jak ten licznik - zdrowo nagrzanym ;)
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 32.63km
  • Teren 1.02km
  • Czas 01:20
  • VAVG 24.47km/h
  • VMAX 46.69km/h
  • Kalorie 1383kcal
  • Podjazdy 230m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mikropętelka w żarze

Niedziela, 9 sierpnia 2020 · dodano: 09.08.2020 | Komentarze 8

Wyjazd tylko po to, by nie był to kolejny dzień bez roweru. Okropny popołudniowy żar, średnia do zapomnienia, nic ciekawego po rozpalonej drodze. Za to teraz łeb napierniczkowywuje od upału.

Żądam zimy!! :P

A tu zaległości z lipca, czyli Endopodsumowanie:



Rowerem: 551 km
Pieszkom bez pieska: 173 km
Pieszkom z pieskiem: 157 km
Kajakiem: 13,5 km
Biegiem: 12 km



  • DST 7.06km
  • Czas 00:20
  • VAVG 21.18km/h
  • VMAX 37.98km/h
  • Kalorie 305kcal
  • Podjazdy 34m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć serwisowa

Czwartek, 6 sierpnia 2020 · dodano: 06.08.2020 | Komentarze 3

Do serwisu i na abarot - póki co szprycha tylko wykręcona, operacja założenia nowej odbędzie się dopiero z wtorku na środę w przyszłym tygodniu, tak srogie terminy są na tę chwilę. Nic to - może bez jednej szprychy jakoś Mery da radę przez te kilka dni - zwłaszcza, że szykują się upały (już dziś jest niemożliwie gorąco), więc dalsze wyrypy z potencjalnym obciążeniem i tak odpadają.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 30.99km
  • Teren 0.08km
  • Czas 01:18
  • VAVG 23.84km/h
  • VMAX 38.02km/h
  • Kalorie 1335kcal
  • Podjazdy 130m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć pomocowa

Środa, 5 sierpnia 2020 · dodano: 05.08.2020 | Komentarze 6

Do mamy (niekoniecznie najkrótszą opcją;) pomóc w znoszeniu gratów z czwartego piętra na dwutygodniową rajzę na działkę (pani sąsiadka zapewnia transport; w ramach atrakcji - spotkanie z żółwiem;) - i na abarot do domu już zwykłą opcją. Gorąco, męczący wiatr z N i w ogóle kiepsko, bo znów zerwałem szprychę w tylnym kole - jak nie urok kapci, to dziury w jezdni takie, że już nie wiem, którędy jeździć. Całości dopełniły godziny szczytu na jezdniach - i szczyli na dedeerówach. I jeszcze się coś siepa z bs-em: Jak żyć?! Jutro serwis...
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 62.56km
  • Teren 0.13km
  • Czas 02:27
  • VAVG 25.53km/h
  • VMAX 45.25km/h
  • Kalorie 2687kcal
  • Podjazdy 332m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

ŻÓŁW! I z Jamboru

Niedziela, 2 sierpnia 2020 · dodano: 02.08.2020 | Komentarze 6

Nim o pierwszej części tytułu - o całej reszcie, czyli najpierw poranny wyskok rowerowy do najbliższego sklepu, by zaopatrzyć działkę w jakieś zacne napoje chmielowe na przyjazd mamy (wkrótce się wybiera na dłużej i po co ma dźwigać aż z domu, skoro będą już czekać na miejscu?;) - a późnym popołudniem (aby nie jechać w najgorszym skwarze) zwykłą powrotną trasą na abarot do miasta Uć - wiało dziś ledwo symbolicznie, właściwie trudno powiedzieć skąd (SSE?).

A teraz dzisiejsze clou programu: wczesnym popołudniem wybrałem się na zwykły, tradycyjny, niespieszny spacer do lasu za szosę - tam, gdzie nie ma działek, za to po drwalach sporo butelek. Zbieram sobie śmieci po drodze niedaleko świeżych wyrębów, jak niegdyś się grzyby zbierało - idąc drogą, którą pierwotnie wcale nie miałem zamiaru iść, ale alternatywna strasznie chynchami zarosła, patrzę po środku - widzę z dala jednak jakiś niezwykły grzyb... wtem grzyb RUSZA PRZED SIEBIE! :-O Ożesz, fatamorgana od upału? Wszak piwa tylko kupiłem, nie piłem, ani w ogóle nic!... Otóż... ŻÓŁW! Żółw prawdziwy, grecko-stepowy dziarsko maszeruje lasem! Zdębiałem, bo do szosy kilometr, do działek i wsi jeszcze dalej - no i w ogóle skąd żółw?! Tego się nie dowiem - ale po sekundzie namysłu postanowiłem go wziąć ze sobą - w końcu to nie nasz rodzimy, tylko taki, który latem sobie może i jakoś poradzi, ale zimy mógłby nie przetrwać - nie wspominając o tym, że mogłoby go coś pożreć, albo w końcu wyszedłby na ruchliwą szosę.



Tedy zamiast zbierać dalej śmieci wróciłem z żółwiem na działkę - napoiłem gada (pił chyba z pół minuty, mimo, że stepowy i teoretycznie pewnie dużo nie pije), zjadł (jeszcze po drodze) pierwszą dojrzałą jeżynę z krzaka, a na działce kawałek banana :)



Po sąsiedzkich trójdziałkowych deliberacjach nad stworzeniem ostatecznie stanęło na tym, że zostanie na miejscu u kolegi, który robi remont w najbliższych tygodniach - żółw nadal będzie sobie siedzieć w lesie na świeżym powietrzu, ale w specjalnie zbudowanej dlań zagrodzie :)



Potem zobaczymy - albo wróci z kolegą do miasta jako domownik, albo go zabierze mama, jak będzie wyjeżdżać z działki. W najgorszym razie trafi do naszego ZOO. Chyba, że macie jakieś pomysły na zagospodarowanie sympatycznego "pancernego jeża", jak go łaskawie ktoś nazwał na facebooku? Opcja gastronomiczna tym razem odpada! ;)



  • DST 46.96km
  • Teren 0.07km
  • Czas 01:49
  • VAVG 25.85km/h
  • VMAX 47.45km/h
  • Kalorie 2036kcal
  • Podjazdy 219m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Jamboru

Sobota, 1 sierpnia 2020 · dodano: 01.08.2020 | Komentarze 9

Zwykłą trasą na działkę. Po drodze dwie drobne zmiany, bez wpływu na całość: pierwsza - wymuszona budową S14 i druga - bo wreszcie wyrównali przejazd kolejowy w Pabianicach. Wiatr niezbyt silny, boczny albo tylny (że tak zrymuję), więc mimo jak zwykle ciężkich sakw, zaś zakwasów lekkich (po przedwczorajszej Wawie) - nie jechało się źle, zwłaszcza, że temperatura znów optymalna. Prawie na koniec smutny widok: wycinka lasu wokół sympatycznego leśnego parkingu :(



  • DST 140.99km
  • Teren 0.48km
  • Czas 05:24
  • VAVG 26.11km/h
  • VMAX 48.28km/h
  • Kalorie 6123kcal
  • Podjazdy 417m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wawa bez historii

Czwartek, 30 lipca 2020 · dodano: 30.07.2020 | Komentarze 8

Gospodarska wizyta na wiadomym cmentarzyku. Nie byłem od lutego - ale jak już dotarłem, okazało się, że nikt nie był, bo stały wypalone znicze, które sam zapalałem. Ech. :/

Ale po kolei: wg prognoz miało wiać z W, potężnie, ale liczyłem na jakiś mini-wektor z S, żeby jechało się komfortowo. Nic z tego! Nie dość, że wektora z S nie było - to czym bliżej Wawy, tym wiatr był coraz bardziej z WNW, albo nawet z NW. Tyle więc pomagał, co chwilami nielitościwie miętolił, a w dodatku zdarzały się nagłe silne podmuchy w poprzek i zawirowania - kilka razy ledwo uniknąłem wywrotki. Poza tym żadnych przygód - jeden dłuższy postój w rowerowo kultowych Kaskach (koło Shimanowa;) celem załadowania baterii w zegarku - z przezornie wziętego powerbanku: niestety, tak jak na początku bateria wytrzymywała 130-150 kilometrów, tak teraz rowerowa setka /4h działania przy chodzeniu to jest jej max. Ale przynajmniej odpocząłem sobie godzinkę pod miejscową mini-tężnią, a co się nawdychałem - to moje :)

Po dojechaniu do granic Wawy i ogarnięciu cmentarzyka trochę inną opcją opłotkową na Zachodnią - i stąd komfortowo IC-em do domu. A skoro dziś średnia cokolwiek poległa (jak na standardy tej trasy) w starciu z wiatrem, to chociaż dociągnąłem do pełnych 140 kilometrów, żeby coś z tego dzisiejszego deptania kapuchy bajkstatowego mieć.

Napęd: 1,5 l wody mineralnej, 1 l Coli, 0,5 l Fanty, 1 jogurt pitny, 4 kostki czekolady. I już.
EDIT: był jeszcze banan i mrożona kawka powzięte z domu ;)

Cz. 1 trasy (Uć - Kaski) - TU.
Cz. 2 trasy (Kaski - Wawa) - TU.
Cz. 3 trasy (po mieście Uć) - TU.



  • DST 16.41km
  • Teren 1.93km
  • Czas 00:45
  • VAVG 21.88km/h
  • VMAX 35.20km/h
  • Kalorie 687kcal
  • Podjazdy 109m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć z lasem i myjką

Środa, 29 lipca 2020 · dodano: 29.07.2020 | Komentarze 6

Nad Arturówkowe Stawy ubłocić Mery - i na myjkę, bo i tak już się jej należała ;)
Nadal gorąc, choć nie przeokrutny; silny wiatr z W.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 64.40km
  • Teren 0.70km
  • Czas 02:38
  • VAVG 24.46km/h
  • VMAX 40.40km/h
  • Kalorie 2749kcal
  • Podjazdy 400m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wiel(k)oobrazkowa Pętelka Skrzato(nie)logiczna

Poniedziałek, 27 lipca 2020 · dodano: 27.07.2020 | Komentarze 8

Ponad 2 lata temu odwiedziłem Skrzatologa w Dolinie Skrzatów we Florentynowie - później mieliśmy okazję kilkukrotnie współpracować na niwie zawodowej przy różnych okazjach i serdecznie się zakolegowaliśmy. Rok temu regionalny światek turystyczny obiegła wieść, że doszło do zniszczenia Doliny. Skrzatolog nie zrezygnował i postanowił przenieść Dolinę. Dziś postanowiłem odwiedzić będącą już na ukończeniu nową Dolinę - tym razem w Chociszewie.

Zapowiadał się gorący dzień, ale że wiatr niezbyt silny - więc bez zbytniego entuzjazmu termicznego, ale wskoczyłem na kółka dwa i pojechałem albo opcjami głównymi przedzierając się przez korki, albo bocznymi nieco dziurawymi naokoło via Ozorków do Chociszewa. Trafiłem bez pudła - powitały mnie takie oto banery:





Współczesna Polska, taka piękna etc. w pigułce, czyli ktoś chce coś zrobić, by było miło, więc trzeba się dopierdolić. Tak po sąsiedzku. Bo skoro niby było wysypisko - to nie należy się cieszyć, że zamiast niego jest ciekawe, przyjazne miejsce? A jeśli wysypiska nie było - to o co chodzi? Może o to, że to np. nie droga krzyżowa z banerami w dudy?

Kilka zdjęć z Doliny - Relive nadal nie działa (chyba muszę przeinstalować), więc dziś wrzucam niezależnie od śladu trasy.







 

44
























Zdjęcia wyszły jakoś (nie mylić z jakością), bo przeważnie pod słońce. Powrót via Grotniki - pod górę, też pod słońce i w upale (termometr na stacjonarnym liczniku liczącym rowerzystów na dedeerówie w mieście pokazał 31,4*C), więc na średnią proszę dziś przymknąć oko, jako i ja czynię ;)

Trasa: TU.



  • DST 18.59km
  • Teren 1.59km
  • Czas 00:50
  • VAVG 22.31km/h
  • VMAX 36.97km/h
  • Kalorie 787kcal
  • Podjazdy 145m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Działkowanie (pod)miejskie

Niedziela, 26 lipca 2020 · dodano: 26.07.2020 | Komentarze 6

Niespiesznie z M. na znajomą działkę na skraju Łagiewnickiego Lasu i na abarot opcjami raczej dziurawymi, ale za to mniej ruchliwymi. Upał przeogromny, wiatr z S.