Info
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
Zaliczone rowerowo gminy:
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec3 - 0
- 2026, Maj10 - 1
- 2026, Kwiecień11 - 0
- 2026, Marzec13 - 0
- 2026, Luty3 - 0
- 2025, Grudzień13 - 7
- 2025, Listopad7 - 2
- 2025, Październik7 - 2
- 2025, Wrzesień10 - 3
- 2025, Sierpień9 - 8
- 2025, Lipiec10 - 31
- 2025, Czerwiec4 - 8
- 2025, Maj15 - 31
- 2025, Kwiecień12 - 32
- 2025, Marzec11 - 28
- 2025, Luty1 - 5
- 2025, Styczeń1 - 4
- 2024, Grudzień5 - 29
- 2024, Listopad4 - 25
- 2024, Październik14 - 86
- 2024, Wrzesień10 - 38
- 2024, Sierpień7 - 19
- 2024, Lipiec17 - 31
- 2024, Czerwiec1 - 4
- 2024, Maj17 - 71
- 2024, Kwiecień13 - 36
- 2024, Marzec13 - 56
- 2024, Luty7 - 30
- 2024, Styczeń2 - 6
- 2023, Grudzień3 - 14
- 2023, Listopad7 - 21
- 2023, Październik10 - 39
- 2023, Wrzesień12 - 72
- 2023, Sierpień14 - 96
- 2023, Lipiec10 - 40
- 2023, Czerwiec7 - 25
- 2023, Maj13 - 54
- 2023, Kwiecień11 - 50
- 2023, Marzec10 - 61
- 2023, Luty5 - 28
- 2023, Styczeń15 - 76
- 2022, Grudzień3 - 21
- 2022, Listopad5 - 27
- 2022, Październik9 - 43
- 2022, Wrzesień4 - 18
- 2022, Sierpień13 - 93
- 2022, Lipiec11 - 48
- 2022, Czerwiec5 - 24
- 2022, Maj15 - 70
- 2022, Kwiecień11 - 54
- 2022, Marzec12 - 77
- 2022, Luty8 - 40
- 2022, Styczeń8 - 39
- 2021, Grudzień9 - 54
- 2021, Listopad12 - 68
- 2021, Październik11 - 41
- 2021, Wrzesień10 - 47
- 2021, Sierpień13 - 53
- 2021, Lipiec13 - 60
- 2021, Czerwiec19 - 74
- 2021, Maj16 - 73
- 2021, Kwiecień15 - 90
- 2021, Marzec14 - 60
- 2021, Luty6 - 35
- 2021, Styczeń7 - 52
- 2020, Grudzień12 - 44
- 2020, Listopad13 - 76
- 2020, Październik16 - 86
- 2020, Wrzesień10 - 48
- 2020, Sierpień18 - 102
- 2020, Lipiec12 - 78
- 2020, Czerwiec13 - 85
- 2020, Maj12 - 74
- 2020, Kwiecień15 - 151
- 2020, Marzec15 - 125
- 2020, Luty11 - 69
- 2020, Styczeń17 - 122
- 2019, Grudzień12 - 94
- 2019, Listopad25 - 119
- 2019, Październik24 - 135
- 2019, Wrzesień25 - 150
- 2019, Sierpień28 - 113
- 2019, Lipiec30 - 148
- 2019, Czerwiec28 - 129
- 2019, Maj21 - 143
- 2019, Kwiecień20 - 168
- 2019, Marzec22 - 117
- 2019, Luty15 - 143
- 2019, Styczeń10 - 79
- 2018, Grudzień13 - 116
- 2018, Listopad21 - 130
- 2018, Październik25 - 140
- 2018, Wrzesień23 - 215
- 2018, Sierpień26 - 164
- 2018, Lipiec25 - 136
- 2018, Czerwiec24 - 137
- 2018, Maj24 - 169
- 2018, Kwiecień27 - 222
- 2018, Marzec17 - 92
- 2018, Luty15 - 135
- 2018, Styczeń18 - 119
- 2017, Grudzień14 - 117
- 2017, Listopad21 - 156
- 2017, Październik14 - 91
- 2017, Wrzesień15 - 100
- 2017, Sierpień29 - 133
- 2017, Lipiec26 - 138
- 2017, Czerwiec16 - 42
- 2017, Maj25 - 60
- 2017, Kwiecień20 - 86
- 2017, Marzec18 - 44
- 2017, Luty17 - 33
- 2017, Styczeń15 - 52
- 2016, Grudzień14 - 42
- 2016, Listopad18 - 74
- 2016, Październik17 - 81
- 2016, Wrzesień26 - 110
- 2016, Sierpień27 - 197
- 2016, Lipiec28 - 129
- 2016, Czerwiec25 - 79
- 2016, Maj29 - 82
- 2016, Kwiecień25 - 40
- 2016, Marzec20 - 50
- 2016, Luty20 - 66
- 2016, Styczeń16 - 52
- 2015, Grudzień22 - 189
- 2015, Listopad18 - 60
- 2015, Październik21 - 52
- 2015, Wrzesień27 - 38
- 2015, Sierpień26 - 37
- 2015, Lipiec29 - 42
- 2015, Czerwiec27 - 77
- 2015, Maj27 - 78
- 2015, Kwiecień25 - 74
- 2015, Marzec21 - 80
- 2015, Luty20 - 81
- 2015, Styczeń5 - 28
- 2014, Grudzień16 - 60
- 2014, Listopad27 - 37
- 2014, Październik28 - 113
- 2014, Wrzesień28 - 84
- 2014, Sierpień28 - 58
- 2014, Lipiec28 - 83
- 2014, Czerwiec26 - 106
- 2014, Maj25 - 88
- 2014, Kwiecień24 - 75
- 2014, Marzec18 - 133
- 2014, Luty17 - 142
- 2014, Styczeń13 - 68
- 2013, Grudzień21 - 115
- 2013, Listopad23 - 102
- 2013, Październik22 - 64
- 2013, Wrzesień28 - 108
- 2013, Sierpień18 - 66
- 2013, Lipiec30 - 95
- 2013, Czerwiec30 - 79
- 2013, Maj30 - 55
- 2013, Kwiecień29 - 81
- 2013, Marzec16 - 39
- 2013, Luty19 - 62
- 2013, Styczeń9 - 18
- 2012, Grudzień22 - 62
- 2012, Listopad22 - 19
- 2012, Październik20 - 8
- 2012, Wrzesień25 - 6
- 2012, Sierpień2 - 3
- 2012, Lipiec14 - 4
- 2012, Czerwiec26 - 14
- 2012, Maj23 - 24
- 2012, Kwiecień26 - 23
- 2012, Marzec27 - 20
- 2012, Luty21 - 35
- 2012, Styczeń23 - 59
Wpisy archiwalne w kategorii
2. Opłotki, czyli mniej niż seta
| Dystans całkowity: | 45728.09 km (w terenie 1757.15 km; 3.84%) |
| Czas w ruchu: | 1930:34 |
| Średnia prędkość: | 23.69 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 62.80 km/h |
| Suma podjazdów: | 153846 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 184 (102 %) |
| Maks. tętno średnie: | 172 (93 %) |
| Suma kalorii: | 894931 kcal |
| Liczba aktywności: | 1035 |
| Średnio na aktywność: | 44.18 km i 1h 51m |
| Więcej statystyk | |
- DST 9.94km
- Teren 0.10km
- Czas 00:22
- VAVG 27.11km/h
- VMAX 33.95km/h
- Kalorie 429kcal
- Podjazdy 63m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Skrobanie, a potem po wcin
Środa, 18 kwietnia 2018 · dodano: 18.04.2018 | Komentarze 6
Najpierw poranne skrobanie słupków oraz inne wyciny uschniętych badyli na działce, a potem szybki myk do sklepu do Gucincina po coś do wcina - i na abarot.Silny wiatr z NW.
- DST 46.11km
- Teren 0.03km
- Czas 01:46
- VAVG 26.10km/h
- VMAX 43.67km/h
- Temperatura 20.0°C
- Kalorie 1995kcal
- Podjazdy 209m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Jamboru na skrobanie i malowanie
Wtorek, 17 kwietnia 2018 · dodano: 17.04.2018 | Komentarze 3
Pierwszy dzień zaległego tygodniowego urlopu jeszcze za zeszły rok - w trochę dziwacznym terminie - bo od wtorku dziś do następnej środy. Później jest co prawda tzw. długi weekend majowy, ale wtedy dzikie tłumy będą wszędzie, więc wolę zdecydowanie tak, jak teraz, zwłaszcza, że pogoda dopisuje :)Nim jednak ruszyłem do Jamboru, musiałem polatać pieszo po mieście z zaległymi sprawunkami i dopiero w porze największych popołudniowych korków wyruszyłem w świat.
Po chwili jednak zmuszony byłem gwałtownie hamować, bo coś przeraźliwie zaterkotało w tylnym kole. Po obdukcji okazało się, że w szprychy wkręcił się haczyk od ekspandera, którym z kolei przytroczyłem do bagażnika pokrowiec od namiotu z nietypową zawartością, czyli pędami winorośli do posadzenia na działce.
Cud, że szprych nie uszkodziłem!
Po wyplątaniu haka ruszyłem co chwila grzęznąc w korkach, a za miastem walcząc z silnym, przeważnie bocznym wicherkiem z NW. I tak szczęśliwie, choć nieco mozolnie (sakwy też ciężkie) zwykłą trasą doczłapałem po 18.00 na miejsce.
A jutro i pojutrze tytułowe skrobanie i malowanie zardzewiałych słupków od ogrodzenia.
- DST 32.02km
- Teren 0.52km
- Czas 01:16
- VAVG 25.28km/h
- VMAX 43.67km/h
- Temperatura 25.0°C
- Kalorie 1367kcal
- Podjazdy 212m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Pętelkowanie trójstawowe
Niedziela, 15 kwietnia 2018 · dodano: 15.04.2018 | Komentarze 11
Przedwieczorny rozruch rowerowy po wczorajszej Wawie - mniejsza wersja pętelki po to, aby przed zachodem słońca cyknąć parę fotek Stawów: w Dobieszkowie, w Dobrej i w Arturówku. W Dobieszkowie dodatkowo fotki Strugi Dobieszkowskiej, w Dobrej wyszło najładniejsze zdjęcie - za to w Arturówku tłumy takie, że uciekłem szybciej, niż się tam zjawiłem.Wiatr chwilami silniejszy z SE (więc zazwyczaj boczny), stopniowo słabnący.
A TU są rzeczone fotki :)
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta
- DST 89.91km
- Teren 0.03km
- Czas 03:24
- VAVG 26.44km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 29.0°C
- Kalorie 3869kcal
- Podjazdy 337m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Cute?No na dość wariackich papierach...
Wtorek, 10 kwietnia 2018 · dodano: 10.04.2018 | Komentarze 12
...czyli służbowy wyjazd do Kutna na szkolenie. Reszta pracowego towarzystwa pojechała czterokołowo - dla mnie też było miejsce, ale chyba bym sobie takiej okazji na rower w tygodniu nie darował...w każdym razie nie darowałem Merysi - i przed ósmą ruszyłem na północ te 56 km-ów, by zdążyć na spokojnie na 10.00 - jest generalnie z górki, a miało być z co prawda słabym, ale jednak korzystnym wiatrem z S.Miało.
Najpierw jednak sporo czasu zmitrężyłem na ścieżkogłupoty i stanie na światłach w Uci i Zgierzu, a gdy wreszcie się wyplątałem w piękny, słoneczny, wiosenny świat (m.in. z przydrożnymi bocianami), okazało się, że wiaterek wieje raz z SE, to znów z E... I męczy, dręczy i co gorsza - spowalnia. Miałem zatem mały niedoczas, który starałem się nadrabiać - w końcu, jadąc zresztą przez Piątek byłem na miejscu równą minutę po czasie - a reszta towarzystwa jeszcze w jakichś autostradowych korkach...Pierwszy zatem! :D
Szkolenie odbyło się w miejscowym aquaparku, który sobie także pobieżnie zwiedziliśmy - oprócz basenów - sauny, gabinety masażu i kosmetyczne, siłownia, solarium - wszystko pięknie, choć nie moja bike'a ;)
Szkolenie skończyło się o 14:00 - i miałem w sumie 3 opcje do wyboru: dla leniwych (poczekać na 14.50 na pekap z Kutna do domu), dla leniwych trochę mniej (jechać na ów pekap do Łęczycy i tam w niego wsiąść dorabiając dodatkowe 28 km-ów) oraz opcja dla ambitnych (których nie bolą plecy po grabieniu liści;p) - całość trasy na dwóch kółkach. Dodatkowym czynnikiem, który powinienem był wziąć pod uwagę, były gwałtowne burze, zapowiadane na 17.00 - niby dużo czasu, ale wliczając jazdę przy znów bocznym, czy nawet przednim (z SE) wietrze oraz Uckie Pagórki na koniec to już znów nie takie hopez-siupez.
Na początek wybrałem więc opcję łęczycką (czyli pośrednią), bo szkoda mi było póki co wciąż ładnej, choć upalnej pogody. Pognałem więc do tej Łęczycy - a w międzyczasie wiatr zaczął tężeć. Wiedziałem już, że będzie dalej męka (trasa wprost pod wiatr i pod górki), więc z kolei pognałem przez straszne korki w mieście na kolejowy dworzec łęczycki - a tu zonk: pociąg odjechał, jak to stwierdził pan kolejarz "wyjątkowo punktualnie" - czyli dwie minuty wcześniej...co tu robić? Burze były już bliziutko Uci (nadchodziły z południa), ale rowerem już bym przed nimi nie zdążył - postanowiłem więc zaczekać na następny pekap za godzinę i liczyć, że będę na miejscu chwilę przed nawałnicą.
I tak też się stało: wysiadłem na Żabieńcu wprost w paszczę nadciągającego czarnego potwora i pod huraganowy już wiatr dociągnąłem resztką entuzjazmu do domu - pierwsze krople spadły, gdy byłem 1,5 km od mety - a ściana deszczu pojawiła się, gdy otwierałem drzwi. I jednak z tego wszystkiego wynika, że dobrze się stało, że nie próbowałem wracać dwukołowo na siłę, albo dokręcać stówę plus - z pewnością bym zmókł niemożebnie, zmordował się ponad miarę - a średnia, dziś zaskakująco dobra mimo przedziwności losu znacząco by spadła. A tak wyjszło to, co wyjszło - i należy się z tego cieszyć!
Ale zgoniony to dziś jestem, jakbym nie wiem ile przejechał, bo wszystkie trzy etapy ciągnięte były na najwyższym rowerowym C: pierwszy (niepotrzebnie), aby się nie spóźnić na szkolenie, drugi (niepotrzebnie), aby zdążyć na pociąg i wreszcie trzeci (jakże potrzebnie!) by uciec przed burzą.
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta
- DST 50.40km
- Teren 1.37km
- Czas 01:54
- VAVG 26.53km/h
- VMAX 44.28km/h
- Temperatura 27.0°C
- Kalorie 2138kcal
- Podjazdy 255m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Powrót poGrabiowy
Niedziela, 8 kwietnia 2018 · dodano: 08.04.2018 | Komentarze 8
Cudownym, słonecznym, rozćwierkanym porankiem zwlokłem się z wyra połamany we dwoje - tak to potem jest, jak się grabi raz do roku ;) By się rozruszać poganiałem z sękatorem po działce w poszukiwaniu uschniętych badyli jałowcowych - niektóre były na tyle welkie, że przydała się też piła. Ganianie nic nie dało, więc postanowiłem się wybrać na foto-przechadzkę po lesie, innych działkach i nadrzecznych łąkach nad Grabią. To również dało tyle, co nic, a że pora zaczęła się robić konkretna, a wiatr (z SE, a więc w ogólnym rozrachunku niezbyt korzystny, bo boczny) coraz bardziej wzmagać, więc dałem dyla na Uć - troszkę inną, maksymalnie osłoniętą opcją - a tam, gdzie podjazdy (górki, wiaduktu) tak, aby mieć choć na tych kawałkach z wiatrem. I wyszło nadspodziewanie szybko, mimo ciężkich sakw - podczas jazdy wszelkie bóle skupiły się wyłącznie na walce z wiatrem na kilku odcinkach i dopiero po dotarciu do chaty odczułem w całej pełni, że weekend spędziłem aktywnie ;)Upał już prawie nieznośny; trasa dzisiejsza - wół-ala.
- DST 9.94km
- Teren 0.09km
- Czas 00:23
- VAVG 25.93km/h
- VMAX 32.76km/h
- Temperatura 8.0°C
- Kalorie 423kcal
- Podjazdy 60m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Grabienie
Sobota, 7 kwietnia 2018 · dodano: 07.04.2018 | Komentarze 8
W chałupie rano +7, na dworze nocny przymrozek: woda w misce na zewnątrz po wierzchu zamarzła, a wąż ogrodowy omal nie odmówił współpracy - woda, zamiast lecieć normalnie ino ciurkała. Nic to, zimna woda zdrowia doda i elektroda! A po głośnym w związku z tym "tururu-łaa-brr!" poranny szybki myk do najbliższego czynnego sklepiku nagrabić żarcia na dziś i jutrzejszą nie-dzieję handlową, co by nie wyginąć z głodu.Silny wiatr z SE - typu rozrzucającego liście ;)
A teraz pora na grabie!
- DST 45.27km
- Teren 0.03km
- Czas 01:47
- VAVG 25.39km/h
- VMAX 43.49km/h
- Temperatura 15.0°C
- Kalorie 1957kcal
- Podjazdy 218m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Najpierw Uć, a potem nad Grabię na grabienie
Piątek, 6 kwietnia 2018 · dodano: 06.04.2018 | Komentarze 4
Rano do p., a stąd po południu bezpośrednio na jamborową działę, bo jutro wielkie coroczne grabienie liści (pewnie, bagatela z 8h roboty).Na mieście po południu piątkowe korki-giganty (także eowerowe na dedeerówach), więc wleczenie się łącznie z 10 km-ów; ponadto prawie do 30 kilometra pod silny, przednio-boczny wiatr - no i obładowany sakwowo na 2 dni. Mimo tego wszystkiego średnia wyszła zaskakująco pozytywna: widać nie ma to jak motywacja weekendowo-działkowa :)
- DST 50.51km
- Teren 1.87km
- Czas 02:04
- VAVG 24.44km/h
- VMAX 49.57km/h
- Temperatura 21.0°C
- Kalorie 1922kcal
- Podjazdy 285m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Uć i pętelka z inauguracjami
Środa, 4 kwietnia 2018 · dodano: 04.04.2018 | Komentarze 8
Podobnie jak wczoraj, choć jednak inaczej: rankiem jeszcze dość rześkim co prawda do p. klasycznie (w krótkich gatkach - inauguracja w tym sezonie!), za to po południu, przedarłwszy się przez wiosenny miejski entuzjastyczny pieszo-rowerowo-wszelaki pierdzielnik (bleh, jak ja nie cierpię tej wiosny! I jeszcze pyłki!) w kwietniowym upale pętelka-dziwadełko: ze względu na wiatr z SE dziś kręcenie o kształcie pokrętnym, zazwyczaj przy bocznym wietrze - stąd trochę gorsza średnia całości, ale za to kawalątek idealny (w Ukrainie;) i z górki sprawił, że udało się Mery rozpędzić niemal do 50 km/h. Ostatnie 15 km niestety pod wiatr, ale częściowo lasem - tym, co zwykle.Poza tym nareszcie zobaczyłem świat w całej ostrości, bo nastąpiła rowerowa inauguracja nowych, mocniejszych i przede wszystkim jeszcze nieporysowanych okularów - efekt: lekki zawrót głowy na koniec ;)
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta
- DST 52.38km
- Teren 1.59km
- Czas 02:06
- VAVG 24.94km/h
- VMAX 45.65km/h
- Temperatura 20.0°C
- Kalorie 2197kcal
- Podjazdy 312m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Uć z galimatiasem, a potem niespodziewana pętelka z równie niespodziewaną Panią Jadzią
Wtorek, 3 kwietnia 2018 · dodano: 03.04.2018 | Komentarze 4
Rano klasycznie do p. - tu udało się wszystko pozałatwiać do 16.00 (m.in. prawie 8 km pieszego latania po mieście w sprawach różnych), więc z racji pogody wiosennej postanowiłem ponadrabiać świąteczno-marcowych zaległości - początkowo myślałem o pętelce 30+ (DoKlęSk), ale z raźnym wiaterkiem z SW leciało się tak miło, że nie miałem serca zawrócić wcześniej, niż w Stryjkowie. Za Stryjkowem, w Swędowie zrobiłem sobie tradycyjny kilkuminutowy postój na przystanku - i już właśnie ruszałem, gdy wtem, znienacka - słynna ucka emerytka rowerowa, czyli Pani Jadzia! Pani Jadzia i rower(y) to jedność od zawsze - na zmianę: gdy błoto lub śniegi po pas, Pani Jadzia codziennie nurkuje w nim w sposób zaiste MTB-owy taplając się w jarach, parowach, pustaciach i wygwizdowach polnych, a jak jest ładnie - mierzy się jak równa z równymi z najtęższymi szosowymi lokalsami na ustawkach-czasówkach. W międzyczasie zdarza się, że prowadzi turystyczne rajdy rowerowe, a jak (chyba siłowo;) ktoś jej rower(y) zabierze, to biega w zawodach biegowych, że hej!Rocznie przejeżdża w granicach 20, 30 tysięcy km-ów. Nawet był o niej program kiedyś w TV.
A więc miłe spotkanie (poznaliśmy się już jakiś czas temu) - właśnie wracała zgrabną szosą z... Soboty (ale nie to, że 3 dni w drodze;) - oczywiście wiedziałem, że nie mam z nią szans, więc kurtuazyjnie pojechaliśmy razem kilkaset metrów...i tyle ją widziałem ;)
A ja niespiesznie, bo tym razem już pod ów (uff...) raźny wiaterek i uckie pagórki, tradycyjną trasą przez Las Łagiewnicki i Arturówkowe Stawy (już całkiem brak lodu, a jeszcze tydzień temu sporo było!) wróciłem tempem meridowym do domu.
Popołudniowa trasa pętelkowa - naści.
A tytułowy Galimatias? Gali-matias - w sumie mógłby to być śledzik po francusku, ale niestety nie był!
Otóż kierowcy chyba z okazji wzrostu temperatury zwanego popularnie tzw. wiosną dziś mieli pstro za kierownicą, bo co jeden to lepszy - a to zajeżdżali drogę, a to się głupio ścigali, by po 10 metrach utknąć w beznadziejnym korku- a to wreszcie sam Pan Policjant Jeden Z Drugim mnie wyprzedził, nie zajechał co prawda drogi, ale stanął w korku - i gdy mijałem go prawą przy krawężniku, znienacka otworzył drzwi od pasażerskiej strony. Tylko refleks mnie uratował. Oraz Pana Władzę.
Że o szaleńcach pozimowych na dwóch kółkach nie wspomnę, bo wspomnienia to jednak piękna rzecz winna być.
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta
- DST 51.71km
- Teren 2.57km
- Czas 02:07
- VAVG 24.43km/h
- VMAX 47.09km/h
- Temperatura 9.0°C
- Kalorie 2183kcal
- Podjazdy 303m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Uć, a potem pętelka ze wścieklizną
Poniedziałek, 26 marca 2018 · dodano: 26.03.2018 | Komentarze 9
Po kilku dniach kolejnego, służbowo-przymusowego niebytu rowerowego - rano nareszcie dwukołowo do p.Po południu zaplanowałem sobie, że wychodząc o 16.00, czyli punktualnie, pokręcę bez wielkiej napinki do jakiegoś pierwszego zmroku powiedzmy, pięć dyszek, korzystając ze znośnej pogody, a zwłaszcza czasu letniego - czyli godziny więcej.
Oczywiście - po zrobieniu miliona zaległych prac związanych z mym niebytem tu (a bytem tam, czyli na targach w Katowicach), tuż przed 16.00 zjawił się jak zwykle w samą porę Pan Prezes, po czym rozpoczął, mówiąc kolokwialnie ożywioną dyskusję z Dyrektorem - a ja czekałem, czekałem, czekałem... bo miałem jeszcze jedną, krótką sprawę do naszego Dyrektora. Trwało to siedzenie dodatkowe, bezproduktywne prawie 1,5h - i, jak się okazało, tej sprawy dziś i tak nie dało rady zrobić. Noż pięknie: rano wstawać po nocy do p. o godzinę wcześniej, by mieć ostatecznie po południu pół godziny mniej do zmroku! :/
Przemogłem żal okrutny (kiedy ja wreszcie nadrobię meridowe zaległości?), uzbroiłem się we wkurew niepospolity - i z pianą na pysku na Bogu ducha winny świat wściekle ruszyłem kręcić. Średnia może na to nie wskazuje - ale już Vmax bardziej, bo generalnie cały czas wiało słabo, z NW - a więc raczej bocznie. I tak zatoczyłem entą wersję tej, co zwykle pętelki cisnąc coraz bardziej rzężący napęd Rowerowej Królowej Stoickiej (a zwłaszcza Jeździckiej) Cierpliwości (z naciskiem na "Cierp"), doczołgując do domu via Arturówkowy Las (miejscami błoto) już prawie całkiem po ciemku.
A obiad zjadłem na kolację, więc kolację będę jeść na... drugi obiad.
Byle do północy.
I jeszcze jedno: od dziś, tradycyjnie, w związku ze zmianą czasu na letni, podaję temperaturę max, a nie min.
Od razu cieplej! ;)
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta



