Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Pan huann z miasteczka Uć w województwie uckim. Ma już przejechane na bs-ie 92903.13 kilometrów - w tym 3579.74 w sposób gruntowny! Przemieszcza się MERIDĄ Kalahari 500 (rocznik 2001) z prędkością zaskakująco średnią, bo wynoszącą 23.01 km/h - i się wcale tym nie chwali, jeno uprzejmie informuje.
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2026 button stats bikestats.pl 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl Zaliczone rowerowo gminy:

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy huann.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

2. Opłotki, czyli mniej niż seta

Dystans całkowity:45728.09 km (w terenie 1757.15 km; 3.84%)
Czas w ruchu:1930:34
Średnia prędkość:23.69 km/h
Maksymalna prędkość:62.80 km/h
Suma podjazdów:153846 m
Maks. tętno maksymalne:184 (102 %)
Maks. tętno średnie:172 (93 %)
Suma kalorii:894931 kcal
Liczba aktywności:1035
Średnio na aktywność:44.18 km i 1h 51m
Więcej statystyk
  • DST 54.95km
  • Czas 02:14
  • VAVG 24.60km/h
  • VMAX 42.16km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Kalorie 2342kcal
  • Podjazdy 283m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pętelka na S. i Z.

Wtorek, 20 marca 2018 · dodano: 20.03.2018 | Komentarze 3

Korzystając z zapowiadanej znośnej pogody, udało się wziąć jeden dzień wolnego (w ramach odbioru zaległości jeszcze z zeszłego służbowo-berlińskiego weekendu) i ruszyć choć trochę dalej niż tylko po mieście.
Postanowiłem zatoczyć pętelkę - nie tylko, jak zazwyczaj na Stryjków - ale i na Zgierz. Wiatr, choć niebyt silny, postanowił wyjść mi na przeciw - i tak trwać ;) Do Stryjkowa wiał w ryjek z NE, po okrążeniu tego zacnego grodu obwodnicą i skierowaniu kół na zachód - zrobił się z N, a za chwilę z NW, by od Jeżewa przed Zgierzem, wraz z mym wykrętem na SW - wiać sobie z W. Dopiero w mieście Uć, gdy wykręciłem na koniec generalnie na E - pozostał z W. Filutek jeden.
Tak więc czasówki dziś nie było, forma jakaś zdechła z robienia wszystkiego, tylko nie kręcenia - ale przynajmniej kilka km-ów wpadło. Szosy zazwyczaj suche, od czasu do czasu odcieki z topniejących na poboczach zasp - ale lodu już nie uświadczyłem - także na wynalazkach typu DDR, gdzie tylko zalegało miejscami trochę śniegu, łatwego do ominięcia. Gorzej było tylko na pasach dla rowerów między Zgierzem, a miastem Uć w lesie, gdzie w ogóle nie odśnieżono, więc wygodna jeśli chodzi o szerokość, choć ruchliwa trasa zamieniła się w jednopasmówkę z tirami. Cóż - nawet pasy dla rowerów mają swoje wady - zwłaszcza gdy "sorry, taki mamy klimat". A zwłaszcza podejście odpowiednich służb do wykonywania swych psich obowiązków :P
Trasa: Relive oraz TomTom.



  • DST 40.75km
  • Teren 2.23km
  • Czas 01:36
  • VAVG 25.47km/h
  • VMAX 50.15km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Kalorie 1711kcal
  • Podjazdy 238m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

SPętelkowanie rozwichrzone

Poniedziałek, 12 marca 2018 · dodano: 12.03.2018 | Komentarze 4

Po tygodniu przymusowego rowerowego niebytu, korzystając z wolnego poniedziałku, który zastąpił pracującą sobotę i (tak, tak;) niedzielę, dosyć klasyczne pętelkowanie popołudniowe - od rana bowiem trzeba było się ogarnąć po służbowym wyjeździe i załatwić (pieszkom) sprawunki na mieście.
Pogoda ciepła (nawet trochę za bardzo - założyłem tylko cienką bluzę, spodnie 3/4 i rękawiczki bez palców), ale bardzo wietrzna: wiało, jak to mówią w mieście Uć galancie z SE - zatem 2/3 drogi niby bardziej sprzyjało, ale rzadko kiedy idealnie. Mimo to wykręciłem bardzo malowniczą jak na Merysię Vmax - i średnia prędkość też byłaby bardzo przyzwoita (a nie tylko akceptowalna), gdyby nie durny pomysł, by na koniec pojechać sobie wcześniej niesprawdzonymi ścieżkami w lesie. Ścieżki okazały się błotno-kamienisto-liściaste w dość równych proporcjach - i wyszło to, co wyszło.
Mimo to wypad, choć krótki (i ze spadniętym w pewnym momencie łańcuchem) - udany! :)


  • DST 41.73km
  • Teren 1.87km
  • Czas 01:40
  • VAVG 25.04km/h
  • VMAX 41.98km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Kalorie 1771kcal
  • Podjazdy 241m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pętelka na S ze Stryjkowskim Zalewem

Niedziela, 4 marca 2018 · dodano: 04.03.2018 | Komentarze 8

Od rana wspaniałe słońce i zdecydowanie cieplej niż przez ostatni tydzień, więc hop-psa na Psacer nad Arturówkowe Stawy - postanowiliśmy z M. i psem pochodzić po lodzie, póki jeszcze mocno trzyma.
Na fotkach w linku widać, co i jak :)
A potem wreszcie na coś rowerowego więcej, niż smętne snucie się po mieście - czyli chyba z miesiąc niebywałą jakąś tam pętelkę. Ponieważ forma nadal daleka od optymalnej (np. na koniec wycieczki dał znać ból oskrzeli; przy podjazdach pod górki też bardzo oszczędnościowe kręcenie - nawet na środkowym blacie przedniej tarczy, co właściwie mi się nie zdarza), więc pętelka wyszła bardzo klasyczna bez dodatkowych odbić: Sosnowiec - Stryjków - Smolice - Swędów - Szczawin - Samotnik - Smardzew.
Jedynym udziwnieniem okazało się pokręcenie się wokół zalewu w Stryjkowie: wybudowano tam prawie naokoło kostkową (póki co - w miarę równą) alejkę pieszo-rowerową, więc w celach rozpoznawczych objechałem toto cóś, przy okazji zaliczając kołami potłuczoną butelkę - na szczęście bez przykrych konsekwencji. Na Relivu fotki znad skutego lodem zalewu - podobnie jak w przypadku Arturówkowych Stawów sporo amatorów lodowych sportów zimowych. To już chyba ostatnia taka okazja tej zimy.
Oglądając filmik warto też zwrócić uwagę na oznakowanie owego tworu pieszo-rowerowego - wychodzi na to, że po CPR-u ze względu na zakaz ruchu może jeździć tylko... policja. Rowery - nie. Chyba, że policyjne :D
Ze Stryjkowa powrót niemal tak, jak zawsze - wiatr, początkowo niemal niezauważalny z NE i E na tym etapie zaczął nieco tężeć - a w miarę jak coraz bardziej wykręcałem na S - robił się z SE :/ Mimo to średnia wyszła (jak na moje obecne możliwości) zaskakująco przyzwoita - zwłaszcza, że podziwianie zalewu oraz odcinki terenowe były potraktowane bardzo spacerowo.


  • DST 37.43km
  • Teren 1.39km
  • Czas 01:32
  • VAVG 24.41km/h
  • VMAX 41.36km/h
  • Temperatura -1.0°C
  • Kalorie 1578kcal
  • Podjazdy 253m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Krótka mroczna pętelka

Niedziela, 4 lutego 2018 · dodano: 04.02.2018 | Komentarze 8

Od rana dziś piękna pogoda, ale najpierw trzeba było pokibicować przed pudłem telewizyjnym naszym skoczkom, potem po lesie wybiegać psa (km 6,81) - jak już wreszcie zrobił się czas dla roweru, było prawie przed zmrokiem. W dodatku naszły czarne chmury, z których spadło kilka nędznych płatków... nic to, kręcenie się samo nie wykręci! ;)
No to pętelka w wersji ekonomicznej kilometrażowo, by zdążyć przed nocą totalną - w dodatku w drugą niż zazwyczaj stronę, by wracać z wiatrem (z NE). Podczas powrotu zajrzałem jeszcze specjalnie w Moskule - nareszcie gładki asfalt! Bedzie jakaś tam alternatywa czasami :)
Trasa (nie licząc świateł w mieście) właściwie bez postojów - więc i Relive dziś bezfotkowy. A TomTom - tyż.
Trochę terenu i jazda po ciemku pod koniec sprawiły, że średnia trochę lewa wyszła ;)



  • DST 75.38km
  • Czas 02:56
  • VAVG 25.70km/h
  • VMAX 44.39km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Kalorie 3247kcal
  • Podjazdy 415m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pożegnanie z Dryndą, czyli Ozorowski Tram-Spotting

Sobota, 3 lutego 2018 · dodano: 03.02.2018 | Komentarze 9

Dziś smutny dzień: po niemal stu latach przestaje jeździć tramwaj linii Uć-Ozorów-Uć. Wieloletnie zaniedbania i brak niezbędnych inwestycji sprawiły, że jazda zaczęła zagrażać zdrowiu i życiu, a łatwiej decydentom "tymczasowo" (czas pokaże!) zawiesić kursy, niż się dogadać pomiędzy gminami i wyremontować.

Dziś więc była ostatnia okazja, by zobaczyć Zdziadziałą Luxtorpedę (już raz kiedyś wygrałem z nią wyścigi na rowerze jadąc na odcinku około 20 km jakąś godzinę, po drodze czyniąc postoje na napoje etc. z Ozorowa - tj. pod górkę;). Słowem - nie był to w ostatnich czasach środek masowego rażenia szybki - ale za to zazwyczaj niezawodny. Teraz zamiast niego będą autobusy zastępcze - szybsze. Pod warunkiem, że nie utkną w korku w zawsze zakorkowanym Zgierzu.

Tyle wprowadzenia w temat, a że pogoda dziś wydawała się wyjątkowo łaskawa w kwestii roweru, nie pozostało nic innego, jak pojechać na tram-stypę. Żeby jednak nie było za hop-siup, najpierw skierowałem koła do Stryjkowa - czyli klasycznie jak na pętelkę przystało. Stąd ruszyłem bocznymi asfaltami na Ozorów robiąc dodatkowe kilka km - powodem tego był fakt, że doskonała, świeżo wyremontowana szosa łącząca Stryjów z Ozorowem na odcinku, który ominąłem posiada kostkowe ciągi pieszych rowerzystów, co skutecznie zniechęca do korzystania zeń. Już wolałem potłuc się ciut naokoło po bardziej dziurdziołowatych miejscach. Po drodze jednak sfotografowałem męczarnie krokodylka na kościółku w Szcza-winie kościelnym: męczy go sam Święty Jerzy i udaje, że to smok, a to przecież krokodylek (patrz: foto na Relivie;).

Na gładką trasę do Ozorowa wskoczyłem tam, gdzie już nie grożą CePR-y - i dalej jechało się luksusowo. Z Ozorowa skręciłem na Uć na starą jedynkę - i odtąd jechałem wzdłuż powichrowanego torowiska bacznie wypatrując Tramwajowego Dziada. Wkrótce pojawił się z naprzeciwka - zatrzymałem się, zrobiłem parę fotek - i ruszyłem dalej. Ponieważ wiedziałem, że wkrótce kolejny będzie zmierzał - tym razem zgodnie z moim kierunkiem przemieszczania się, więc zrobiłem krótki postój. Gdy się dotoczył i przetoczył, znów pstryknąłem kilka fotek i nieśpiesznie, bo pod górki i trochę pod wiatr (o którym dalej) wyprzedziłem go stojąc jeszcze ze dwa razy na świałtach w Zgierzu. Potem znów się zatrzymałem, dopiłem colę, spojrzałem w statystyki, poopalałem się w słoneczku, poczekałem ze 3 kolejne zmiany świateł... jeeest! Dogonił mnie, a właściwie w ogóle się dotelepał! :D

Ostatnie fotki i odbiłem jeszcze w bok, by pętelkę dzisiejszą zaokrąglić bardziej i wypełnić dodatkowymi km-ami: żegnaj Dryndo!
A wiatr dziś był taki, że jak jechałem na NE to wiał słabowity, acz bocznie kąśliwy ESE-smanek, gdy wykręciłem na W i NW, to stężał do oSES-ka-boczniaka, a gdy pod górki dawałem fory tramwajowi - to rozkosznie wywinął na SW-ata-niebrata (znów z-boczek jeden!). Słowem: a dajcież spokój z takimi wietrznymi pomocnikami :p

Dla tych, co nie mają jeszcze dość sążnistości dzisiejszej re(we?)lacji - TomTom.

Dodam już tylko, że mimo ogólnego zimowego zapaćkania i zużycia napędu średnia wyszła nie najgorsza, ale generalnie dzisiejsza impreza okzała się fizycznie męcząca. Cóż - jak się ostatnio (prawie) nie jeździ, to Krokodylka Zakwasowego nie od razu Święty Jeździ pokona! ;)


  • DST 29.16km
  • Teren 1.25km
  • Czas 01:09
  • VAVG 25.36km/h
  • VMAX 42.30km/h
  • Temperatura -4.0°C
  • Kalorie 1235kcal
  • Podjazdy 207m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mroźna pętelka DoKlęSk

Niedziela, 14 stycznia 2018 · dodano: 14.01.2018 | Komentarze 5

Dziś jeszcze ciut mroźniej niż wczoraj, ale szosy (i teren) suche, a jakże srogi ESE-sman trochę jakby zelżał - więc klasyczna pętelka w wersji okrojono-ekonomicznej, bo też i czasu było za mało na coś więcej.
Najpierw więc pod przednio-boczny wiatr (stąd słaba dziś Vmax) z górki na pazurki do Sosnowca - stąd z wiatrem pod górki  Do(brą),Klę(kiem),Sk(otnikami) - powrót przeważnie pod wiatr, ale przez Las Łagiewnicki (więc już tak bardzo nie dmuchało) częściowo terenem - tym razem tylko przeciąłem Arturówek bez objeżdżania stawów, bo się spieszyłem.
A tu tradycyjny Relive.

  • DST 62.75km
  • Teren 0.74km
  • Czas 02:29
  • VAVG 25.27km/h
  • VMAX 47.88km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Kalorie 2662kcal
  • Podjazdy 313m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pętelka z Trzema Królami

Sobota, 6 stycznia 2018 · dodano: 06.01.2018 | Komentarze 13

Dziś, z okazji styczniowego upału, założyłem cienkie spodnie rowerowe, bluzę (czyli ubrałem się jednowarstwowo), letnie rękawiczki bezpalcowe - i tak z gołym łbem pojechałem natrzaskać trochę nowych kilometrów staro-nową trasą: najpierw na Stryjków via Cesarka, a potem na Zgierz sprawdzić koledze Meteoru jeden z kościołów pod kątem wmurowanych pocisków.
Ledwo nawet jeszcze prawie z miasta nie wyjechałem - a tu znienacka Trzej Królowie w Trzech Króli: otóż przypadkiem spotkałem dawno nie widzianą koleżankę o tym nazwisku z synem i jej obecnym facetem (co do niego, to chyba formalnie Niekról;) - to się nazywa mieć szczęście 6 stycznia! :D
Chwilę pogadaliśmy - i ruszyłem w długą pętelkować dalej - z kolei w niemal nomen-omen Królówce, bo Cesarce spotkałem Trzy Ogromne Psy...psypadek? Nie sądzę!
Na szczęście były psyjacielskie :)
Okrążyłem Stryjków trochę obwodnicą, a trochę serwisówką wzdłuż którejś z licznych tam autostrad - i odtąd jak dotąd generalnie sprzyjający wiatr z WSW się zborsuczył w związku ze zmianą kierunku jazdy - kolejne 30 km to głównie walka z wiatrem (na szczęście stopniowo słabnącym) i podjazdami (zwłaszcza przez Zgierzem). Na granicy tego zacnego grodu odbiłem w jakieś polne chynchy, by obejrzeć wcześniej niezahaczony cmentarzyk ewangelicki - została z niego potwornie zaśmiecona kępa starych drzew, a obok ktoś wysypał wielką stertę gruzu.
A to Polska właśnie. :/
W samym Zgierzu przebiłem się przez nieźle slumsowate getto do zamierzonego kościoła, ale żadnych pocisków nie odnalazłem - za to z kościelnego pagórka roztaczał się interesujący widok na smog ścielący się doliną Bzury, w który to tuman prędziutko zjechałem.
Po nasyceniu się zgierskimi klimatami wróciłem do domu nieco okrężnie, bo opcją, którą jechałem parę dni temu (wycieczka z Boczkami;) - tylko wtedy w drugą stronę.
Relive z fotkami jest TU, zaś TomTom ze statystykami - TU.



  • DST 78.88km
  • Teren 1.55km
  • Czas 03:12
  • VAVG 24.65km/h
  • VMAX 40.97km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Kalorie 3369kcal
  • Podjazdy 426m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ozorkółko z Boczkami

Wtorek, 2 stycznia 2018 · dodano: 02.01.2018 | Komentarze 11

Inauguracja sezonu 2018 z jednodniowym poślizgiem ;)
Z okazji wolnego dnia trzeba było coś zacząć wykręcać - a że ileż można jeździć do Stryjkowa, więc postanowiłem zatoczyć pętelkę nieco eksperymentalną - do Ozorowa.
Najpierw więc, by było rzeczywiście eksperymentalnie, pojechałem różnymi lepszymi lub gorszymi infrastrukturami rowerowymi na sam koniec Teofilowa - stąd ulicą Szczecińską, która, jak sama nazwa wskazuje prowadzi do Zgierza, by płynnie w Zgierzu przejść w ulicę Konstantynowską, biegnącą na Uć. Ot, takie tam :) Konstantynowska jest jednak o tyle lepsza od Szczecińskiej, że ma z dwóch stron fajne pasy rowerowe - i tak kilka km-ów.
A że asfalt gładki, jedzie się znakomicie!
Ze Zgierza klasyczną starą jedynką na Ozorów! Po drodze mnie kusiło z jednej strony, by dalej z wiatrem grzać co najmniej do Łęczycy, a może nawet na Kutno - i wrócić PKP-em, z drugiej, jak myślałem o powrocie pod wiatr, to już w tym Ozorowie ciągnęło mnie, by zawracać i w ten sposób męki powrotne skracać! Dziś jednak byłem twardy nie miętki - i wybrałem opcję w sumie najambitniejszą z dostępnych czasowo - czyli do cukrowni Leśmierz.
Tam już zawróciłem pod wiatr, ale miałem motywację: po drodze były Boczki! ;)
Za Boczkami odbiłem na chwilę zerknąć na stan obecny ruiny zwanej tradycyjnie pałacem w Scottnikach ;) - nie zmieniło się nic, poza tym, że ogrodzili teren siatką i wykosili chynchy na przedzie.
Stąd pod wmordęwind całkiem nielichy (pustacie rolne) z jednym odpoczynkiem na pniu ściętej robinii grochodrzewu - giganta, gdzie pożarłem ostatnie ciastowe okruszki świąteczne do Modlnej - i trochę fajną, niedawno zmodernizowaną opcją w stronę Stryjkowa. Odbiłem jednak w Woli Branickiej - na tym odcinku (do Szczawina) kilka krótkich postojów fotograficznych - bo a to ładna kapliczka, a to staw przed Białą, a to znów jedyny czarny (i w ogóle jedyny!) kościół w owej Białej - wreszcie kolejny staw w rzeczonym Szczawinie. W Glinniku zakupiłem wreszcie jakieś picie (cola 0,5 l zero cukru, bo wszystko wymiecione po Świętach i Nowym Roku) - i powlokłem już całkiem wywieszając ozorów pod górkę i pod wiatr stałą trasą pętelkową przez Smardzew, Las Łagiewnicki i Arturówek na chatę.
I dopiero poniewczasie w rzeczonej chacie  wpadłem na pomysł, że mogłem z okazji 2018 wykręcić dziś w sumie... 81,02. Ech, takie są skutki rozprężenia statystyczno-licznikowego z okazji Nowego Roku - w starym by to było nie do pomyślenia takie niedopomyślenie!

Pogoda była dziś do przeżycia jak na styczeń: w pierwszej części wycieczki nieśmiało przyświecało słonko, wiatr wiał umiarkowany, chwilami nieco silniejszy - taki między S, a SW, więc prawie nigdy nie był idealny, a z powrotem wręcz przeszkadzał.
Trasa (dziś z fotkami kluczowym momentów!) w Relivu i na TomTom'u - wyszedł jakiś banan, Mołdawia, albo inna bananowa republika. Ja nie wiem, skojarzenia mogą być przeróżne.

A teraz tradycyjne ROWEROWE POSTANOWIENIA NOWOROCZNE: otóż, hmm, ten tego... BRAK :D
Innymi słowy: jeździć by coś tam (z przyzwoitą prędkością) km-ów wyjeździć, parę gmin tradycyjnie zaliczyć. I może na koniec roku na ostatniej wycieczce wykręcić te nieszczęsne 81,02 ;p


  • DST 31.88km
  • Teren 1.83km
  • Czas 01:19
  • VAVG 24.21km/h
  • VMAX 43.31km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Kalorie 1335kcal
  • Podjazdy 273m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pętelka dokręcająca 2017 rok

Sobota, 30 grudnia 2017 · dodano: 30.12.2017 | Komentarze 17

Trafił się dzień słoneczny i suchy - niby idealny do dokręcenia 2017 roku. Ale zawsze bywa jakieś ale - dziś były to:
1. W skrajni zalodzenia po wczorajszym deszczu i nocnym przymrozku
2. Słońce oślepiające
3. Wiatr silny z SSE, a więc przeważnie boczny - i bardzo zimny.
Nic to, słowo się napisało, Merida w blokach startowych, więc dalejże kręcić z góry zaplanowaną trasą tak, by wyszło dziś dokładnie 31,88 km na koniec dnia, co na koniec roku oznaczało równe 5678,90 ;)
Wyszła więc pętelka nieco katorżnicza, ze słabą średnią (jak na tego typu pętelkę), jakimi dziwnymi, trochę terenowo-na szczęście zamarzniętymi błotnymi skrótami (by za dużo km-ów nie wyszło!), a na koniec z równie dziwnymi serpentynami i nawet z poświęceniem graniczącym z masochizmem (czyli zruinowaną kostkową DDR-ówą wzdłuż ulicy Warszawskiej), by znów nie wyszło kilometrów za mało ;D Dobre nowiny są zaś takie (oprócz Dobrej-Nowin, przez które przejeżdżałem), że, uwaga, uwaga i hurra - UDAŁO SIĘ! Ani za mało, ani też za dużo (co ostatecznie wymagało pieszego powrotu do domu z rowerem ostatnie 700 metrów;), lecz w sam raz i niech napiszę jeszcze raz (bo fajnie się to pisze na klawiaturze, choćby ze względu na ułożenie klawiszy;):
5678,90!!!

W związku z tym radosnym faktem oraz tak ogólnie, życzę wszystkim Fanom nie tylko dzisiejszych efektów mojego klepania klawiatury realizacji wszelkich planów w Nowym Roku - i tych dwukołowych - i tych całkiem nieskołowanych.
Niech się zatem kręci i niech moc będzie z Wami!



  • DST 46.73km
  • Teren 1.63km
  • Czas 01:54
  • VAVG 24.59km/h
  • VMAX 46.76km/h
  • Temperatura 0.0°C
  • Kalorie 1978kcal
  • Podjazdy 294m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć i pętelka z rządzącym wiatrem

Środa, 27 grudnia 2017 · dodano: 27.12.2017 | Komentarze 17

Dziś nie było już w żadną ze stron tak sweetaśnie jak wczoraj w jedną;) - dziś też rządził wiatr, ale priorytetem było dokręcanie km-ów przed końcem roku, co odbyło się kosztem średniej średniej oraz ciągłej walki z przeważnie bocznymi, a przy tym silnymi podmuchami.
Najpierw jednak porankiem całkiem rześkim (zero na pluso-minusie!) musiałem się udać do p. - wspaniale, gdyby nie pod rzeczony wiatr. A wspaniale, bo wspaniałe puchy na drogach - wszyscy wyjechali zaliczać narty, sanki, grille, wyprzedaże albo gdzieśtam - grunt, że na przestrzeni 4,7 km zatrzymały mnie "tylko" 4x światła, co nie zdarzyło się od hu, hu...
Z p. miałem w planach wyjść o 13.00, by spokojnie dokręcić to, co sobie zaplanowałem do dokręcenia - ale okazało się, że wpadły dodatkowe niezaplanowane roboty, na które w gorętszym okresie nie ma czasu - efekt: straciłem dodatkowe 3 kwadranse krótkiego wszak dnia.
Ruszyłem więc z kopyta na pętelkę o nietypowym, bo smętnie wklęśniętym kształcie (patrz niżej), spowodowanym silnym wiatrem - tym razem nie z SW jak wczoraj, a z SE - początkowo z górki w stronę Stryjkowa, ale bez porównania ciężej niż wczoraj - wiatr boczny, chwilami przednio-boczny. Zamiast do Stryjkowa odbiłem na zacisznie leżący w dolince Strugi Dobieszkowskiej Dobieszków, następnie pod pagórki - ale bardziej z wiatrem - przeciąłem stałą trasę pętelkową, by przez Dobrą doczołgać do Klęku ;) Stąd aż na Ukrainę ;)) i Palestynę ;))) wreszcie trochę z idealnym wiatrem i z górki, jakimiś częściowo terenowymi skrótami - ale szczęście nie trwało długo, bo trzeba było zacząć wracać znów pod wiatr i pod górę. Na koniec troszkę inną opcją terenową przez Las Łagiewnicki do opustoszałego dla odmiany Arturówka (tłumy z wczoraj zniknęły - może dlatego, że był już prawie zmrok, dzień +/- roboczy i generalnie zimniej) - i do domu.
Ostatecznie na jutrzejszą jazdę po mieście, by dociągnąć tym razem do 5656,56 w 2017 roku zostało 9,54 km zapasu.
W sam raz do p. i z powrotem najkrótszą opcją ;p
Dzisiejszy popołudniowy Relive - i takiż sam - TomTom.