Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Pan huann z miasteczka Uć w województwie uckim. Ma już przejechane na bs-ie 92689.48 kilometrów - w tym 3570.02 w sposób gruntowny! Przemieszcza się MERIDĄ Kalahari 500 (rocznik 2001) z prędkością zaskakująco średnią, bo wynoszącą 23.01 km/h - i się wcale tym nie chwali, jeno uprzejmie informuje.
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2026 button stats bikestats.pl 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl Zaliczone rowerowo gminy:

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy huann.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 9.55km
  • Czas 00:24
  • VAVG 23.88km/h
  • VMAX 38.59km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Kalorie 400kcal
  • Podjazdy 48m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć z beznadzieją

Piątek, 26 października 2018 · dodano: 26.10.2018 | Komentarze 5

Cóż tu pisać... po trzech dniach ulew i wichrów wreszcie znośniejsza pogoda - ale z pieskiem znów jest niehalo: do iluś tam ostatnio częściowo zarwanych nocy dołączyła dzisiejsza, zarwana całkowicie - niemal od północy pies nie chciał spać. Dyszał, jęczał, a potem doszły sensacje żołądkowe. Na szczęście mogłem się zerwać od rana z pracy, więc cały poranek z nim przesiedziałem w domu, potem mnie zmieniła M. W międzyczasie przyjechał kolejny już pan doktor psi, który zdiagnozował zapalenie żołądka. I tak nieźle, bo bardzo się bałem, że to może być skręt żołądka, a w tym wieku i kondycji to już by nie było fajnie. Choć i tak nie jest, więc teraz dieta, a z psismaków - Alu(ś)gastrin w syropie. Wg lekarza nim się poprawi, może to potrwać nawet dobę. Stało się tak być może za sprawą podanego 3 dni temu zastrzyku przeciwbólowego na stawy i kości, zmianą diety na taką o niższym indeksie hipoglikemicznym (zamiast ryżu - kasza), a zwłaszcza zeżarcia przez Alusia w ramach przegryzajek wysuszonego ucha, które połknął w całości. Bo co, jak co - ale apetyt mu dopisuje!
Trasa (popołudniowa): dom - p. - dom.
Silny wiatr z SW.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 18.25km
  • Teren 3.97km
  • Czas 00:48
  • VAVG 22.81km/h
  • VMAX 38.23km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Kalorie 756kcal
  • Podjazdy 147m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć z ogólną kaplicą

Poniedziałek, 22 października 2018 · dodano: 22.10.2018 | Komentarze 8

"Nieszczęścia to wilki losu, co watahami chadzają".
Ta maksyma sprawdza się po raz nie wiem który znakomicie: po powrocie z Jamboru okazało się, że pies czuje się znacznie gorzej niż ostatnio (czyli gorzej, niż źle) - nie do końca było wiadomo, co mu dolega, ale z pewnością coś go bolało i wpadł dodatkowo w hiperglikemię, mimo, że miał przez ostatnie kilka dni znośny cukier. Po dwóch poprzednich niedospanych nocach skończyło się na nocy niemal całkiem nieprzespanej - bo trudno uznać kilkunastominutowe drzemki między północą, a szóstą nad ranem przy lampce z dysząco-jęczącym psem za spanie.
Ponieważ dziś nie byłem w stanie merytorycznie zwlec się do roboty, więc wziąłem wolne (M. też) - i zbijaliśmy nadmierne cukry psu przez cały poranek oraz wczesne popołudnie.
W międzyczasie okazało się, że z tylnego koła znów zeszło powietrze. Całkiem zdesperowany powlokłem Mery do najbliższego serwisu i już całkiem nie zważając na koszty (wyszły prawie trzy stówy) kupiłem nową tylną oponę dla świętego spokoju, dwie dętki, nową, nareszcie sensowną pompkę (Kellysa) i zapas łatek - i wyekwipowany jakbym kolejne pięć lat miał jeździć po kaktusach wróciłem do domu. Wkrótce przyszedł pan psi doktor, zapodał odpowiednie leki, żeby psu było znów lepiej na świecie - i zrobiła się 16.00.
I wtedy mi się przypomniało, że jutro i pojutrze i w ogóle w najbliższym czasie ma lać i wiać - więc szybko wskoczyłem na siodełko i zatoczyłem przedwieczornego przypadkowego strusia (to taka niepełna lampka) po Łagiewnickiem Lesie (w tym do słynnych łagiewnickich kapliczek), żeby w ogóle cokolwiek dziś było stricte rowerowego, a nie tylko rozpaczliwego :(

Kategoria 1. Only Uć


  • DST 92.31km
  • Teren 0.06km
  • Czas 03:24
  • VAVG 27.15km/h
  • VMAX 47.16km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Kalorie 4020kcal
  • Podjazdy 423m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Jambór w te i nazad z kapciem nr 3

Niedziela, 21 października 2018 · dodano: 21.10.2018 | Komentarze 8

Z kol.aardem najkrótszą opcją asfaltową do Jamboru i z powrotem.
Piękna pogoda, niezbyt silny wiatr z W, potem z NW i N - nic, tylko śmigać! I śmigało by się wyśmienicie (patrz: średnia), gdyby nie fakt kolejnego flaka - trzeciego w ciągu dwóch tygodni :(
Ale chyba już wiem, w czym problem: otóż tym razem w tylnym kole dwie niewielkie dziurki - obie spowodowane jakimiś czymsiami przypominającymi fragmenty zszywek biurowych. Możliwości są trzy: albo rozjechałem zszywacz (stąd zszywki), albo dziurkacz (stąd dziurki) - albo wręcz wkręciłem niepostrzeżenie w szprychy jakąś biurwę z całym bogactwem inwentarza ;)
Łatanie nastąpiło na działce (bo tu, po 1,5h sprzątania i ogarniania spraw przed zimą okazało się, że tył sflaczał) - po załataniu jednej dziurki spostrzegliśmy, że jest jeszcze druga, a ja już nie miałem łatek... dobrze, że miał natomiast połataną zapasową dętkę aard, a i także dobrą pompkę, więc łącznie naprawa wszystkiego (czyli dwukrotne zdejmowanie koła, pompowanie i ponowne zakładanie) zajęła mniej niż godzinkę. No jutro już obowiązkowo jadę kupić nową pompkę i ze dwie dętki - problem tylko w tym, że być może w oponach tkwi jeszcze jakiś biurowy złom, który z czasem przebije i te nowe... jeśli tak się stanie, to pozostaje już chyba tylko wymiana opon :/
Trasa z dziś.



  • DST 19.14km
  • Teren 2.65km
  • Czas 00:48
  • VAVG 23.93km/h
  • VMAX 39.28km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Kalorie 803kcal
  • Podjazdy 147m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Lampka Łagiewnicka trochę zwichrowana

Sobota, 20 października 2018 · dodano: 20.10.2018 | Komentarze 18

Miało być dwudniowe Jamborowanie, ale ponieważ od rana było mokro i wiało, więc skończyło się na przedwieczornym wyskoku do lasu - wyszła trochę dziwaczna w kształcie "lampka".
Wiatr z NW, chwilami silniejszy, ale wśród drzew się go tak mocno nie czuło.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 51.52km
  • Teren 3.23km
  • Czas 02:00
  • VAVG 25.76km/h
  • VMAX 52.13km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Kalorie 2195kcal
  • Podjazdy 361m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Janinowskiego Lasu

Piątek, 19 października 2018 · dodano: 19.10.2018 | Komentarze 5

Z okazji jednego dnia odbioru zaległego urlopu wyskok do jesiennie szeleszczącego bukowego Lasu Janinowskiego, gdzie znajdują się malownicze parowy (dziś je jednak ominąłem). Niestety, słońca dzisiaj nie było, ale kolory buków i tak zrobiły swoje - fotki w tradycyjnym Relivu trasy, a trasa wyszła zupełnie w kształcie płaszczki, mimo, że cała prowadziła po Uckich Pagórkach :)
Wyjazd sympatyczny i bez zbędnych przygód, na uwagę zasługuje także zacny Vmax wykręcony przy okazji zjazdu po...Wódce ;)
Pochmurno i trochę mglisto, ale sucho. Wiatr słaby z N.



  • DST 9.78km
  • Czas 00:26
  • VAVG 22.57km/h
  • VMAX 35.14km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Kalorie 418kcal
  • Podjazdy 51m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć zniechęcająca

Czwartek, 18 października 2018 · dodano: 18.10.2018 | Komentarze 3

Dom - p. - dom.
Po południu był jeszcze w nieco mglistych planach jakiś las miejski, ale korki tak wielkie, a kierowcy tak bezmyślni, że się po drodze kompletnie zniechęciłem do tego pomysłu.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 38.09km
  • Teren 2.52km
  • Czas 01:31
  • VAVG 25.11km/h
  • VMAX 45.94km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Kalorie 1610kcal
  • Podjazdy 266m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć, a potem Pętelka DoKlęSk

Wtorek, 16 października 2018 · dodano: 16.10.2018 | Komentarze 2

Rano zwyczajnie do p., a po południu dowiedziawszy się, że ze względów służbowych (potrzebna pomoc przy dużych zakupach na targi od samego rana) prawdopodobnie nici z roweru (zakupy będą przewożone autem szefa), więc postanowiłem nadrobić jutrzejsze straty - i mimo napiętego grafiku (miałem czas tylko od 16.00 do pierwszego zmierzchu) zatoczyć jakąś pętelkę. Wyszła w wersji minimalistycznej, ale wyszła - i to najważniejsze :)
Jechało się miło przy słabym wietrze z SE, co prawda ruch ogromny, ale tylko do Dobrej, potem przez Klęk i Skotniki pod zachodzące słońce pustym bocznym asfaltem - i powrót przez kolorowy Las Łagiewnicki i Arturówkowe Stawy o zmierzchu. Gdybym miał choć kwadrans więcej, to pewnie bym znów jesiennych zdjęć natrzaskał, a tak... ech, życie (i coraz krótszy dzień).


  • DST 8.67km
  • Czas 00:24
  • VAVG 21.67km/h
  • VMAX 38.66km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Kalorie 369kcal
  • Podjazdy 54m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć skompreso(ro)wana

Poniedziałek, 15 października 2018 · dodano: 15.10.2018 | Komentarze 8

Rano najpierw tupu z Mery na pierwszy, tradycyjnie popsuty, a potem na drugi, tradycyjnie na szczęście działający kompresor - i dalej już dwukołowo, acz asekuranckim tempem (nie będąc pewnym efektów osobistej naprawy koła) do p.
Powrót już całkiem zwyczajny, wszystko znów śmiga, tylko hamulec lekko popiskuje. A co tam.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 102.93km
  • Czas 03:40
  • VAVG 28.07km/h
  • VMAX 43.63km/h
  • Kalorie 4482kcal
  • Podjazdy 420m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Tour de Warząchewka

Niedziela, 14 października 2018 · dodano: 14.10.2018 | Komentarze 9

Do Warząchewki? Ale czemu?
Bo tak :)
Bo tam nie ma dosłownie nic poza ładną nazwą. I wiatrem wg prognoz dziś sprzyjającym. I setki kilometrów. I stacji kolejowej, z której można wrócić do domu.
No to w drogę od rana!

Wszystko zapowiadało się aż za bardzo wyśmienicie: dystans taki w sam raz, piękna złotopolska jesień i takaż pogoda, profil trasy (bardziej w dół, niż w górę) i sprzyjający wiatr - wg zapowiedzi - z SSE.
Podejrzane!

I słusznie...

Na początku szło jak po maśle - po minięciu miasta Uć ze Zgierzem na dokładkę, stara "Jedynka" rozwinęła przede mną gładzie swych asfaltów z luksusowym poboczem - a, że niedziela, więc ruch minimalny i nic, tylko śmigać! Wszystko gładko z wiaterkiem i z górki do Łęczycy - tu zaczęły się pierwsze, nieznaczne jeszcze (jak to mówią u nas) "schódki": droga wykręciła na N, a wiatr zmienił się na SE. Niby nic, ale jednak (zwłaszcza na długich, choć plaskatych podjazdach w szczerych polach, których jest tu 90% trasy).

Pierwszy postój w Krośniewicach po 58 km-ach - banan i pić.

Potem droga wykręciła lekko na E, a z wiatru się zrobił ESE-sman, więc już całkiem z boku. Na szczęście nie trwało to długo, bo po 76 km-ach był Lubień Kujawski i czekoladowe kulki :)

I tu się zaczęły schodziska - na postoju nad malowniczym jeziorkiem usłyszałem niepokojący syk dobiegający z przedniego koła... o żesz kfak! :/

Początkowo sądziłem, że czeka mnie łatanie dętki, ale powietrze uchodziło dość wolno...zmieniłem więc plan - ze względu na marudną perspektywę pompowania małą pompeczką po łataniu, co trwałoby na tyle długo, że nie zdążyłbym na ciapąg powrotny z Warząchewki, dokąd miałem jeszcze 27 km-ów - i 1,5 h czasu. Przy sprawnym rowerze to by była godzinka jazdy dzisiaj, no ale... ruszyłem zakleiwszy z zewnątrz oponę w miejscu, skąd uchodziło powietrze - dałem bezpośrednio na dziurę łatkę dętkową, a po wierzchu nie żałowałem słynnej srebrnej taśmy, z którą się zawsze wożę.

Tak przejechałem kilka km-ów, a koło "pływało" coraz bardziej. W końcu zdesperowany zatrzymałem się przy jakimś parkującym aucie na poboczu, ale pani nie miała pompki samochodowej. Na szczęście za kilkaset metrów była stacja benzynowa - nabiłem 4,2 atmosfery, zmieniłem "opatrunek" oponie - i dalej walczyć o końcowy sukces warząchewkowy! A powietrze pomalutku: sssss...

Dociągnąłem do obwodnicy Kowala (km 90) - tu była kolejna stacja benzynowa, ale niestety kompresor był uszkodzony - dobił już tylko do 2 atmosfer. Ostatnie 13 km-ów na stację kolejową to desperacka walka z czasem i wierzgającą z przodu Mery - ostatnie 3 km-y bocznej drogi dociągnąłem już praktycznie wyłącznie na flaku. Szczęście w nieszczęściu, że to przednie, a nie tylne koło, bo nic by z tego nie wyszło - a tak zdążyłem kwadrans przed pociągiem - jedynym wg rozkładu bezpośrednim połączeniem powrotnym.

Stówa zrobiona, Warząchewka zaliczona - ale to jeszcze nie był koniec kar za dzisiejsze "pojechanie na łatwiznę" - przed Ozorkowem okazało się, że trakcja jest zerwana i że 2 stacje przewiezie wszystkich autobus zastępczy na kolejny pociąg.

Na szczęście udało się uprosić kierowcę, by wrzucił całkiem już z przodu sflaczałą Mery do luku bagażowego - i jakoś dotarłem do domu z prawie półtoragodzinnym opóźnieniem - oczywiście od dworca już MPK. I gdyby nie dziura to kto wie, czy dziś by nie padł rekord wszechczasów prędkości na dystansie stukilometrowym, albo w ogóle - a tak wyszło piękne, nędzne 28 km/h...

W domu po rozmontowaniu koła okazało się, że dziurka jest tak mała, że dopiero po zanurzeniu w wodzie wydobywają się zeń pojedyncze bąbelki powietrza. Zakleiłem (również oponę - tym razem od wewnętrznej) - i jutro od rana znów mnie czeka wędrówka na pobliski kompresor.

I chyba zaczynam się powoli bać jazdy gdzieś dalej, bo coś za dużo ostatnio tych "przygód".
6000 km-ów w tym roku przekroczone; Relive z obiecanymi szeleszczącymi jesiennie fotkami - TU.



  • DST 70.70km
  • Teren 0.12km
  • Czas 02:34
  • VAVG 27.55km/h
  • VMAX 45.29km/h
  • Kalorie 3060kcal
  • Podjazdy 397m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

PodOzorkółko z Kol.aardem

Sobota, 13 października 2018 · dodano: 13.10.2018 | Komentarze 7

Klasyczne Dobylegdzie z aardem, który ostatnio jeździ Bez Sensu - czyli udało się dziś dobrze zgrać ;)
Trasa to rozbudowana na północ i zachód w stronę Ozorkowa moja klasyczna pętelka. Jechało się całkiem nieźle, a mimo pogaduch na trasie (a czasem dzięki nim, jak się dowiadywałem jakichś wkurzających newsów;) średnia wyszła baardzo;) przyzwoita. Cieplutko (by nie rzec gorąco), wiatr dmuchał słaby lub umiarkowany z SSE, więc uprzykrzył życie właściwie tylko na polach przed Zgierzem, a poza tym pomógł dość znacząco.
Bezzdjęciowo, bo nie było czasu. Może jutro się uda poszeleścić fotograficznie ;)