Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Pan huann z miasteczka Uć w województwie uckim. Ma już przejechane na bs-ie 93419.42 kilometrów - w tym 3605.72 w sposób gruntowny! Przemieszcza się MERIDĄ Kalahari 500 (rocznik 2001) z prędkością zaskakująco średnią, bo wynoszącą 23.01 km/h - i się wcale tym nie chwali, jeno uprzejmie informuje.
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2026 button stats bikestats.pl 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl Zaliczone rowerowo gminy:

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy huann.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 55.47km
  • Teren 1.85km
  • Czas 02:08
  • VAVG 26.00km/h
  • VMAX 37.80km/h
  • Temperatura 38.0°C
  • Kalorie 2389kcal
  • Podjazdy 299m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jamborowanie

Sobota, 9 czerwca 2018 · dodano: 10.06.2018 | Komentarze 4

Z Jamboru rano do Dobronia po M., która tamże przyjechała z rowerem pociągiem z miasta Uć - stąd wspólnie rowerowo do Jamboru. Tu spotkanie z miłym kuzynostwem, którzy zjawili się samochodowo.
Wspólny spacer nad rzeczkę potaplać się, a po 4 godzinach znów z M. rowerami do Dobronia, by odprowadzić ją na pociąg powrotny (musiała wracać do pieska!) - i na abarot na działkę, a właściwie ponownie nad rzekę znów się potaplać - kuzynostwo w międzyczasie taplało się nadal :) A na koniec spacerowo na pstrągi, frytki i piwo do smażalni w Starym Młynie, gdzie przesiedzeliśmy do wieczora.
Intensywny, acz przyjemny dzień wyszedł.

  • DST 45.15km
  • Teren 0.03km
  • Czas 01:40
  • VAVG 27.09km/h
  • VMAX 45.76km/h
  • Temperatura 35.0°C
  • Kalorie 1965kcal
  • Podjazdy 218m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć, a potem do Jamboru

Piątek, 8 czerwca 2018 · dodano: 08.06.2018 | Komentarze 2

Rano z działkowymi gratami do p., a stąd już bezpośrednio najprostszą stałą trasą do Jamboru.
Mimo nielichego upału jechało się dziś świetnie, co widać po średniej - zwłaszcza, że 1/3 trasy to przebijanie się przez miasto w porannym i popołudniowym szczycie komunikacyjnym. Może pomogło wczorajsze podniesienie siodełka, a z pewnością także lekki, tym razem nie dociskający do podłoża wiaterek - na początku tylno-boczny, potem tylny, a na koniec co prawda przednio-boczny, ale tak mikry, że nie miało to już większego znaczenia.

  • DST 51.77km
  • Teren 1.24km
  • Czas 02:04
  • VAVG 25.05km/h
  • VMAX 41.72km/h
  • Temperatura 32.0°C
  • Kalorie 2198kcal
  • Podjazdy 304m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć, a potem mozolna, klasyczna pętelka

Czwartek, 7 czerwca 2018 · dodano: 07.06.2018 | Komentarze 3

Rano zwyczajnie do p., a po południu kolejny dzień odrabiania strat z maja: pętelka w wersji ultraklasycznej do Stryjkowa i na abarot.
Wiatr miał dziś wiać dość silnie z ESE, ale to nie był zwykły ESE-sman, który choć kawałek by czasem pomógł, lecz wredny wiatr wyżowy, cisnący w stały sposób przede wszystkim od... góry. Oczywiście do Stryjkowa był niemal idealnie jednocześnie wmordewindem (bo E, bez wektora e-Sowego), potem był już z rzeczonym wektorem - oczywiście wtedy, gdy skręciłem na SW. Ponadto sakwy dziś ciężkie, bo z różnymi ciuchami i innymi gratami, a że dodatkowo sporo miasta i upał, więc średnia jak na tę trasę i nowy napęd wyszła zdecydowanie niezadowalająca. Muszę też chyba jeszcze trochę podwyższyć siodełko, co częściowo zrobiłem dziś prawie na koniec, ale chyba za mało.
A w Cesarce omal się czołowo nie cmoknąłem z jakimś wariatem samochodowym, gdy ścinał zakręt na wąziutkim asfalcie wynurzając się nagle zza górki. Gdyby nie ciężkie sakwy (np. wczoraj ich nie miałem, gdy jechałem wprost z serwisu), które zadziałały jako tylny stabilizator przy takim hamowaniu jakie uskuteczniłem, pewnie bym się w ramach nagłego uniku w prawo wyglebił na prawy bok. A tak w ostatniej chwili skontrowałem w lewo wprost pod koła auta, momentalnie, by się nie dostać pod rzeczone znów dałem w prawo - wszystko w ułamkach sekund: tylko usłyszałem z tyłu, jak mi sakwy (zamontowane na gumkach z haczykami) załomotały prawa-lewa-prawa - i już mijając kretyna spionizowałem rower wraz ze swą osobą. Jednak instynktownie wyćwiczone przez lata jazdy odruchy czasem się mogą niestety przydać. Dobrze też, że hamulec jest zrobiony idealnie - przy mocniejszym ustawieniu pewnie by mnie wyrzuciło jak z katapulty na maskę - a już z pewnością bym zaliczył (w najmniej inwazyjnej wersji) glebę, która w tym miejscu składa się z chaszczy i generalnie rzecz ujmując lasu bez pobocza.
Relive trasy - Wół Ala.



  • DST 60.05km
  • Teren 1.79km
  • Czas 02:18
  • VAVG 26.11km/h
  • VMAX 45.00km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Kalorie 2578kcal
  • Podjazdy 359m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Poserwisowa pętelkowa czysta radość

Środa, 6 czerwca 2018 · dodano: 06.06.2018 | Komentarze 7

Zaczęło się od falstartu, gdy prosto z p., popołudniem wietrznym, a słonecznym, pokopytkowałem do serwisu po odbiór Mery z rowerowego spa. Niestety, moja stara miłość nadal wisiała i rdzewiała na stojaku serwisowym, będąc w stanie totalnego rozmontu, bo się serwispan na czas nie wyrobił.
Zgrzytnąłem więc tylko (zapewne po Staromeridowemu), ale nic począć nie mogłem. Wróciłem po 2 godzinach - wszystko już błyszczało i cykało, a nie zgrzytało;). Jak się okazało, obyło się bez wymiany supportu i manetek - w sumie wyszło nieco ponad 5 stów, czyli tyle, ile mniej więcej liczyłem. Do wczesnej wiosny w przyszłym roku (jeśli chodzi o zużywanie się osprzętu) powinno wystarczyć.
A potem była już tylko czysta, rowerowa radość, nie zmącona ani bolącym kolanem (którym trzy dni temu przywaliłem o schódek, gdy podnosiłem nasze niemobilne psisko) i łupaniem w krzyżu (z tego samego powodu), ani pierwszymi 10 km-ami po DDR-ach i ogólnie po mieście, ani wiatrem w mordę do Stryjkowa (czyli pierwsze 30 km-ów), ani słońcem w gały (drugie 30 km-ów), ani średnią tudzież fałmaks, ani niczym innym - kręcąc równo do zachodu słońca, dokręciłem (na koniec wokół bloku) 6 dych, a w kwestii kształtu sam-nie-wiadomo-co - ale to z pewnością coś, co się właśnie nazywa niczym niezmącona rowerowa radość. Właśnie tak! :)
Relive radosny.



  • DST 7.26km
  • Czas 00:20
  • VAVG 21.78km/h
  • VMAX 29.99km/h
  • Temperatura 35.0°C
  • Kalorie 304kcal
  • Podjazdy 30m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć. Dzień 0.

Poniedziałek, 4 czerwca 2018 · dodano: 04.06.2018 | Komentarze 6

DOTRWALIŚMY (a właściwie dotoczyliśmy się chwiejnie - jak po niezłej imprze!).
Mery do środy w serwisie - do wymiany z powodu skrajnego zużycia: tylne koło (poszła piasta, tak, jak się spodziewałem plus przetarta obręcz, więc nie było sensu tego naprawiać), całość napędu, pedały, wkłady do klocków hamulcowych, być może support (się okaże). Oraz jakieś tam drobiazgi.
I niech nikt nie mówi, że w tym wieku Mery nadaje się już tylko i wyłącznie do wchłaniania kurzu! ;)
To przecież Merida Waleczna, co jeszcze z niejednej oliwiarki smar - a z niejednej drogi kilometry - będzie znów niedługo wHUANNiać! :D
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 3.11km
  • Czas 00:09
  • VAVG 20.73km/h
  • VMAX 28.30km/h
  • Kalorie 131kcal
  • Podjazdy 11m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

MikroUć bez Admirała

Piątek, 1 czerwca 2018 · dodano: 01.06.2018 | Komentarze 5

Dziś miał być wyjazd na działkę, ale wczoraj nasz piesu Aluś podczas kąpieli dla ochłody w Arturówkowym Stawie coś niestety sobie zrobił - chyba podczas wychodzenia poślizgnął się na betonowej płycie zanurzonej w wodzie. Płyta miała dziury i prawdopodobnie któraś z tylnych łap mu na chwilę utknęła. Z początku wyglądało to niegroźne, ale podczas powrotu do domu na ostatnich kilkuset metrach tylne łapy odmówiły mu posłuszeństwa i nie mógł iść - musiałem więc zanieść 40 kilo bidy do domu. Myśleliśmy, że mu do rana przejdzie, ale nic z tego, więc dziś z wielkim trudem doczłapaliśmy do lecznicy. Tu nam powiedzieli, że chyba mógł mu trochę dysk wyskoczyć, ale bez tomografu (najbliższy w Zgierzu) póki co nie mogą nic zrobić. Doradzili za to, by odwiedzić niedaleką wytwórnię specjalistycznych szelek rehabilitacyjnych dla czworonogów, więc odstawiliśmy psa do domu, tu dokonałem pomiarów pod ewentualne szelki, wskoczyłem na Mery z równie rozchwierutanym co pies tyłem i pojechałem do wytwórni szelek o dumnej nazwie Admirał. Niestety, pewnie z powodu długiego weekendu ni kogutka, nie wspominając choćby o majtku. Czyli póki co - nici z szelek.
Po powrocie jeszcze przedserwisowe czyszczenie Meridy; Aluś po zaaplikowaniu mu środków przeciwbólowych ma się odrobinę lepiej, ale zapewne czeka mnie jeszcze znoszenie i wnoszenie psiska po schodach - dobrze, że to tylko pół piętra.
I tak to właśnie z działki także wyszły nici, pewnie nasadzenia od upału szlag trafi, ale PJN*! (*Piesek Jest Najważniejszy!)
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 9.76km
  • Czas 00:27
  • VAVG 21.69km/h
  • VMAX 34.38km/h
  • Temperatura 37.0°C
  • Kalorie 407kcal
  • Podjazdy 52m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć. Jeszcze 5 dni.

Środa, 30 maja 2018 · dodano: 30.05.2018 | Komentarze 3

Dom - p. - dom.
Wszystko to samo, co wczoraj, tylko dodatkowo koło znów lata na boki.
Jeszcze 5 dni.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 9.73km
  • Czas 00:27
  • VAVG 21.62km/h
  • VMAX 33.70km/h
  • Temperatura 36.0°C
  • Kalorie 407kcal
  • Podjazdy 52m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć. Jeszcze 6 dni.

Wtorek, 29 maja 2018 · dodano: 29.05.2018 | Komentarze 9

Dom - p. - dom.
Nihil novi sub (palące) sole: korki, kretyni na drodze - i anty-napęd.
6 dni do serw.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 9.71km
  • Czas 00:26
  • VAVG 22.41km/h
  • VMAX 34.92km/h
  • Temperatura 35.0°C
  • Kalorie 408kcal
  • Podjazdy 52m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć ze strasznościami

Poniedziałek, 28 maja 2018 · dodano: 28.05.2018 | Komentarze 6

Dom - p. - dom.
Straszny upał i równie straszne stuki i trzaski w napędzie, tylne koło znów trze klocki hamulcowe;  do serwisu - tydzień.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 51.38km
  • Teren 1.40km
  • Czas 02:08
  • VAVG 24.08km/h
  • VMAX 38.45km/h
  • Temperatura 31.0°C
  • Kalorie 2179kcal
  • Podjazdy 335m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sokolniki - a po drodze Wulkan Zgierz!

Sobota, 26 maja 2018 · dodano: 26.05.2018 | Komentarze 8

Wyjazd z okazji dorocznego Dnia Teściowej;) był zaplanowany do Sokolnickiego Lasu już wcześniej - były tylko dwie niewiadome: pogoda i stan Meridy.
Od rana słonecznie, aczkolwiek wystarczyło nieco wyściubić nos za zwartą zabudowę, a na północno-zachodniej części horyzontu można było dostrzec rozpościerającą się ogromną czarną chmurę - trochę jak ta z Hawajów, gdy wybuchł tam niedawno wulkan Kilauea (czy jak mu tam). To jednak nie Kilauea, ani też nie Popocatepetl, a nawet nie Krakatau - tylko Zgierz, w którym wczoraj wieczorem zapaliło się gigantyczne, a przy tym nielegalne składowisko plastików okraszonych makulaturą i omaszczonych śmieciem komunalnym (i kto wie, czym tam jeszcze).
Ponieważ i tak miałem zamiar jechać przez Zgierz, postanowiłem pojechać opcją ciut dalszą, za to mniej kostkowo-dedeerzastą, a przy tym zerknąć z bliska na owe zgierskie ogniska. Przy okazji przypomniało mi się, że etymologia Zgierza to ni mniej, ni więcej, tylko "miejsce zgorzałe - czyli spalone". Ach ta tradycja! ;)
W miarę, jak zbliżałem się do miejsca akcji 60 zastępów straży (ćwierć tysiąca strażaków!) widać było coraz wyraźniej, że (licząc nawet pianę i wodę) to nie przelewki! Ogromna czarna chmura i policja pilnująca, by się bezpośrednio nie zbliżać oraz korek gapiów samochodowych. Dobrze, że na odcinku bezpośrednio sąsiadującym z miejscem klęski jest szeroki asfaltowy pas rowerowy, więc miałem swobodę zatrzymywania się i cykania fotografii (w Relivu nr 1). Na szczęście wiatr zganiał cały dym na drugą stronę, więc nie było to uciążliwe, ani niezdrowe. Już nawet po wyjechaniu ze Zgierza, jeszcze jakieś 10 km w linii prostej było doskonale widać chmurę. Strażacy przewidują, że dogaszanie potrwa nawet kilka dni. Wszystko wskazuje na rozmyślne podpalenie - od kwietnia właściciel składowiska działał nielegalnie, a dosłownie kilka dni temu w gazetach i ogólnopolskiej telewizji głośno o tym trąbiono, więc zapewne w jego interesie leżało, by poddać 50 000 ton odpadów "recyklingowi po polsku" :/
Po dotarciu do Sokolnik (M. dojechała autobusem, bo nadal nie kupiła kasku;) obiadowanie w leśno-działkowej scenerii - i o 17.00 powrót inną trasą z (tym razem z daleka) widocznym "Wulkanem Zgierz". Jechało się wyjątkowo marnie, bo w upale, pod górki i przeważnie pod przednio-boczny wiatr. Przede wszystkim zaś napęd Mery zgrzyta o pomstę do zasnutego dymami nieba - więc po drodze smarowanie, regulacja hamulca w tylnym kole (znów zaczęło trochę latać i klocki poczęły hamować same - stąd mordęga, zwłaszcza na podjazdach), a nawet kolejne podwyższenie siodełka, by mieć większy wyprost nogi podczas pedałowania, a zatem większą moc. Wszystko to dało tyle, co prawie nic, stąd średnia podczas powrotu niemal katastrofalna.
Relive powrotny (już bez fotek) - tutaj.
Wiatr dziś nie chciał współpracować - w jedną stronę dmuchał ENE-asz, więc przednio-boczny, z powrotem zanikł wektor z N, który by pomógł. Tyle tylko, że przy takim układzie prądów atmosferycznych nie musiałem nawet chwili wdychać efektów wybuchu wulkanu :) Ale za to czuję się dziś dość mocno wypomp(ej)owany.