Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Pan huann z miasteczka Uć w województwie uckim. Ma już przejechane na bs-ie 92689.48 kilometrów - w tym 3570.02 w sposób gruntowny! Przemieszcza się MERIDĄ Kalahari 500 (rocznik 2001) z prędkością zaskakująco średnią, bo wynoszącą 23.01 km/h - i się wcale tym nie chwali, jeno uprzejmie informuje.
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2026 button stats bikestats.pl 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl Zaliczone rowerowo gminy:

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy huann.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 33.06km
  • Teren 0.52km
  • Czas 01:16
  • VAVG 26.10km/h
  • VMAX 45.32km/h
  • Temperatura 36.0°C
  • Kalorie 1409kcal
  • Podjazdy 238m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Upalny Orła Cień

Czwartek, 3 maja 2018 · dodano: 03.05.2018 | Komentarze 3

Dziś miałem pojechać jak co roku 3.maja na Wiączyński Piknik Sportowy (gdzie odbywał się m.in. kijowy marsz na dychę), ale po pierwsze cena pikniku, z roku na rok coraz wyższa osiągnęła 60 zyli, a po wtóre zapowiadali paskudny upał - więc po raz pierwszy od chyba siedmiu lat dałem sobie z tym wszystkim spokój i wybrałem się z M. na zwykłą, siedmiokilometrową  przechadzkę po parku i okolicy. Bez psa, bo za gorąco na takie wyczyny dla niego ;)
Po powrocie stwierdziłem jednak, że bez roweru się nie obejdzie, a nawet nie objedzie, a z braku lepszych pomysłów oraz upału wybrałem opcję pętelkową z improwizowaniem po drodze - gdzie i co konkretnie. Wytoczyłem się z miasta jak zwykle na Stryjków - wiał może niezbyt mocny, ale gorący jak piekło i szatany ESE-sman w prawy pysk - naturalną koleją rzeczy było więc po części zjazdowej pętelki zawrócenie tak, aby go mieć po swej dupy stronie. Wybór padł na prawie niejeżdżoną na codzień gładką jak stół, lecz ruchliwą, a przy tym bez poboczy szosę Stryjków-Zgierz - wybór dobry jeśli chodzi o wiatr i ruch dzisiaj, natomiast jazda wprost w słońce gorące. Po kilku kilometrach odbiłem więc w Ukrainę, by z kolei zrobić na tutejszej górce dzisiejszą Vmax - oczywiście musiałem potem to odpokutować, podjeżdżając z powrotem (przez Janów) - tu, pewnie z Okazji Trzymajowej dostrzegłem zjawisko na niebie - szczegóły na fotkach na końcu relacji w Relivie.
Stąd już nowiutkim jak marzenie asfaltem do Lasu Łagiewnickiego - i tym razem bez kombinacji przez zapewne zawalone społeczeństwem na max Stawy Arturówkowe, jakimiś bocznymi uliczkami dociągnąłem do domu. Km-ów wyszło dziś mało, ale za gorąco na cokolwiek prócz leżenia w cieniu i picia mrożonej kawki ;)
A zjawisko, które dało tytuł dzisiejszemu wpisowi? Proszę uprzejmie :)



  • DST 9.74km
  • Czas 00:25
  • VAVG 23.38km/h
  • VMAX 36.86km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Kalorie 414kcal
  • Podjazdy 50m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć ze stukotami

Środa, 2 maja 2018 · dodano: 02.05.2018 | Komentarze 3

Dom - p. - dom. Powolnego, acz zda się - nieubłaganego rozsypu napędu ciąg dalszy - coś zaczęło stukać  chyba w supporcie.
A tak poza tym to ciąg dalszy dość pustych długoweekendowych ulic :)
Silny wiatr - rano z N, po południu z E.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 72.85km
  • Teren 3.10km
  • Czas 02:48
  • VAVG 26.02km/h
  • VMAX 41.58km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Kalorie 3129kcal
  • Podjazdy 347m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Czym Skrzata? Błota ta!

Wtorek, 1 maja 2018 · dodano: 01.05.2018 | Komentarze 4

Dziś wycieczka w zupełnie sporadycznie odwiedzane okolice miasta Uć, czyli za Aleksandrów Ucki - ale najpierw odbył się poranny psacerek po parku :)
Gdy pies został zadyszany, wskoczyłem na Mery i pojechałem na zachód i północny zachód od Uci - jeżdżę tam rzadko, bo po pierwsze w dni o dużych ruchu na jezdniach (czyli prawie zawsze) niewygodnie jest wyjechać w tym kierunku z miasta (brak szerokich, równych wylotówek), a po wtóre okolica jest dość monotonna - nie ma tam jakichś większych pagórków, więc i ciężko się porządnie rozpędzić, zaś powrót jest prawie stale lekko pod górkę - a ja wolę ostre, ale krótkie podjazdy, a nie monotonne "deptanie kapusty".
Dziś jednak święto (ludowych mas), więc drogi przejezdne - i postanowiłem sobie odświeżyć dawno niebywałe asfalty.
Wytoczywszy się z miasta na zachód, stwierdziłem, że jestem miło zaskoczony (póki co, bo to miało się wkrótce zmienić...) jakością owych asfaltów i przyjemnością okolicy - lasy pomieszane z działkami, trochę pól i łąk - i już po niecałej godzince (przejechawszy najpierw przez... Grunwald!) byłem w jednym z dwóch założonych celów dzisiejszego wypadu - czyli wsi o zachęcającej nazwie Zgniłe Błota. Znajduje się tu kompleks malowniczych stawów, na których urządzono coś w rodzaju ośrodka typu łowisko plus łódki i kąpiele. Wszystko oczywiście pod nośną marketingowo nazwą "Zgniłe Błoto" :D
Popodziwiawszy - ruszyłem na Bełdów. Tu skończył się dobry asfalt, a zaczęły dziurdzioły. Gdy skręciłem na północ - dziurdzioły nadal mi towarzyszyły aż do szosy na Poddębice. Przeskoczyłem tę wąską i nieprzyjemną trasę na drugą stronę zygzakowato - i przez Sobień (ładne chałupy z wapiennej opoki) i Krasnodęby dociągnąłem (na koniec po okropnym piachu zmieszanym z kamyczkami)  do drugiego dzisiejszego celu - czyli Doliny Skrzatów we Florentynowie.
Gospodarz, czyli Skrzatolog, z którym się trochę znamy prywatnie (oraz współpracujemy od niedawna służbowo) oprowadził mnie i czeredkę rodziców z dziećmi (wszyscy oczywiście przyjechali autami...) po włościach, snując opowieści niczym nici pajęczyny, w których to opowieściach wszystko się pięknie ze wszystkim supłało: historia i mitologia, glina i liść, łupek i dawni Słowianie, Matka Ziemia i wiedźmy z wiedźminami, energie i synergie.
Tak to miło spędziwszy czas, po kawce i jeszcze prywatnej pogawędce z Imć Skrzatologiem (który bardzo nie lubi, gdy się go myli z krasnoludkiem!) wskoczyłem na siodełko - i inną drogą, bo przez Chociszew, Grotniki i Zgierz - powróciłem w domowe pielesze.
Trasa i kierunek przemieszczania się były dziś również (jak zazwyczaj) determinowane wiatrem - rano wiał słabo z SW (a więc pierwsze 20 km przednio-boczny, ale głównie w lesie), do skrzatów - boczny, powrót to wzmagający się wiatr z NW, a więc raz boczny, a raz tylny. Ponadto początkowo było gorąco, ale potem się pochmurzyło - lecz na szczęście nie padało.
Średnia dziś nie tak wypasiona, jak ostatnio - ale to wina piachów i fatalnego asfaltu przez łącznie chyba z 10 km-ów oraz braku większych górek. A przede wszystkim zatrzymywania się na fotki :p



  • DST 9.67km
  • Czas 00:24
  • VAVG 24.17km/h
  • VMAX 37.40km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Kalorie 409kcal
  • Podjazdy 53m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć skute(re)cznie niezasłoniona (póki co)

Poniedziałek, 30 kwietnia 2018 · dodano: 30.04.2018 | Komentarze 5

Dom - p. - dom.
Na mieście miłe średniej (miejskiej;) długoweekendowe puchy - od teraz należy natomiast na Piotrkowskiej oprócz wszystkiego uważać dodatkowo na miejskie elektryczne, ciche, ale szybkie skutery, które pomysłowo wpuszczono na ten niby deptak, żeby pierdolnik osiągnął kolejne, wydawać by się mogło nieosiągalne wyżyny absurdów w ruchu drogowym. Proponuję jeszcze dorożki i słonie z palankinami na grzbiecie - jak szaleć, to na całego!
A ponadto strasznie gorąco i duszno, mimo silnego wiatru z S.
No i pochwalę kwiecień: najlepsza dotąd odnotowana średnia prędkość miesięczna i ponad tysiąc km-ów, co nie zdarzyło się od... hu-huu.... :)
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 75.10km
  • Czas 02:46
  • VAVG 27.14km/h
  • VMAX 47.52km/h
  • Temperatura 31.0°C
  • Kalorie 3238kcal
  • Podjazdy 263m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pociśnięte w Malinę

Niedziela, 29 kwietnia 2018 · dodano: 29.04.2018 | Komentarze 12

Dziś od rana pojechałem do Kutna, mając po drodze dwa cele: pewien nieduży kościółek za Piątkiem, o którym słyszałem, że nosi w swych ścianach pociski - oraz niezwykły, ozdobny pałac w Malinie - tuż u wrót Kutna.
Po drodze gnębiły mnie różne przeciwności: wzrastająca do poziomu solidnego upału temperatura, napęd, który ma już trochę dość (a do serwisu jeszcze ponad miesiąc!) oraz wiatr, który miał być w plecy, a był plecno-boczny, a od rzeczonego kościółka, aż do Kutna (czyli łącznie ze 20 km) wręcz boczny. Jechało się więc w sposób nieco siłowy.
W kościółku zamiast pocisków (chyba, że są w środku, ale nie było jak sprawdzić, bo trwała msza) znalazłem ślady po ostrzale - zapewne z Bitwy nad Bzurą w 1939 roku; pałac w Malinie okazał się zaś cud-miód, w przeciwieństwie do otaczającego go parku, który sprawia wrażenie zaniedbanego. W każdym razie jako restauracja (która funkcjonuje w pałacu) - sympatyczna miejscówka :)
A potem już tylko w żarze okropnym myk na stację w Kutnie - do pociągu wg rozkładu było jeszcze 40 minut - cóż z tego, skoro po tym czasie głośnik dworcowy ogłosił, że moja ŁKA spóźniona będzie kolejne 40... na tym się nie skończyło, bo ostatecznie zamiast o 14.37 pociąg odjechał na Uć o 16.00 :/ A całe to oczekiwanie na peronie, gdzie nie było skrawka cienia. Gdybym wiedział, że będzie to trwać aż tyle, chyba bym przebiedował w budynku dworcowym. Inne pociągi też zresztą były pospóźniane - od 20 do 40 minut - widać musiało się coś wydarzyć na torach pod Kutnem.
Jak już wreszcie udało się ruszyć, okazało się, że jadę z dwoma sympatycznymi szosowcami - po 150 km-ach upał i powrót pod wiatr ich pokonał i ostatni etap pokonywali tak jak ja, czyli koleją. Słowo do słowa i wyszła miła rozmowa - okazało się, że są znajomymi dwójki moich znajomych rowerowych: kolegi MrScotta, z którym rowerowałem w grudniu do Jamboru i Pani Emerytki Jadzi, o której też niedawno wspominałem na bs-ie :)
Rozmawiało się na tyle fajnie, a tłok w międzyczasie zrobił się tak wielki (zawartość dwóch pociągów upchnięta w jeden!), że ostatecznie wspólnie wysiedliśmy dopiero na Kaliskiej (gdzie wysiadało 3/4 narodu), choć miałem zamiar to zrobić stację wcześniej, skąd miałbym bliżej do domu. Pożegnaliśmy się - i każdy ruszył w swoją stronę - a ja w tę najlepszą, bo na obiad ;)
TomTom z trasą do Kutna - oraz Relive z trasą z fotkami (kościółka, Maliny i stacji w Kutnie).
Pochwalę jeszcze średnią - mimo rzężącego napędu, upału i nie zawsze do końca wymarzonego wiatru - znów wyszła okumiła :)



  • DST 76.12km
  • Teren 2.32km
  • Czas 02:51
  • VAVG 26.71km/h
  • VMAX 46.69km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Kalorie 3252kcal
  • Podjazdy 362m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Historyczna Żelazna

Sobota, 28 kwietnia 2018 · dodano: 28.04.2018 | Komentarze 8

Popołudniowy wyskok pod Skierniewice - celem była wieś o nazwie Żelazna, pamiętna z racji tego, że w jej pobliżu zmarła w 1944 roku słynna pisarka - Maria Rodziewczówna, autorka m.in. "Lata Leśnych Ludzi". Pisarka przez wiele lat przyjaźniła się z rodziną Mazarakich, do których, oprócz Żelaznej należał także pod-ucki Żeromin. Korzystając więc z silnego, tylnego, lub tylno-bocznego wiatru z W pojechałem zatem sprawdzić, co zostało w Żelaznej z pamiątek historycznych związanych z historią Mazarakich i Rodziewiczówny.
Początek trasy to zwykły odcinek do Stryjkowa, następnie zagłębiłem się w nie zawsze równe asfalty - i tak, jadąc (jak to po Uckich Pagórkach) góra-dół-góra-dół, po (nie;)równych 2 godzinach osiągnąłem Żelazną.
Powitały mnie zadbane dawne zabudowania gospodarcze - tuż obok odremontowany dwór z otwartą bramą zapraszającą na ozdobny podjazd. A tam pierwsza niespodzianka - duży głaz poświęcony pani Marii. Na dworze tablica pamiątkowa upamiętniająca postać Aleksandra Mazarakiego - przyjaciela i opiekuna pisarki.
Spod dworu udałem się na miejscowy cmentarz, gdzie oprócz zabytkowej kaplicy cmentarnej odnalazłem rozległy grobowiec Mazarakich, w którym też początkowo pochowana była pisarka, nim po 2 latach przeniesiono ją na Powązki.
Do kompletu miejsc historycznych należało teraz odnaleźć zagubiony wśród pagórkowatych pól i zagajników dawny folwark Mazarakich - Leonów, gdzie właśnie zmarła Rodziewiczówna. I odnalazłem! Co prawda jest tu teraz jakaś strasznie zaniedbana chałupa murowana, częściowo z kamienia, a wokół straszą zdezelowane auta i stara przyczepa campingowa...nie odważyłem się tam wleźć (ze względu np. na możliwość nagłego zaistnienia złych psów), nie wiem też do końca, czy to właśnie ten dom...ale wszystko by na to wskazywało. Zrobiłem więc z oddali kilka fotek, również krajobrazu - przepiękne miejsce, przypominające trochę pogórza - i zjechałem piaszczystą drogą z innej strony Żelaznej po wisienkę na torcie - czyli do miejscowej szkoły imienia, a jakże - Marii Rodziewiczówny :)
Wniosek, który cieszy: Żelazna pamięta! :)
A potem już tylko (tym razem częściowo pod wiatr, na szczęście słabnący) do najbliższego pekapu w Dąbrowicach Skierniewickich.
Nim wsiadłem do ciapągu, kupiłem jeszcze colę w miejscowym sklepiku - przede mną w kolejce zakupy czynił pan murarz: kupił ileś ćwiartek, dwie zgrzewki piwa i też colę - na popitkę: JEDNĄ puszkę :D
Kolej dotoczyła się na Fabryczną, na mieście puchy długoweekendowe - więc przyjemny koniec pouczającej, a przy tym przyjemniej, choć niezbyt dalekiej i trochę zbytnio jak dla mnie upalnej wycieczki.
Trasa w TomTom-u i Relive z najważniejszymi fotkami.
A dodam na koniec wpisu, że trzasnęły właśnie: tysiąc km-ów w kwietniu i dwa tysie od początku roku, co daje nadzieję na lepszy niż w zeszłym roku wynik na koniec :)



  • DST 9.75km
  • Czas 00:26
  • VAVG 22.50km/h
  • VMAX 39.89km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Kalorie 415kcal
  • Podjazdy 50m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć przenajzwyklejsza

Piątek, 27 kwietnia 2018 · dodano: 27.04.2018 | Komentarze 1

Dom - p. - dom. Dziś wyjątkowa nuda, nie ma o czym nawet pisać ;)
O, już wiem: Rano dość rześko :D
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 13.51km
  • Czas 00:37
  • VAVG 21.91km/h
  • VMAX 31.79km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Kalorie 576kcal
  • Podjazdy 66m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć ze służbową wypustką

Czwartek, 26 kwietnia 2018 · dodano: 26.04.2018 | Komentarze 4

Koniec tygodniowej z hakiem laby - czas było wrócić w utarte koleiny schematów codzienności - by nie było jednak tak całkiem jak zwykle, w drodze powrotnej wypustka służbowa do Zespołu Szkół Branżowych celem podrzucenia trzech albumów jako nagród dla najlepszych uczniów w ramach współpracy międzyinstytucjonalnej. Kurde, ale ozdobnym językiem jak dotąd opisuję dzisiejszość ;)
To żeby było jak zwykle: silny wiatr z N, ciężkie sakwy z ciuchami, butami i wspomnianymi albumami, korki, bezmyślni rowerzyści - i enta już w tym roku ucieczka przed ulewą, która (wraz z piorunami i gradem) i tak mnie dorwała, ale już na psacerze. Schowaliśmy się zadem pod krzakiem bo miejsca było na tyle, co właśnie ;D
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 102.67km
  • Teren 1.50km
  • Czas 03:52
  • VAVG 26.55km/h
  • VMAX 45.86km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Kalorie 4411kcal
  • Podjazdy 446m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Na Żyr!

Wtorek, 24 kwietnia 2018 · dodano: 24.04.2018 | Komentarze 18

Szybki myk z wiatrem do Żyrardowa spotkać LavinkoMeteoroKluskę ;)
Wiatr wiał solidnie, z W, z lekkim wektorem S - dość powiedzieć, że gdyby trasa nie miała żadnych zakrętów - byłby idealny. A tak był tylko bardzo pomocny w 90% i upierdliwie boczny w pozostałych 10.
Na początek stałą trasą jak na Wawę - w Dmosinie odbiłem nieco na południe - i aż do Makowa koło Skierek przeważały bardzo złej jakości asfalty - a już szczyt szczytów w tej kwestii osiągnęły w dwóch niewielkich, malowniczych wioskach ukrytych wśród pagórków przed Makowem - wsiach o równie malowniczych nazwach, co ich otoczenie: w Świętych Laskach i Świętych Nowakach.
Za Makowem odbiłem znów trochę bardziej na południe, by ominąć skierniewickie ścieżki rowerowe - objazd się opłacił, bo z kolei trafiłem na nowiutkie gładkie asfalty z wymalowanymi pomiędzy wsiami(!) pasami rowerowymi :)
Krótki postój w Krężcach na picie - i dalej okrążać Skierniewice. Na trasę do Żyrardowa wskoczyłem w Kamionie, za chwilę most na Rawce i zaczęły się lasy i inne Puszcze Mariańskie ;) Tu ruch był spory, ale szosa nadal gładka, więc dopiero tuż przed Żyrkiem trochę z żalem opuściłem główną trasę i wbiłem się w Bednary i Benenard, co przypłaciłem blisko półkilometrowym okropnym odcinkiem gruzówki.
W końcu ponownie nowym asfaltem przez wiadukt nad obwodnicą dociągnąłem do opłotków Ż., skręciłem tam i siam i przez Korytów dojechałem do umówionej wcześniej polanki w lesie nad rzeczką Pisią Gągoliną. Do tego miejsca km 92,97 i doskonała średnia (mimo różnych chwilowych przeciwności losu) - 27,68 km/h.
Po niecałych 3 kwadransach zjawili się rowerowo: Lavinka i Meteor z doczepioną Kluską - i można było rozpoczynać piknik! :)
Głównymi atrakcjami (oprócz kawki i kanapek) była gra pt. "pizza" oraz zbieranie listków dzikiego czosnku - m.in. właśnie do kanapek ;) Odbyło się też zwiedzanie najbliższej okolicy - tj. dziurawego mostku (przy którym Kluska "robiła zupę" z różnych zielsk wrzucanych do rzeczki;) oraz Kamiennej Góry z kamieniem - i meandra rzeczki. Ponadto mnóstwo kwiatków, jak to na kwiatkowycieczce.
O 17.00 zwinęliśmy majdan i tym razem niespiesznie pojechaliśmy korytowsko-żyrardowskimi opłotkami na dworzec kolejowy. Po zakupieniu przeze mnie biletu powrotnego na Uć F. jeszcze chwila zwiedzania zabytkowego dworca, gdzie oglądaliśmy stare piece kaflowe - w jednym z nich swój podręczny magazynek urządził sobie pan, który zbiera puszki po piwie ;)
W końcu przypałętał się odpowiedni pociąg, pożegnałem miłe towarzystwo - i bez przygód po godzinie wysiadłem na Fabrycznej. A tu czarna chmura, więc pędzikiem na chatę (niestety, z pędziku niewiele wyszło, bo co chwila światła, a na przedzie wlokący się tramwaj) - wpadłem (już tradycyjnie ostatnio) w chwili, gdy właśnie rozpoczynał się obfity opad deszczu ;)
Sakwy do pikniku nieco zapchane tradycyjnymi giftami - potem już lżejsze, choć z nową mapą Nadleśnictwa Radziwiłłów, którą dostałem do kolekcji. Ponadto jeszcze butelka po coli pełna wody z Pisi i zanurzonych w niej listków czosnku - będzie zapas do kanapek na kilka dni! :D

EDIT:
(Foto)relacje:
- Lavinki
- Meteora
- i Kluski ;)



  • DST 18.58km
  • Teren 5.23km
  • Czas 00:51
  • VAVG 21.86km/h
  • VMAX 40.36km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Kalorie 773kcal
  • Podjazdy 136m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć sprawunkowa i leśno-terenowa

Poniedziałek, 23 kwietnia 2018 · dodano: 23.04.2018 | Komentarze 4

Dziś krótkie kręcenie na trasie: dom - Odhuańń (sprawdzić skrzynkę z listami) - kompresorek ten, co zawsze (po to, co zawsze;) - stawy w Arturówku - pokrętnie po lesie - znów stawy - dom.
Na mieście dwa rozbójnicze wymuszenia drogowe (pani się wyjechało nagle tyłem z przydrożnego parkingu, pan nie uszanował mojego zielonego - jego zielona strzałka była "ważniejsza"). Pani przeprosiła, pan udał, że nie widzi - to bardzo usłyszał wiązankę haseł bojowych (bo okienko miał uchylone;)
W lesie i nad stawami niezwykły kontrast z dniem wczorajszym: wczoraj był istny ludzki sajgon z armagedonem autowym - dziś - cisza, spokój i może z 10 osób łącznie...ech, żeby zawsze był wolny (dla mnie;) poniedziałek...
Co ciekawe, trasa przypadkiem mnie zawiodła zarówno obok muzeum na Radogoszczu, jak i muzeum na Radegaście - a to bajki (a nawet prawdy) zupełnie inne, choć równie smutne.
Z tego wszystkiego wyszło miejskie dziwadełko trasowe - coś chyba(?) na kształt ślimaka zapatrzonego w dal...
Gorąco i dość silny wiatr z SW; średnia - miejsko-terenowa.
Kategoria 1. Only Uć