Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Pan huann z miasteczka Uć w województwie uckim. Ma już przejechane na bs-ie 92689.48 kilometrów - w tym 3570.02 w sposób gruntowny! Przemieszcza się MERIDĄ Kalahari 500 (rocznik 2001) z prędkością zaskakująco średnią, bo wynoszącą 23.01 km/h - i się wcale tym nie chwali, jeno uprzejmie informuje.
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2026 button stats bikestats.pl 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl Zaliczone rowerowo gminy:

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy huann.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 9.71km
  • Czas 00:26
  • VAVG 22.41km/h
  • VMAX 35.50km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Kalorie 412kcal
  • Podjazdy 52m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć najzwyklejsza

Środa, 11 kwietnia 2018 · dodano: 11.04.2018 | Komentarze 4

Dom - p. - dom.
Dziś kompletnie bez przygód (na szczęście;) oprócz korków - jeśli korki można określić mianem przygody. Tudzież silny wiatr z E. Po burzy, więc ciut chłodniej.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 89.91km
  • Teren 0.03km
  • Czas 03:24
  • VAVG 26.44km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Kalorie 3869kcal
  • Podjazdy 337m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Cute?No na dość wariackich papierach...

Wtorek, 10 kwietnia 2018 · dodano: 10.04.2018 | Komentarze 12

...czyli służbowy wyjazd do Kutna na szkolenie. Reszta pracowego towarzystwa pojechała czterokołowo - dla mnie też było miejsce, ale chyba bym sobie takiej okazji na rower w tygodniu nie darował...w każdym razie nie darowałem Merysi - i przed ósmą ruszyłem na północ te 56 km-ów, by zdążyć na spokojnie na 10.00 - jest generalnie z górki, a miało być z co prawda słabym, ale jednak korzystnym wiatrem z S.
Miało.
Najpierw jednak sporo czasu zmitrężyłem na ścieżkogłupoty i stanie na światłach w Uci i Zgierzu, a gdy wreszcie się wyplątałem w piękny, słoneczny, wiosenny świat (m.in. z przydrożnymi bocianami), okazało się, że wiaterek wieje raz z SE, to znów z E... I męczy, dręczy i co gorsza - spowalnia. Miałem zatem mały niedoczas, który starałem się nadrabiać - w końcu, jadąc zresztą przez Piątek byłem na miejscu równą minutę po czasie - a reszta towarzystwa jeszcze w jakichś autostradowych korkach...Pierwszy zatem! :D
Szkolenie odbyło się w miejscowym aquaparku, który sobie także pobieżnie zwiedziliśmy - oprócz basenów - sauny, gabinety masażu i kosmetyczne, siłownia, solarium - wszystko pięknie, choć nie moja bike'a ;)
Szkolenie skończyło się o 14:00 - i miałem w sumie 3 opcje do wyboru: dla leniwych (poczekać na 14.50 na pekap z Kutna do domu), dla leniwych trochę mniej (jechać na ów pekap do Łęczycy i tam w niego wsiąść dorabiając dodatkowe 28 km-ów) oraz opcja dla ambitnych (których nie bolą plecy po grabieniu liści;p) - całość trasy na dwóch kółkach. Dodatkowym czynnikiem, który powinienem był wziąć pod uwagę, były gwałtowne burze, zapowiadane na 17.00 - niby dużo czasu, ale wliczając jazdę przy znów bocznym, czy nawet przednim (z SE) wietrze oraz Uckie Pagórki na koniec to już znów nie takie hopez-siupez.
Na początek wybrałem więc opcję łęczycką (czyli pośrednią), bo szkoda mi było póki co wciąż ładnej, choć upalnej pogody. Pognałem więc do tej Łęczycy - a w międzyczasie wiatr zaczął tężeć. Wiedziałem już, że będzie dalej męka (trasa wprost pod wiatr i pod górki), więc z kolei pognałem przez straszne korki w mieście na kolejowy dworzec łęczycki - a tu zonk: pociąg odjechał, jak to stwierdził pan kolejarz "wyjątkowo punktualnie" - czyli dwie minuty wcześniej...co tu robić? Burze były już bliziutko Uci (nadchodziły z południa), ale rowerem już bym przed nimi nie zdążył - postanowiłem więc zaczekać na następny pekap za godzinę i liczyć, że będę na miejscu chwilę przed nawałnicą.
I tak też się stało: wysiadłem na Żabieńcu wprost w paszczę nadciągającego czarnego potwora i pod huraganowy już wiatr dociągnąłem resztką entuzjazmu do domu - pierwsze krople spadły, gdy byłem 1,5 km od mety - a ściana deszczu pojawiła się, gdy otwierałem drzwi. I jednak z tego wszystkiego wynika, że dobrze się stało, że nie próbowałem wracać dwukołowo na siłę, albo dokręcać stówę plus - z pewnością bym zmókł niemożebnie, zmordował się ponad miarę - a średnia, dziś zaskakująco dobra mimo przedziwności losu znacząco by spadła. A tak wyjszło to, co wyjszło - i należy się z tego cieszyć!
Ale zgoniony to dziś jestem, jakbym nie wiem ile przejechał, bo wszystkie trzy etapy ciągnięte były na najwyższym rowerowym C: pierwszy (niepotrzebnie), aby się nie spóźnić na szkolenie, drugi (niepotrzebnie), aby zdążyć na pociąg i wreszcie trzeci (jakże potrzebnie!) by uciec przed burzą.


  • DST 9.71km
  • Czas 00:26
  • VAVG 22.41km/h
  • VMAX 35.71km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Kalorie 413kcal
  • Podjazdy 50m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć ze stękaniem

Poniedziałek, 9 kwietnia 2018 · dodano: 09.04.2018 | Komentarze 8

Dom - p. - dom.
Apogeum zakwasów poweekendowych. Wszędzie dzikie tłumy, ale słysząc moje jęki usłużnie się rozstępowali, pewnie myśląc, że to któryś z bardziej chorobliwych jeźdźców apikalipsy. Mimo tychże rozstępów średnia mizerna, bo rano pod silny wiatr z S, a po południu - przy bocznym (z W).
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 50.40km
  • Teren 1.37km
  • Czas 01:54
  • VAVG 26.53km/h
  • VMAX 44.28km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Kalorie 2138kcal
  • Podjazdy 255m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Powrót poGrabiowy

Niedziela, 8 kwietnia 2018 · dodano: 08.04.2018 | Komentarze 8

Cudownym, słonecznym, rozćwierkanym porankiem zwlokłem się z wyra połamany we dwoje - tak to potem jest, jak się grabi raz do roku ;) By się rozruszać poganiałem z sękatorem po działce w poszukiwaniu uschniętych badyli jałowcowych - niektóre były na tyle welkie, że przydała się też piła. Ganianie nic nie dało, więc postanowiłem się wybrać na foto-przechadzkę po lesie, innych działkach i nadrzecznych łąkach nad Grabią. To również dało tyle, co nic, a że pora zaczęła się robić konkretna, a wiatr (z SE, a więc w ogólnym rozrachunku niezbyt korzystny, bo boczny)  coraz bardziej wzmagać, więc dałem dyla na Uć - troszkę inną, maksymalnie osłoniętą opcją - a tam, gdzie podjazdy (górki, wiaduktu) tak, aby mieć choć na tych kawałkach z wiatrem. I wyszło nadspodziewanie szybko, mimo ciężkich sakw - podczas jazdy wszelkie bóle skupiły się wyłącznie na walce z wiatrem na kilku odcinkach i dopiero po dotarciu do chaty odczułem w całej pełni, że weekend spędziłem aktywnie ;)
Upał już prawie nieznośny; trasa dzisiejsza - wół-ala.

  • DST 9.94km
  • Teren 0.09km
  • Czas 00:23
  • VAVG 25.93km/h
  • VMAX 32.76km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Kalorie 423kcal
  • Podjazdy 60m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Grabienie

Sobota, 7 kwietnia 2018 · dodano: 07.04.2018 | Komentarze 8

W chałupie rano +7, na dworze nocny przymrozek: woda w misce na zewnątrz po wierzchu zamarzła, a wąż ogrodowy omal nie odmówił współpracy - woda, zamiast lecieć normalnie ino ciurkała. Nic to, zimna woda zdrowia doda i elektroda! A po głośnym w związku z tym "tururu-łaa-brr!" poranny szybki myk do najbliższego czynnego sklepiku nagrabić żarcia na dziś i jutrzejszą nie-dzieję handlową, co by nie wyginąć z głodu.
Silny wiatr z SE - typu rozrzucającego liście ;)
A teraz pora na grabie!

  • DST 45.27km
  • Teren 0.03km
  • Czas 01:47
  • VAVG 25.39km/h
  • VMAX 43.49km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Kalorie 1957kcal
  • Podjazdy 218m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Najpierw Uć, a potem nad Grabię na grabienie

Piątek, 6 kwietnia 2018 · dodano: 06.04.2018 | Komentarze 4

Rano do p., a stąd po południu bezpośrednio na jamborową działę, bo jutro wielkie coroczne grabienie liści (pewnie, bagatela z 8h roboty).
Na mieście po południu piątkowe korki-giganty (także eowerowe na dedeerówach), więc wleczenie się łącznie z 10 km-ów; ponadto prawie do 30 kilometra pod silny, przednio-boczny wiatr - no i obładowany sakwowo na 2 dni. Mimo tego wszystkiego średnia wyszła zaskakująco pozytywna: widać nie ma to jak motywacja weekendowo-działkowa :)

  • DST 27.36km
  • Teren 2.38km
  • Czas 01:08
  • VAVG 24.14km/h
  • VMAX 37.33km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Kalorie 1142kcal
  • Podjazdy 199m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć z lampką, która ma podstawkę, kabelek i w ogóle

Czwartek, 5 kwietnia 2018 · dodano: 05.04.2018 | Komentarze 3

Rano prawie jak zwykle z domu do p. - prawie, bo uliczkę osiedlową rozkopali i trzeba było kołować.
A po południu, ze względu na silny wiatr z SW (a zwłaszcza lenia;) kręcenie głównie po Łagiewnickim Lesie (w jedną stronę via Kaczkowy Staw Wasiaka, a wracając - via Radegast) - wyszła z tego wszystkiego klasyczna lampka leśna, wzbogacona o podstawkę, kabelek i w ogóle :)
I znów świat byłby piękny, gdyby pewien taksiarz nie wyprzedzał mnie na gazetę, gdy z naprzeciwka jechały dwa auta. Dodam tylko, że poza tym szosa w lesie była absolutnie pusta i po 2 sekundach (po jednym na każde auto z naprzeciwka) minąłby mnie bezpiecznie. A tak musiałem zaliczyć dziurę, bo gdybym chciał ją ominąć lewą... To sami wiecie co. Ale za to co się nasłuchał (choć nie słyszał zapewne, tak mu się spieszyło;) - to moje :D
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 50.51km
  • Teren 1.87km
  • Czas 02:04
  • VAVG 24.44km/h
  • VMAX 49.57km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Kalorie 1922kcal
  • Podjazdy 285m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć i pętelka z inauguracjami

Środa, 4 kwietnia 2018 · dodano: 04.04.2018 | Komentarze 8

Podobnie jak wczoraj, choć jednak inaczej: rankiem jeszcze dość rześkim co prawda do p. klasycznie (w krótkich gatkach - inauguracja w tym sezonie!), za to po południu, przedarłwszy się przez wiosenny miejski entuzjastyczny pieszo-rowerowo-wszelaki pierdzielnik (bleh, jak ja nie cierpię tej wiosny! I jeszcze pyłki!) w kwietniowym upale pętelka-dziwadełko: ze względu na wiatr z SE dziś kręcenie o kształcie pokrętnym, zazwyczaj przy bocznym wietrze - stąd trochę gorsza średnia całości, ale za to kawalątek idealny (w Ukrainie;) i z górki sprawił, że udało się Mery rozpędzić niemal do 50 km/h. Ostatnie 15 km niestety pod wiatr, ale częściowo lasem - tym, co zwykle.
Poza tym nareszcie zobaczyłem świat w całej ostrości, bo nastąpiła rowerowa inauguracja nowych, mocniejszych i przede wszystkim jeszcze nieporysowanych okularów - efekt: lekki zawrót głowy na koniec ;)


  • DST 52.38km
  • Teren 1.59km
  • Czas 02:06
  • VAVG 24.94km/h
  • VMAX 45.65km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Kalorie 2197kcal
  • Podjazdy 312m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć z galimatiasem, a potem niespodziewana pętelka z równie niespodziewaną Panią Jadzią

Wtorek, 3 kwietnia 2018 · dodano: 03.04.2018 | Komentarze 4

Rano klasycznie do p. - tu udało się wszystko pozałatwiać do 16.00 (m.in. prawie 8 km pieszego latania po mieście w sprawach różnych), więc z racji pogody wiosennej postanowiłem ponadrabiać świąteczno-marcowych zaległości - początkowo myślałem o pętelce 30+ (DoKlęSk), ale z raźnym wiaterkiem z SW leciało się tak miło, że nie miałem serca zawrócić wcześniej, niż w Stryjkowie. Za Stryjkowem, w Swędowie zrobiłem sobie tradycyjny kilkuminutowy postój na przystanku - i już właśnie ruszałem, gdy wtem, znienacka - słynna ucka emerytka rowerowa, czyli Pani Jadzia! Pani Jadzia i rower(y) to jedność od zawsze - na zmianę: gdy błoto lub śniegi po pas, Pani Jadzia codziennie nurkuje w nim w sposób zaiste MTB-owy taplając się w jarach, parowach, pustaciach i wygwizdowach polnych, a jak jest ładnie - mierzy się jak równa z równymi z najtęższymi szosowymi lokalsami na ustawkach-czasówkach. W międzyczasie zdarza się, że prowadzi turystyczne rajdy rowerowe, a jak (chyba siłowo;) ktoś jej rower(y) zabierze, to biega w zawodach biegowych, że hej!
Rocznie przejeżdża w granicach 20, 30 tysięcy km-ów. Nawet był o niej program kiedyś w TV.
A więc miłe spotkanie (poznaliśmy się już jakiś czas temu) - właśnie wracała zgrabną szosą z... Soboty (ale nie to, że 3 dni w drodze;) - oczywiście wiedziałem, że nie mam z nią szans, więc kurtuazyjnie pojechaliśmy razem kilkaset metrów...i tyle ją widziałem ;)
A ja niespiesznie, bo tym razem już pod ów (uff...) raźny wiaterek i uckie pagórki, tradycyjną trasą przez Las Łagiewnicki i Arturówkowe Stawy (już całkiem brak lodu, a jeszcze tydzień temu sporo było!) wróciłem tempem meridowym do domu.
Popołudniowa trasa pętelkowa - naści.
A tytułowy Galimatias? Gali-matias - w sumie mógłby to być śledzik po francusku, ale niestety nie był!
Otóż kierowcy chyba z okazji wzrostu temperatury zwanego popularnie tzw. wiosną dziś mieli pstro za kierownicą, bo co jeden to lepszy - a to zajeżdżali drogę, a to się głupio ścigali, by po 10 metrach utknąć w beznadziejnym korku-  a to wreszcie sam Pan Policjant Jeden Z Drugim mnie wyprzedził, nie zajechał co prawda drogi, ale stanął w korku - i gdy mijałem go prawą przy krawężniku, znienacka otworzył drzwi od pasażerskiej strony. Tylko refleks mnie uratował. Oraz Pana Władzę.
Że o szaleńcach pozimowych na dwóch kółkach nie wspomnę, bo wspomnienia to jednak piękna rzecz winna być.


  • DST 16.41km
  • Czas 00:40
  • VAVG 24.62km/h
  • VMAX 36.68km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Kalorie 700kcal
  • Podjazdy 98m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć ze spotkaniem z Amiciamidebiciami;)

Poniedziałek, 2 kwietnia 2018 · dodano: 02.04.2018 | Komentarze 7

Popołudniowo-wieczorne rowerowanie poobżarciowo-świąteczne, by spotkać Amiciówdebiciów (czyli kol.Aarda i kol.Carmelianę) powróconych na trochę po półrocznej wyprawie rowerowej: odbył się zatem ciąg dalszy dożerania świątecznych przysmaków oraz opowieści o tym, co było na wyprawie (okraszone setkami zdjęć z Austrii, Włoch, Słowenii, Chorwacji, Bośni i Serbii) oraz o tym, co jeszcze w planach.
Jazda w jedną stronę przy paskudnym bocznym wietrze z W – ale ruch na ulicach minimalny, więc jechało się znośnie. Powrót już po ciemku i bez wiatru – i gdyby nie światła nie wiadomo po co działające – zrobiłbym te powrotne 8 km chyba w kwadrans.
Kategoria 1. Only Uć