Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Pan huann z miasteczka Uć w województwie uckim. Ma już przejechane na bs-ie 92663.70 kilometrów - w tym 3567.21 w sposób gruntowny! Przemieszcza się MERIDĄ Kalahari 500 (rocznik 2001) z prędkością zaskakująco średnią, bo wynoszącą 23.01 km/h - i się wcale tym nie chwali, jeno uprzejmie informuje.
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2026 button stats bikestats.pl 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl Zaliczone rowerowo gminy:

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy huann.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 38.04km
  • Teren 2.73km
  • Czas 01:35
  • VAVG 24.03km/h
  • VMAX 48.56km/h
  • Kalorie 1605kcal
  • Podjazdy 245m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nietypopętelka industrialno-opłotkowa

Niedziela, 8 marca 2020 · dodano: 08.03.2020 | Komentarze 10

Wczoraj podczas dyszki po chęchach z psem coś sobie naciągnąłem w stopie (starość nie radość), dziś doprawiłem kolejnym dłuższym psacerem - więc w kwestii rowerowej nieco tylko pobuszowałem po miejsko-podmiejskich terenach korzystając z niedzieli i mniejszego niż zazwyczaj ruchu na drogach.

Wybór padł na północne Opłotki Uckie i miasto Zgierz, a w ramach trasy (która rozwijała się spontanicznie i bezplanowo podczas jazdy, co u mnie dość niebywałe) - częściowo po dawno niejeżdżonych opcjach. Odwiedziłem zatem serce naszego Czarnobyla, czyli zgierski industrial, zaliczyłem górkę-napazurkę w Lesie Malinka, trochę różnych błot na skrótach etc. Wyszło takie oto nietypowe coś - bez żadnych przygód i zbędnego ciśnienia. Wiatr dziś wiał niezbyt silnie (z W), więc specjalnie nie przeszkadzał - i gdyby nie ból w nodze - w ogóle byłoby gites. A tak - muszę to jakoś rozjeździć :)



  • DST 94.48km
  • Teren 2.68km
  • Czas 04:04
  • VAVG 23.23km/h
  • VMAX 42.37km/h
  • Kalorie 3983kcal
  • Podjazdy 443m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jam borowanie z wiatru dociskaniem

Czwartek, 5 marca 2020 · dodano: 05.03.2020 | Komentarze 9

Do Jamboru roboczo sprawdzić, co po zimie - i na abarot.

Jechało się się dziś kosmicznie ciężko, zwłaszcza w tamtą stronę - sprawił to wiatr, a nawet nie wiatr, tylko ruch powietrza wyżowy: z góry na dół. Żadne kładzenie się na lemondce nic nie dawało - dociskało i kwita. Wymęczyło więc setnie, choć to ledwo 44 km-y - ale średnia w tamtą stronę 22 km/h mówi sama za siebie.

Chwila odpoczynku i trzeba było porobić pierwsze wiosenne porządki: zbieranie gałęzi, odtykanie rynien, zamiatanie tarasu etc. I tak zleciało 1,5h, potem jeszcze tradycyjny spacerek nad rzeczkę - i już trzeba się było zawijać w drogę powrotną (nieco dłuższą opcją), by dojechać jeszcze w miarę za dnia. Jechało się tylko odrobinę lepiej, bo wiatr był tylno-boczno-z góry. W końcu zagrałem vabank i polałem obficie łańcuch smarem. Trochę pomogło. I tak dotoczyłem się wypluty do chałupy, ale działka choć trochę ogarnięta, a o to dziś chodziło. Na średnią końcową proszę nie patrzeć, zwłaszcza, że jeszcze poskrótowałem w dwóch miejscach gruntówkami różnej jakości, a to zawsze dodatkowo zabija radość z jazdy ;p



  • DST 44.34km
  • Teren 0.12km
  • Czas 01:51
  • VAVG 23.97km/h
  • VMAX 47.70km/h
  • Kalorie 1876kcal
  • Podjazdy 294m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

STRY(j)KÓW wynalazki ;)

Środa, 4 marca 2020 · dodano: 04.03.2020 | Komentarze 6

Dziś postanowiłem zbadać roweroleptycznie nowe wynalazki pieszo-rowerowe w mieście Stryjków. W tym celu zatoczyłem całkiem niespotykaną pętelkę, bo wracałem dawno (ze względu na miejscami fatalne nawierzchnie) niejeżdżonymi wariantami - miałem tę cichą nadzieję, że coś przez ostatnich parę lat mojego niebytu ponaprawiali. Na nadziei się skończyło ;p

Zaś co do samych inwestycji - wreszcie skończyli rowerowo-pieszą obwodnicę zalewu - z kostki, ale takiej (póki co) równiutkiej, więc w sumie nawet przyjemnie i widoczkowo. A nad rzeczką Moszczenicą poniżej zbiornika z tejże kosteczki alejkowe esy-floresy - wszystko na Relivie :)

Średnia: kostropato-ciągopieszorowerowo-turystyczno-fotograficzna ;) Wiatr wiał umiarkowany z W, więc przeważnie boczny. Szkoda, że pochmurno, bo zdjęcia wyszłyby ładniejsze.

I pierwszy tysiąc km-ów w tym roku - odbębniony.

A tu podsumowanie aktywności w lutym - widać m.in. (kolor seledynowy) stopniowy powrót zdrówka u Tobika przejawiający się rosnącą dynamiką psacerową :)





  • DST 66.60km
  • Czas 02:22
  • VAVG 28.14km/h
  • VMAX 49.43km/h
  • Kalorie 2863kcal
  • Podjazdy 256m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ekspresowo poKUTNO

Sobota, 29 lutego 2020 · dodano: 29.02.2020 | Komentarze 7

Z Wielką Wichurką aż po Kutno ;)

Mając dość walk z wiatrami, dziś szybko, łatwo i przyjemnie - wiało potężnie z S, ale najpierw musiałem się przedrzeć halsując po terenach miejskich. Za Zgierzem z górki na pazurki (Vmax byłby z pewnością powyżej 50, ale ruch wielki i brak pobocza, więc jechałem asekuracyjnie;) - i kolejne 20 km-ów ze średnią blisko 32 km/h - rekord życiowy, jak mawia Endo ;)

Od 44 km-a (most na Bzurze w Młogoszynie) trasa skręciła na NW, więc od razu przestało być różowo, ale nadal było, powiedzmy - różowawo ;) - i tak po 2 h i blisko 58 km-ach dotoczyłem się do stacji w Kutnie, gdzie tradycyjnie wsiadłem w ŁKĘ, która wracała zaledwie kwadrans krócej, niż ja rowerem jechałem w tamtą stronę :D

Wysiadłem na Kaliskiej, po drodze jeszcze wyścig z pewnym niby-szosowcem, który łamał wszelkie możliwe przepisy (a ja nie), ale na koniec był gapa na światłach i wygrałem, a ten się gramolił zapewne z spd-ami, miast jechać. Dobrze mu tak!

Zapodaję dzisiaj wyjątkowo wykres prędkości (na trasie Uć-Kutno), który doskonale pokazuje ile znaczył dziś wiatr: pierwszy fragment (0-13 km-ów) to miejskie ecie-pecie, potem słynne 2 dychy (zapoczątkowane Vmaxem) o których wspominałem wyżej - i wreszcie skośnie-średnio radośnie co do wiatru (km: 43-57 - patrz także mapka pod wykresem).





Mimo wszystko (oraz powrotu z Kaliskiej znów przez miasto), średnia wyszła od dawna niesłychana - zwłaszcza jak na trochę rzężącą mimo czyszczenia staruszkę Meridę :)

A tak poza tym: sporo rozlewisk na nisko położonych łąkach w Pradolinie Bzurnej i nie tylko, widziałem też dwukrotnie śnieg(!) - w Lesie Malinka za Zgierzem i pryzmy po odgarnięciu z peronów w Kutnie. Niesamowite - śnieg w lutym! ;p

EDIT:
W zakończonej własnie rywalizacji na Endo na najszybsze dziś 15 km-ów pt. "Charytatywny Przestępny Rajd Rowerowy 29.02.2020", na 428 uczestników zająłem na koniec 6 miejsce. To całkiem nieźle jak na możliwości szerokooponiasto-osakwionej Mery (i moje;)








  • DST 43.63km
  • Teren 4.24km
  • Czas 01:54
  • VAVG 22.96km/h
  • VMAX 42.62km/h
  • Kalorie 1830kcal
  • Podjazdy 330m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pętelka samobiczująca

Piątek, 28 lutego 2020 · dodano: 28.02.2020 | Komentarze 6

Ostatnich kilka dni spędziłem na Psacerach oraz daremnym oczekiwaniu, by wreszcie coś się z pogodą wyklarowało - a tu jak nie wiało jak głupie (ciągle z sektora W/SW), to padało. W końcu mając dość, wyczyściłem wczoraj napęd i ruszyłem dzisiaj w świat kręcić nietypową, odwrotną pętelkę. Ponieważ nadal wiało paskudnie, więc postanowiłem się najpierw schować w lesie, następnie zjechać z wiatrem, a potem w ramach powrotu pod wiatr zagłębić się w Uckie Pagórki, by było choć trochę zaciszniej.

Guzik tam! W lesie błoto sprawiło, że napęd momentalnie znów się całkiem upaćkał, zjazd z wiatrem był już więc także ze zgrzytaniem - powrót zaś okazał się katorżniczy, a w dodatku, będąc już ubłoconym przetestowałem warianty tras nie jeżdżone od lat z nadzieją, że coś się poprawiło - otóż się pogorszyło, bo jak były terenowe - tak są, a ponadto rozmymłane od deszczów. Po drodze radośnie posypywała mnie chwilami kaszka śnieżna. To sobie zrobiłem rowerową izbę tortur. No, może torturek ;)

Teraz mnie czeka ponowne czyszczenie Mery oraz w najbliższym czasie znów jakaś jazda bardziej z wiatrem, by naprawić skołataną dniem dzisiejszym średnią.



  • DST 40.09km
  • Czas 01:37
  • VAVG 24.80km/h
  • VMAX 41.69km/h
  • Kalorie 1731kcal
  • Podjazdy 185m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nie ma Różycy bez Koluszek!

Poniedziałek, 24 lutego 2020 · dodano: 24.02.2020 | Komentarze 8

Dziś w planach była Krowa z Potężnymi Wiatrami (a przynajmniej jej część - od: Ozorków - do: Rogów;), ale na to trzeba było ruszyć raczej rano, a po nocy z wielkim deszczem wszystko wciąż jeszcze ociekało. Dałem sobie zatem z Krową siana i ostatecznie poleciałem sobie do Różycy przez Koluszki, skąd tradycyjnie już wróciłem sobie ŁKĄ do Uci - tym razem na Fabryczny - a stąd do domu.

Niestety - prawie połowa całości trasy to przedzieranie się przez miasto, co znacząco odbiło się na średniej. A kilka odcinków przy bocznej wichurce z W także nieco dało do wiwatu. Najważniejsze jednak, że w ogóle udało się dziś pojeździć - a Krowa nie zając i nie ucieknie.

A poniżej jeszcze wklejam dwa Psacery - nareszcie z prawdziwego zdarzenia, bo po lesie - z sobotyniedzieli. Tobik przeszedł łącznie prawie 14 km-ów i strasznie się zasapał, ale dał radę. Brak palca w niczym mu nie przeszkadza, gorzej z formą - ale to stopniowo poprawimy w najbliższych tygodniach :)


Wódz Tobik Wielki Głód ;)



  • DST 44.09km
  • Teren 1.30km
  • Czas 01:49
  • VAVG 24.27km/h
  • VMAX 45.18km/h
  • Kalorie 1867kcal
  • Podjazdy 263m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pętel-TKA ;)

Czwartek, 20 lutego 2020 · dodano: 21.02.2020 | Komentarze 4

Zaległy wpis z dnia wczorajszego, który mimo urlopu miałem tak zalatany, że nie było na nic czasu. Ale po kolei (kolej też była;):

Z samego rana pognałem metodą pieszo-tramwajowo-pieszą do Zgierza z półprywatną wizytą do Miasta Tkaczy w Zgierzu. Po terenie oprowadziła mnie sama pani dyrektor, a ponieważ znamy się z różnych imprez branżowych, spotkanie okazało się pożyteczne z różnych względów, bo spraw do omówienia w związku z sytuacją bieżącą było co niemiara. Nie wdając się w szczegóły - u nas zmiany (wiadomo) - na gorsze, u nich - na lepsze. Widać - jednak resztki równowagi w przyrodzie zawsze muszą być zachowane :)

Powrót ze Zgierza tym razem metodą pieszo-kolejowo-pieszą - a ponieważ pogoda wydawała się być (w przeciwieństwie do prognoz na najbliższe dni) jaka-taka, więc po krótkim odsapie sio na rower - bez kombinacji, najklasyczniejszą Pętelką. Gdy wyjeżdżałem zaczęło trochę kropić, ale na szczęście szybko przeleciało - jednak wiatr, teoretycznie umiarkowany z W, w rzeczywistości wiał z... góry. I jak to czasem bywa - w żadną stronę nie pomagał, za to dociskał do ziemi. Jechało się więc na granicy przymusu wewnętrznego i nic ze średnią więcej nie można było zrobić, niż z załączonych danych wynika. Ale co zrobić - jak nic nie można zrobić.

A po powrocie jeszcze pieszkom (precz z płatnymi środkami masowego rażenia!) w obie strony na cotygodniowy kurs przewodnicki do Gminy Żydowskiej. Łącznie więc per para-kulos nie licząc roweru wyszło od rana ze 20 km-ów.

A tu Relive z Pętelki - ale najpierw są w nim ujęte zdjęcia z Miasta Tkaczy, bo nie miałem pomysłu, gdzie je wkleić - zatem... T.K..A-My! ;)



  • DST 20.50km
  • Teren 4.68km
  • Czas 00:56
  • VAVG 21.96km/h
  • VMAX 36.97km/h
  • Kalorie 856kcal
  • Podjazdy 162m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Niespieszna Lampka Leśna

Środa, 19 lutego 2020 · dodano: 19.02.2020 | Komentarze 7

Bardzo słonecznie - i bardzo wietrznie, więc dziś nie bacząc na średnią postanowiłem schować się rowerowo w Łagiewnickim Lesie - wykręciłem dość klasyczną Lampkę Leśną z dodatkowym przeważnie terenowym pętelkowaniem wokół Arturówkowych Stawów. Wyszła z tego wszystkiego miła, choć krótka wycieczka: (przed)wiosenne lenistwo! :)

Kategoria 1. Only Uć


  • DST 133.61km
  • Teren 0.48km
  • Czas 04:50
  • VAVG 27.64km/h
  • VMAX 54.04km/h
  • Kalorie 5825kcal
  • Podjazdy 377m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wawa mało ambitnie

Poniedziałek, 17 lutego 2020 · dodano: 17.02.2020 | Komentarze 7

Tradycyjnie niemal zwykłą (z małą, ale niespecjalnie udaną ze względu na kostropaty asfalt zmianą pomiędzy 35, a 40 km-em) trasą do Warszawy ogarnąć rodzinny cmentarz, którego raczej nikt nie ogarnia - oczywiście z wiatrem, który dziś wiał (zwłaszcza w pierwszej części wycieczki) potężnie z WSW (patrz: Vmax), choć zdarzało mu się też trochę kręcić, więc takie to wszystko hopes-siupes oczywiste jednak nie było. Po dojechaniu na rodzinny cmentarzyk okazało się, że wreszcie, po 10 latach rodzinka poczuła się do faktu posiadania grobowca - i go odnowiła! Zaskok arcytotal, brawo - lepiej późno, niż wcale :)

A stąd już zwyczajnie na Zachodnią, pociągiem na Fabryczną Uć - i by braku ambicji dopełnić - powrót z rowerem autobusem miejskim do domu, bo już mi się całkiem nie chciało przedzierać przez miasto (zwłaszcza, że zaczęło padać).

Trasa (z dwiema fotkami) na cmentarz - TU, a z cmentarza na Zachodnią (tylko ślad) - TU. Średnia wyszła trochę gorsza niż zazwyczaj na tej trasie, ale napęd już się zaczyna prosić - jeśli nie o wymianę, to przynajmniej o naprawdę solidne wyczyszczenie.

Dzisiejszy napęd kaloryczny:
1/3 czekolady, kubek mrożonej kawy i 1.5 l wody gazowanej.



  • DST 48.10km
  • Teren 0.16km
  • Czas 01:57
  • VAVG 24.67km/h
  • VMAX 44.24km/h
  • Kalorie 2071kcal
  • Podjazdy 244m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

wROGOWIE suckcesu ;)

Czwartek, 13 lutego 2020 · dodano: 13.02.2020 | Komentarze 8

W Rogowie dziś byłem ;) - ale nim o tym - wczorajszy półmaraton chodzony wokół Łagiewnickiego Lasu. Niestety - nadal bez psiego towarzystwa.

A dziś celem (już rowerowym) były Lisowice i Rogów (skąd powrót ŁKĄ). Kierunek determinował rzecz jasna kolejny dzień wichru - niby wiało z W i SW, ale ledwo połowę drogi rzeczywiście pomogło - reszta to miasto (w tym dzisięciominutowy zakwit na rogatkach na Malowniczej) oraz nie do końca optymalny kierunek jazdy. W Lisowicach nadal rozbebłane coś, co zwie się oficjalnie Projektem Lisowice - i słusznie (że się tak zwie). Przez ostatni rok zmieniło się tam głównie to, że ponownie jest w stawach woda. Normalnie Sukces przez duże suck ;)

A z Rogowa ciapągiem na Fabryczny i rowerem do domu - w sumie to się bardziej dziś zmachałem, niż to wszystko było warte, ale  przynajmniej ładnie słoneczko świeciło :)