Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Pan huann z miasteczka Uć w województwie uckim. Ma już przejechane na bs-ie 92881.93 kilometrów - w tym 3579.07 w sposób gruntowny! Przemieszcza się MERIDĄ Kalahari 500 (rocznik 2001) z prędkością zaskakująco średnią, bo wynoszącą 23.01 km/h - i się wcale tym nie chwali, jeno uprzejmie informuje.
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2026 button stats bikestats.pl 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl Zaliczone rowerowo gminy:

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy huann.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

2. Opłotki, czyli mniej niż seta

Dystans całkowity:45706.89 km (w terenie 1756.48 km; 3.84%)
Czas w ruchu:1929:39
Średnia prędkość:23.69 km/h
Maksymalna prędkość:62.80 km/h
Suma podjazdów:153725 m
Maks. tętno maksymalne:184 (102 %)
Maks. tętno średnie:172 (93 %)
Suma kalorii:894576 kcal
Liczba aktywności:1034
Średnio na aktywność:44.20 km i 1h 51m
Więcej statystyk
  • DST 39.54km
  • Teren 1.58km
  • Czas 01:43
  • VAVG 23.03km/h
  • VMAX 46.91km/h
  • Kalorie 1667kcal
  • Podjazdy 290m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć z galopadą, a potem Dobra pętelka

Środa, 27 lutego 2019 · dodano: 27.02.2019 | Komentarze 4

Dzień zakręcony jak twister w słoiku: miało być raczej bez roweru, ale zerwałem się o świcie, pieszkom o 7:30 pobiegłem załatwić jedną sprawę urzędową, a że poranna pogoda jak marzenie - wróciłem truchtem do chaty po rower, pojechałem nim do p., by po kilku chwilach bez roweru polecieć na miasto załatwić drugą, tym razem służbową sprawę, a po południu znowu rowerem jeszcze za miasto - do Dobrej w sprawie w sumie także służbowej, choć kilometry ukręcone jak najbardziej na własne konto ;)

Efektem popołudniowej przebieżki jest Relive ze (służbowymi;) fotkami oraz rzężenie w oskrzelach - bo co prawda, jak już ominąłem popołudniowe korki leciało się znakomicie do wspomnianej Dobrej z wichurką z SW - ale powrót był już pod nią zaiste katorżniczy.... Na szczęście tak zaplanowałem trasę, by choć częściowo biegła Lasem Łagiewnickim, ale i tak byłem w chacie już po zmroku.
Nic to - kolejne ciężko wyszarpane dość nędzne kilometraże (że o średniej nie wspomnę) - zaliczone.



  • DST 40.89km
  • Teren 1.89km
  • Czas 01:47
  • VAVG 22.93km/h
  • VMAX 43.27km/h
  • Kalorie 1718kcal
  • Podjazdy 303m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pętelka popętolona z Nową Gdynią i starymi domami

Niedziela, 24 lutego 2019 · dodano: 24.02.2019 | Komentarze 5

Totalny spontan - z racji silnego wiatru z W właściwie powinienem był dziś wykręcić klasyczną pętelkę na Stryjków, ale jakoś mi się nie chciało - pojechałem więc halsować tam i siam w miejsca częściowo z dawna niebywałe.

Najpierw więc do położonego w lesie oddzielającym Miasto Uć od Zgierza ośrodka wypoczynkowo-konferencyjnego Nowa Gdynia - malownicze miejsce, a rozplanowanie i charakter budynków kojarzy się nieco z zabudową japońską.

Potem jakieś kółka po okolicy, gdzie wciąż stoi kilkanaście mocno zaniedbanych, ale wciąż efektownych przedwojennych willi, następnie, korzystając z pasa dla rowerów (jak się okazało - obstawionego w jednym miejscu jak gdyby nigdy nic parkującymi autami) prawie do centrum Zgierza, potem znów tam i siam raz z wiatrem, a raz pod wiatr, jeszcze trochę górek na pazurek i dołków (z prędkością - dla odmiany - dla kołków) i powrót pętlując terenowo wokół Arturówkowych Stawów, gdzie dziś nadspodziewanie tłoczno z tendencją wręcz do korków ludzkich.

Z tego wszystkiego średnia wyszła jeszcze gorsza niż wczoraj, ale wpadły 4 dyszki, a to już (przy nie mijającym cherlaniu) zawsze coś.

Całe to zamieszanie dzisiejsze - na Relivie z fotkami.



  • DST 58.36km
  • Czas 02:27
  • VAVG 23.82km/h
  • VMAX 39.50km/h
  • Kalorie 2495kcal
  • Podjazdy 270m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Jamnik Grunwald Kazimierz

Sobota, 23 lutego 2019 · dodano: 23.02.2019 | Komentarze 6

Zainspirowany MŁA z sierpnia zeszłego roku, mimo gnębiącego wciąż choróbska i osłabienia z nim związanego, postanowiłem skorzystać z idealnej jak na luty pogody (ok. zera stopni, niemal bez wiatru - i słońce) i wykręcić trasę w kształcie jamnikopodobną - choć w drugą niż w sierpniu stronę, czyli najpierw przez Grunwald, a dopiero potem przez Kazimierz.

Chęć towarzyszenia w większej części drogi wyraził Kol.aard, więc najpierw samotnie ukręciłem jamnikowi łeb, a od spotkania w okolicy obroży, aż po przednie łapy w drodze powrotnej kręciliśmy już wspólnie :)

W stosunku do poprzedniej wersji trasy, korzystając z nowego asfaltu od dupy strony udało się wydłużyć ogon, trochę też zmodyfikowałem fajt-łapę tylną ;)

W sumie wyszła bardzo miła pogodowo i towarzysko wycieczka, choć zdrowotnie, a co za tym idzie i średnioprędkościowo już mniej. Nie było też specjalnie czasu na fotki. Nic to - najważniejsze, że jamnik wyszedł jeszcze lepszy kształtem niż poprzednio! :D



  • DST 32.96km
  • Czas 01:20
  • VAVG 24.72km/h
  • VMAX 40.32km/h
  • Kalorie 1399kcal
  • Podjazdy 219m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pętelka niekoniecznie idealna

Niedziela, 3 lutego 2019 · dodano: 03.02.2019 | Komentarze 6

Pierwotnie w dzisiejszych planach miał być od dawna nie kręcony Jamnik Kazimierz Grunwald (choć w wersji odwrotnej, bo Grunwald Kazimierz;), ale rano było po nocnych opadach strasznie mokro, więc wolałem spać do południa ;)

W końcu jednak zebrałem się jakoś i ruszyłem wykręcić choć troszkę czegoś - wyszła nie całkiem idealna pętelka w krótszej wersji - pierwsze 15 km-ów pod niezbyt silny, ale nieprzyjemnie wilgotny i zimny wiatr z NNE, od Stryjkowa już generalnie z tymże, w coraz bardziej gęstniejącej mgiełce, a przez chwilę nawet mgławce (bo coś jakby zaczęło z niej drobniutko pokapywać).

Ostatecznie jak wróciłem, mgławka przeszła płynnie w mżawkę, a ta jeszcze płynniej (co logiczne!) w deszcz. Wyszło, co wyszło - oby tak zawsze było (w lutym).

A tu jest piosenka o pętelce idealnej - może niekoniecznie ją polecam w warstwie tekstowej;) - choć muzycznej jak najbardziej!



  • DST 63.03km
  • Czas 02:16
  • VAVG 27.81km/h
  • VMAX 50.76km/h
  • Kalorie 2729kcal
  • Podjazdy 238m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Kutno lekkie, łatwe i przyjemne

Sobota, 2 lutego 2019 · dodano: 02.02.2019 | Komentarze 13

Zgodnie z prognozami zrobiło się dzisiaj wręcz wiosennie: temperatura już rano mocno zbliżyła się do (sic!) plus dychy, wiał przy tym potężny wiatr z S z lekkim, acz wyraźnym wektorem wschodnim.

Ponieważ ostatnio głównie nie jeździłem, co sprawia, że moja forma kwadratowa i potworna, więc przy takim wietrze decyzja mogła być tylko jedna: polecieć jak najdalej się da na północ, tam wsiąść w pekap - i mając za nic ambitne wypruwanie flaków pod wiatr, wrócić komfortowo pociągiem do chaty.

I tak właśnie zrobiłem - do wycieczki przyłączył się z początku Kol.aard, ale już jadąc na spotkanie ze mną zerwał łańcuch, a po niecałych trzech km-ach wspólnej jazdy - złapał kapcia. Mimo moich nalegań nie chciał ryzykować "do trzech razy pech", więc ostatecznie pojechałem sam - do Kutna.

Z początku trochę pokrętnie, by nabić więcej kilometrażu, od Zgierza już najprościej jak się dało - przeważnie z górki, z (niemal) idealnym wiatrem, w słonku (ale nie pod słonko!) - czyż może być piękniej na wycieczce rowerowej w lutym?
Jedynym minusem (oprócz braku zacnego rowerowego towarzystwa) był wielki ruch na drodze i kilku naprawdę paskudnych typów za kółkiem - po drodze miałem "przyjemność" dwukrotnie iść na czołowe (nie ja wyprzedzałem;), a minięć "na gazetę" nie zliczę na palcach jednej, a kto wie, czy obu rąk.

Poza tym jechało się aż za dobrze - efekt: brak fotografii (oprócz jednej niedaleko celu) - szkoda mi było się zatrzymywać, a teraz mi szkoda, że się nie zatrzymywałem, bo Pradolina z Bzurą rozlewającą się w słońcu pięknie podtopiona, a i pozostałe widoczki z miejscami resztką śniegu (który sprawiał, że chwilami trasa było mocno ukałużowiona) - też niczego sobie.

W Kutnie byłem na tyle szybko, że za szybko - musiałem poczekać zatem na planowy pociąg pół godziny.

A w pociągu w roli głównej wystąpił przesympatyczny, dość okrągły i mocno gadatliwy Pan Konduktor. Umiejscowiłem się z rowerem tam, gdzie należy, obok był automat biletowy - niestety popsuty w ten sposób, że zjadał monety, a nie wypluwał biletu. Ja miałem bilet kupiony na stacji, ale co kto wsiadał - miał kłopot. W końcu uradziliśmy wspólnie z Panem K., że zakleimy moją srebrną taśmą (z którą zawsze się wożę) wlot na monety i przykleimy karteczkę z informacją, że nieczynne - gdy wysiadałem na Żabieńcu, Pan K. jeszcze raz mi podziękował za ratunek, bo tak cały czas musiał wszystkim mówić, żeby nie wrzucali bilonu. Morał: nie ma to jak dobrze zaopatrzona sakwa rowerowa! ;)

A z Żabieńca już tylko do chaty przez miasto, więc wyśmienita średnia na koniec odrobinkę zdołowała, ale i tak nie mam dziś na co narzekać (również w kwestii dzisiejszego Vmax-a) - zwłaszcza, że w tym roku priorytetem są jednak kilometry, które jutro mam nadzieję kolejne uskutecznić, choć akurat na jutro prognozy są mniej optymistyczne: grunt, żeby nie padało, bo w lutym w sumie aż wstyd jeździć w jednej podkoszulce, jednej bluzie, jednej parze spodni, jednej parze cienkich rękawiczek i jednej parze skarpetek - co dziś niniejszym czyniłem.



  • DST 57.95km
  • Teren 0.10km
  • Czas 02:20
  • VAVG 24.84km/h
  • VMAX 38.40km/h
  • Kalorie 2482kcal
  • Podjazdy 350m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Alusia

Niedziela, 20 stycznia 2019 · dodano: 20.01.2019 | Komentarze 6

W pięknym słońcu, przebijającym się przez gęsty smog nie tylko w mieście, ale i po wsiach, niekoniecznie najkrótszymi opcjami do Alusiowego Lasu i na abarot.

M. tym razem wybrała opcję dwa autobusy plus spacer z buta, a ja nie mogłem odpuścić niemal bezwietrznej, choć nieco mroźnej aury, by nie dorobić trochę rowerowych kilometrów.

A na miejscu niespieszny, pięciokilometrowy psacer po polach i lesie z dwoma pieskami rodziców M. - Czarną Anu i szorstkowłosym Tobikiem. Niestety - trzeci, ciężko chory Dżekuś odszedł 2 tygodnie temu  dołączając do Alusia i czterech innych, które pozostały na zawsze w lesie - ponoć czasem nocami słychać szczekanie już całej sfory - tak twierdzi mama M. ...



  • DST 50.38km
  • Teren 0.10km
  • Czas 02:05
  • VAVG 24.18km/h
  • VMAX 42.55km/h
  • Kalorie 2140kcal
  • Podjazdy 276m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pętelka w wersji max na rozruch

Sobota, 19 stycznia 2019 · dodano: 19.01.2019 | Komentarze 4

Od rana sucho, lekki mróz i umiarkowany wiatr z W, więc hajda oraz hajże nareszcie na rower! - ale nim ruszyłem, to się zrobiło południe. Trasa to zwykła pętelka porozszerzana tu i ówdzie, aby wykręcić od wieków nie wykręcone 50+. Jechało się słabiutko, bo forma od niejeżdżenia całkiem nie taka, ponadto miejscami przy krawędziach jezdni wciąż trochę lodu - na szczęście zazwyczaj łatwego do ominięcia, choć w kilku miejscach niekoniecznie, a w jednym napotkałem nawet na jezdni zamiast asfaltu dwa strumyki w dwóch koleinach wytopionych w lodzie zalegającym na całej szerokości drogi.

Wiatr nie pomagał specjalnie, a między Stryjkowem, a Łagiewnikami wręcz przeszkadzał - do lasu zaś nie wjeżdżałem, żeby nie trafić na potencjalne ścieżkowe lodowiska - za to na koniec pokręciłem jeszcze tam i siam po mieście, by dobić pięćdziesiątki - kosztem średniej. Ale w tym roku stawiam na kilometraż (jak "widać" do tej pory, hehe;), a nie średnią, więc z bólem jakoś przej(a)dę nad tą ostatnią do porządku dziennego.

A jutro ciąg dalszy nabijania km-ów, bo głód jazdy jest!



  • DST 30.93km
  • Czas 01:13
  • VAVG 25.42km/h
  • VMAX 43.63km/h
  • Kalorie 1325kcal
  • Podjazdy 213m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pętelka zamiast podsumowania

Poniedziałek, 31 grudnia 2018 · dodano: 31.12.2018 | Komentarze 9

Dziś w planie było wykręcenie homeopatycznej ilości km-ów, mającej być z kolei punktem wyjścia do obszerniejszego podsumowania roku - ale rok jako taki, będący co najmniej od czasów rzymskich sprawą umowną, po głębszym zastanowieniu jednak nie wart podsumowań, bo smutny, a i bez bardziej świetlanych perspektyw na przyszłość. O czym śpiewało już nawet U2 w czasach chyba jeszcze późnorzymskich w piosence o Nowym Roku.

Więc zamiast pisać o zaliczonych kolejnych kilku gminach i planach na kolejnych kilka w roku kolejnym, o iluś tam więcej niż rok wcześniej kilometrach, wreszcie o jedynej rzeczy, którą jakoś tam udało się zrealizować - czyli wykręceniu w trudzie, a i znoju najlepszej średniej rocznej jak dotychczas (mimo najstarszej jak dotąd Meridy i prowadzącego ów pojazd;) - wolałem dziś trochę, mimo silnego wiatru z NW popętelkować - tak, aby choć na koniec ładnie cyferki się złożyły do kupy dla całego roku. Udało się! Wycyrklowałem co do 10 metrów! :)

Cyferki zaś, choć będące abstrakcją uzależnioną od wzorca metra pod Paryżem pomnożonego razy x to jedyna namacalna rzecz, która tak, czy inaczej pozostanie.
A że to i tak bez znaczenia - to już inna sprawa ;)

7200,27 km-y - wygląda dość estetycznie, prawda? ;>

NAJLEPSZEGO W 2019!



  • DST 46.89km
  • Czas 01:51
  • VAVG 25.35km/h
  • VMAX 47.45km/h
  • Kalorie 1995kcal
  • Podjazdy 253m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pętelka (niemal) dokręcająca rok

Sobota, 29 grudnia 2018 · dodano: 29.12.2018 | Komentarze 3

Ostatni tydzień to (k)armaggedon ogólny - z naciskiem na uginające się stoły, gnębiącego wirusa "kanadyjskiego", pogodowe lanie - a w międzyczasie latanie do p. pieszkom nie wiedzieć po co.
I tylko roweru w tym wszystkim z powyższych względów całkiem brakło.

Ponieważ jednak kończy się rok (i nie ma nadziei, że kolejny cokolwiek zmieni - jak to śpiewał Nieatrakcyjny Kazimierz;), więc dla przyzwoitości odczekałem, by przestała mżyć poranna mżawka - i pojechałem dokręcić do niemal tego, co na ten rok chcę mieć na batonie - deser, aby emocje były do samego końca zostawiłem sobie na Sylwestra, bo jutro ma (tak dla odmiany) lać ;)

Jechało się dziś paskudnie - wiał co prawda niezbyt silny, ale w mojej obecnej formie męczący wiatr z WNW - wykręciłem po mokrych asfaltach (ech, biedna Mery - świeżo po myjni, a już znów brudna!) pętelkę bez zawijania do lasu (czyt. błota), za to z obwodnicą Stryjkowa. Błoto jednak (choć na asfalcie) na koniec mnie nie ominęło, gdy dla dorobienia jeszcze kilometra, czy dwóch wbiłem się w zasyfione liśćmi dziurawe osiedlowe uliczki - przedni pomysł, by również całkiem sobie popsuć i tak (jak na pętelkowanie) bezrewelacyjną dzisiejszą średnią.

Trasa dzisiejszego dziwadełka - tutaj.



  • DST 41.68km
  • Teren 2.45km
  • Czas 01:42
  • VAVG 24.52km/h
  • VMAX 41.08km/h
  • Kalorie 1770kcal
  • Podjazdy 267m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Pętelka poplątano-przegadana

Sobota, 15 grudnia 2018 · dodano: 15.12.2018 | Komentarze 10

Starannie zaplanowane Dobylegdzie z Kol.aardem - w rzeczywistości już od samego początku, jeśli chodzi o trasę, była to całkiem spora improwizacja :) - wiatr okazał się niezbyt silnym ESE-smanem, więc jechało się bezproblemowo - zarówno tam, jak i siam - i tak na pogaduchach ogólnorowerowo-wszelakich zleciała nam prawie cała przejażdżka - prawie. bo jeszcze na koniec, już sam, pokręciłem się troszkę mikropętelkując wokół Arturówkowych Stawów, co by dorobić terenu, póki nie ma wielkiego błota w lesie.
Trasa (bez zdjęć, bo szaro, buro i prawie bezpostojowo); tempo - towarzyskie :)