Info
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
Zaliczone rowerowo gminy:
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec3 - 0
- 2026, Maj10 - 1
- 2026, Kwiecień11 - 0
- 2026, Marzec13 - 0
- 2026, Luty3 - 0
- 2025, Grudzień13 - 7
- 2025, Listopad7 - 2
- 2025, Październik7 - 2
- 2025, Wrzesień10 - 3
- 2025, Sierpień9 - 8
- 2025, Lipiec10 - 31
- 2025, Czerwiec4 - 8
- 2025, Maj15 - 31
- 2025, Kwiecień12 - 32
- 2025, Marzec11 - 28
- 2025, Luty1 - 5
- 2025, Styczeń1 - 4
- 2024, Grudzień5 - 29
- 2024, Listopad4 - 25
- 2024, Październik14 - 86
- 2024, Wrzesień10 - 38
- 2024, Sierpień7 - 19
- 2024, Lipiec17 - 31
- 2024, Czerwiec1 - 4
- 2024, Maj17 - 71
- 2024, Kwiecień13 - 36
- 2024, Marzec13 - 56
- 2024, Luty7 - 30
- 2024, Styczeń2 - 6
- 2023, Grudzień3 - 14
- 2023, Listopad7 - 21
- 2023, Październik10 - 39
- 2023, Wrzesień12 - 72
- 2023, Sierpień14 - 96
- 2023, Lipiec10 - 40
- 2023, Czerwiec7 - 25
- 2023, Maj13 - 54
- 2023, Kwiecień11 - 50
- 2023, Marzec10 - 61
- 2023, Luty5 - 28
- 2023, Styczeń15 - 76
- 2022, Grudzień3 - 21
- 2022, Listopad5 - 27
- 2022, Październik9 - 43
- 2022, Wrzesień4 - 18
- 2022, Sierpień13 - 93
- 2022, Lipiec11 - 48
- 2022, Czerwiec5 - 24
- 2022, Maj15 - 70
- 2022, Kwiecień11 - 54
- 2022, Marzec12 - 77
- 2022, Luty8 - 40
- 2022, Styczeń8 - 39
- 2021, Grudzień9 - 54
- 2021, Listopad12 - 68
- 2021, Październik11 - 41
- 2021, Wrzesień10 - 47
- 2021, Sierpień13 - 53
- 2021, Lipiec13 - 60
- 2021, Czerwiec19 - 74
- 2021, Maj16 - 73
- 2021, Kwiecień15 - 90
- 2021, Marzec14 - 60
- 2021, Luty6 - 35
- 2021, Styczeń7 - 52
- 2020, Grudzień12 - 44
- 2020, Listopad13 - 76
- 2020, Październik16 - 86
- 2020, Wrzesień10 - 48
- 2020, Sierpień18 - 102
- 2020, Lipiec12 - 78
- 2020, Czerwiec13 - 85
- 2020, Maj12 - 74
- 2020, Kwiecień15 - 151
- 2020, Marzec15 - 125
- 2020, Luty11 - 69
- 2020, Styczeń17 - 122
- 2019, Grudzień12 - 94
- 2019, Listopad25 - 119
- 2019, Październik24 - 135
- 2019, Wrzesień25 - 150
- 2019, Sierpień28 - 113
- 2019, Lipiec30 - 148
- 2019, Czerwiec28 - 129
- 2019, Maj21 - 143
- 2019, Kwiecień20 - 168
- 2019, Marzec22 - 117
- 2019, Luty15 - 143
- 2019, Styczeń10 - 79
- 2018, Grudzień13 - 116
- 2018, Listopad21 - 130
- 2018, Październik25 - 140
- 2018, Wrzesień23 - 215
- 2018, Sierpień26 - 164
- 2018, Lipiec25 - 136
- 2018, Czerwiec24 - 137
- 2018, Maj24 - 169
- 2018, Kwiecień27 - 222
- 2018, Marzec17 - 92
- 2018, Luty15 - 135
- 2018, Styczeń18 - 119
- 2017, Grudzień14 - 117
- 2017, Listopad21 - 156
- 2017, Październik14 - 91
- 2017, Wrzesień15 - 100
- 2017, Sierpień29 - 133
- 2017, Lipiec26 - 138
- 2017, Czerwiec16 - 42
- 2017, Maj25 - 60
- 2017, Kwiecień20 - 86
- 2017, Marzec18 - 44
- 2017, Luty17 - 33
- 2017, Styczeń15 - 52
- 2016, Grudzień14 - 42
- 2016, Listopad18 - 74
- 2016, Październik17 - 81
- 2016, Wrzesień26 - 110
- 2016, Sierpień27 - 197
- 2016, Lipiec28 - 129
- 2016, Czerwiec25 - 79
- 2016, Maj29 - 82
- 2016, Kwiecień25 - 40
- 2016, Marzec20 - 50
- 2016, Luty20 - 66
- 2016, Styczeń16 - 52
- 2015, Grudzień22 - 189
- 2015, Listopad18 - 60
- 2015, Październik21 - 52
- 2015, Wrzesień27 - 38
- 2015, Sierpień26 - 37
- 2015, Lipiec29 - 42
- 2015, Czerwiec27 - 77
- 2015, Maj27 - 78
- 2015, Kwiecień25 - 74
- 2015, Marzec21 - 80
- 2015, Luty20 - 81
- 2015, Styczeń5 - 28
- 2014, Grudzień16 - 60
- 2014, Listopad27 - 37
- 2014, Październik28 - 113
- 2014, Wrzesień28 - 84
- 2014, Sierpień28 - 58
- 2014, Lipiec28 - 83
- 2014, Czerwiec26 - 106
- 2014, Maj25 - 88
- 2014, Kwiecień24 - 75
- 2014, Marzec18 - 133
- 2014, Luty17 - 142
- 2014, Styczeń13 - 68
- 2013, Grudzień21 - 115
- 2013, Listopad23 - 102
- 2013, Październik22 - 64
- 2013, Wrzesień28 - 108
- 2013, Sierpień18 - 66
- 2013, Lipiec30 - 95
- 2013, Czerwiec30 - 79
- 2013, Maj30 - 55
- 2013, Kwiecień29 - 81
- 2013, Marzec16 - 39
- 2013, Luty19 - 62
- 2013, Styczeń9 - 18
- 2012, Grudzień22 - 62
- 2012, Listopad22 - 19
- 2012, Październik20 - 8
- 2012, Wrzesień25 - 6
- 2012, Sierpień2 - 3
- 2012, Lipiec14 - 4
- 2012, Czerwiec26 - 14
- 2012, Maj23 - 24
- 2012, Kwiecień26 - 23
- 2012, Marzec27 - 20
- 2012, Luty21 - 35
- 2012, Styczeń23 - 59
Wpisy archiwalne w kategorii
2. Opłotki, czyli mniej niż seta
| Dystans całkowity: | 45728.09 km (w terenie 1757.15 km; 3.84%) |
| Czas w ruchu: | 1930:34 |
| Średnia prędkość: | 23.69 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 62.80 km/h |
| Suma podjazdów: | 153846 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 184 (102 %) |
| Maks. tętno średnie: | 172 (93 %) |
| Suma kalorii: | 894931 kcal |
| Liczba aktywności: | 1035 |
| Średnio na aktywność: | 44.18 km i 1h 51m |
| Więcej statystyk | |
- DST 46.80km
- Teren 0.20km
- Czas 01:51
- VAVG 25.30km/h
- Temperatura 35.0°C
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Dożynanie na ludowo
Niedziela, 28 sierpnia 2016 · dodano: 28.08.2016 | Komentarze 24
W upale przeogromnym, ale na szczęście (póki co) z wiatrem i przeważnie z górki pojechaliśmy z M. na dwie imprezy ludyczne.Pierwszą z nich było Święto Pszczoły i Miodu Lipowego w sierpniu ale w Lipce, ale koło Niepszczółkowa.
Jechało się fajnie - najpierwej Stryjkowską, potem przez Dobieszków, Ługi, Kajzerkę - a na koniec Anielin, co go A1 rozdzieliła na pół, więc było trochę kołowania. Na pszczelim święcie bardzo ładnie grała evergreeny biesiadne (i nie tylko) miejscowa mariawicka orkiestra dęta - słuchało się z przyjemnością głodzinkę - typowe lokalne święto niedzielne, aczkolwiek był nawet biskup, który poświęcił wszystko (jak to biskup;)
Po zdegustowaniu placków ziemniaczanych i ciast gospodyń wiejskich oraz niezakupieniu miodów (mamy zapas) i chęci zakupienia pitnego (ale nie mieli odpowiedniego litrażu;) ruszyliśmy już mniej radośnie na abarot inną trasą - pod górki i wiatr i słońce gorące oraz przez Sierżnię (gdzie jest dość siermiężnie) do kolejnej dzisiejszej atrakcji, czyli na dożynki powiatowe w Plichtowie. Dożynki to oczywiście nie tylko malutkie dogi wściekle ganiające rowerzystów (tych spotkaliśmy dziś zaskakująco mało!), ale też i kolejna impra - i, jak się okazało - full wypas!
Zapoznaliśmy (MLASK):
- pieczenie z mięs
- pierogi po wszelkiemu, ale my z serem na słodko
- chleb z miodem (na powitanie)
- ogórek kiszony
- jajko faszerowane
- cukinia faszerowana
- kiełbasa
- kaszanka (średnia, bo na... słodko)
- szynka prosto od świni
- chleb ze smalcem
- sałatka z cukinii na ostro
- nadzionka z farszu
- rolada z łososia
- rolada z szynką w serze
- groch z kapustą
- kwas chlebowy
- czegóż tam jeszcze nie było wszelkiego!
- sorbet lodowaty!
- starosta powiatu i inni (w przemowach), a także zespół pieśni i tańca (chyba, nie wiem, żarłem)
Z sorbetem to było zaś tak, że zapytaliśmy pana, jakie są smaki. Wymienił wszystkie i powiedział, że najzimniejszy jest czerwony. No to czerwony! (cholera wie, jaki smak, ale pyszny, bo pyszny i pyszny, bo zimny!)
Ponadto odbyły się pokazy odpalania wypucowanych na błysk traktorów sprzed prawie 100 lat (a na pewno sprzed 66, bo jeden był z 1950 r.). Słowem: jak na porządnym wiejskim weselu! Nalewek nie piliśmy, no bo rowery - w końcu nafutrowani do rozpuku wróciliśmy przez Kalonki różniste - dużo górek, wciąż pod wiatr i ukrop ukropny - ale jakoś doczołgaliśmy do Odhuańńi.
I 4000 km w tym roku padło (malizna) - ale przede wszystkim dziś są 15 zamontowaniny Meridowego Licznika, który przez pierwsze 10 lat nabił 46 795 km, a przez kolejne 5 (do dziś) -ponad drugie tyle, bo 46 854, co daje łącznie już 93649 km!
Mam nadzieję, że dokładnie za rok stuknie równe sto tysięcy - w każdym razie jest na to szansa :)
A zatem: 100 000 km temu liczniku!!!
- DST 74.90km
- Teren 9.10km
- Czas 02:59
- VAVG 25.11km/h
- Temperatura 24.0°C
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Silne Błota
Poniedziałek, 15 sierpnia 2016 · dodano: 15.08.2016 | Komentarze 9
Wycieczka w najbliższe, jeszcze nie poznane miejsce w okolicy.Wystartowaliśmy z M. pod przednio-boczny, umiarkowany wiatr z NW. Klucząc tam i siam wyjechaliśmy w końcu poza miasto i przez Smardzew (specjalnie dla Dziadzi ten Smardzew!), niespodziewanie nowiuchnym asfaltem pokierowaliśmy się na Glinnik. Potem tradycyjną trasą, jaką jeździmy do Sokolnik - ale w Białej odbiliśmy w prawo. Pierwszą znaczącą atrakcją po drodze było asfaltowe pobocze oddzielone słupkami od reszty jezdni. Już tędy kiedyś jechałem i pamiętałem - ale od tamtego czasu nieco zarosło ziołami ;)
Pierwszy konkretny przystanek to liczący sobie dokładnie 299 lat malowniczy drewniany kościółek w Giecznie. Akurat ksiądz powiedział w środku "idźcie ofiary skończone", wszyscy wyszli - więc my poszliśmy - obejrzeć.
Następnie skręciliśmy przy cmentarzu z szosy w żużlową drogę - tu kolejny ewenement: jeden dąb liczący siedem pni! Pamiętałem go sprzed wielu lat - i się ucieszyłem, że wciąż jest. Dalej były Lorenki z nowym asfaltem, Kwilno - i na skraju kolejnego lasu kolejny koniec asfaltu. Zagłębiliśmy się dobrymi, wyszutrowanymi drogami w las - sosny, wydmy - ale drogowskazy kierowały wyraźnie do punktu czerpania wody. Bardzo przyjemną drogą w końcu dotarliśmy na ładną polankę z sągami drewna - a 200 m dalej teren się już obniżał i oczętom zdumionym naszym ukazały się Silne Błota!
Teren przypomina ogromną, zatrzcinioną polanę całkowicie otoczoną borem, z wąskimi przesmykami otwartych, czarnych toni wśród zielonego szuwaru. Od strony, od której podjechaliśmy, bagnisko otoczone jest przez suchy wał wydmowy porośnięty sosnami - na najwyższym czubku (wg mapy Góra Wikorykowa) znajduje się coś w rodzaju walącego się podestu widokowego - ale widok na wody jest mocno ograniczony przez chaszcze.
Posiedzieliśmy troszkę - i ruszyliśmy z powrotem. Na początku wszystko szło dobrze - minęliśmy pięknie położoną w lesie leśniczówkę, potem droga szutrowa zaczęła iść nie w tę stronę co trzeba, więc odbiliśmy w poprzeczną przecinkę, która była coraz mniej wyraźna, aż w końcu zamieniła się w ledwo widoczną (a czasem niewidoczną wśród chaszczy) ścieżynkę. Oczywiście o jeździe nie było już mowy - przedzieraliśmy się pieszo z rowerami co chwila grzęznąc w chynchu - klu programu okazał się rów-jar (na szczęście bez wody) oraz ogromny pień przewróconego drzewa pomiędzy młodnikiem nie do przedarcia, a chaszczem koło rowu. Bosssko. W końcu przez wyrąb (pełno połamanych gałęzi) oraz piachy takie, że znów o jeździe mowy nie było (wydmy! wszędzie wydmy!) - przyszło zbawienie: koniec lasu i nowiutki wiadukt nad lecącą tu właśnie A1. Uratowani!
Po wyjechaniu z lasu liczyłem, że wiatr nam dmuchnie z NW, albo N, czyli tylno-bocznie. Takie były bowiem prognozy na dziś. Niestety! Wredny był taki, że właśnie wtedy, gdy umordowani lasem chcieliśmy już pofrunąć bez zbędnych komplikacji do domu - przybrał znacząco na sile i jął dmuchać z W i SW! Czyli z przodo-boku.
Jechaliśmy tedy klnąc pod nosem (ja wisząc na lemondce), a że teren generalnie w tę stronę jest nieco pod górę - więc bardzo nas to dodatkowo wymordowało. Krótki postój pod jakimś otwartym sklepem - i dalej przez Wrzask i Ciołek. Potem już moimi dość stałymi trasami na Swędów, Szczawin, Palestynę, Janów - i dobrnęliśmy raz przy bocznym, a raz pod przedni wiatr do Łagiewnickiego Lasu. Skrótując przez Arturówek, na koniec wpadliśmy do chińskiego baru, gdzie whuonnęliśmy frytki, makaron, surówki i litr coli - a do tego wszystkiego coś, co wg Pana Chińczyka nazywa się Kakaka, ale była w rzeczywistości Kaczką - rzecz jasna - po chińsku ;)
Sakwy cały dzień niezbyt ciężkie - a gdyby nie wietrzycho - bardzo przyjemna pogoda do jazdy - a niech będzie, że nawet do chaszczowania ;)
- DST 88.60km
- Teren 2.60km
- Czas 03:15
- VAVG 27.26km/h
- Temperatura 28.0°C
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Jamborowa Czasówka Ratunkowa
Sobota, 13 sierpnia 2016 · dodano: 13.08.2016 | Komentarze 3
Dziś, z okazji generalnych porządków w Odhuańńi miałem w planach dać wolne rowerzycy. Ale że dziś trzynasty, to najpierw spałem do południa (choć zamierzałem zabrać się za miotłę od raniuśka!), potem się okazało, że się zwarzyło mleko UHT do kawy, a jak już zabrałem się za puc - telefon od mamy, że po dojechaniu na działkę ze znajomymi ich transportem okazało się, że zapomniała od rzeczonej działki klucza! Ratunku-rowerunku!Cóż było robić - znajomi (działkowi sąsiedzi), podobnie jak mama nie zamierzali dziś wracać, bo przyjechali na cały długi weekend... no to w długą, pędzikiem, w drogę do Jamboru :(
Niestety - pod wiatr - więc najkrótszą. Przekazałem klucze, odsapnąłem głodzinkę - i na abarot - identycznie, bo kompletnie mi się akurat dziś nie chciało jeździć. Na szczęście wiatr (umiarkowany, z SW) już pomagał. A że w jedną stronę leciałem jak najprędzej mogłem z kluczami, a z powrotem - z wiatrem, więc siłą rzeczy wyszła nie najgorsza czasówka.
Napęd: tylko jeden jogurt. Nawet wody ze sobą nie miałem z tego pośpiechu, a po drodze nie chciało mi się zatrzymywać w żadnych sklepach, bo chciałem być jak najszybciej na działce, a potem już w domu.
Sakwy lekkie - w jedną stronę z kluczami, w drugą - już bez nich ;)
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta
- DST 51.70km
- Teren 1.30km
- Czas 01:57
- VAVG 26.51km/h
- Temperatura 29.0°C
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Z Jamboru z 245 kurami
Niedziela, 7 sierpnia 2016 · dodano: 07.08.2016 | Komentarze 2
Od rana wzmagał się silny wiatr z W - pozbierałem kurki do koszyka, posiedziałem - i w drogę powrotną. Pojechałem opcją o 7 km dłuższą (pod Różę - podróże - pod wiatr halsowanie), ale mało to dało, bo większość trasy wiatr i tak był boczny, bo zaczął skręcać na NW :/ Męcząco i z postojem na żryć w Ldzaniu, potem jeszcze pogoń przez Górki Pabianickie za szosowcem - a ja z kurami, a ten na cienkich opieńkach, tfu, oponkach - ale widziałem go jeszcze dobre 5 km dalej :) Po drodze wstąpiłem na chwilę do R., zostawiłem połowę kurek, zabrałem różne ciastka - i zmachany, jakbym zrobił setę z kilkoma hakami dobrnąłem w końcu do Odhuańńi.- DST 33.40km
- Teren 1.30km
- Czas 01:13
- VAVG 27.45km/h
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Jamboru po 245 kur
Sobota, 6 sierpnia 2016 · dodano: 07.08.2016 | Komentarze 11
Od R. porankiem w lekko i w sumie nieszkodliwie pokropującym deszczyku. Przeważnie pod słaby wiatr, więc najkrótszą znośną opcją maksymalnie bezpiachową.Oczywiście jadąc jeszcze nie wiedziałem, że czeka na mnie stado zgrzybiałych kurek - 242 na samej działce, 1 przed bramą, a 2 - u niebywałych sąsiadów, tuż przy samej siatce ;) - ale te - najgorsze, bo mają zero kalorii: wszak kradzione nie tuczy! ;)
Sakwy trzydniowe, średnia mimo jazdy pod wiatr - niemal wyśmienita. Jednak nowy napęd robi różnicę!
Za to termometr popsuty, więc nie podaję temperatury, ale była przyjemna (tak z 18).
- DST 50.40km
- Teren 2.90km
- Czas 01:55
- VAVG 26.30km/h
- Temperatura 34.0°C
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Podstryjkowskie dożynki
Niedziela, 31 lipca 2016 · dodano: 31.07.2016 | Komentarze 1
Z okazji bolących po wczorajszych zawodach gnatów, a właściwie konieczności ich rozruchu oraz dorobienia jeszcze paru km w lipcu i poprawienia średniej z miesiąca na 25+ krótki wypad w okolice Stryjkowa. Przy okazji celem było rozpoznanie nowych asfaltów w tym rejonie, bo dawno tam nie buszowałem ot tak bez celu.Wyruszyłem więc niemal w południe w słońcu-gorońcu wspaniałą ul. Stryjkowską - wspaniałą dziś z racji tego, że z wiatrem, a zawsze - bo w tę stronę przeważnie z górki i od niedawna bez tirów, które jadą teraz A1 omijając Uć. Asfalt gładki, pobocze szerokie - efekt: na przedmieściach S. znalazłem się po pół godzinie - średnia prędkość - ok. 28,2 km/h :)
Z S. na kolejne S. - czyli Smolice i Swędów - tu już wiatr boczny, choć niezbyt silny, ale w upale jednak nieco uciążliwy. Do wiaduktu A2 nad koleją Uć - Łowicz - średnia 27,69.
Stąd z premedytacją wbiłem się w jakieś częściowo polne, a częściowo asfaltowe (m.in. serwisówka A2) kompletnie boczne drogi, celem przetestowania, czy mają jakąś ciągłość - taka wiedza zawsze się później przy różnych okazjach przydaje. Odwiedziłem więc Jeziórko (z wyschniętym jeziorkiem), Zelgoszcz w bok i Józefów aż do końca asfaltu (i z powrotem), a z bardziej orientalnych klimatów Palestynę i Ukrainę oraz (prawie) Podole. Z klimatów zachodniopomorskich po drodze był Czaplinek :)
I tak, halsując powrotnie trochę ze względów poznawczych, a trochę wietrzno-krawędziowo-uckich dojechałem w końcu do źródełka pod łagiewnickim klasztorem, nabrałem, popiłem - i via las (by schronić się przed słońcem-palącem) i Arturówek dociągnąłem do chaty mieszcząc się w dystansie ponad 50 km w niecałe 2h :)
Sakwy lekkie - wiatr słaby do umiarkowanego z kierunków od SE do SW - więc najpierw pomagał - a potem przeszkadzał.
A propos tytułowych dożynków - w Józefowie chciał mnie zjeść jeden niewielki dożynek (czyli miniaturka mikrodoga;)
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta
- DST 57.30km
- Teren 2.80km
- Czas 02:18
- VAVG 24.91km/h
- Temperatura 38.0°C
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Sokolnicki Las z M.
Niedziela, 24 lipca 2016 · dodano: 24.07.2016 | Komentarze 4
Rano ciut podgiąłem to, co obcierało się wczoraj w napędzie - i wio w kolejną trasę - tym razem z M. Najpierw na kompresor, by podpompować W Trójcy Jedynej Trinity M. - i na Sokolniki - niestety na początek dedeerówami, bo się M. uparła, żeby nie jechać równą, szeroką, asfaltową dawną krajową jedynką, na której ruch obecnie znikomy (zwłaszcza w niedzielę), a pobocza szerokie. Pojechaliśmy więc przez Palestynę, skrajem Podola i Wołynia - i dalej kalsycznie do Lasu.Tu 3,5 h obiadowania z rodzicami M. i jej kuzynką - i na abarot - trochę inaczej dla rozmaitości (choć nadal z dala od trasy nr 1), a na koniec leśnymi ścieżkami przez Łagiewnicki Las.
Sakwy w obie strony załadowane różnymi dobrami, wiatr słaby z W i NW. Niezwykła (zwłaszcza w pełnym słońcu) patelnia.
- DST 52.30km
- Teren 2.50km
- Czas 01:57
- VAVG 26.82km/h
- Temperatura 32.0°C
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Quasiczasówka ze Jamboru
Niedziela, 17 lipca 2016 · dodano: 17.07.2016 | Komentarze 7
Od rana znów spacer grzybowy (nic!) i po łąkach - wróciliśmy, zebraliśmy urosłe nieco przez noc kury działowe (ok. 60 sztuk! plus 1 kozak), przyjechał autem brat M. (że tak znów zrymuję), pocięliśmy wielki bal - ale tylko do połowy, bo wykończyliśmy ostatecznie piłę. Potem M. z psem i bratem autem (rymu-rymu) - a ja rowerowo rozpocząłem odwrót. Trochę inaczej na początek, bo przez Talarowy Młyn, potem na Ślądkowice III Łasice - i dalej podobnie jak dzień wcześniej. Tym razem było nie tylko podRóże pod wiatr, ale w ogóle - na początku wiało słabo z N, potem już bardziej z NW i mocnej - ale generalnie dziś wiatr bardziej przeszkadzał (choć na szczęście niezbyt silnie), niż pomagał. W sumie więc kolejna dobra średnia wyszła :) Na koniec jeszcze pętliczka po Zdrowotnym Parku - i powrót do niebywałej od piątkowego poranka Odhuańńi. No i chwilami gorąco i parno.- DST 38.70km
- Teren 2.50km
- Czas 01:25
- VAVG 27.32km/h
- Temperatura 22.0°C
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Quasiczasówka do Jamboru
Sobota, 16 lipca 2016 · dodano: 17.07.2016 | Komentarze 0
Czasówka quasi, bo primo z ciężkimi sakwami działkowymi, a wtóro - bo kawałkiem terenem przez las po wertepach. Ale i tak wyszło ładnie :)Trasa: R. - Gorzew - Górki - Pab. - długa jasna prosta - Pawlikowice - podRóże pod wiatr - Ślądkowice III Łasice - Drzewościny - Karczemny Most - Jambór.
Przeważnie z wiatrem (oprócz rzeczonej Róży) umiarkowanym.
A w Jamboru wysyp kurek, przyjechała M. z psem i bratem autem (poczwórny rym!), brat pojechał, a my poszliśmy najpierw na grzyby (poza działką - brak!), a gdy zaczęło kropić - na tradycyjne rybska we młynie i piwsko :)
- DST 55.30km
- Teren 2.10km
- Czas 02:12
- VAVG 25.14km/h
- Temperatura 37.0°C
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Z Jamboru w potwornym upale by zdążyć na mecz
Sobota, 25 czerwca 2016 · dodano: 25.06.2016 | Komentarze 7
Zebrałem się w drogę powrotną z działy tak, by znów nie jechać w pełnym słońcu, czyli wcześnie rano, bo o 10:50 ;pZ początku było trochę chmurek - powrót odbył się opcją troszkę bardziej okrężną, bo przez Różę - tak, aby halsować z powodu wiatru z SE. Z wiatrem jechało się jako-tako, choć upał okropny - pod wiatr zatykało, więc w pełnym słońcu oddychałem tylko w miejscach zacienionych - i tak od krzaczka do krzaczka co 100, a czasem 300 m głębszy oddech. Wypiłem po drodze 2,5 l płynów - a i tak było mało. W końcu już taki byłem wypluty, że specjalnie skręciłem na lotnisko, by pół godziny ponapawać się atmosferą klimatyzacji ;) Inaczej chyba bym dostał udaru - pod koniec mnie trzęsło, ręce drętwiały, a znając doskonale trasę jeżdżoną 1000 razy skręciłem bezmyślnie nie tam gdzie trzeba - i w ogóle cokolwiek nie kontaktowałem - a leciałem na maksa na tyle, na ile to możliwe - by zdążyć na mecz naszych ze Szwajcarią. Na szczęście nasi też zagrali na maksa - i awansowaliśmy dalej! :D
Sakwy już na szczęście lżejsze w tę stronę.



