Info
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
Zaliczone rowerowo gminy:
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj5 - 0
- 2026, Kwiecień11 - 0
- 2026, Marzec13 - 0
- 2026, Luty3 - 0
- 2025, Grudzień13 - 7
- 2025, Listopad7 - 2
- 2025, Październik7 - 2
- 2025, Wrzesień10 - 3
- 2025, Sierpień9 - 8
- 2025, Lipiec10 - 31
- 2025, Czerwiec4 - 8
- 2025, Maj15 - 31
- 2025, Kwiecień12 - 32
- 2025, Marzec11 - 28
- 2025, Luty1 - 5
- 2025, Styczeń1 - 4
- 2024, Grudzień5 - 29
- 2024, Listopad4 - 25
- 2024, Październik14 - 86
- 2024, Wrzesień10 - 38
- 2024, Sierpień7 - 19
- 2024, Lipiec17 - 31
- 2024, Czerwiec1 - 4
- 2024, Maj17 - 71
- 2024, Kwiecień13 - 36
- 2024, Marzec13 - 56
- 2024, Luty7 - 30
- 2024, Styczeń2 - 6
- 2023, Grudzień3 - 14
- 2023, Listopad7 - 21
- 2023, Październik10 - 39
- 2023, Wrzesień12 - 72
- 2023, Sierpień14 - 96
- 2023, Lipiec10 - 40
- 2023, Czerwiec7 - 25
- 2023, Maj13 - 54
- 2023, Kwiecień11 - 50
- 2023, Marzec10 - 61
- 2023, Luty5 - 28
- 2023, Styczeń15 - 76
- 2022, Grudzień3 - 21
- 2022, Listopad5 - 27
- 2022, Październik9 - 43
- 2022, Wrzesień4 - 18
- 2022, Sierpień13 - 93
- 2022, Lipiec11 - 48
- 2022, Czerwiec5 - 24
- 2022, Maj15 - 70
- 2022, Kwiecień11 - 54
- 2022, Marzec12 - 77
- 2022, Luty8 - 40
- 2022, Styczeń8 - 39
- 2021, Grudzień9 - 54
- 2021, Listopad12 - 68
- 2021, Październik11 - 41
- 2021, Wrzesień10 - 47
- 2021, Sierpień13 - 53
- 2021, Lipiec13 - 60
- 2021, Czerwiec19 - 74
- 2021, Maj16 - 73
- 2021, Kwiecień15 - 90
- 2021, Marzec14 - 60
- 2021, Luty6 - 35
- 2021, Styczeń7 - 52
- 2020, Grudzień12 - 44
- 2020, Listopad13 - 76
- 2020, Październik16 - 86
- 2020, Wrzesień10 - 48
- 2020, Sierpień18 - 102
- 2020, Lipiec12 - 78
- 2020, Czerwiec13 - 85
- 2020, Maj12 - 74
- 2020, Kwiecień15 - 151
- 2020, Marzec15 - 125
- 2020, Luty11 - 69
- 2020, Styczeń17 - 122
- 2019, Grudzień12 - 94
- 2019, Listopad25 - 119
- 2019, Październik24 - 135
- 2019, Wrzesień25 - 150
- 2019, Sierpień28 - 113
- 2019, Lipiec30 - 148
- 2019, Czerwiec28 - 129
- 2019, Maj21 - 143
- 2019, Kwiecień20 - 168
- 2019, Marzec22 - 117
- 2019, Luty15 - 143
- 2019, Styczeń10 - 79
- 2018, Grudzień13 - 116
- 2018, Listopad21 - 130
- 2018, Październik25 - 140
- 2018, Wrzesień23 - 215
- 2018, Sierpień26 - 164
- 2018, Lipiec25 - 136
- 2018, Czerwiec24 - 137
- 2018, Maj24 - 169
- 2018, Kwiecień27 - 222
- 2018, Marzec17 - 92
- 2018, Luty15 - 135
- 2018, Styczeń18 - 119
- 2017, Grudzień14 - 117
- 2017, Listopad21 - 156
- 2017, Październik14 - 91
- 2017, Wrzesień15 - 100
- 2017, Sierpień29 - 133
- 2017, Lipiec26 - 138
- 2017, Czerwiec16 - 42
- 2017, Maj25 - 60
- 2017, Kwiecień20 - 86
- 2017, Marzec18 - 44
- 2017, Luty17 - 33
- 2017, Styczeń15 - 52
- 2016, Grudzień14 - 42
- 2016, Listopad18 - 74
- 2016, Październik17 - 81
- 2016, Wrzesień26 - 110
- 2016, Sierpień27 - 197
- 2016, Lipiec28 - 129
- 2016, Czerwiec25 - 79
- 2016, Maj29 - 82
- 2016, Kwiecień25 - 40
- 2016, Marzec20 - 50
- 2016, Luty20 - 66
- 2016, Styczeń16 - 52
- 2015, Grudzień22 - 189
- 2015, Listopad18 - 60
- 2015, Październik21 - 52
- 2015, Wrzesień27 - 38
- 2015, Sierpień26 - 37
- 2015, Lipiec29 - 42
- 2015, Czerwiec27 - 77
- 2015, Maj27 - 78
- 2015, Kwiecień25 - 74
- 2015, Marzec21 - 80
- 2015, Luty20 - 81
- 2015, Styczeń5 - 28
- 2014, Grudzień16 - 60
- 2014, Listopad27 - 37
- 2014, Październik28 - 113
- 2014, Wrzesień28 - 84
- 2014, Sierpień28 - 58
- 2014, Lipiec28 - 83
- 2014, Czerwiec26 - 106
- 2014, Maj25 - 88
- 2014, Kwiecień24 - 75
- 2014, Marzec18 - 133
- 2014, Luty17 - 142
- 2014, Styczeń13 - 68
- 2013, Grudzień21 - 115
- 2013, Listopad23 - 102
- 2013, Październik22 - 64
- 2013, Wrzesień28 - 108
- 2013, Sierpień18 - 66
- 2013, Lipiec30 - 95
- 2013, Czerwiec30 - 79
- 2013, Maj30 - 55
- 2013, Kwiecień29 - 81
- 2013, Marzec16 - 39
- 2013, Luty19 - 62
- 2013, Styczeń9 - 18
- 2012, Grudzień22 - 62
- 2012, Listopad22 - 19
- 2012, Październik20 - 8
- 2012, Wrzesień25 - 6
- 2012, Sierpień2 - 3
- 2012, Lipiec14 - 4
- 2012, Czerwiec26 - 14
- 2012, Maj23 - 24
- 2012, Kwiecień26 - 23
- 2012, Marzec27 - 20
- 2012, Luty21 - 35
- 2012, Styczeń23 - 59
- DST 20.26km
- Teren 1.03km
- Czas 00:47
- VAVG 25.86km/h
- VMAX 48.13km/h
- Temperatura 25.0°C
- Kalorie 855kcal
- Podjazdy 147m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Uć z kilkoma pieczeniami na jednym ogniu
Niedziela, 10 września 2017 · dodano: 10.09.2017 | Komentarze 7
Czując się cokolwiek rozwałkowanym fizycznie po wczorajszej egiptologii, a umysłowo ciut zdegustowanym wczorajszą średnią, a nie mając dziś jakoś przy tym ochoty na nic dalszego (głównie ze względu na nadal silny wiatr - z SW), postanowiłem na szybko upiec kilka rowerowych pieczeni na jednym ogniu.Pieczeń nr 1 polegała po prostu na rozruszaniu starych trzeszczących kości, nr 2 była istotniejsza - nie wyjeżdżając poza granice miasta Uć znacząco poprawić Vmax osiągniętą do tej pory w tym zacnym grodzie; pieczeń nr 3 - poprawić średnią miesięczną choć trochę. A czwarta - to dorobić coś do terenu - i zmierzyć przy okazji kolejny terenowy skrót w okolicach Arturówkowych Stawów.
Gdzie kucharek sześć - tam życie na gorąco, a mimo tego, że niektóre pieczenie wzajemnie się gryzły (np. średnia z jazdą terenową) - wyszło i tak bardzo ładnie :) Zwłaszcza z Vmax jestem od dziś dumny niesłychanie, choćby z racji tego, że nie będzie mnie kusiło szarżowanie na zatłoczonych ulicach w centrum, by poprawić ją o jakieś znikome cośtam. Bo i tak się do takiej prędkości nie rozpędzę tam, gdzie jeżdżę na co dzień;)
Szczegóły: https://mysports.tomtom.com/service/webapi/v2/activity/perm_VEKdK9IJCByTGfQmtn3b7OSdRA5mlDwaQES6tH-VkU8dCvHsmY8FS6EWlLCNIXTRIPTxJGbVVQ3zRZACJdEQmA?format=html
i w bajkstatecznych danych wycieczki.
Kategoria 1. Only Uć
- DST 126.41km
- Teren 0.10km
- Czas 05:13
- VAVG 24.23km/h
- VMAX 36.58km/h
- Temperatura 28.0°C
- Kalorie 5378kcal
- Podjazdy 552m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Wietrzności Egipskie
Sobota, 9 września 2017 · dodano: 09.09.2017 | Komentarze 8
Jak co roku, w drugi weekend września, oprócz słynnej Setki Po Ucku (patrz: wpis z piątku) odbywa się także kijowy marsz do Egiptu. Oczywiście tego prawdziwego, naszego, polskiego i nadjeziorsko-pęczniewskiego, a nie gdzieś tam, gdzie wielbłądy mówią „Dobranoc Akbar”, plwając przy tem kebabami, miast je pożreć ;)Nie było więc wyjścia – i mimo zapowiadanego silnego wiatru z S (a więc bocznego w obie strony – a jak wiadomo na rowerze boczny wiatr ma znacznie więcej wspólnego z przednim, niż z tylnym) i możliwości dojechania komfortowym autokarem na miejsce (z czego skwapliwie skorzystała M.), ruszyłem świtem bardzo bladym, by się wyrobić na 10:00, a właściwie 11:00 (start marszu).
Będąc wyrwanym w sobotę w środku nocy (czyli przed 6:00), po całym tygodniu wyrywania w środku nocy (czyli o 6:00) ze snu (do p.), byłem rzecz jasna aprzytomny, a moje ciśnienie oscylowało wokół wartości ujemnych. Po 30 km jazdy złapałem się na tym, że całkiem nie mam weny do jazdy, po kolejnych 10 zaczęło mnie zdrowo odcinać – nóżki z ciepłej waty, zawrót głowy, wreszcie dreszcze i zimny pot na czele się perlący dały znak, że trzeba coś zjeść, bo inaczej będzie cześć!
Po pożarciu w Małyniu fura żerki nastąpił bardziej intensywny czas walki z wiatra(ka)mi – chwilami na obłych pagórach koło Zygr (jest tam znany maszt) i Zadzimia prędkość na płaskim spadała do 18 km/h, a kostropatość miejscowych dróg potęgowała wrażenie, że szybciej bym chyba dojechał do tego Egiptu, do którego zazwyczaj wszyscy jadą – oczywiście, gdyby wiatr wiał z N. A wiał bydlak z S, strasznie.
Wymordowany, jakbym bez postojów walnął na dzień dobry z półtorej setki w końcu dotarłem na miejsce, czyli do Pęczniewa o 10:30 – pół godziny po założonym czasie, a pół godziny przed startem marszu.
Trasa mąk porannych: https://mysports.tomtom.com/service/webapi/v2/activity/perm_pzOEERH3CdfxLQuJuZGhi9YczzQP3H2fBGh6JeXe27kRw_AJMF62eNzb1__MWlfDhuE0UGpltT8Eenc9a6WiuA?format=html
A M. z kijami dotarła w międzyczasie komfortowym autokarem ;)
Po przywitaniu się z mnóstwem kijowych znajomych (łącznie w marszu uczestniczyło 600 osób!) poszliśmy jak co roku najpierw wzdłuż Zalewu Jeziorsko, a potem przez wichrowe, polne wzgórza do Egiptu – czyli miejsca po dawnym przysiółku o tejże nazwie, który raz do roku zmienia się w miejscową Mekkę i Medynę kijkarzy. Tu jak co roku wiele atrakcji (piramida ze słomy, „odkrywka archeologiczna” usypana z piasku z jakimiś mumijnymi twarzami, wielbłąd przez Koło Gospodyń wiejskich szyty, prawdziwe arbuzy do żarcia etc.
Potem szybki powrót na afterparty do Pęczniewa tą samą drogą – tu żarcie pełną gębą: najlepsza grochówka, jaką w życiu jadłem, kiełbasy i kaszanki, słoninka w przyprawach, ogórki małosolne etc. Wszystko free – od sponsorów. Podobnie jak cała impreza. Warto było się pomęczyć z wiatrem – i w ogóle nad Wartę – przeważnie warto ;)
Trasa egipskiego kijania: https://mysports.tomtom.com/service/webapi/v2/activity/perm_PfnhhbO__hW18NKKAqyQbUiZ67X0r7azDErcPyA0zxO8IzeWgYuIKDLFzItkOf61V-acF8Qp0BHzJ2SPJf35tA?format=html
Potem było jeszcze losowanie nagród – ale tym razem po raz pierwszy nic nie wygraliśmy (wygrywało 350 z 600 losów, więc trochę pech).
Przed 17:00 pożegnałem miłe, rozleniwione po spacerze towarzystwo – i zacząłem ambitny powrót. W tę stronę oprócz bocznego huraganu (na szczęście stopniowo słabnącego, choć jednocześnie złośliwiejącego na wmordęwind) jest do miasta Uć pod górkę w ogólnym rozrachunku, a ja nażarty, więc średnia otarła się w drodze powrotnej o skandal – dość rzec, że w domu byłem już po ciemku.
Trasa powrotna (z minimalnymi modyfikacjami w stosunku do trasy porannej): https://mysports.tomtom.com/service/webapi/v2/activity/perm_yXKLsuXEXqI7B44DoSlaDY82Nm5sJm0mt-DLBtGnISFxVZIj-4aRVXjCj8gykfapPN3261As1D7Vcnx0DvfkSA?format=html
A dla ciekawskich – link do obszernej relacji fotograficznej z Egiptu. Wielbłąd też powinien tam gdzieś być:
http://poddebice.naszemiasto.pl/artykul/wycieczka-nordic-walking-do-egiptu-2017-zdjecia-i-film,4240530,artgal,t,id,tm.html
Kategoria 3. Setuchna to już cóś!
- DST 66.21km
- Teren 1.76km
- Czas 02:39
- VAVG 24.98km/h
- VMAX 45.97km/h
- Temperatura 20.0°C
- Kalorie 2829kcal
- Podjazdy 348m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Powitać Setkę - z przygodami
Piątek, 8 września 2017 · dodano: 08.09.2017 | Komentarze 9
Nareszcie, po tygodniu okropieństw pogodowych zaświecił z rana kawałek słonka, więc zamiast piechotą, albo jakimś środkiem masowego rażenia, ruszyłem rowerem do p.Po południu miałem trochę czasu - a że dziś właśnie startowała jubileuszowa, bo już dziesiąta Setuchna http://www.skpb.lodz.pl/index.php/my-w-lodzi/setka-po-lodzku/x-rajd-dlugodystansowy-setka-po-lodzku-zapowiedz.html, na której to co roku ongi bywałem, no to postanowiłem podjechać na start przywitać się z dawno lub mniej dawno nie widzianymi znajomymi pieszochodami. Niebagatelną rolę w owej wiekopomnej decyzji odegrał fakt, iż moja firma objęła patronatem tegoroczną imprę, więc przy okazji też troszkę służbowych fotek należało uczynić.
Tak więc o 16.00 pomknąłem na start do Wiączynia - ale żeby nie było krótko i nudno - pętelkując aż niemal na Stryjków. Nudno, jak się wkrótce okazało - nie było ani trochę - ale o tym za chwilę.
Trasa popołudniowa:
https://mysports.tomtom.com/service/webapi/v2/activity/perm_yR_-RXd8fIwpcr3tD31JkmaJvwXcGZDa_Ga6smzjMquZk4SbYZykDn4fSGWT19zNx6TT3knuur2QVl54_5MVXw?format=html
Do okolic rzeczonego Stryjkowa, po przedarciu się przez miejskie korki jechało się wyśmienicie, bo z dość silnym wiatrem z SW. Po drodze jedna niezbyt udana przygoda: na zjeździe, przy ca 40 km/h, gdy mijałem zaparkowany na pasie awaryjnym samochód, ten postanowił włączyć się do ruchu - i to zawracając. W ostatniej chwili hamując odbiłem w prawo na właśnie przed sekundą przez ów pojazd opuszczony pas - ale przez chwilę było gorąco!
Znacznie przyjemniejsza przygoda spotkała mnie na wiadukcie nad autostradą A1 - dostrzegłem kolarza robiącego sobie postój. Po podjechaniu bliżej okazało się, że to nie kto inny jak słynny MrScott! (kto ma facebooka, ten wie, kto nie ma - to może go znaleźć tu: http://www.bikestats.pl/rowerzysta/1960Dziki). Pogadaliśmy miło ze 3 chwile, fotnęlismy wspólne zdjęcie - i ruszyłem dalej, bo mnie czas już trochę gonił. Zaczęło się też ostrzejsze rypanie pod wiatr, który na szczęście stopniowo słabł był.
Kolejna, tym razem znów niemile samochodziarska przygoda spotkała mnie na skrzyżowaniu koło Brzezin, gdy przejeżdżałem na drugą stronę ruchliwej szosy - akurat było pusto, stało tylko na poboczu kawałeczek dalej jakieś auto. I gdy miałem je ze swej lewej strony, nagle dało wsteczny, a jego tył zaczął szturmować mój lewy bok! W ostatniej chwili cisnąłem w pedał i o centymetry pan nieuważny minął mój tylny odblask i koło... i dalej sobie pognał na wstecznym - poboczem. A Mery się wywróciła, bo się gibnęła (ja nie, zeskoczyłem zgrabnie) i siodełko się trochę zwichrowało od walnięcia w ziemię. Już mi się nawet tego wstecznictwa umysłowego nie chciało ganiać... wyprostowałem siodełko i pojechałem dalej.
Do Wiączynia dotarłem po 18.00 - gadki, fotki z organizatorami marszu i znajomymi uczestnikami - i po godzinie rozpocząłem powrót. Tymczasem zrobiła się nieprzyjemna pora: zmierzch, latarnie w mieście jeszcze nie włączone, a auta oślepiające na długich, co przy kropelkach, które biorą me oczęta sprawia, że jechałem jakby we mgle i nawierzchni za dobrze nie widziałem.
Wszystko szło gładko do momentu, gdy podjeżdżając pod dom chciałem ominąć bezpiecznie 3 dziewoje, ale zapomniałem przy tym o pewnej zatoczce wgłębionej za pomocą krawężnika 15 cm poniżej poziomu jazdy.
Łubudu! - i tym razem też nie fiknąłem, ale opony tak zaszorowały bokiem o krawędź krawężnika, że przez chwilę sądziłem, że je rozciąłem.
Dziewoje były wyrozumiałe (nie chichrały się zbytnio;), a ja na dziś mam przygód za cały niejeżdżony tydzień dosyć! ;P
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta
- DST 9.14km
- Czas 00:25
- VAVG 21.94km/h
- VMAX 31.28km/h
- Temperatura 18.0°C
- Kalorie 394kcal
- Podjazdy 48m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Uć nieszczególna
Piątek, 1 września 2017 · dodano: 01.09.2017 | Komentarze 8
Dom - p. - dom, ale trochę inaczej niż zazwyczaj, bo ulica, co udaje deptak, czyli słynna P. zamieniła się w zakaz wjazdu - szykują na jutro tzw. Mixer Regionalny, na którym główną atrakcją będzie to, co zawsze, czyli stoiska z mydłem i powidłem oraz zapewne nielegalnymi nalewkami - kolejna okazja dla służb skarbowych do nalotu ;DA nieszczególność dzisiejsza poległa na tym, że rano coś się zborsuczyło na linii zegarek-aplikacji i mi nie policzyło nic - więc wrócić musiałem tak samo - czyli po pierwsze objazdem, po drugie najkrótszą, a po trzecie - najniewygodniejszą opcją kostko-brukową, którą staram się zawsze ominąć po południu (rano się spieszę i nie mam czasu na objazdy).
A po czwarte - cały dzień organoleptyczna mżawka i wiatr z N.
Dane statystyczne z dziś podaję więc wymnożywszy x2 popołudniową jazdę - ale z pewnością rano było szybciej, bo z wiatrem - i pewnie Vmax też byłaby wyższa... zatem nieszczególnie się zaczął tegoroczny wrzesień. Na szczęście chociaż upały sobie poszły, a to już dużo :)
Kategoria 1. Only Uć
- DST 27.10km
- Teren 1.70km
- Czas 01:05
- VAVG 25.02km/h
- VMAX 36.94km/h
- Temperatura 37.0°C
- Kalorie 1177kcal
- Podjazdy 119m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Uć trójdzielna z KONKURSEM ROWEROWYM
Czwartek, 31 sierpnia 2017 · dodano: 31.08.2017 | Komentarze 3
Rano pierwsza część trasy (pod wiatr) - klasycznie do p. Po drodze wyjątkowy wykwit jakichś nieprzemyślanych zachowań drogowych - po równo rowerzystów i samochodzistów.Część druga trasy to popołudniowe rypanie w strasznym gorącu do R. sprawunkowo (podlać k.;) via terenowa pętelka. Tej części dzisiejszej trasy będzie dotyczyć KONKURS (o czym za chwilę).
I część trzecia zaś to powrót z wiatrem do domu.
A teraz uwaga!
KONKURS!
W linku poniżej widzimy trasę, po której rowerzysta Huann jechał Meridą.
Po kliknięciu w poniższy link pojawia się mapka, a także, co istotne w KONKURSIE - wykres pokazujący szybkość przemieszczania się Who?Ann'a.
Jak wiadomo, w mieście Uć nie ma wielkich gór, zaś wiatr był generalnie z S, a więc boczny i nie miał większego wpływu na szybkość.
Istotną informacją jest natomiast fakt, że rzeczony H.Ułan jechał korzystając zarówno ze zwykłych jezdni (omijając pobliskie dedeery, a wybierając główne jezdnie z pierwszeństwem przejazdu) - i z tzw. infrastruktury rowerowej - a też i odcinkiem w większości terenowym (żwirek bez muchomorków).
https://mysports.tomtom.com/service/webapi/v2/activity/perm_ZwGrTaTp4_wVKp0Zkdgtq3s3zPQYlZVCkxo2AW791BI0KmnYabvTQABPHtWQODA2hn4s6YSZs0hEsvaOY93KFA?format=html
Należy z wykresu prędkości wywnioskować, który odcinek przebiegał po czym (dla osób znających topografię miasta Uć - wskazówka: ciiiichosza!;)
Dla ułatwienia dodam, że pierwszy z trzech odmiennych odcinków kończy się po ok.2,2 km, drugi to część pomiędzy 2,2, a 8,5 - i wreszcie trzeci - od 8,5 km do końca.
Trzy propozycje - a prawidłowa tylko jedna:
1. a. jezdnia; b. droga rowerowa c. teren
2. a. teren b. jezdnia c. droga rowerowa
3. a. droga rowerowa b. jezdnia c. teren
Dla zwycięzcy KONKURSU przygotowana jest specjalna nagroda: moja jedyna, niepowtarzalna i przede wszystkim prawidłowa odpowiedź na jakże istotne pytanie: czy tzw. infrastruktura rowerowa ułatwia, utrudnia, czy też pozostaje bez związku z kwestią sprawności jazdy przez miasto.
Uwaga! Odpowiedź jest ostateczna i nie podlega reklamacjom!
Konkurs trwa do momentu udzielenia pierwszej prawidłowej odpowiedzi na pytanie konkursowe. Odpowiedzi należy zamieszczać w komentarzach do postu.
/-/ Organizator
Kategoria 1. Only Uć
- DST 9.72km
- Czas 00:25
- VAVG 23.33km/h
- VMAX 34.31km/h
- Temperatura 34.0°C
- Kalorie 417kcal
- Podjazdy 48m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Uć z niepożądanym powrotem
Środa, 30 sierpnia 2017 · dodano: 30.08.2017 | Komentarze 6
Dom - p. - dom.Rano jeszcze przyjemnie, ale po południu niepożądany powrót upału.
Wiatr umiarkowany z S; sakwy wypchane tym i owym.
Kategoria 1. Only Uć
- DST 41.85km
- Teren 1.08km
- Czas 01:37
- VAVG 25.89km/h
- VMAX 44.28km/h
- Temperatura 31.0°C
- Kalorie 1798kcal
- Podjazdy 271m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Uć, a potem DoKlęSk
Wtorek, 29 sierpnia 2017 · dodano: 29.08.2017 | Komentarze 4
Rano klasycznie do p., a po południu mając dość 8h siedzenia i gapienia się w monitor oraz korzystając z miłej pogody (bardzo ciepło, ale w granicach przyzwoitości oraz słabiuśki wiatr z SE) mniejsza wersja pętelki na S - tym razem via Dobra, Klęk i Skotniki, więc można określić ten wariant jako Drogę DoKlęSk. Jechało się jednak wyśmienicie (mimo dużego w tygodniu ruchu na Stryjkowskiej - nawet fajnie tiry "zasysały" podbijając dodatkowo prędkość na zjazdach, a pomagając na podjazdach) - powrót przez Las Łagiewnicki - wreszcie po wichurze przecięli skrót do dolnego stawu od Łagiewnickiej, więc mogłem go rowerowo-licznikowo wymierzyć, żeby za każdym razem już nie musieć sprawdzać do statystyk, ile to z tamtej strony terenu wychodzi.Chwila nad stawem w przyjemnym chłodnym półcieniu - i nieco pokrętnie, by jeszcze coś tam dokręcić - powrót do domu.
Popołudniowa droga DoKlęSk: https://mysports.tomtom.com/service/webapi/v2/activity/perm_57GrMquknxD4owvXUHWxY0SmZ3ZWcVAr871MPTpFirYSYHJpRoMGtVdGt9grVId59AyxHw_mRCqGwqIidGGusA?format=html
Kategoria 2. Opłotki, czyli mniej niż seta
- DST 9.82km
- Czas 00:25
- VAVG 23.57km/h
- VMAX 34.49km/h
- Temperatura 21.0°C
- Kalorie 422kcal
- Podjazdy 51m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Uć z jednym korkiem
Poniedziałek, 28 sierpnia 2017 · dodano: 28.08.2017 | Komentarze 2
Dom - p. - dom.Korek jeden na koniec, za to taki, że objechałem go osiedlowymi drożynami.
Sakwy lekkie, trochę wiatru z NW.
Kategoria 1. Only Uć
- DST 7.99km
- Czas 00:21
- VAVG 22.83km/h
- VMAX 31.10km/h
- Temperatura 27.0°C
- Kalorie 345kcal
- Podjazdy 33m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Uć z pucem i bucem
Niedziela, 27 sierpnia 2017 · dodano: 27.08.2017 | Komentarze 18
Pojurajskie pucowanie Meri myjką w myjni i Mła w Odhuańńi (bo tam wanna do odleżenia bolących gnatów, a w obecnym domu jeno prysznic, co daje tyle, co nic).Kolejne strąbienie - epidemia buców, czy co? Tym razem, gdy grzecznie stałem i czekałem w kolejce na swoją kolej w myjni. Pewnie się komuś spieszyło - ale to nie byłem ja (zwłaszcza w zaistniałej sytuacji klaksonowej) - musiał buc czekać zatem jeszcze dłużej, a Meri dzięki temu zrobiona na jeszcze wyższy, niż zazwyczaj połysk!
A poza tym to bardzo silny wiatr z WNW; bezsakwowo - tylko mały plecaczek.
Kategoria 1. Only Uć
- DST 123.55km
- Teren 5.23km
- Czas 05:02
- VAVG 24.55km/h
- VMAX 49.18km/h
- Kalorie 5268kcal
- Podjazdy 651m
- Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
- Aktywność Jazda na rowerze
Gminobranie północnojurajskie
Sobota, 26 sierpnia 2017 · dodano: 26.08.2017 | Komentarze 4
Wycieczka po jurajskich opłotkach była w planach już od wiosny, ale inne pilniejsze sprawy powodowały, że musiała chwilę zaczekać. W końcu jednak nie mogłem już patrzeć na nieestetyczny klin niezaliczonych gmin (że tak zrymuję) pomiędzy Częstochową (Przyrów, Dąbrowa Zielona, Żytno, Gidle), a Radomskiem, że o dwóch skandalicznych dziurach (Rędziny i Poraj) powstałych przed ładnych kilku laty nie wspomnę.Okazja pogodowo-czasowa nadarzyła się więc wreszcie - i po odespaniu tygodnia ruszyłem ciapągiem o 11:00 - celem była stacja Rudniki koło Częstochowy. Nim dojechałem, nasłuchałem się wrzasków jakiegoś wyjątkowo rozwydrzonego bachora - lat 2, a może 5? Nie wiem, nie znam się :D W każdym razie non-stop glińdził coś wrzaskliwie a bełkotliwie przy tem, na zmianę z przyśpiewkami w Języku Bachorskim. A tymczasem chmurzyło się coraz bardziej - zapowiadali wcześniej burze w tych okolicach, więc spoglądałem z niepokojem za okno pojezda. Na szczęście jak wysiadłem po prawie 2,5h jazdy, to znów było ładnie.
Rudniki są bardzo malownicze - miejscami, jak nie widać z jednej strony kombinatu chemicznego, a z drugiej cementowni - czyli jednak nie są ;p
Pomknąłem więc do Mstowa - tu na rynku wielki pomnik czerwonego jabłuszka (ale nikt go nie skroił na krzyż np. do pobliskiej Częstochowy) - za owym Big Apple zaczęły się już poważniejsze podjazdy (i zjazdy;) jurajskie. W Kusiętach (jaka ładna nazwa!) pobiłem tegoroczny rekord prędkości zbliżając się do 50 km/h - byłoby więcej, ale nie znałem nawierzchni na końcu zjazdu, więc się bardziej nie rozpędzałem - i dobrze zrobiłem, bo się nagle dotąd gładkie oczywiście skostropaciło.
Musnąłem południowo-wschodnie skraje Częstochowy lasami, przebiłem się do leśniczówki Kręciwilk - i tu pokrętną gruntówką pełną kałuż dociągnąłem do konurbacji Poczesnej. Tu z kolei natrafiłem na chyba stuletnią drogę ułożoną z cegły "na jodełkę" - oczywiście z rozstępami i wygniecionymi na łączeniach podłużnymi koleinami. Szosówką bym się zabił, a tak tylko pokląłem, bo miałem czasu na styk, a tu średnia spadać poczęła. Dojechałem tym czymś do Gierkówki, łącząc w ten sposób trasę sprzed paru lat, kiedy po nocy wracałem rzeczoną Gierkówką, bo poplątałem w Warszawie pociągi... stare dzieje, dłuższa historia ;)
Cofnąłem się kawałeczek, odbiłem na Poraj (hurra, znów asfalt!). W Poraju chamski kierowca mnie strąbił, gdy przystanąłem na poboczu przed strategicznym skrzyżowaniem, by sprawdzić co dalej - okazało się, że on musiał też tam, a nie gdzie indziej zaparkować! :D Za to jak już wygramolił się z blachosmroda i ruszył, by przejść (w miejscu niedozwolonym) przez jezdnię - ja też ruszyłem z owego pobocza, więc musiał sobie poczekać z tym przechodzeniem - zwłaszcza, że z tyłu jechał już właśnie cały korek! :D
Za Porajem obejrzałem sobie zalew - ładny, ale trochę zaśmiecony; na plaży sporo ludzi. Potem zrezygnowałem z jazdy po tym wynalazku (polecam prześledzić całość!) : https://www.google.pl/maps/@50.6646114,19.2250814,... na rzecz normalnej szosy na Myszków.
W Masłońskim odbiłem w lewo na Przybynów - i zaczęły się schody (czyli podjazd pod jurajską questę). Po drodze mijało mnie sporo zabytkowych pojazdów - okazało się, że jest rajd automobili - to pewnie toto: https://www.pzm.pl/kalendarz/sob-26082017-0000/pojazdy-zabytkowe/czestochowski-rajd-pojazdow-zabytkowych - tak, czy siak tym razem szturmował lewą stroną we mnie motocykl - poboczem. Anglia - Anglia wszędzie!
Po obejrzeniu na szybko Przybynowa wjechałem w straszliwą kamienisto-piaszczysto-błotnistą dróżkę, na której wszelkie średnie spadają max do 12 km/h - niezależnie od tego, czy jest pod górkę, czy z górki. I tak prawie 2 km. Jakoś się z matni wydostałem, skręciłem na główną szosę na Złoty Potok - wspaniałe zjazdy, po drodze 5 sekund postoju w Ostrężniku - ruinę zamku już kiedyś zwiedzałem ,więc zadowoliłem się mineralką z sakwy ;)
A przed Złotym Potokiem nawierzchniowy dramat kolejny - remont jedynej szosy! Ponad kilometr błota, kamieni i kolein... Przez to wszystko złapałem już potężny niedoczas, więc zamiast zwiedzać liczne tutejsze atrakcje - w długą, by zdążyć na pekap wieczorny z Radomska (taki był pierwotny plan)! Więc ostatnie 50 km to już właściwie tylko rypanie na czas - na szczęście drogi w miarę dobre, ruch niewielki - po drodze kilka postojów na przysłowiowe sekund pięć - w Dąbrowie Zielonej zakup picia, kolejne nowe gminy (w tym Żytno - do którego musiałem dla pewności wjechać na chwilę w las - bo granica zarówno lasu, jak i gminy biegnie tu po szosie, którą generalnie jechałem;) - na koniec czasówka przez Radomsko (w międzyczasie mocno się pochmurzyło) - na stację wpadłem dokładnie kwadrans przed pociągiem - tyle, jak się okazało na koniec, miałem zapasu na blisko sześciogodzinnej trasie... Grunt, że się udało.
A pociąg przyjechał bardzo archiwalny - z tych najlepszych bezprzedziałowców do przewożenia rowerów, więc wraz z chyba pięcioma innymi rowerami bezproblemowo wszyscy się pomieścili :) I komu to przeszkadzało?...
W bagażowym oprócz mnie jechały pielgrzymkowo-częstochowskie panie rowerzystki w wieku mocno średnim, pan trochę podpity i jeszcze jakiś inny dziwny pan. Panie były radosne jak szczypiorek na wiosnę - jedna z nich miała żółty rower, który koniecznie podpity pan chciał od niej kupić od ręki - najpierw dawał 999 zł, potem już 1000 i jeden grosz - nim dojechały do Piotrkowa, gdzie wysiadały, cena roweru wzrosła do 1200. Ale jakoś nie pohandlowali. Dziwny pan spał, pan podpity, gdy pielgrzymki wysiedli zaczął dyskusję polityczną (straszne psy na PiS-ie wieszał!;) - w końcu wysiadł w Chrustach. Pan dziwny nadal spał, gdy z głośnym łubudu rower mu się wywalił. Ale go to nie obudziło... po chwili się ocknął, pozbierał graty, co to mu się z bagażnika wywaliły i... zaczął podśpiewywać. I znów usnął.
Obudziłem go na Kaliskim (tu pociąg kończył pełz) - było już grubo po 21:00 - i tak po nocy jeszcze szybciutko pocisnąłem ostatnie 8 km do domu.
Wiatr cały dzień był słabiutki - gwizdał najpierw z NE, potem obrócił się na E - a na koniec SE - co trochę pomogło w wyścigu do pociągu.
I wszystko byłoby pięknie oraz cacy, gdybym się w pociągu nie dowiedział, że Grzegorz Miecugow zmarł ://
Trasa (bez porannego dojazdu z domu na Fabryczną i wieczornego z Kaliskiej do domu):
https://mysports.tomtom.com/service/webapi/v2/acti...
Zaliczone sześć nowych gmin: (województwo śląskie: Rędziny, Poraj, Przyrów i Dąbrowa Zielona, województwo łódzkie: Żytno i Gidle).
Napęd: litr Mountain Dew, 2 litry mineralnej, baton i 2 banany. Na nic innego nie było czasu :(
Kategoria 3. Setuchna to już cóś!



