Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Pan huann z miasteczka Uć w województwie uckim. Ma już przejechane na bs-ie 92663.70 kilometrów - w tym 3567.21 w sposób gruntowny! Przemieszcza się MERIDĄ Kalahari 500 (rocznik 2001) z prędkością zaskakująco średnią, bo wynoszącą 23.01 km/h - i się wcale tym nie chwali, jeno uprzejmie informuje.
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2026 button stats bikestats.pl 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl Zaliczone rowerowo gminy:

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy huann.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 45.63km
  • Teren 0.04km
  • Czas 01:51
  • VAVG 24.66km/h
  • VMAX 44.30km/h
  • Kalorie 740kcal
  • Podjazdy 261m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Alusiowy Las znowu w upale

Sobota, 14 sierpnia 2021 · dodano: 14.08.2021 | Komentarze 2

Jak w tytule - w jedną stronę via Zgierz pod wiatr z NW, z powrotem z ominięciem Zgierza... pod wiatr. Z SW. :/
A pomiędzy m.in. krótki (bo gorąco) psacer z działkowymi psami po pSokolnickim Lesie :)



  • DST 46.95km
  • Teren 0.07km
  • Czas 01:55
  • VAVG 24.50km/h
  • VMAX 40.00km/h
  • Kalorie 726kcal
  • Podjazdy 169m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z Jamboru

Środa, 11 sierpnia 2021 · dodano: 11.08.2021 | Komentarze 2

Ledwo wczoraj minęła burza, przed którą zwiałem z Zelowa, wybrałem się na poszukiwanie grzybów (czyli de facto kurek) z buta. Nazbierałem dosłownie parę sztuk, za to znów cały śmieciowór - i ledwo zdążyłem pod dach przed kolejnym szkwałem burzowym.

Ulewa trwała godzinę, ale potem znów zrobiło się przepięknie, więc kolejny, już tylko fotograficzny spacer nad rzeczkę i opodal krzaczka.

To z wczoraj.

A dziś od rana powtórka ze spacerowej rozrywki po lesie - i znów ledwo parę sztuk kurek znalezionych niemal "u płota". Za to już dwa pokaźne wory śmieci.
Ech :/
Dobrze, że z działki udało się zebrać więcej grzybów: efekt finalny to 135, przeważnie niewielkich okazów kurkowych, czyli dwa pudełka. Jedno zawiozłem mamie wracając do domu (w zamian dostałem dwa pudełka gołąbków - ale nie grzybów;), a zawartość drugiego będzie na jutrzejszą jajecznicę.

Zaś sam powrót przy co prawda wreszcie idealnej (jak na lato) temperaturze, ale przy silnym, bocznym wietrze z WNW, więc tyle z wiatrem, co pod wiatr - pojechałem mało ambitnie, bo najkrótszą opcją, zatem wyszło powrotnie mniej kilometrów, niż zazwyczaj, ale nie chciało mi się ze zgrzybiałymi sakwami walczyć na podjazdach z bocznymi podmuchami więcej, niż to było konieczne.



  • DST 28.83km
  • Teren 0.23km
  • Czas 01:14
  • VAVG 23.38km/h
  • VMAX 38.20km/h
  • Kalorie 419kcal
  • Podjazdy 66m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jamborowanie z Patykami

Wtorek, 10 sierpnia 2021 · dodano: 10.08.2021 | Komentarze 3

Mikropętelka z Jamboru w okolice Zelowa - celem był zalew Patyki, nad którym nie byłem już chyba kilkanaście lat.

Najpierw na Kociszew dziurowatą drogą, potem już lepszymi asfaltami - ale cały czas pod tężejący wiatr z S. W dodatku parno i przedburzowo, więc z ulgą dotarłem wkrótce nad zalew. Oblazłem go z rowerem dookoła (jechać się nie dało - korzenie i piachy niebywałe) - miejcówka malownicza, ludzi mało, z dwóch stron miejsca kąpielowe, ale ja dłużej nie marudziłem, bo od SW zaczęła nachodzić granatowa chmura, więc szybko na abarot przez Łobudzice (kolejny na dzisiejszym szlaku zabytkowy drewniany kościół - pierwszy był w Kociszewie, ale tam remont) i Zelów (tu z kolei murowany, za to czeski kościół) - i niemal na skrzydłach burzy zdążyłem na działkę w momencie, gdy już poważnie zaczęło robić burarum. W ostatniej chwili pochowałem do domku graty i po minucie lujnęło. To się nazywa timing! ;)

Trasa z fotkami: https://strava.app.link/7wG55unKBib



  • DST 47.16km
  • Teren 0.07km
  • Czas 02:00
  • VAVG 23.58km/h
  • VMAX 41.80km/h
  • Kalorie 641kcal
  • Podjazdy 134m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Jamboru

Poniedziałek, 9 sierpnia 2021 · dodano: 09.08.2021 | Komentarze 5

Wpadłem na równie genialny, szlachetny i ambitny, co głupi i poroniony pomysł, by dziś, mając silny wiatr prosto w ryj (czyli z SW) pojechać do Jamboru. Mama bowiem już zakończyła swoje działkowe wakacje, a kurki się same nie pozbierają i nie przywiozą. Co do wiatru, to wszystko o nim mówi średnia oraz Vmax - króciutkie odcinki, gdy z racji krętości trasy było przez chwilę z wiatrem, za każdym razem mi dziś cichutko, acz dobitnie szeptały "zawracaj natychmiast, będzie mrrau!". Ale nie zawróciłem! :P



  • DST 32.54km
  • Teren 0.52km
  • Czas 01:18
  • VAVG 25.03km/h
  • VMAX 47.20km/h
  • Kalorie 557kcal
  • Podjazdy 191m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mikropętelka DoKlęSk

Niedziela, 8 sierpnia 2021 · dodano: 08.08.2021 | Komentarze 2

Mikropętelka do Dobrej, Klęku i Skotnik (tylko, że na odwrót;) - lekka, łatwa i przyjemna, bo odczekana z kręceniem do wieczora, kiedy wreszcie przestało wiać jak głupie z SW, a zaczęło słabiej z S.

Trasa z fotkami: https://strava.app.link/xNROllqQyib



  • DST 35.39km
  • Teren 2.00km
  • Czas 01:33
  • VAVG 22.83km/h
  • VMAX 49.70km/h
  • Kalorie 595kcal
  • Podjazdy 225m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mikropętelka z Malinką

Wtorek, 3 sierpnia 2021 · dodano: 03.08.2021 | Komentarze 3

Mikropętelka z okazji lenia, ale za to w miejsce rzadko odwiedzane - do niedawna zaniedbany zgierski ośrodek rekreacji o wdzięcznej nazwie Malinka, który w tym roku nabrał blasku (fotki w stravnym linku - oprócz dwóch ostatnich, bo to już "moje" Arturówkowe Stawy, cyknięte w drodze powrotnej). Generalnie pozytywne wrażenie, choć nawet w tak powszednim dniu jak dziś - sporo ludzi. Na szczęście większość na sztucznie usypanej wielkiej górze piachu nad górnym stawem, zaś dolny całkiem przyjemny (bo nie kąpielowy;)

Średnia trochę-terenowo nieco-kostropato-asfaltowa, z lekkim zacięciem upierdliwego, bocznego wiatru ;)



  • DST 5.10km
  • Czas 00:14
  • VAVG 21.86km/h
  • VMAX 41.40km/h
  • Kalorie 94kcal
  • Podjazdy 35m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

MikroUć serwisowa

Poniedziałek, 2 sierpnia 2021 · dodano: 02.08.2021 | Komentarze 4

Dziś najpierw serwis, gdzie wymiana linki i klocków w przednim hamulcu - a właściwie klocka: okazało się bowiem, że jeden klocek musiał wylecieć podczas Warszawskiego Zdarzenia Drogowego - jakim cudem?... :-O

A po serwisie mikrokółko kontrolne po mieście. Może nawet wybrałbym się gdzieś dalej, ale w związku z serwisem nie wziąłem z domu sakw ze wszystkim, więc dziś dałem na luz, ale od jutra znów coś tam coś tam :)

Kategoria 1. Only Uć


  • DST 141.45km
  • Teren 0.78km
  • Czas 05:37
  • VAVG 25.18km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Kalorie 2127kcal
  • Podjazdy 309m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wawa cokolwiek katorżnicza

Piątek, 30 lipca 2021 · dodano: 30.07.2021 | Komentarze 6

A miało być tak pięknie... (wg pogodynek): tężejący (z apogeum między 12.00, a 16.00) wiatr idealny z SWW i bez upału. A było tak, jak wskazuje średnia - jedna z najgorszych w dość już bogatej historii wyjazdów do Wawy. Czemu? Ano temu, że wiatru najpierw prawie nie było, a potem zrobił się boczny lewy, boczny prawy, rzadko idealnie tylny, zaś cały czas - od góry wyżowy, cisnący do asfaltu sukinkot. Każda górka zatem to jak dwie górki podjazdu, a reszta trasy to przysłowiowe "deptanie kapuchy" - wystarczyło na chwilę przestać pedałować i już się jechało coraz wolniej i wolniej - mimo teoretycznie wspaniałego wiatru. A do tego doszedł skwar - nie jakiś straszny, ale wystarczająco wykańczający przy takim wietrze i kilometrażu. Więc wyszło to, co wyszło.

A poza tym bez przygód, tylko więcej niż zwykle postojów - i dłuższe (w tym aż 40 minut w Kaskach pod tężnią, która chwilowo ratowała samopoczucie dzięki chłodowi i wilgoci), więc zleciało, włącznie z tradycyjnymi porządkami na cmentarzu (nie było nikogo od mojego ostatniego przyjazdu na początku maja) do późnego popołudnia. Na koniec jeszcze, już w Wawie na dedeerówie przygoda z zapewne sympatycznym ubermanem narodowości afropolskiej - cóż z tego, że zapewne sympatyczny, skoro kompletnie nie potrafiący zachować jakichkolwiek standardów jazdy po zatłoczonym dedeerze? W pewnym momencie wywinął taką fantazję, że musiałem jadąc za nim i próbując go właśnie wreszcie wyprzedzić dać z całej siły po hamulcach - dobrze, że miałem je podregulowane na "łagodnie", bo zaliczyłbym lot nad lemondką i wpadłbym zapewne w jakieś pudło z pizzą... Skończyło się na zerwanej lince w (szczęście w nieszczęściu) przednim hamulcu. Próbowałem naprawić toto jeszcze po drodze, ale linka się rozplotła, więc chyba jednak czeka mnie mikroserwis :/ Ludzie, którzy zajmują się zawodowo rowerowaniem, powinni mieć obowiązkowy egzamin z jazdy bicyklem!

Po przyjechaniu na Zachodnią stanie równą godzinę w kolejce po bilet (z trzech kas czynna jedna, przez chwilę dwie) - w międzyczasie oczywiście zaplanowany pociąg powrotny uciekł i musiałem czekać na następny. Powrót za to bardzo przyjemny, bo z włączoną klimą, bez tłoku i z pięknym zachodem słońca za oknem, co oznaczało ostatni odcinek z dworca do domu już po ciemku - zatem ostrożnie, zwłaszcza, że brak przedniego hamulca.

Jak bardzo dziś było ekstremalnie z wysiłkiem świadczy też wypite aż 4 litry napojów po drodze - a mimo to wróciłem 2 kg lżejszy...

Trasa do Wawy: https://www.strava.com/activities/5711604610



  • DST 32.23km
  • Teren 0.14km
  • Czas 01:24
  • VAVG 23.02km/h
  • VMAX 42.80km/h
  • Kalorie 517kcal
  • Podjazdy 104m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć sprawunkowa w okropecznym żarze

Środa, 28 lipca 2021 · dodano: 28.07.2021 | Komentarze 2

Dziś obserwatorium na Uckim Lublinku zanotowało 31*C w cieniu, natomiast przydrożny licznik rowerzystów i temperatury po drodze w półcieniu - 37,8. A ja musiałem pojechać do mieszkania mamy podlać jej kwiaty, z racji mamowego działkowania jeszcze przez dni kilka. Jechało się przewidywalnie, czyli wprost okropnie, w dodatku pół drogi prosto w paszczę wiał żar z S (trudno to nawet nazwać wiatrem...), a że oczywiście nie pojechałem (i nie wróciłem) najkrótszą opcją, więc miałem za swoje - choć ponoć lepiej mieć za swoje, niż za cudze, ale chyba dziś to bez różnicy... Ponadto dosłownie wszyscy: piesi, rowerzyści, hulajnożownicy i samochodziści dziś jakby żyjący na innej planecie - poruszali się zygzakami, wymuszali pierwszeństwa, nie patrzyli pod nogi, koła etc. Ogólna masakra fizyczno-mentalna. W lesie (zawinąłem do lasu - na wspomniany Lublinek, a jak!) duchota taka, że pół godziny leżałem z zawrotami łba na ławce w nibycieniu. W pobliżu ulicę Spartańską (jakżesz trafna nazwa!) o nawierzchni asfaltowej jacyś zapewne budowlańcy-idioci w dwóch miejscach zasypali  barykadami z piachu i gruzu wysokimi na prawie metr - pewnie w związku z remontem sąsiedniego torowiska kolejowego, co by im się np. rowerzyści nie kręcili. Po drodze przez miasto wysyp śmierdzących śmieciarek (mijało mnie chyba z 5) i fale czerwonych latarń w pełnym słońcu - przy takiej kumulacji "atrakcji" po prostu nie da się normalnie jeździć, no nie da. :/

Trasa z fotką z miejsca zalegiwania w lesie: https://www.strava.com/activities/5700366603

Kategoria 1. Only Uć


  • DST 34.32km
  • Czas 01:21
  • VAVG 25.42km/h
  • VMAX 47.20km/h
  • Kalorie 578kcal
  • Podjazdy 196m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mikropętelka DoKlęSk przed zmierzchem

Niedziela, 25 lipca 2021 · dodano: 25.07.2021 | Komentarze 4

Jedna z mikropętelkowych wariacji na temat Dobrej, Klęku i Skotnik z ponownym wykorzystaniem nowych asfaltów koło Głazu Piotrowiczowej (nie mogę się nimi póki co przestać cieszyć - co chwila bardzo fajne, kilkumetrowe, strome mikrohopki!). Jazda na szybko, by zdążyć przed zmrokiem, ale tak to jest, gdy cały dzień się czeka na ulewę lub burzę, a tu (mimo srogich momentami chmur) nic. No to potem trzeba gnać - na szczęście wiatru nie było prawie wcale, a poza miastem asfalty miejscami skropione (a więc jednak gdzieś tam padało!) i malownicze mgiełki tam i siam. Na szczęście już bez upału męczącego od rana.

Znalazłem sposób na Stravę pożerającą średnią, a wypluwającą dodatkowe minuty jazdy, gdy już nie jadę: należy pierwsza rzecz na mecie wycieczkę tylko zapisać, a dopiero potem poprzez edycję np. zmieniać nadany z automatu przez aplikację tytuł i ładować zdjęcia. Wtedy powinno być w miarę OK (dodało tylko 7 sekund - czas zapisywania wycieczki). I od razu średnia też bardziej cieszy, niż wk... ;)