Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Pan huann z miasteczka Uć w województwie uckim. Ma już przejechane na bs-ie 92689.48 kilometrów - w tym 3570.02 w sposób gruntowny! Przemieszcza się MERIDĄ Kalahari 500 (rocznik 2001) z prędkością zaskakująco średnią, bo wynoszącą 23.01 km/h - i się wcale tym nie chwali, jeno uprzejmie informuje.
Więcej o nim tu, a niżej BATONY NA BOCZKU ;)
2026 button stats bikestats.pl 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl Zaliczone rowerowo gminy:

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy huann.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 64.32km
  • Teren 2.56km
  • Czas 02:30
  • VAVG 25.73km/h
  • VMAX 42.37km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Kalorie 2787kcal
  • Podjazdy 263m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Cyklogrobing Rodzinny

Sobota, 21 października 2017 · dodano: 21.10.2017 | Komentarze 4

Po z musu nierowerowym piątku w targowej hali przyszedł czas na odrabianie odrabiania zaległych zaległości ;)
Dziś jedna ze smutnych rodzinnych rocznic, więc się udałem na cmentarz w Pabianicach ogarnąć to i tamto - w jedną stronę trasą całkiem, jakbym jechał do Jamboru (z uwzględnieniem pętelki wokół Bielicowego Stawu); powrót z kolei niemal na Prawdę. I tam właśnie wyszło słonko, bo wcześniej się groźnie chmurzyło, a rano nawet padało. Naprawdę. ;)
Sakwy w jedną stronę ze zniczami.
Nieprzyjemny wiatr z WNW mało co pomógł, a chwilami mocno przeszkadzał (zwłaszcza w Gadkach;).
A jak rodzinnie - to rodzinnie, więc odwiedziłem jeszcze w Rudym Lesie obraz nędzy i rozpaczy, czyli Willę zwaną Rodzinną (róg Cienistej) znaną powszechnie jako  tzw.Willa Grzegorzewskich. Zainteresowanych odsyłam do galerii internetowych, bo nóż mi się w kieszeni otwiera, jak miałbym coś jeszcze dodać :/
A jeśli chodzi o trasę, to zakończę zupełnie bez sensu, ale za to całkiem jak na Dzikim Zachodzie: Wanted Dead, or Relive!


  • DST 48.90km
  • Teren 1.10km
  • Czas 01:56
  • VAVG 25.29km/h
  • VMAX 37.80km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Kalorie 2124kcal
  • Podjazdy 180m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć i Rude Opłotki w słonecznej mgiełce

Czwartek, 19 października 2017 · dodano: 19.10.2017 | Komentarze 9

Rano tradycyjnie do p., a popołudniu jak zwykle ostatnio między 16.00, a 18.00 (czyli zmrokiem) nadrabianie rowerowych głodów kilometrażowych: tym razem wybór padł na Rude Opłotki - trasa popołudniowa (z niewielkimi modyfikacjami) taka sama jak ta sprzed 3 tygodni. Modyfikacją wybitnie denną okazał się zaś skrót przez Denny Lasek (by nie jechać ulicą Denną, która ma nawierzchnię taką, jak nazwę) - w lasku powalone drzewa w poprzek ścieżki, więc zawracanie kierownicy z tym wszystkim, a i średnia na tym ucierpiała.
A ponadto słonko zamglone, więc nie rażące i bardzo nastrojowo-jesienne mgiełki (rano wręcz mglisko!), a z atrakcji codziennych trzech debilnych kierowców na sam koniec:
Pierwszy, który raczył się zatrzymać tuż przy drodze rowerowej którą jechałem, a z pojazdu wprost pod moje koła wyskoczyło trzech radosnych pasażerów (dobrze, że Mery ma zrobione hamulce - jakby wyskoczyli dwa tygodnie temu, co najmniej jeden zostałby walnięty!).
Drugi kierowca bombowca, który wyprzedził mnie na jezdni tuż przed czerwonym, gdy już dojeżdżałem i hamowałem i się wcisnął przede mnie - tu też nowe klocki bardzo pomogły w braku kontaktu z jego tylnym zderzakiem.
A trzeci, który w korku chwilę potem jechał równolegle do mnie z tą samą prędkością co ja i postanowił mnie stopniowo docisnąć do wysokiego krawężnika. Odczekałem do ostatniej chwili i oto dziarkimi, a gromkimi kurewami oberwała paniusia pasażerka (bo była po odpowiedniej stronie;) - i chyba szybko przekazała tę radosną nowinę komu trzeba, bo łaskawie kilka cm odbił w lewo, a już niemal haczył o moje sakwy. A sakwy dzisiaj trochę wypchane tym i owym.
Wiatr dziś znów nie przeszkadzał ani nie pomagał - słabowita NEN-a ledwo odczuwalną była (podobnie jak wczorajszy ESE-sman;) - ach ci delikatni Germanie! :D


  • DST 49.64km
  • Teren 1.08km
  • Czas 01:57
  • VAVG 25.46km/h
  • VMAX 44.28km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Kalorie 2123kcal
  • Podjazdy 284m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć, a potem Opłotki S-7

Środa, 18 października 2017 · dodano: 18.10.2017 | Komentarze 9

Rano jak zwykle do p., a popołudniu do zmroku najpierw przedarcie się przez miejskie korki, a potem klasyczna S-7 (bez Scottnik tym razem) na trasie Sosnowiec-Stryjków-Smolice-Swędów-Szczawin-Samotnik-Smardzew. Na koniec tradycyjna, choć od rzadziej uczęszczanej strony wizyta nad Arturówkowymi Stawami.
Nie licząc korków (w tym koło węzła autostradowego, gdzie ich zazwyczaj brak - czyżby na A1 lub A2 coś się wydarzyło?) jeździło się dziś miło, choć bez fajerwerków: słaby ESE-sman przeszedł stopniowo w niemal nic z N, potem w ogóle wiało nic znikąd. Więc ani nie pchało (patrz: V max), ani nie hamowało (patrz: ogólna średnia). Nadal bardzo ciepło, choć niebo nieco zasnute - bez rażącego słońca tym razem.
Popołudniowa Reliszka ;)


  • DST 20.58km
  • Teren 2.27km
  • Czas 00:54
  • VAVG 22.87km/h
  • VMAX 35.86km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Kalorie 865kcal
  • Podjazdy 132m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć sprawunkowo-leśna

Wtorek, 17 października 2017 · dodano: 17.10.2017 | Komentarze 7

Rano klasycznie do p., po południu z p. do Odhuańńi (bo spisywali licznik elekpstryczny), a potem, że pięknie, lecz czasu do zmroku nie za wiele - tylko do Łagiewnickiego Lasu i nad Arturówkowe Stawy i o zachodzie - do domu. Trzeba korzystać z październikowych upałów i czasu letniego, bo po weekendzie już będzie bieda prawdziwa przedzimowa.
Relive popołudniowy, tym razem bezzdjęciowy (jakoś nie miałem weny) - proszę.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 38.03km
  • Teren 2.52km
  • Czas 01:31
  • VAVG 25.07km/h
  • VMAX 46.98km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Kalorie 1602kcal
  • Podjazdy 260m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć odserwisowa i Opłotki DoKlęSk-owe dość przepiękne

Poniedziałek, 16 października 2017 · dodano: 16.10.2017 | Komentarze 5

Po tygodniu z M. i psem pieszego hulania po złotej o tej porze roku Jurze (100 km piechotą chodzi;) nastał przysłowiowy poniedziałek. Na szczęście okraszony przepiękną wyżową pogodą (nie mogło tak być tydzień wcześniej?!) oraz perspektywą odbioru Meri z serwisu. Co też nastąpiło w godzinach wczesnopopłudniowych, ale musiałem jeszcze wrócić do p., by wreszcie o 16.00 móc ruszyć w wyjątkowo wręcz upalną złocistość jesienną testować poserwisową śmigaczewskość Merysi.
Poleciałem więc sobie najpierw stałą trasą z miasta na NE - na rondku w Sosnowcu skręciłem DoKlęSk (czyli na Dobrą, Klęk i Skotniki;), by przedrzeć się o pierwszym zmierzchu przez Łagiewnicki Las, sfocić o zmroku Arturówkowe Stawy - i powrócić kwadrans po zachodzie słońca w domowe pielesze. Trasa TuTu ;)
Meri lśni nowym siodełkiem (i nawet niemal nie odczułem różnicy co do wygody - a stare się starło, zdarło i wytarło oraz podarło), a także świeżymi gumami (podobne do poprzednich, tylko nieco inny wzór), tudzież nowym łańcuchem i spiłowanymi zębiskami. Że o sterach, piaście i różnych drobiazgach nie wspomnę. Bardzo kosztowny remont wyszedł :/ Ale za to, gdyby mi dziś zależało, mógłbym w warunkach pętelkowych (przy drugiej części trasy bardziej pod wiatr) próbować ustanawiać nowe rekordy prędkości - ale ponieważ pogoda taka, że nie było się po co spieszyć, a i parę fot na Reliszkę trzeba było trzasnąć - i coś tam terenowo dorobić, to jechałem sobie na luzach, zadowalając się zjazdem z górki z prędkością rzędu blisko 47 km/h. Byłoby szybciej, ale miałem nieco niewygodny plecaczek zamiast sakw w związku z odbiorem roweru z serwisu.
Jutro ciąg dalszy testowania ;)


  • DST 7.43km
  • Czas 00:20
  • VAVG 22.29km/h
  • VMAX 32.62km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Kalorie 320kcal
  • Podjazdy 32m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć doserwisowo-dość paskudna

Piątek, 6 października 2017 · dodano: 06.10.2017 | Komentarze 14

Po nocnym orkanie Ksawerym, co m.in. bardzo źle potraktował wierzbę przy ulicy (czyli ją skutecznie wytarmosił do granic totalnego połamania) ruszyłem jednak rowerowo mimo rozlewisk i stert gałęzi na ulicach do p. - jedyny powód był prosty: dziś Merysia miała po południu umówione spa tam, gdzie zawsze co pół roku, więc nie było innego wyjścia, tylko ją jeszcze ubłocić przed oddaniem w dobre, serwisowe ręce ;) - co też nastąpiło tym razem w strugach ulewnego, popołudniowego deszczu.
Teraz Mery ma tydzień pilnego przeglądu, a ja - tydzień zaległego urlopu :))
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 10.55km
  • Czas 00:28
  • VAVG 22.61km/h
  • VMAX 32.62km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Kalorie 452kcal
  • Podjazdy 50m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć mocno jesienna

Środa, 4 października 2017 · dodano: 04.10.2017 | Komentarze 2

Trasa: dom - p. - Odhuańń (tu chwila przerwy na odwiedziny w dobrze zaopatrzonej aptece celem zakupu niespotykanych kropli do oczek, kroplówek dla Alusia i zamówienia dla tegóż insuliny) - i do domu. Chłodno, silny zachodni wiatr. Sakwy - obładowane.
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 22.43km
  • Czas 00:56
  • VAVG 24.03km/h
  • VMAX 35.10km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Kalorie 969kcal
  • Podjazdy 101m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć sprawunkowo-bezmyślna

Poniedziałek, 2 października 2017 · dodano: 02.10.2017 | Komentarze 5

Rankiem wyjątkowo rześkim do p., a popołudniem jeszcze słonecznym do R. pomóc z tym i tamtym. Powrót już niemal po ćmaku - podczas powrotu m.in. "dyskusja" z kierowcą autobusu MPK, który radośnie stanął sobie na środku przejazdu dla rowerów, bo go czerwone zaskoczyło. I tak stał. Ja też stanąłem, choć miałem zielone, ale latać na rowerze niczym Harry na miotle nie potrafię, więc po chwili się zdrzaźniłem i oczywiście mu dupy nie objechałem - ino ryj: okrążyłem go od przodu, mówiąc mu przez okieneczko co myślę na temat jego mistrzów nauki jazdy.
A ponadto bardzo silny, południowy wiatr, rano korki-giganty na jezdniach, po południu - na rowerowej wuzetce. I mnóstwo bezmyślności - np. wśród kierowców stojących w korku tak, abym nie mógł ich ominąć przy krawężniku - i wśród obsługujących przypadkiem rowery, którzy uważają, że na DDR mogą robić, co im się żywnie podoba.
Nihil novi sub sole: ot, polskie społeczeństwo w swej kretyńskiej masie <DUŻY RZYG>
Kategoria 1. Only Uć


  • DST 96.68km
  • Teren 4.05km
  • Czas 03:39
  • VAVG 26.49km/h
  • VMAX 41.51km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Kalorie 4162kcal
  • Podjazdy 452m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dość szybki Jambór

Niedziela, 1 października 2017 · dodano: 01.10.2017 | Komentarze 10

Prognozy ładne, niedziela wolna, działka jamborowa nieodwiedzana od hu-hu... Cóż było robić - trzeba było śmignąć. Pretekstem miały być grzyby, ale wczoraj ubiegła mnie moja własna matka, która z samej działki (działka leśna) o wymiarach 30x30 m zebrała... 5 kg. No trudno;)

Ruszyłem zatem późnym rankiem z początku dosyć leniwie, obiecując sobie, że w sumie nie mam się już do czego spieszyć. Wiaterek powiewał dość niemrawo z lewego boku (SE). I tak sobie jechałem stałą trasą póki co - w słoneczku i kolorach jesieni - najpierw przez Uć. Tuż za miastem dogoniłem jakiegoś starszego Szoszona - i depnąłem mu na ambicję wyprzedzając go pod dość stromą górkę - pierwszą z tzw. Górek Pabianickich. Doczepił się do mnie z tyłu (pewnie robiłem sakwami nieco wypchanymi działkowo nie najgorszy korytarz powietrzny) - tuż przed szczytem odskoczył do przodu wołając, że "nieźle, nieźle, ale się chyba zgrzałem!" Jaaa? No dobra, trochę mi zaczął znikać, ale tym razem to on mi nadepnął na ambicję ;) Nie dogoniłem go co prawda na zjeździe pierwszym, ani na górce drugiej, ani nawet na drugim zjeździe (wiadomo, co semi-slicki i bagaż to nie latanie jak piórko na kolarce), ale już na trzecim podjeździe - i owszem! :D Chyba jednak dał mi jakieś fory - inaczej nie sposób tego wytłumaczyć;) Docenił moje sapania z tyłu - i odtąd następną górkę (wiaduktową nad S14) i zjazd pokonaliśmy razem. Na koniec (skręcał na Żytowice, a ja na Pabianice) życzył mi, żebym założył... czapkę. Chyba chodziło mu o orzeszek zwany kaskiem. Dowcipni ci szosowcy :D

A potem postanowiłem zaryzykować - nie z łupiną na głowinie (bo takowej łupiny nie posiadam), ino z pojechaniem trasą na Dobroń - i potem na Ldzań, gdzie ostatnio (czyli chyba na wiosnę) władowałem się w straszliwe rozkopy i inne ruchy wahadłowe z sygnalizacją polną. A jest to najkrótsza opcja na działkę na tym odcinku - oszczędzająca 6-8 km. I przegrałem - kilometrażowo (bo na koniec nie trzasnęła stówka), ale za to wygrałem prędkościowo! - bo szosa zrobiona, gładka jak stół, szeroka jak autostrada, a pusta - jak lotnisko w mieście Uć! :D

A na koniec przed działką już tradycyjnie 1,5 km terenu, gdzie omal nie zgubiłem na dziurdziołach sakwy (odpadł haczyk, ale odnalazłem) - i byłem w miejscu po grzybach ;)

TomTom poranny: Do Jamboru

Relive poranny: Do Jamboru

Na działce generalne porządki tarasowo-igliwiowo-rynnowo-gałęzisto-miotłowe, mycie Merysi wężem i smarowanie, zbieranie resztek grzybów (3 podgrzybki, 21 kurek), wreszcie godzinna przechadzka po lesie i nad wezbraną i częściowo wylaną na łąki rzekę - znalazłem jednego sitaka, ale był pełen robali – i już trzeba było się zwijać, by się przed nocą do domu wyrobić. Zakręciłem jeszcze wodę, żeby ewentualne przymrozki nie zrobiły szkód. Żegnaj Jamboru – do następnego szybkiego!

Powrót zaś nieco popętelkowany, żeby kilometrów choć trochę jeszcze ponabijać – a więc via Karczmy asfaltem, a potem m.in. pod Różę (podróże zawsze pod wiatr!) – i na koniec jeszcze, by popsuć;) sobie dokumentnie średnią 27+ terenowa pętelka wokół Bielicowego Stawu. Akurat wiało znad pobliskiej sortowni odpadów, więc olfaktorycznie było to jak uroki roztaczane przez jakieś zwłoki :< Tak mnie to osłabiło, że ostatnie 10 km już bardzo umiarkowanym tempem przez miasto – i 8 minut po zachodzie słońca dobiłem do chaty. Oczywiście mogłem na siłę jeszcze dokręcić kilka km-ów, by była stówka – ale obiad wzywał, a jak wiadomo – są priorytety – i Priorytety!

TomTom popołudniowy: Z Jamboru

Relive popołudniowy: Z Jamboru




  • DST 44.63km
  • Teren 1.82km
  • Czas 01:49
  • VAVG 24.57km/h
  • VMAX 40.75km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Kalorie 1917kcal
  • Podjazdy 268m
  • Sprzęt MERIDA KALAHARI 500
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uć z Dobrymi Opłotkami

Czwartek, 28 września 2017 · dodano: 28.09.2017 | Komentarze 8

Dziś rankiem rześkim (+8*C, więc gacie już ¾ i bluza z długim rękawem) do p. jak zazwyczaj.
A po południu ciąg dalszy wykańczania września – tym razem w opłotki nie południowe – a północne, bardziej pagórkowate. Wiatr nadal silny - z SE, więc właściwie w każdą stronę był boczny – raz bardziej w mordę (wtedy było za to zazwyczaj z górki – czyli +/- do Dobrej), raz tylno-boczny (od Dobrej do Lasu Łagiewnickiego). Specjalnie pojechałem w taki sposób, bo odcinek przez Las był pod wiatr, ale ze względu na zaciszność nie odczułem tego jakoś tragicznie. Ot, taktyka ;) Zapłaciłem za to w średniej prędkości wolniejszymi odcinkami terenowymi – a maksymalna prędkość ustanawiana jak zwykle w tych okolicach na ulicy Stryjkowskiej w granicach 43-48 km/h dziś dobiła ledwie do czterdziestki. Ano – coś za coś. A na koniec jeszcze ładny zachód słońca nad Arturówkowymi Stawami.
Atrakcją ludzką okazali się natomiast jedni mądrzy inaczej, którzy na ciągu pieszo-rowerowym zaparkowali na połowie szerokości auto, a na drugiej połowie stali i gadali. Bardzo się oburzyli, że im śmiem zwracać uwagę, bo przecież „piesi mają tu pierwszeństwo”. Powiedziałem grzecznie, że to nie parking i zostawiłem ich z pianami na pyskach. Ich piany – ich problemy ;) Następnym razem tradycyjnie rozjadę i będzie wielkie aj-waj. Zły rowerzysta, złyyyy.
Sakwy dziś mocno napchane różnymi bzdetami, więc w ogóle jechało się z mniejszym polotem niż wczoraj; tradycyjny filmik drogi (choć bezpłatny;) z dzisiejszego popołudniowego kręcenia Skrzypu skrzyp; Tomtomowe Ciachciarachciach - proszę uprzejmie.